logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: powieść
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-10-12 11:12
Szymek, Tośka, Wera i paru innych, czyli kilka godzin czystej przyjemności
Rdza - Jakub Małecki

“Ślady” tego autora czytałem prawie rok. Taka była to lektura, dająca od siebie odpocząć, nie skłaniająca do pośpiechu. “Rdzę” przeczytałem w parę godzin. Od dosłownie pierwszych słów zostałem wciągnięty w życie Szymka a potem i jego babci, kolegi, rodziców i sąsiadów. Wszystko, co miałem wczoraj zrobić, zrobię dzisiaj. Wczoraj tylko “Rdza”.

 

Zachwyciła mnie mnogość tematów, które zostały tu poruszone. Zachwyciło mnie także pokazanie ludzi jako istot wyjątkowych, w sensie: tak od siebie odmiennych, tak różnych. Ale tego akurat się spodziewałem, z tego autora już znamy. Początkowo chciałem parę motywów, które są poruszone w książce przytoczyć, ale ostatecznie stwierdziłem, że nie o to chodzi, żeby zdradzać, chodzi o to, żeby zachęcać. No to zachęcam.

 

Książka opowiada o ludziach i o życiu tych ludzi. Bywa niewesoła, ale autor pisząc o dramatach, tych mniejszych i większych nie popada w egzaltację, nie cierpi wraz z bohaterami, nie próbuje przemycać żadnych sugestii o niby uszlachetniającym cierpieniu. I takiego przedstawienia dramatu jestem fanem. I tak sobie myślę, że obok “Króla” wiadomego autora jest “Rdza” najlepsza powieścią jaką przeczytałem w ostatnich paru latach. A autor jest na drodze, gdzie każda kolejna książka wydaje się być jeszcze lepszą od poprzedniej. Aż się boję co będzie potem, w sensie: kiedy? Bo ja już bym chciał.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-09-30 18:09
Fajnie było, ale się skończyło, czyli o zamknięciu sagi o Cliftonach i Barringtonach
To był człowiek! - Jeffrey Archer

Tym razem mi się nie chce wypisywać, jak to Jeffrey Archer całe życie pisze jedną i tą samą książkę. Prawdę mówiąc od około czwartego tomu tego cyklu przestałem się tym denerwować, bo, po pierwsze: ten człowiek jest i tak jednym z najlepszych narratorów, jakich w życiu poznałem, i po drugie: dłuższe cykle tak mają, że w pewnym momencie przestaje się zwracać uwagę na drobnostki i po prostu się chłonie dalszy ciąg historii o bohaterach, których polubiliśmy.

 

Jasne, nie będę oszukiwał: zakończenie sagi jest idealnie przewidywalne, jak zresztą ogromna większość wydarzeń, które spotkały rodziny Cliftonów i Barringtonów. Jedynie ktoś, kto nigdy nie czytał żadnej książki Archera (albo w ogóle nie czytał) być może da się zaskoczyć. Ale mimo to czytelnik już od sześciu książek zaangażowany i tak dozna wzruszeń, radości, i innych przeróżnych emocji towarzyszących lekturze powieści obyczajowej. Tak to po prostu działa.

 

Obiektywnie przyznaję, że jest to tom słabszy od poprzednich dwóch czy trzech; a nagromadzenie “rodzinnej atmosfery” jak to nazywam jest tu naprawdę duże, aż do przesady. Ale dobijając końca opowieści o życiu Harry’ego, Gilesa i Emmy ze świadomością, że to koniec łatwiej jest żenujące fragmenty przełknąć bez popitki, skupiając się na tym, co w książce jest plusem. Czyli przede wszystkim na historii Virginii Fenwick, która zresztą od pierwszego tomu jest jednym z jaśniejszych punktów przedstawianej opowieści. Nie ma to jak czarne charaktery, zawsze powtarzam.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-09-25 20:20
[PRZEDPREMIEROWO] "Brzydka królowa" Victoria Gische
Autor: Victoria Gische
Tytuł: Brzydka królowa. Elżbieta Rakuszanka żona Kazimierza Jagiellończyka
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Książnica
Premiera: 27.09.2017
 
