logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Angelus
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2017-10-02 03:16
Reading progress update: I've read 72 out of 239 pages.
Angelus! - Peter Tremayne

I think we all agree that the cover is ugly. really ugly. it's that neck area that I could live without. however, now that I'm over 70 pages into this thing, I'd say it's an effective Horror novel. I've been transported to a private Catholic college for boys--a mix of ancient and modern buildings standing tucked in amongst some remote Irish mountains and next to a cold lake, forests, a bog, you get the picture--that has seen the arrival of a new Irish-American teacher happy to have finally made it to where his grandfather went to school. very quaint. nevertheless, I can assure you that this scenario now fits the Halloween Bingo square for "Chilling Children": the kid with the glowing eyes is not good news for the other boys. he's been very bad, and he seems to have...powers. and he doesn't seem to feel that with great power comes great responsibility; rather, he made one kid do something rather horrid to himself, and an older kid who bullied him may not be long for this book based on the first bit of revenge after dark.

 

I love all the Irish names, places, and words. not sure how the vagabonds setting up camp near the school figure into things...or what the deal is with the woman who died a bloody death on the ferry, at the beginning of the book (although, there were sixty school-kids on that boat...hmmm, okay, was he there, maybe...?).

 

a creepy book, and a good opener for October. oh, and there's a deadly wolf-spider (tarantula) unaccounted for--gone from the school's Biology lab.

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2017-10-01 18:26
Reading progress update: I've read 6 out of 239 pages.
Angelus! - Peter Tremayne

what a hideous, revolting cover--I don't really like looking at it, so I want it out of my life as quickly as possible. now, that has nothing to do with hoping that this is an engrossing read, exactly the kind of signal that October has arrived, and There Be Horror In The Wind! still,  taking this book to, say, the coffee shop, is going to make me self-conscious; I could cover the cover, I guess, but if the cover covering rips, or moves out of position, or is somehow more annoying to keep in place than is worth it, then I'm at the coffee shop taking what looks like butcher paper or something off this cover, which says "oh, I was trying to hide this, and now I look particularly creepy, as I sheepishly uncover this sickening thing I was trying to hide. altogether a shady, sneaky, depraved, sick member of society, you're thinking. oh wait--you're asking if the book is any good...?".

 

anyway, I'll grin and bear it, as is. well, not grin--that's bad, not gonna do that--I shall look  neutral and bear it...and I hope it's a terrific lead-off to scare-month, to be honest. interestingly, in just a few days I'll be carrying around a book called Murder of a Lady, which has a pretty cover. go figure; maybe they should swap...

Like Reblog Comment
text 2016-03-16 18:29
Angelus
Angelus Volume 1: From The Pages Of Witchblade - Ron Marz,Stjepan Sejic

In the beginning of the book it speaks about how evil and good was created. And that was how a group call Angelus was created.The Angelus group was people who served the good.There’s a girl name Dani (Danielle Anastasia Baptiste) she was the main character in this book. Dani is in love with a human girl. The girls also name was Danielle. Danielle is a girl who helps Danielle A. in most of her fights. Danielle A. was part of the Angelus so she always had to help Danielle. Danielle would always run into so much problem but Danielle A. always came with her group Angelus. In the end they fight a person who is a girl but looks like a shadow. She tells Danielle A. she will become part of the Angelus and threatens to kill her love of her life. So all the Angelus gets in but the person who was able to stop her was both Danielle. I like this graphic novel because it included a social problem which was LGBT and was able to make them the hero of this book.

 

This connects to the world because some people are against LGBT and in this book they were the one who saved earth


I would recommend this to a person who is into artistic pictures and action because in the book they have many well detailed picture and my brother who’s into art recommended this book to me.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-11-11 12:00
Proste historie miłosne z Angelusem, czyli „Mezopotamia” Serhija Żadana
Mezopotamia - Serhij Żadan

 

Wszystkie dobre książki są o miłości. Nawet, jeżeli wydaje się, że są o czymś innym. Jak nie ma w książce miłości (czy to szczęśliwej, czy paskudnie nieudanej), to wieje nudą i tyle – dlatego Kichot wymyślił sobie Dulcyneę, a zwycięski wódz spod Troi ginie we własnym domu za sprawą Klitajmestry. W końcu kogo naprawdę interesuje przegląd wojska?

