logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: duchy
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-11-06 16:20
No, tym razem Dean Koontz zdecydowanie nie dostarczył
Odd Thomas - Dean Koontz
Dar widzenia - Dean Koontz

Odd Thomas to jeden z tych bohaterów Koontza, przy których pisarz zatrzymał się odrobinę dłużej, rozbudowując jego przygody w cały cykl. I o ile seria zaczyna się od niezłego trzęsienia ziemi, tak potem pisarz jakby sobie za cel obrał zmarnowanie totalnie wszystkiego, co wpierw wymyślił.

 

Bohater to młody mężczyzna, do którego przychodzą duchy zmarłych. Nic nie potrafią powiedzieć, jednak nieraz gestami wyrażają swój ból. Niewiele osób wie o jego przypadłości, na szczęście jest wśród nich szef policji. Dzięki temu Odd nie tylko potrafi odnaleźć morderców (wszak ofiary same do niego po to przychodzą), ale i ma wsparcie, dzięki któremu nie musimy oglądać kolejny raz dość klasycznego dla horrorów motywu z próbami wyjaśnienia skąd bohater wie to, co wie.

 

Jest Odd okropnie zakochany (z wzajemnością) i ogólny motyw widzenia duchów oraz tegoż właśnie uczucia zakochania, miłości, napisany jest tak, jak Koontz napisać potrafi - świetnie (Elvis jednak nie żyje, jego duch towarzyszy bohaterowi). Problemem książki jest niestety cała reszta, gdzie zaprezentowana tu historia jest tak nudna i banalna, przewidywalna, że bardziej pasowałaby do opowiadania, a nie zaraz całej powieści. Zakończenie pokazuje, że Koontz doskonale wiedział, po co tę książkę pisze, że to zakończenie samo w sobie jest celem z góry upatrzonym (notabene czystą zżynką z niezłego filmu z Brucem Willisem w reżyserii Shyamalana). Jednak będę się upierał, że całość powinna mieć krótszą formę, wówczas czytelnik czuł by się przyciągnięty, a tak kończyłem lekturę na siłę.

 

Faktem jest, że zakończenie na tyle mi się podobało, że od razu sięgnąłem po tom kolejny - Dar widzenia - jednak ciągu dalszego zabawy nie przewiduję. Drugi tom jest jeszcze słabszy i już kompletnie nic w nim nie potrafi zatrzymać czytelnika na dłużej. Co jakiś czas sięgam po książki Deana Koontza, bo wiem, że tego pana stać na sporo - jeśli naprawdę chce. Kurczę, przy Oddzie Thomasie chyba nie chciał.

 

Odd Thomas

Forever Odd

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-02-11 07:07
Sabriel - Garth Nix
Sabriel - Garth Nix

Nekromanta to człowiek, który za pomocą magii (zwanej nekromancją) przyzywa cienie zmarłych, aby wyjaśnić jakieś niedokończone sprawy, lub do własnych potrzeb — jako sługi. W literaturze fantastycznej są to najczęściej postacie ożywiający zwłoki lub ludzkie szczątki. Jednak Garth Nix postanowił odejść od tego schematu i powołał nekromantę – Abhorsena, który stoi na straży Życia. Jego zadaniem jest odesłanie wszystkich demonów, dusz zmarłych i wytworów Wolnej Magii za ostatnią bramę śmierci, skąd nie będą mieli możliwości powrócić. Jak? Po co? I… Dlaczego? Aby tego się dowiedzieć, trzeba zajrzeć do pierwszego tomu – Sabriel, serii Stare Królestwo.

 

Sabriel prowadzi życie, jak przystało na nastolatkę. Uczęszcza do szkoły dla dobrze urodzonych panien i mieszka w tamtejszym internacie. To jednak tylko pozorny spokój, ponieważ dziewczyna jest córką Abhorsena – legendarnego wielkiego maga i nekromanty Starego Królestwa. Właśnie tam dziewczyna musi się udać, kiedy dostaje niespodziewaną wiadomość od ojca, który znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie. Dlatego Sabriel musi przejąć jego obowiązki nekromanty i jednocześnie ruszyć mu na pomoc. Nim jednak postanowi jak tego dokonać, musi odnaleźć rodzinny dom, w którym była zaledwie parę razy, a do tego miała wtedy zaledwie kilka lat. Tam znajdzie pierwszego pozornego sprzymierzeńca w swojej krucjacie: gadającego kota Moggeta. Jednak nie jest on tym, na co wygląda.