"Brzydka królowa" to czwarta z kolei powieść Victorii Gische. Posługująca się tym pseudonimem autorka pochodzi z Siemianowic Śląskich, jest historykiem z wykształcenia, interesuje się w szczególności Starożytnym Egiptem oraz Średniowieczem. Do tej pory spod jej pióra wyszły także: "Lucyfer. Moja historia", "Kochanka królewskiego rzeźbiarza" oraz "Tajemnice królów. W służbie faraona. Na tropie zaginionej księżniczki".
Elżbieta Rakuszanka zdecydowanie nie miała łatwego życia. Księżniczka w młodym wieku straciła oboje rodziców i wraz z rodzeństwem - starszą siostrą, Anną, i młodszym bratem, Władysławem - trafiła do surowego i nieczułego stryja. Opiekun traktował ich z zimną obojętnością, a ponieważ był nad wyraz skąpy, oszczędzał na jedzeniu i ubiorach, przez co dzieci chodziły wiecznie głodne i zmarznięte. Jedyną osobą, która szczerze się o nie troszczyła, była niania, Helena Kottanner. Trudne warunki niekorzystnie odbiły się na wyglądzie młodej Elżbiety, czyniąc z niej osobę niską, zgarbioną, o zaokrąglonych plecach. Mijały lata, a księżniczka coraz silniej odczuwała, jak wielką wagę przykłada się w otaczającym ją świecie do kobiecej urody. Jej brak mógł całkowicie zniweczyć jej plany na przyszłość. A pragnęła jedynie mądrego, kochającego męża, który będzie jej wierny.
Victoria Gische zaopatrzyła swoją powieść w godne skrupulatnego kronikarza detale przeróżnej natury. Dzięki nim czytelnik może się poczuć, jakby i on odwiedzał kolejne miejsca i współuczestniczył w przedstawionych wydarzeniach. Piękne, poetyckie opisy sprawiają, że z łatwością wyobrazimy sobie majestatyczne budowle czy zapierające dech w piersi krajobrazy. Nie przypadło mi do gustu tylko jedno, a były to sceny erotyczne. Nie spodziewałam się, że zostaną zrelacjonowane w tak drobiazgowy i... odważny sposób. Fragmenty te mocno się wyróżniały i, w moim odczuciu, niezbyt dobrze komponowały się z resztą książki.
Chociaż powieści historyczne nie należą do moich ulubieńców, zapowiedź "Brzydkiej królowej" sprawiła, że zapragnęłam ją przeczytać. Zaczęłam lekturę ostrożnie, z pewnym dystansem i zanim się spostrzegłam, opowieść wciągnęła mnie bez reszty. Bogactwo wykorzystanych faktów historycznych znacznie wzbogaciło moją wiedzę. Co ważne, z noty od autorki dowiemy się, co zostało przez nią na potrzeby powieści zmienione. Mimo nagromadzenia dat i innych informacji, jej styl pozostał lekki i przyjazny w odbiorze, co uważam za ogromną zaletę. Powieść Victorii Gische pozwoliła mi miło spędzić czas, a przy tym wiele się nauczyć. Z pewnością sięgnę jeszcze kiedyś po inne książki tej autorki, a "Brzydką królową" z czystym sumieniem Wam polecam.
 
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książnica!
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/09/przedpremierowo-brzydka-krolowa.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-09-20 12:55
Prawie rok lektury, czyli o "Śladach" Jakuba Małeckiego
Ślady - Jakub Małecki

Parę dni temu skończyłem czytać „Ślady”, i akurat w tym samym czasie na YouTube na kanale Bukbuk pojawił się stosunkowo długi wywiad z autorem. To, co Jakub Małecki miał do powiedzenia nieźle zgrało się z moimi wrażeniami ze „Śladów”, książki, którą zacząłem czytać przed wieloma miesiącami, ale od której robiłem sobie długie przerwy.

 

Jest to pozycja trochę podobna do „Dygotu”, który znowu był nieco podobny do twardochowego „Dracha”, opisując wiele historii ludzi ze sobą powiązanych rodzinnie, a przynajmniej spowinowaconych. Każda historia rozpoczyna się od mapy, dzięki której czytelnik może się zorientować w miejscu akcji, i tak obserwujemy kolejne pokolenia ludzi żyjących w tym kraju, poznając podstawową prawdę o społeczeństwie: każdy człowiek jest różny, inny, jest indywidualnością, której nie sposób powtórzyć, skopiować. Życie osób nawet stale stojących z boku, nie wpychających się w bycie częścią większej społeczności to także taki mały wszechświat wydarzeń, dramatów i radości.

