logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: wilk-z-wall-street
Load new posts () and activity
Like Reblog
show activity (+)
review 2015-08-17 20:22
Wilk z Wall Street - Jordan Belfort

Wyobraźcie sobie wielki ul. Wwiercające się w mózg bzyczenie. To nie pszczoły, to wielkie skupisko białych kołnierzyków przekrzykujących się nawzajem. Liczą się tylko oni i słuchawka. Klient po drugiej stronie nie ma twarzy. To wór, wielki wór, do którego trzeba wrzucić jak najwięcej papierów wartościowych. Z jak największym zyskiem, oczywiście. Przecież nic innego się nie liczy. Tylko kasa, mamona, forsa. By Żyć, Żyć przez duże „Ż” - dokładnie tak jak szef, Jordan Belfort, dumny przywódca tego bezwzględnego stada.

 

Postać Belforta stała się powszechnie znana dzięki filmowi pod tytułem… Tak, dokładnie takim samym, jak książka. Dla tych jednak, którzy filmu nie widzieli (to ja!) albo zdążyli go już zapomnieć, przytoczę krótką historię Wilka. Jordan Belfort to „natural born seller”. Jako osiemnastolatek otworzył swój pierwszy biznes. Był… domokrążcą oferującym mrożone mięso i owoce morza. Firma upadła, ale Belfort miał już na siebie inny plan. Rozpoczął karierę brokera giełdowego. Był w tym tak dobry, że po niedługim czasie otworzył własną firmę brokerską - Stratton Oakmont. Balansując na granicy prawa (a raczej: biegając sobie po niej slalomem), dorobił się fortuny i stał się tym, kim się stał – Wilkiem z Wall Street.

 

Tych, którzy na dźwięk słów „gospodarka”, „finanse” i „giełda” dostają napadu ziewania bądź odruchu wymiotnego, informuję, że autor łagodnie obszedł się z laikami. Mało to branżowej paplaniny. Całość kręci się wokół wynaturzonych relacji międzyludzkich oraz patologicznych zachowań w świecie wielkiego biznesu. Czytelnik dostaje w bonusie „zapiekanki, prostytutki”, a do tego całe wiadra narkotyków. To właśnie tu, w Stratton Oakmont, przygodny seks na parkingu nie wydaje się być niczym szokującym, a przekleństwa uważane są za formę sztuki.

 

Książka doskonale pokazuje, jak manipuluje (manipulowało?) się pracownikami w dużych firmach. Strattonici musieli zarabiać dużo. Na tyle dużo, żeby widzieli sens swojej niemoralnej, do bólu powtarzalnej pracy. Za nic jednak nie mogli zbliżyć się do zarobków Wilka. To on dyktował reguły. Narzucał styl Życia (tego przez duże Ż!). Jego pracownicy musieli go naśladować. A raczej: pragnąć być tacy jak on, dotrzymać mu kroku choć przez chwilę. Odczuwali szaleńczą potrzebę prestiżu, choć pozornego. Wydając całe swe zarobki na hulaszczy tryb życia, co miesiąc skutecznie czyścili swoje konta. Byli zdani na łaskę i niełaskę Wilka. I właśnie o to mu chodziło.

 

Życie Belforta nie ograniczało się tylko do pracy. W domu czekała na niego przepiękna żona, Nadine, i dwoje cudownych dzieci. Belfort kochał tę trójkę.. po swojemu. Pojawiając się i znikając. Żądając bezwarunkowej miłości, choć samemu jej nie dając. Upadając i żądając, by żona podnosiła go po raz kolejny. Kłamiąc, narażając najbliższych na ból i problemy. Potrafił jednak rzucić wszystko i być przy dzieciach, kiedy te potrzebowały pomocy. Otwierał drzwi szpitali horrendalnymi kwotami. I płakał, płakał z bezsilności, kiedy pieniądze i znajomości nie mogły załatwić wszystkiego.