 

Dobrze wie o tym Kundera, który do każdej książki o Czechach i Historii wkłada co najmniej ze trzy romanse. Wie o tym też Żadan, który co prawda mocno przynudzał we wszystkich swoich poprzednich powieściach (i osobiście plasowałem go gdzieś między Żulczykiem a Stasiukiem), ale za to w najnowszej książce opowiada kilka pełnokrwistych, stuprocentowo wiarygodnych i wciągających historii miłosnych. I zgarnia całą stawkę – Mezopotamia została w tym roku nagrodzona Angelusem za najlepszą powieść środkowoeuropejską.

 

Młody chłopak podkochujący się w Daszy – dziewczynie, do której wprowadza się, bo jego matka ugadała dla niego stancję przy wódce. Zapowiada się na namiętny romans (chłopak nasłuchuje po nocach kroków Daszy na klatce schodowej i robi wszystko, by zainteresować ją swoim młodym ciałem), ale nagle okazuje się, że Dasza ma całkiem sporego syna, który do tego absolutnie nie dopuści. Inny bohater, Mario, musi zaopiekować się swoją daleką kuzynką pod nieobecność wuja leżącego w szpitalu. Całymi nocami pije z nią wino i uprawia seks – do momentu, aż znany z porywistego temperamentu i bezwzględnej brutalności wuj nie stanie w progu. Brzmi nieźle?

 

A do tego wszystkiego otrzymujemy pełen przegląd współczesnych ukraińskich nostalgii, obaw i koszmarów, pięknie narysowany fresk ukazujący społeczność Charkowa i genialny język, podsłuchany przez Żadana u swoich znajomych, w knajpach, sklepach i na ulicach miasta. I o to chodzi w dobrej literaturze.

 

Wciąż czuć u Żadana wyraźny ton rozczarowania ukraińskim życiem społeczno-politycznym (wyrażony najdobitniej w powieści Depeche Mode pod postacią determinującego losy bohaterów pochuizmu), ale tym razem pojawia się coś więcej. Jakaś wyraźnie odczuwalna potrzeba opowiedzenia prostych historii zwykłych ludzi, którzy odkrywają w sobie coś wielkiego – miłość, pożądanie, radość. Wszystko to znajduje zwieńczenie w scenie z ostatniego opowiadania, w której chory na raka krtani Łuka tańczy do Glorii Patti Smith przed młodą dziewczyną zaraz po zakończeniu imprezy, na której żegna się ze swoimi przyjaciółmi – trudno o lepsze odświeżenie barokowego z ducha toposu tańca miłości i śmierci. Nawet, jeżeli to trochę patetyczne – bierze mnie to.

 

Na koniec mamy długi poemat, w którym pojawiają się postaci z opowiadań, a także przeplatające się w nich motywy i metafory. Pod względem konstrukcyjnym – opad szczęki. Językowo – trochę za mocno pachnie mi romantyzmem, ale skoro mówimy o literaturze ukraińskiej, można to jakoś Żadanowi wybaczyć (oni wciąż trochę się na tym naszym romantyzmie wzorują, podczas gdy u nas jest to zwykle negatywny punkt odniesienia – chyba, że pisze Rymkiewicz). Tak czy siak – Żadan wie, jak robić to dobrze.

 

Najlepsza – jak dotąd – książka Żadana? Na pewno. I jak dotąd szczytowe osiągnięcie nowej literatury ukraińskiej. Boom na nią zdawał się ostatnio przemijać, ale miejmy nadzieję, że to dopiero początek nowej fali. Ja następną książkę Żadana biorę w ciemno.

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-08-09 19:29
Dlaczego w pobożnych historiach jest tyle przemocy, czyli „Matka Makryna” Jacka Dehnela
Matka Makryna - Jacek Dehnel

 

W matce Makrynie widzę usymbolizowaną Polskę – to słowa Adama Mickiewicza zacytowane na wewnętrznej stronie okładki ostatniej (nie licząc napisanej wraz z Piotrem Tarczyńskim pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa Tajemnicy domu Helclów) powieści Jacka Dehnela. Mickiewicz widział w Makrynie świętą. Klękał przed nią Norwid, Słowacki unieśmiertelnił ją w tekstach mistycznych, z których później czerpał Wyspiański pisząc Legion. Siedem lat prześladowań matki Makryny i innych sióstr bazylianek, okrutnie katowanych, głodzonych i podtapianych przez Moskali, opowiedzianych przez mniszkę w Rzymie i spisanych pod postacią kilku tekstów hagiograficznych, miało być żywym dowodem na świętość Polski i sprawy polskiej. To tak, jakby trzecie Dziady, cały Słowacki po Kordianie i reszta polskiej romantycznej martyrologii znalazły ucieleśnienie w jednej osobie, błogosławionej a prostej (Krasiński). Wszystko układało się świetnie. Tyle, że opowieść Makryny była w całości kłamstwem.