 

Mianownikiem łączącym historie, poza faktem poruszania się w obrębie pokoleń ludzi ze sobą spokrewnionych, jest opis życia od strony raczej niespecjalnie wesołej; oglądamy ludzkie dramaty, niewiele radości. Z tym, że nie są to dramaty w skali makro, a właśnie takie małe, codzienne, składające się na życie człowieka. Niektóre z osób w ogóle mnie nie obeszły, inne wręcz przeciwnie, stąd jak przypuszczam te przerwy w lekturze. Ja nie potrafię ot tak, przewrócić strony i czytać o kolejnej postaci, kiedy ta poprzednia zrobiła na mnie tak duże wrażenie, a jej historia pozostanie w głowie na dłużej.

 

I kiedy czytam taki „Dygot” czy „Ślady”, myślę sobie o autorze jak o kolejnym pisarzu, który próbuje nam gdzieś podprogowo pokazać że cierpienie jest w jakiś sposób szlachetne. Co dla mnie jest wierutną bzdurą, co brzmi jak dorabianie ideologii, próba zrobienia z siebie apostoła czego- lub kogokolwiek tam, wszystko jedno. A tu oglądam wywiad z Jakubem Małeckim, w którym opowiada on rzeczy kompletnie odwrotne, nawet odrobinę kpiąc z cierpienia jako metody na coś tam-coś tam, twierdząc, że jest człowiekiem raczej radosnym, i że tylko pisze o takich smutnych sprawach, bo go interesują. I to mi się podoba, dla mnie to dodatkowy smak książki, taki mały bonus.

 

Już za kilka dni pojawi się kolejna książka autora, zatytułowana „Rdza”. I już wiem, że nie będzie wesoła. Mam nadzieję, że w Legimi pojawi się już w dzień premiery.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-08-28 15:17
Forrest Gump w stylu Hakana Nessera, czyli jak poprawić sobie humor
Jedenascie dni w Berlinie - Håkan Nesser

Nie licząc Mankella i Larssona, którzy są niejako poza kategorią, dwóch twórców skandynawskich uważam za lepszych, bardziej utalentowanych od reszty konkurencji: Asę Larsson i Hakana Nessera. O ile na kolejne powieści tej pierwszej czekam i nie mogę się doczekać, tak pan Nesser napisał tego już sporo, i co rusz wychodzi coś nowego. Tym razem w mój czytnik wpadła powieść nie należąca do żadnego większego cyklu, zatytułowana „Jedenaście dni w Berlinie”.

 

Rzecz jest absolutnie świetna. Poznajemy bohatera, młodego Szweda, który po wypadku w dzieciństwie ma spore problemy ze skupieniem, stał się powolniejszy, wiele stracił na zdrowiu, głównie przez uszkodzenie mózgu. Żyje sobie z ojcem, wujem i ciotką, aż nagle na łożu śmierci ojciec mówi mu, że w Berlinie mieszka jego matka, i że musi do tegoż Berlina się udać, by ją odnaleźć i przekazać pewien przedmiot.

 

Istotą lektury jest oczywiście obserwacja zagubionego, ale jednocześnie w pewien nielogiczny sposób odważnego, młodego człowieka, który mocno odstaje od reszty społeczeństwa. Zdaje sobie sprawę z własnej ułomności, ale dzielnie idzie do przodu, i jak łatwo można sobie wyobrazić, jego odmienność, plus obcy kraj, plus obcy język dają nam okazję do całej masy przedziwnych zdarzeń. Przy czym warto dodać, że tym razem Hakan Nesser nie dramatyzuje, nie skupia się na ciemnych odcieniach życia (jak w rewelacyjnej serii o inspektorze Barbarottim chociażby), a wręcz przeciwnie, pokazuje równie realnie, że życie często nie bywa aż tak poważne, jak nam się wydaje.

 

„Jedenaście dni w Berlinie” jest książką dość krzepiącą, przy czym autor umiejętnie bawi się różnego rodzaju nietypowymi zagraniami, trudnymi do wyjaśnienia wydarzeniami, by pokazać nam coś dobrego, coś przyjemnego, coś ciepłego. I choć mam duże problemy z trawieniem pewnego rodzaju literackich sztuczek, czy niewyjaśnionych zdarzeń, tym razem widząc jak mądrze zastosował je autor, i co przez to chciał pokazać wszystko kupuję bez wahania. Po tym pisarzu nigdy bym się nie spodziewał tak uroczej historii. Zdecydowanie polecam.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?