logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Konrad-T.-Lewandowski
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-08-13 17:37
Myślałem, że będzie poważniej, czyli o "Czasie egzorcystów" Konrada T. Lewandowskiego
Czas egzorcystów - Konrad T. Lewandowski

Miałem nadzieję, że to będzie coś więcej, niż po prostu dobra powieść sensacyjna. Że za tak kontrowersyjnym tematem pójdzie coś więcej. Niestety myliłem się - “Czas egzorcystów” to tylko dobra historia rozrywkowa. Nawet trudno tu mówić o kontrowersji, bowiem zło ukazane w kapłanach i biskupach jest tak przesadzone, że aż groteskowe. Wątpię by nawet dyżurni “obrońcy wiary” dali się złapać na ten haczyk, i chyba faktycznie nie dali - sam fanem kościoła nie jestem, ale nie miałem pojęcia o takiej książce, nigdzie o niej nie słyszałem, żaden z owych “obrońców…” nie narobił szumu jak to dokonuje się zamach na wiarę. Bo fabuły “Czasu egzorcystów” nie da się traktować poważnie.

 

Pozostaje nam więc pozbawiona dodatkowego dna typowa opowieść policyjna, śledztwo toczone wśród zakonników-egzorcystów, ludzi głęboko wierzących nie tylko w Boga, ale i w demony i możliwość opętania. Wspominałem już, że według mnie Konrad T. Lewandowski świetnie wie jak należy pisać, by zrobić wrażenie na czytelniku, i teoria ta sprawdza się także w tym przypadku. Mamy interesujących bohaterów, równie ciekawe między nimi relacje, no i tą warstwę political fiction, o władzy księży nad resztą naszego narodu. Dlaczego piszę political fiction, skoro każdy wie, że u nas naprawdę oni są traktowani inaczej, jak lepsza grupa społeczna ze specjalnymi przywilejami? Bo jak już wpomniałem zaprezentowanych tu zdarzeń nie sposób traktować poważnie, to historia rodem z amerykańskich thrillerów o seryjnych zabójcach, w których gdzieś jeszcze pojawia się jakiś element mistycyzmu, kultu. Jeśli chodzi o samą rozrywkę, to nie ma żadnych powodów do narzekań - zabawa jest naprawdę niezła, a bohaterowie autorowi wyszli nieźle. O każdym z nich jest akurat tyle, by czytelnika zainteresować, by postać polubić, by zastanawiać się co będzie działo się z nią dalej. Samo śledztwo jest równie ciekawe, i fani seryjnie produkowanych thrillerów z zachodu będą bardziej niż zadowoleni.

 

Mi jednak szkoda tematu. Autor tak bardzo przesadził opisując kościół, że faktycznie cała ta kontrowersja jest tylko tłem potrzebnym do lektury thrillera. Tak naprawdę nie ma znaczenia, to groteska a nie opis zła, które drzemie w każdym człowieku - także tym w sutannie. Bawiłem się nieźle, ale jestem rozczarowany, że gdy ktoś wreszcie zdecydował się ruszyć temat, to zrobił to tak… asekuracyjnie? Brak powagi powoduje brak refleksji, i tak powieść można traktować bardziej jak kiepski film z Jeanem Reno (miał taki cykl bardzo słabych śledztw około-religijnych) z udanymi postaciami, a nie powieść ruszającą temat nieprzyjemny, ale ważny, o którym powinno się mówić głośniej.

 

Czas egzorcystów

Zysk i s-ka 2014

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-08-03 08:00
Ależ ten facet potrafi pisać! - czyli jak zachwycam się "Utopiami" Konrada T. Lewandowskiego
Utopie. Wysłanniczka bogini. Królowa Joanna D'Arc - Konrad T. Lewandowski

Zwrotnice czasu” to seria, która przedstawia dzieła polskich twórców, a ich wspólnym mianownikiem jest prezentacja innego biegu historii, niż ten, który znamy. Niektórzy autorzy potrafią historyczne tło jedynie zarysować, a potem zupełnie “odlecieć”, jak Szczepan Twardoch w genialnym “Wiecznym Grunwaldzie”; inni wykorzystują historię do zaprezentowania czegoś innego, odmiennego (“Burza” jako prawie publicystyka, “Ogień” - dramat). Aż wreszcie są tacy, którzy faktycznie zajmują się kreacją alternatywnej wersji historii, oddając nam po prostu świetne rozrywkowego powieści. Zrobił tak dwa razy Marcin Wolski, i również dwa razy poznaliśmy pomysły Konrada T. Lewandowskiego.