 

Dehnel rekonstruuje pełną historię Matki Makryny, zderzając oficjalną wersję hagiograficzną, czyli opowieść o męczeństwie polskich zakonnic, z prawdziwą narracją snutą przez bohaterkę. Z niej dowiadujemy się, że rany fałszywej mniszki były jak najbardziej prawdziwe, tyle że zadał je mąż-pijak z sadystycznymi skłonnościami. Jak mówi Makryna w przedśmiertnej spowiedzi, dużo nie musiała zmyślać, zmieniła tylko bohaterów narracji i okoliczności: i każdy kawalątek bólu, który opowiedziałam, cierpienie każdej z tych siostrzyczek to cierpienie moje, do szpiku kości odczute: i Rypińska Joanna, co od rózek skonała, to ja, i Tarnowska Klotylda, zgruchotana murem, to ja, i utopiona Wojewódzka Joachima (…)

 

Pisarza najbardziej interesuje zatem psychologiczne podłoże kłamstwa Makryny – dlaczego fałszywa mniszka wymyśliła historię o prześladowaniach? Żeby sobie coś zrekompensować? Żeby odmienić swój los? A może naprawdę w matce Makrynie było coś schizofrenicznego, jakieś tragiczne rozdwojenie, może bohaterka choć częściowo uwierzyła w swoje kłamstwo?

 

A przy okazji historii o męczeństwie matki Makryny autor zadaje jeszcze inne pytanie – dlaczego w historiach o prawdziwych bądź rzekomych świętych jest tak dużo przemocy? Co sprawia, że drukowane masowo w XIX wieku hagiograficzne teksty o matce Makrynie, pełne bardzo brutalnych, nierzadko odrażających scen przemocy, cieszyły się tak dużą popularnością i były uznawane za budujące, pożyteczne przy krzewieniu patriotyzmu? A może by ten problem poszerzyć i zadać kolejne pytanie – dlaczego w świętych historiach jest zawsze tyle scen okrucieństwa, odcinanych głów, wyłupiania oczu i odzierania ze skóry żywcem?

 

Makryna mówi, że to po prostu działa. Że im więcej krwi i mięsa odstającego od kości w historii, tym więcej łez słuchaczy, a nierzadko nawet hojna ofiara na zbożny cel. I większa wiarygodność – kto ośmieli się podważyć słowa osoby, która tak wiele cierpień zniosła? Makrynie uwierzyli niemal wszyscy – Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, ks. Czartoryski. Papież nie uwierzył. Pewnie miał więcej doświadczeń z fałszywymi świętymi. Polscy wieszczowie oczekiwali cudu, tym łatwiej było im poświadczyć prawdziwość mistycznej świętości matki Makryny.

 

Dehnel pisze o wyrachowaniu Makryny Mieczysławskiej, która stopniowo doprowadza swoją narrację do perfekcji – nawet w nocy powtarza sobie nazwiska wymyślonych przez siebie ofiar rosyjskich prześladowań, żeby nie zapomnieć, żeby się nie pomylić. Jak się okazuje, to nie zawsze zdawało egzamin. Błędów i nieścisłości w XIX-wiecznych źródłach jest sporo, dlatego też historia Makryny została ostatecznie zdemaskowana przez historyków już w latach 20. ubiegłego wieku. Co zresztą wcale nie przeszkadzało kolejnym wydawcom w dalszym kolportowaniu hagiograficznej wersji cierpień fałszywej świętej.

 

Widać Polacy lubią sceny przemocy, a w świętej historii jakoś to uchodzi. Lubią też stawiać świętym pomniki. Coraz więcej i więcej. W końcu budujących historii nigdy nie za wiele.

 

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

 

More posts
Your Dashboard view:
Need help?