 

Oboje wyruszają w niebezpieczną podróż na krańce Starego Królestwa. Będą musieli pokonać mnóstwo niebezpieczeństw i ze wszystkich sił starać się uciec przed pogonią… Być może pomoże im w tym kolejny kompan, który niespodziewanie do nich dołączy – królewski gwardzista Touchstone. Czy im się powiedzie? Z kim będą musieli się zmierzyć?

 

Garth Nix to australijski pisarz fantasy, który tworzy przede wszystkim dla młodzieży. Międzynarodowy rozgłos zyskał dopiero dzięki serii Stare Królestwo. Nim jednak zajął się pisaniem na dobre, pracował na wielu różnych stanowiskach: od księgarza, przez redaktora, przedstawiciela handlowego, konsultanta marketingowego, aż do żołnierza zawodowego w niepełnym wymiarze czasu.

 

Jeżeli chodzi o fabułę Sabriel, pisarz doskonale wiedział, co robi. Została ona dokładnie rozplanowana i przemyślana, a plan został wykonany praktycznie w stu procentach (z jednym małym minusikiem, ale o tym później). Ale po kolei…

 

Pierwsze co najbardziej rzuca się w oczy to kreacja całego świata. Garth Nix stworzył go całkowicie od podstaw. Jego ukształtowanie, prawa nim rządzące, legendy i wiele innych elementów, to wszystko wytwór wyobraźni jednego człowieka, a przemawia do tak wielu.

 

Od samego początku czytelnik zostaje wciągnięty do świata wykreowanego przez Nixa, do tego stopnia, że chwilami można utracić kontakt z rzeczywistością. No! Może z tym początkiem troszkę przesadziłam, bo autor z początku troszkę namieszał, przez co ciężko było się w tym wszystkim rozeznać. Wszystko z powodu zestawienia ze sobą czystej i pierwotnej magii z cudami ówczesnej techniki (np. samochody, elektryczność). Może byłoby to jeszcze znośne, gdyby zostało dokładnie wyjaśnione i rozpisane co i jak. Tymczasem na początek dostajemy miejsce akcji rodem ze średniowiecza, gdzie magia jest na porządku dziennym, aby po przekręceniu strony wpaść do świata na pozór podobnego do naszego. Na szczęście wszystko w końcu się klaruje i już do samego końca można cieszyć się intrygującą i pasjonującą lekturą.

 

Tempo akcji jest dość spokojne, ale za to niepozbawione wielu niespodzianego i zaskakujących zwrotów. Za ich pomocą Nix tworzy, już od prologu, dość mroczny oraz tajemniczy klimat wywołujący u czytelnika ciarki na całym ciele. Drugą stroną takich zabiegów jest to, że praktycznie tak samo często na twarzy może zagościć szeroki uśmiech (zwłaszcza za sprawą sarkastycznych i ironicznych wypowiedzi Moggeta).

 

Co mi więc nie pasowało? Ano… wątek romantyczny, który pojawił się ni z tego, ni z owego, na samym końcu. Pisarz nawet na chwilę nie zająknął się na jego temat. Chociaż jak teraz o tym myślę, to w sumie można dopatrzyć się kilku delikatnych aluzji, ale nie są na tyle wyraźne, aby zbudować na nich jakąś relację. Być może właśnie dlatego ten motyw wygląda, jak wygląda: jest kulawy i toporny. Na szczęście nie psuje całokształtu fabuły.

 

Szczerze mówiąc, do tej pory ciężko się zastanawiam, dlaczego wcześniej nie trafiłam na tę powieść?! Przecież to powieść z gatunku, który uwielbiam! Fantastyka w najczystszym wydaniu! Dlatego gorąco polecam, bo to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika tegoż gatunku… i nie tylko.

Source: gardensofimagination.blogspot.com/2015/01/sabriel-garth-nix.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-01-06 17:20
Dubrawka Ugresić, Iwona Chmielewska - "Domowe duchy"
Domowe duchy - Dorota Jovanka Ćirlić,Dubravka Ugrešić,Iwona Chmielewska