 

„Wilk z Wall Street” jest powieścią autobiograficzną, przynajmniej według autora. Ile w tym prawdy – ciężko stwierdzić. Wszak wciskanie kitu jest właśnie tym, czym całe życie zajmował się Belfort. Nie mam jednak do niego żalu, nawet, jeśli okłamał tysiące czytelników na całym świecie. Wilk ma ogromny talent: potrafi porwać i pociągnąć za sobą tłumy (do czego sam nieskromnie przyznaje się w książce). Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam kolejną książkę Grishama, co jest olbrzymim komplementem. Nie wiem, czy ktoś Belfortowi pomagał, czy spłodził tak wciągającą książkę sam… A może kawał dobrej roboty odwalił tłumacz? Jedno jest pewne: nie żałuję, że kupiłam od razu drugą część. Nie umiem, po prostu nie potrafię oderwać się od historii choroby autora. I nie mówię tu o narkomanii czy nimfomanii. To tylko pochodne. Prawdziwym rakiem zżerającym Belforta od środka jest władza, chory American Dream, przyjmujący skrajnie patologiczne formy.

 

Wilk jest bezczelny. Wilki jest dziany. Wilk jest wulgarny, ale inteligentny.

Wilkowi wolno wszystko.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-07-28 16:40
Obława
Polowanie na Wilka z Wall Street - Jordan Belfort

Już dwukrotnie zetknąłem się z charyzmatyczną postacią Wilka z Wall Street. Oglądałem film oraz przeczytałem książkę. Teraz przyszedł czas na skonfrontowanie się z kolejną częścią spowiedzi Jordana Belforta. Polowanie na Wilka z Wall Street liczy sobie ponad 400 stron, a książkę tę czyta się jak bardzo dobry kryminał. Można się dopatrzeć pewnych elementów zapożyczonych z tego gatunku(np. prowadzone śledztwo), ale to trochę za mało. Dla istnienia powieści kryminalnej niezbędne jest morderstwo. A akurat tego przestępstwa nie popełnił Jordan Belfort.

 

On tylko zniszczył swoje życie i oszukał kilkanaście (jeżeli nie setki) tysięcy osób. Wybierał głównie bogatych, ale nie można go przedstawić jako współczesnego Robin Hooda. Ograbiał możnych, ale środki dzielił głównie między siebie i swoich pracowników. Oczywiście z odpowiednim uwzględnieniem wkładu i zasług. A tych osób do biednych nie można zaliczyć. Sam Jordan Belfort, w swoich książkach, wielokrotnie stwierdza, że opisuje losy Bogatych i Dysfunkcyjnych. Dlatego myślę, że Wilka z Wall Street oraz Polowanie na Wilka z Wall Street można nazwać książkami charakteryzującymi określoną klasę społeczną. Uwaga czytelnika zostaje skoncentrowana na tym, niewielkim, procencie najbogatszych osób na świecie.

 

A reprezentuje ich – nikt inny – inteligentny oszust giełdowy, Wilk z Wall Street – Jordan Belfort.

 

Wszystko ma swój początek

 

W Polowaniu na Wilka z Wall Street Jordan Belfort opowiada o tym, jak stał się, poszukiwanym przez służby federalne, oszustem giełdowym. Odsłania swoje korzenie, wskazuje na to, co uczyniło go takim, a nie innym człowiekiem. Postępował w sposób pomysłowy, kreatywnie omijając kolejne przepisy prawa. Ale na początku nic nie wskazywało na to, że kiedyś stanie się nieprzyzwoicie bogaty i zepsuty. Jak we wszystkich wielkich historiach w stawianiu pierwszych kroków pomagają szczęście oraz przypadek.

 

Jordan Belfort, po uzyskaniu licencji brokera, miał pecha. Gdy tylko zaczął pracę na Wall Street pękła internetowa bańka. Ten krach na giełdzie spowodował, że wielu młodych ludzi straciło dochodowe zajęcie jakim był handel akcjami. Wielkie firmy brokerskie upadały, a zawód ten stał się mało popularny. Jordan Belfort, chociaż myślał, że złapał już Boga za nogi, musiał rozpocząć długą, powrotną wędrówkę na Wall Street. A pomogły mu w tym akcje centowe (penny stocks). Cóż to za wytwór? Wystarczy zapytać Google'a, aby dowiedzieć się, że są to akcje firm z bardzo niejasną przyszłością, a kupowanie ich wiąże się z ryzykiem. Jordan Belfort zrewolucjonizował ten rynek. Przed nim, tego typu akcje, sprzedawano wyłącznie przedstawicielom klasy średniej. Ludziom, którzy mieli coś tam odłożone i dali się omotać – mniej lub bardziej – zdolnemu telemarketerowi. A Jordan Belfort postanowił, że będzie sprzedawał akcje centowe bogatym ludziom.