 

“Utopie” to wspólny tytuł dla dwóch mikropowieści w książce tej zawartych. Pierwsza z nich, stosunkowo krótka, może nawet bardziej opowiadanie, nosi tytuł “Wysłanniczka bogini”. Jest to prezentacja świata z czasów Bolesława Śmiałego, jednak w przeciwieństwie do znanej nam rzeczywistości, tu w kilkadziesiąt lat po dokonaniu chrztu Polski kapłani Chrystusa zostali z ziem Polan wygnani. Autor opowiada o próbie zjednoczenia plemion zamieszkujących północną część ziem polskich, i oddaje w ręce czytelnika zajmującą opowieść, faktycznie przedstawiającą przeróżne możliwości, jakie dziś, z perspektywy czasu, można dostrzec. Mimo stosunkowo krótkiej historii, i nawet niespecjalnie skomplikowanej, talent Lewandowskiego do prowadzenia narracji i dialogów powoduje, że od lektury trudno się oderwać. Podobnie jak w “Orle bielszym od gołębicy” i tu, jeśli ktoś pragnie, pod pełną zwrotów akcji historią dostrzeże co nieco o Polsce i Polakach, plus sporo krytycznych uwag dotyczących kościoła, co niektórym czytelnikom nigdy się nie nudzi.

 

Drugim tekstem w “Utopiach” zawartym jest “Królowa Joanna D’Arc”. Rzecz o wiele większa, stworzona z prawdziwym rozmachem. Fabuła toczy się w wieku XV, a punktem wyjścia jest brak bitwy pod Grunwaldem - zamiast rzezi nastąpił tam cud, przygotowany osobiście przez królową Jadwigę, w tej wersji historii żyjącą znacznie dłużej, niż w naszej. Jednak konflikt z Zakonem Krzyżackim trwa, z kolei na południu od naszego kraju, w Czechach, gromadzą się armie, pragnące raz na zawsze wykończyć husytów. Wśród nich znajduje się Joanna D’Arc, która zamiast zginąć męczeńską śmiercią ruszyła na wschód z pragnieniem walki z herezją.

 

“Królowa Joanna D’Arc” to prawdziwe arcydzieło, rzecz znacznie przewyższająca większość historii alternatywnych, które miałem dotychczas przyjemność poznać. Poznać klasę autora, który tak dobry pomysł i tak świetnie wykonany, idealnie umieszczony w realiach historycznych, zdający się niemalże realnym, wykorzystał na stworzenie mikropowieści, a nie całego cyklu książek (czego spodziewałbym się po wielu innych twórcach). To taka polska “Gra o tron” w pigułce, w której oglądanie tego, co Lewandowski zaplanował najpierw daje radość, a potem wywołuje uczucie oszołomienia - tak dobra jest to historia. Autor gra na czytelniku jak na instrumencie, jedna emocja goni kolejną, wściekłość miesza się z dumą, smutek i przygnębienie z radością.

 

Niejeden już napisał o Polsce od morza to morza, niejeden oferował nam opowieść, w której poznajemy wiele powodów do odczuwania dumy z narodu Polskiego. Ale taka jakość jest naprawdę rzadko spotykana, przynajmniej jak dla mnie, idealnie trafia w mój gust. Plus kolejną wartością, prócz samego języka, jest także oddanie nam historii alternatywnej, która nie prowadzi nachalnej edukacji. Autor nic nam nie próbuje pokazać, niczego uczyć, nie przekonuje do swojego zdania - oferuje tylko inną wersję znanych wydarzeń. I robi to z ogromnym rozmachem, wręcz zawstydzając niejednego, co to alternatywną wersję historii chciał kreować. Jakby mówił wręcz: tak się to robi!


PS. Tylko kto wymyślił tak paskudną okładkę??

 

Narodowe Centrum Kultury 2014

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-07-23 09:27
Twardochodem na Moskala, czyli jak wygraliśmy powstanie styczniowe
Orzeł bielszy niż gołębica - Konrad T. Lewandowski

Choć należę do tych czytelników, którzy totalnie przerzucili się na elektroniczne wersje książek, wciąż istnieje jedna seria wydawnicza, którą chętnie kupowałem w wersji papierowej. Chodzi mi o świetnie wyglądające na półce “Zwrotnice czasu”, o którym to cyklu przypomniałem sobie ostatnio przy okazji awarii czytnika. Robiąc z konieczności przerwę w lekturze kilku tytułów sięgnąłem po ostatni, jak na razie tom serii, napisany przez Konrada T. Lewandowskiego, którego prozę tak naprawdę dopiero odkrywam, głównie dzięki wznowieniu Ksina. I od razu mogę powiedzieć, że tak, jak w swojej najbardziej znanej serii fantasy, tak i w historii alternatywnej człowiek ten spisuje się doskonale - “Orzeł bielszy niż gołębica” to solidna opowieść, która świetnie spełnia swoje zadanie. Po pierwsze daje sporo radości z lektury, z samej historii, a po drugie - i chyba w przypadku tego cyklu ważniejsze - wyzwala w czytelniku pragnienie konfrontowania wydarzeń z książki z tymi prawdziwymi, czyli powoduje wzmożone zainteresowanie powstaniem styczniowym, jego przebiegiem, przyczynami klęski i wpływem na kolejne zrywy narodowowyzwoleńcze.