Moim zdaniem w tytule powinno się znaleźć słowo duszki a nie duchy. Duchy brzmią jednak znacznie straszniej a opisane tu Szurszury, Paskudy, Huncwoty Chowańce i inne Mydlańce nawet jeśli nieźle nam psocą - to aż tak straszne nie są. Próba oswojenia różnych zjawisk codziennych, domowych, wprawiających nas w lekki strach albo zwyczajnie denerwujących bardzo się Dubrawce Ugresić udała. A jeszcze bardziej udały się Iwonie Chmielewskiej ilustrację. Są rewelacyjne i raczej chyba w zamyśle są ukłonem w stronę czytających dorosłych a nie dzieci. Jest tu trochę jugonostalgii w charakterystycznych dla Chmielewskiej kolażach z przedmiotów codziennego użytku, jest zabawa z odniesieniami do malarstwa holenderskiego, jest zabawa z portretami osób współodpowiedzialnych z tę książeczkę. Ogólny zamysł wyjaśniony w posłowiu ilustratorki, ale wszystko to do odkrywania w miarę jak przyglądamy się kolejnym stronom. Może bardziej dla dzieci jest umiejętność wpisania i dostrzeżenia twarzy w przedmiotach, układzie ich elementów, dekoracjach. Bardzo fajnie „czyta się”, odnajduje te zakodowane buźki.

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-01-06 10:09
Joe Hill - "Pudełko w kształcie serca"
Pudełko w kształcie serca - Joe Hill

Powieści grozy to taka trochę komedia, z licznymi elementami groteski. Trudno zachować powagę czytając o duchach, upiorach czy - broń Boże, w naszych czasach! - wampirach. Anioły i demony - to samo. Takich pisarzy jak Masterton czy Koontz po prostu trzeba lubić, odpowiednio się do nich nastroić, by ich powieści były rozrywką. A jednak czasem trafi się ktoś, kto potrafi z tych samych tematów, tak… hm, trochę żenujących… zrobić coś, co faktycznie podoba się nie tylko specyficznemu odbiorcy - czyli fanowi.

 

"Pudełko w kształcie serca" to druga książka Joe Hilla (po "Rogach") którą mam okazję poznać. I z uczuciem autentycznego zachwytu stwierdzam, że ten człowiek naprawdę potrafi napisać horror tak, by poczuć gęsią skórkę. Nawet jeśli na warsztat bierze wielokrotnie przeżute, mocno zużyte tematy. A może specjalnie to robi, by pokazać, że się da? W każdym razie w "Pudełku…" będziemy mieli do czynienia z duchami, zmarłymi nawiedzającymi żywych, pragnących by ci żywi także poumierali.

 

Fabuła jest bardzo… kingowska. Bohaterem jest wyrazista postać, rockman po pięćdziesiątce, który z czasem zaczął kolekcjonować dziwne przedmioty związane w jakiś sposób z okultyzmem czy mistycyzmem. Sam nie jest fanem takich rzeczy, raczej ma to w głębokim poważaniu, ale jego image wymagał przez lata, by coś takiego zbierać. Fani mu przysyłali różne ciekawostki, wreszcie zaczął je gromadzić. I pewnego dnia na aukcji internetowej kupił… ducha. No i zaczęły się problemy.

 

Tyle by wystarczyło niejednemu znanemu twórcy horrorów by rozpisać wiele "mrożących krew w żyłach" scen walki, ucieczek i tak dalej. Ale nie Joe Hill - tu sprawa z duchem sięgnie o wiele, wiele głębiej niż można by się spodziewać; wszystko ma swoje miejsce, swój cel, swoje przeznaczenie; nic nie wzięło się znikąd. Kreacja całego tego przedstawienia zrobiła na mnie spore wrażenie. Druga książka Hilla i po raz drugi to przyjemne uczucie respektu pisarza do swoich czytelników. Daje nam więcej, niż po gatunku "horror" się spodziewamy. I choć całość nie jest aż tak rozbudowana i wielowarstwowa jak "Rogi", to lektura i tak jest czystą przyjemnością. Po przejściu połowy lektury już nie sposób się oderwać, i nawet czasem cicho odzywające się groteskowe elementy obecne w każdej powieści grozy nie przeszkadzają. Hill skutecznie odciąga uwagę czytelnika od tych słabszych fragmentów przez stworzenie takiej akcji i takich wydarzeń, że czytelnik to jedna wielka wściekłość; emocje są wspaniałe, oczyszczające, chcemy widzieć jak to się skończy, chcemy widzieć ból, jaki zostanie zadany, ból zasłużony.