 

Ten charyzmatyczny człowiek osiągnął cel przez wykorzystywanie socjotechniki. Był charyzmatycznym czarodziejem, który oplątywał swoje ofiary iluzją zbudowaną ze słów. Potem ci ludzie przelewali mu dokładnie tyle, ile on sam chciał. W ten sposób zaczął robić interesy. A w uzyskiwaniu coraz większych dochodów pomagała mu prowizja. Aby jeszcze bardziej się wzbogacić zaczął naginać obowiązujące przepisy. Wszystko to robił z pełną świadomością i w trakcie lektury książki można odnieść wrażenie, że dawało mu to bardzo dużo przyjemności. Ale potem zaczęły pojawiać się różnego rodzaju problemy i uzależnienia.

 

Klasa uzależniona od pieniędzy

 

Największą używką, według Jordana Belforta, są pieniądze. Dopiero obok nich można wymieć seks, narkotyki i alkohol. Zarabianie milionów i oszukiwanie systemu tylko na początku pozwalały odczuwać rozkosz głównemu bohaterowi. Wszystko szło mu zbyt łatwo. Dlatego zaczął poszukiwać innych form odczuwania przyjemności. I tak zaczął wydawać pieniądze na coraz to wymyślniejsze używki.

 

Jednak Jordan Belfort nie krytykuje samego kapitału, nie uważa, że to pieniądze psują ludzi. Raczej twierdzi, że bogatych niszczy to w jaki sposób wykorzystują oni swoje zasoby. Jordan Belfort wybrał drogę zepsucia i degradacji, co było wynikiem zbyt łatwego wzbogacenia się. Na swojej drodze napotkał zbyt mało przeszkód, wszystko mu się udawało i popadł w samouwielbienie. Uznał, że jako Wilk z Wall Street ma immunitet, którego żadna siła nie może znieść. Okazało się, że wszyscy czekali na to, aż wpadnie on we własne sidła.

 

I gdy tak faktycznie się stało Jordan Belfort zaczął opowiadać swoje życie. Najpierw stróżom prawa i porządku, agentom federalnym i adwokatowi, a potem czytelnikom. Za sprawą Martina Scorsese opowieść o Wilku z Wall Street doczekała się ekranizacji.Trzeba jednak pamiętać o tym, że obie książki tworzą skomplikowaną spowiedź, a nie tragikomedię o cwanych inwestorach z Wall Street. Dlatego warto przeczytać obie, a nie tylko obejrzeć sam film.

 

Jordan Belfort, Polowanie na Wilka z Wall Street

Świat Książki, Warszawa 2014

okładka miękka, 462 strony.

Like Reblog Comment
review 2014-03-27 18:21
Dysfunkcyjny Wilk

Mówienie o pieniądzach, przynajmniej ostatnio, nie jest zbyt modne. Kryzys spowodowany przez manipulacje na giełdzie i nasza polska afera pisarska nie zachęcają do poruszania jakichkolwiek materialnych aspektów rzeczywistości. Lepiej milczeć i pisać. Lub robić to, czym aktualnie się zajmujemy.

 

Natomiast jeżeli ktoś czuje potrzebę poczytania o pieniądzach powinien sięgnąć po Wilka z Wall Street. Książka ma zupełnie inny wydźwięk, niż nominowany do Oscara film w reż. Martina Scorsese. Najpierw, w wyniku przedoscarowego szaleństwa, miałem okazję zobaczyć jej ekranizację. Po zapoznaniu się z tym grubawym (ale pięknym) dziełem stwierdzam, że książka jest o wiele bardziej wieloaspektowa i otwarta na interpretacje. Film Scorsese też jest świetny, ale stanowi uproszczenie historii najśmielszego i największego oszusta na świecie. Jest nim autor książki – i główny bohater – Jordan Belfort.

 

Potęga pieniędzy

 

Największą siłą kształtującą życie Jordana Belforta nie była miłość do pierwszej albo do drugiej żony, ale pieniądze. Pragnął je zdobywać, pomnażać, przelewać i posiadać. Stały się dla niego najbardziej uzależniającym narkotykiem. Jednym z wielu, których używał, ale ten stał się dla niego wręcz niezbędny. Potrafił powstrzymać się od wciągania kokainy, zdarzało się, że odstawiał nawet swoje ulubione „cytrynki” (metakwalon produkowany przez firmę Lemmon). Jednak z uzależnienia od pieniędzy nie potrafił się wyleczyć. Jordan Belfort opisując swoją historię, pokazał mroczną stronę bogactwa. A najgorsze było dla niego to, że miał świadomość swojego upadku.