 

Całość koncepcji została umieszczona w niezwykle popularnej ostatnimi czasy konwencji steampunk, jednak nie dlatego, że jest to modne, ale dlatego, że pisarz faktycznie miał pomysł genialnie tkwiący w alternatywnym przebiegu rewolucji przemysłowej. Historia zaczyna się w momencie, gdy Królestwo Polskie zostało w pewnej mierze odtworzone z ziem zaboru rosyjskiego, a stało się to możliwe dzięki polskiej myśli technicznej - wynalazkowi za którym stoi Ignacy Łukasiewicz. U nas wynalazca lampy naftowej, u Lewandowskiego wynalazca pędni, siły za którą stoi koncepcja tak zwanych twardochodów, czyli czegoś co najprościej można by nazwać połączeniem lokomotywy z czołgiem, w dodatku takim z wieloma działami. Bohaterem powieści jest młody Edward Starosławski, powracający ze studiów we Francji żołnierz, który staje się bliskim współpracownikiem dwóch postaci, których los w naszej wersji rzeczywistości potoczył się zupełnie inaczej: dyktatora Romualda Traugutta oraz generał Emilii Plater, mocno już zaawansowanej wiekiem, narysowanej w sposób dość romantyczny. Zresztą cały “Orzeł…” z każdej niemal strony uderza romantyzmem, ale nawet czytelnicy, którzy za tego rodzaju sposobem przedstawiania historii (Bóg, honor, ojczyzna, mesjanizm) nie przepadają i tak będą raczej zadowoleni (widzę po sobie).

 

Poznawanie historii Królestwa Polskiego jest tym ciekawsze, że na scenie pojawia się całkiem sporo postaci znanych z historii. Wróblewski, Olszewski, czy Tesla, choć nie Nikola, a Daniel - jest przyjemnością oglądanie sposobów, w jaki autor postaci historyczne wykorzystał. Jakby tego było mało okazuje się, że zostało otwarte przejście między alternatywnymi rzeczywistościami, i bohaterowie mogą poznać naszą historię powstania styczniowego. I tu następuje wielkie zaskoczenie, bo dotąd interesująca, romantyczna historia pełna przygód, tych mniejszych i tych większych zupełnie niespodziewanie staje się świetnym dramatem. Na ostatnich stronach powieści obserwujemy decyzje, które z tej jednak raczej lekkiej powieści robią coś mocniejszego, coś, co skłania do zadumy, co wywołuje na tyle mocne wrażenie, by uznać “Orła…” za nie tylko powieść rozrywkową, jak “Gambit Wielopolskiego” czy “Wallenrod” z tej samej serii. Niezła jest ta końcówka, wciąż mocno romantyczna, ale i tak niezła, mocne uderzenie, zadane z zaskoczenia. Dobra książka, zdecydowanie polecam.

 

Orzeł bielszy niż gołębica

Narodowe Centrum Kultury 2013

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-25 10:40
Jeszcze więcej tego samego, czyli dobra zabawa z Ksinem trwa
Ksin. Drapieżca - Konrad T. Lewandowski

Drugi tom wznowionych przygód Ksina to “sequel idealny”, wszystko, co było dobre w “Początku” jest w “Drapieżcy” w większych ilościach, z kolei niedoróbki zostały zminimalizowane. Już nie miałem wrażenia, że całość jest szyta z większej ilości drobnych tekstów, i choć książka przedstawia dwie wyraźnie oddzielone opowieści, to jednak jest w stanie połączyć je umiejętnie, nawet mimo czasu, który upłynął między wydarzeniami.

 

Znowu oglądamy cały zestaw udanych bohaterów fantasy. Prócz kotołaka Ksina i jego żony Hanti świetnie czyta się o niezwykle konkretnym magu Rodminie oraz, co już jest wybitnie interesujące, kacie Jakubie, kompletnie zmieniającym wyobrażenie czytelnika o zawodzie utrwalonym w literaturze fantasy jako podłym. Pojedyncze, mniejsze przygody są obecne tylko i wyłącznie na tle bardzo poważnych wydarzeń, a Autor dba o czytelników oddając sporo miejsca w książce na opisy przedstawiające świat. Jakby tego było mało, tak, jak ostatnio mieliśmy bonusowo bestiariusz, tak teraz obdarowani zostaliśmy całą historią świata zaprezentowaną po lekturze właściwej.