 

No a poza tym dużą rolę w książce odgrywa więź człowieka z psem, najwierniejszym przyjacielem. W sumie już to mnie przekonało. :))

 

Heart-Shaped Box

Prószyński i S-ka 2007

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-08-13 22:45
Rodzaj – nadal nieznany…
Przebudzona o świcie - C.C. Hunter

Kylie w końcu dopuściła do siebie myśl, że należy do istot nadprzyrodzonych. Teraz sen z powiek spędza jej informacja, po kim mogła odziedziczyć swój dar widzenia duchów. Jednak nawet prześledzenie przeszłości jej rodziców i dziadków, wcale niczego nie wyjaśnia. Kluczem do wszystkiego jest matka dziewczyna, jednak ona nie zbyt się kwapi, aby cokolwiek wyjaśnić córce. No i jest jeszcze oczywiście duch poległego żołnierza, który nawiedza Kylie odkąd ta pamiętam.

 

Jednak to nie jedyne problemy, z jakimi przyjdzie się zmierzyć dziewczynie. Przychodzi do niej, bowiem kolejny duch, który twierdzi, że wkrótce umrze ktoś z bliskich jej osób. Jest to jednak jedyna informacja, jaką zjawa jej udziela i powtarza, co i rusz. Nie wiadoma jest tożsamość, ani sposób, w jaki ta osoba ma stracić życie, a co za tym idzie, Kylie nie wie jak mogłaby ją uratować. Gdyby tego było mało gang niebezpiecznych wampirów rozpoczyna polowanie na dziewczynę, ale nikt nie wie, z jakiego powodu. Czy udaremnienie ostatniej ich akcji tak ich rozzłościło, iż pragną zemsty? Prawda okaże się jednak dużo gorsza.

 

Do całego tego kotła problemów dołączają jeszcze problemy sercowe. Kylie nie ma pojęcia, z kim powinna być: wilkołakiem Lucasem, czy też półelfem Derekiem. Teoretycznie wybór nie powinien być problemem, bo przecież Lucas zniknął, a wraz z nim jego była dziewczyna nadal roszcząca sobie prawo do jego osoby. Jednak nic nie jest takie proste. W końcu trzeba będzie dokonać wyboru, szczególnie, iż Derek powoli zaczyna mieć dość niepewności i zaczyna na nią naciskać.

 

Przebudzona o świcie to już drugi tom serii noszącej tytuł Wodospady Cienia. Muszę przyznać, że o ile w tomie pierwszym nie znalazłam zbyt wiele do lubienia, a i tak przepadłam w trakcie jej lektury, o tyle w tym było już z ciut lepiej z tymi na „tak”, co również pozwoliło mi dosłownie przepaść.

 

Co prawda moje odczucia względem wszystkich bohaterów nie zmieniły się nawet na jotę, ponieważ autorka niezbyt kwapiła się, aby cokolwiek zmienić w nich zmienić. Nadal są wkurzający, irytujący ponad miarę i nijacy do bólu. Na szczęście wszystko ratuje dużo ciekawsza fabuła. Tym razem widać, że autorka przyłożyła się do jej tworzenia, chociażby po tym, iż można znaleźć ciągi przyczynowo skutkowe. Wszystko doskonale się ze sobą łączy. Jednak przede wszystkim ważne jest to, że nie są to kolejne i jedyne rozprawy o kłopotach miłosnych Kylie. Tym razem dzieje się znacznie więcej. Mimo to, może i tempo akcji nie jest zbyt zawrotne, ale ma swoje lepsze momenty, które tym bardziej przykuwają czytelnika do książki.

 

Co najważniejsze. Dostajemy kolejne wskazówki, czym lub kim może stać się Kylie. Nie, nie. Autorka nie odkrywa jeszcze tych ważniejszych kart, które mogłyby zdradzić zbyt wiele, ponieważ nie byłoby wtedy frajdy z dalszego poznawania przygód i poszukiwań własnej tożsamości, przez Kylie. Jednak zaostrza „czytelniczy apetyt” na więcej.

 

Przebudzona o świcie nie jest może jedną z najlepszych kontynuacji, jakie dane było mi czytać, ale z całą pewnością jest znacznie lepsza niż Urodzona o północy. Mam nadzieję, że autorka zachowa tę tendencję zwyżkową i kolejne tomy będą jeszcze ciekawsze i lepsze. Tylko niech nie zgubi gdzieś po drodze tej „magii”, która sprawia, iż mimo mankamentów historii wprost nie można się od niej oderwać.

 

W przypadku tego tomu Wodospadów Cienia również nie mam zamiaru pisać, iż Wam go polecam czy też nie. Sami zdecydujcie.

Source: ogrodpelenksiazek.blogspot.com/2014/08/przebudzona-o-swicie-c-c-hunter.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?