 

Głównego bohatera książki można porównać do muchy, która usiadła w miodzie. W pierwszej chwili jest ona szczęśliwa, bo ma pod dostatkiem jedzenia. Ale jej odnóża powoli się zapadają, a wkrótce, po kilku próbach odlotu, grzęźnie w miodzie na dobre. Kraina szczęścia stała się przekleństwem, które doprowadziło do jej zguby. W taki sam sposób Jordan Belfort opisuje bogactwo. Dążył do niego, chciał mieć miliony na koncie i nie martwić się o przyszłość. Okazało się, że posiadanie pieniędzy nie jest końcem problemów, ale dopiero ich początkiem. Z czym musiał się zmierzyć, młody genialny broker, gdy już ciasno owinął się całunem z pieniędzy?

 

Systemowe oszustwa

 

Przede wszystkim musiał uchronić je przez państwem. Olbrzymie sumy, które posiadał zarobił w sposób półlegalny, balansując na krawędzi prawa. Dlatego próbował je ukryć w Szwajcarii. Ta popularna, wśród bogatych ludzi, praktyka okazała się być, dla Jordana Belforta, pierwszym krokiem do porażki. Potem sprawy potoczyły się już szybciej, ponieważ nie wszyscy byli wobec niego lojalni. I dlatego system mógł go dopaść.

 

Interesujący jest sposób, w jaki ukazane jest w książce oszustwo. Jordan Belfort jest arcymistrzem w naginaniu przepisów i wykorzystywaniu luk w prawie. Jednak nikt w książcenie zadaje pytania, dlaczego takie rozwiązania wciąż istnieją. Można stwierdzić, że oszustwo jest nieodłącznym elementem systemu prawnego. Potrzebne jest, aby uprawomocnić jego istnienie, aby był potrzebny. A ludzie wykorzystujący te luki niekoniecznie są źli. Po prostu są sprytni, wiedzą jak działać i skutecznie oszukiwać system, wykorzystując jego właściwości. Jordan Belfort udowodnił, że przez bardzo długi czas, organy ścigania oraz instytucje dbające o porządek na świecie, mogą gonić swój własny ogon.

 

Jednak tego aspektu książki nie należy postrzegać jako pochwały oszustwa. Przybiera on wymiar całkowicie obiektywny, jest tylko opisem sytuacji, w której poruszał się Jordan Belfort. Być może, właśnie z tego powodu, książka ta jest bardzo dobra.

 

Spowiedź

 

Wilk z Wall Street to wspomnienia spisane z perspektywy czasu, ponieważ Jordan Belfort zasiadł na sali rozpraw jako oskarżony o oszustwa. Autor stworzył interesującą autobiografię, w której doskonale scharakteryzował świat, w którym żył. Dzisiaj jest już innym człowiekiem. Gdy został złapany i oskarżony odczuł ulgę. Nie musiał się już ukrywać, mógł zacząć żyć. Można zapytać, jak w ogóle może zasypiać ze świadomością, że oszukał tak wielu ludzi. Odpowiedź jest zawarta w książce. Jego celem nigdy nie były osoby, dla niego każdy z klientów był numerem telefonu i rachunkiem bankowym. Jordan Belfort oszukiwał cudze pieniądze. Tylko one się dla niego liczyły.

 

Bez nich nie mógłby prowadzić Życia (przez duże Ż). Nawet jeżeli zaraz za tym rzeczownikiem pojawiały się dwa przymiotniki: było to Życie Dysfunkcyjnych i Bogatych. Jordan Belfort, opisując swoje poczynania, nie grozi placem, niczym rozdrażniona guwernantka. On kwituje swoje życie uśmiechem szaleńca, który wziął udział w zbiorowym obłędzie. I miał odwagę to opisać.

 

Jordan Belfort, Wilk z Wall Street

Świat Książki, 2014

oprawa miękka, 512 stron

More posts
Your Dashboard view:
Need help?