 

Książkę czyta się bardzo szybko i dość lekko. Jedynym małym zgrzytem w opowieści jest rozdzielenie wydarzeń między częścią pierwszą i drugą czymś, co dopiero poznamy. Przypis wyraźnie wskazuje, że tajemnicze, i wydaje się, że bardzo interesujące zdarzenia poznamy w kolejnym tomie cyklu, co jest co najmniej dziwne, ale wierzę, że to nie kaprys, a metoda z góry zaplanowana i mająca sens.

 

No dobra, jest jeszcze drugi mały zgrzyt - seks. Opisy są tak samo zwyczajnie śmieszne, jak i dość żenujące, i faktycznie te fragmenty obniżają jakość książki. Ale nie jakoś drastycznie, a i po prawdzie przez akapity skupione na opisie cielesnej miłości można zaledwie przebiec wzrokiem, i potem znowu jest w porządku. Autor zadbał także o to, by końcówka była odpowiednio interesująca, tak, by nawet dość mocno zmęczony ciągłą akcją czytelnik wiedział, że i kolejny tom będzie chciał przeczytać.

 

Ksin. Drapieżca

Nasza Księgarnia 2015

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-12-28 13:11
Konrad T. Lewandowski - "Ksin. Początek"
Ksin. Początek - Konrad T. Lewandowski

Jest kilku pisarzy w tym kraju, którzy zaczęli karierę mniej więcej w tym samym czasie, i którzy potrafią napisać dobre fantasy. Jest Feliks W. Kres, który zamilkł, a szkoda, bo według mnie jest najlepszy. Jest Sapkowski, jest Piekara… i jest Lewandowski. Jego Ksin narodził się pod koniec lat osiemdziesiątych, a ja zawsze obiecywałem sobie, że w końcu rzucę okiem na tego bohatera, ale jakoś się nie składało. Aż do teraz, gdy autor zebrał swoje dzieła, przeredagował, poprawił i wydał od nowa. Pierwszym tomem jest “Ksin. Początek”.

 

Muszę przyznać, że spotkanie z kotołakiem wypało o wiele lepiej, niż się spodziewałem. Jest to pozycja bardzo dynamiczna, w której akcja goni akcję, i która oferuje całkiem ciekawy świat do poznania. Jeśli ktoś myśli, że zrobienie bohaterem cyklu kotołaka - połączenie człowieka z kotem - jest dziwne i nietypowe, to krótko powiem, że to dopiero początek. Autor ma gest jeśli chodzi o kreowanie różnego rodzaju postaci obdarzonych najróżniejszymi cechami, szeroko rozumianych monstrów. Lekturę zaś pan Lewandowski prowadzi tak, że niewiele pozostaje kwestii niewyjaśnionych; nie dość, że fragmenty leksykonów dotyczących co ciekawszych postaci są tu wyraźnie cytowane, to dodatkowo na końcu książki znajduje się bestiariusz, dość rozbudowany i wiele wyjaśniający.

 

W “Początku” jednocześnie poznajemy Ksina jako młodego kotołaka, który opuszcza miejsce, w którym się wychował i rusza w świat oraz Aspaję - córkę bogatego kupca, która swoimi manipulacjami doprowadza do wybuchu wojny. Krok za krokiem poznajemy te dwie opowieści coraz bardziej pozwalając się wciągnąć historii, a z czasem także dostrzegając punkty zbieżne, widzimy na horyzoncie miejsce, w którym obie się zetkną.

 

Jest to lektura przyjemna, lekka i niespecjalnie skomplikowana, w której mamy mnóstwo akcji, potężną ilość walki ze złem, stosy malowniczo opisanych rozczłonkowanych trupów oraz całkiem sporo seksu, czasem bardzo w stylu fantasy, z dodatkowymi elementami po poznaniu których czytelnik co najwyżej może unieść ze zdziwieniem brwi. :) I choć według mnie widać, że książka jest składana z różnych historii, że “Początek” jest najprawdopodobniej tworem powstałym troszkę na siłę, by zapewnić właściwej sadze odpowiedni prolog, to i tak bawiłem się dobrze i już czekam na kolejny tom. :)

 

Nasza Księgarnia 2014

More posts
Your Dashboard view:
Need help?