logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: depresja
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-05 10:23
"Sama się prosiła" Louise O'Neill
Autor: Louise O'Neill
Tytuł: Sama się prosiła
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Feeria Young


Jestem Emma O'Donovan. Jestem Emma O'Donovan. Jestem Emma O'Donovan - powtarza w myślach. Czuje jednak, że to nieprawda. Nie jest już Emmą. Nie jest Emmie. Przestała nią być. Stała się ciałem. Rzeczą. TĄ dziewczyną. Dziewczyną z Ballinatoom. Co takiego wydarzyło się tamtej feralnej nocy? Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam...
Bohaterka powieści Louise O'Neill to nastolatka z małej irlandzkiej miejscowości Ballinatoom. W szkole wszyscy podziwiają jej urodę, a każdy chłopak chce z nią być. Ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę i wykorzystuje ten fakt na każdym kroku. Po jednej z imprez sytuacja diametralnie się zmienia. Nikt nie chce siedzieć z nią w ławce. Nikt z nią nie rozmawia. Nikt nie odbiera telefonów i nie odpisuje na SMS-y. Wszyscy się od niej odwrócili. Emma nie wie, co się stało. Nie pamięta wydarzeń tamtej nocy. Ktoś porzucił ją pod drzwiami domu. Nieprzytomną, poparzoną, brudną i krwawiącą. A potem na Facebooku pojawiły się zdjęcia. Okropne zdjęcia, których nigdy w życiu nie zapomni.
Rzadko mi się to zdarza, ale Emma zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Już po kilku stronach wiedziałam, że tej postaci nie będę w stanie polubić. Zarozumiała, egocentryczna, skupiona wyłącznie na swoim wyglądzie i zaliczaniu kolejnych chłopaków (to nawet brzmi okropnie). Wszyscy ciągle powtarzają, jaka jest piękna i każdy szuka jej towarzystwa. Ma wprawdzie grupę przyjaciółek, ale z jej strony trudno tę relację nazywać przyjaźnią. Zachodziłam w głowę, dlaczego te dziewczyny się z nią jeszcze zadają, mimo że jest wobec nich taka wredna i złośliwa. W wyniku przeżytej traumy nastolatka się zmienia. Nie jest to jakaś wielka zmiana na lepsze, ale przynajmniej trochę łatwiej ją zrozumieć. Przeraża za to zachowanie jej rodziców. Gdzie ich bezwarunkowa miłość do własnego dziecka? Gdzie pomoc i wsparcie? Emma zniszczyła ich iluzję idealnej rodziny i coraz silniej odczuwa, że mają jej to za złe.
Pod przewrotnym tytułem "Sama się prosiła" kryje się historia niezwykle trudna i bolesna. Opowieść o dziewczynie okrutnie wykorzystanej przez osoby, które uważała za swoich przyjaciół. I jakby tego było mało, niemal wszyscy obrócili się przeciwko niej. Nawet rodzice. Każdy mówił, że sama sobie była winna i dostała to, na co zasłużyła. Chociaż wcześniej zachowywała się naprawdę okropnie, NIC, absolutnie nic nie usprawiedliwia tego, w jaki sposób została potraktowana. Co to za świat, w którym ofiara spotyka się z ostracyzmem i wciąż wmawia się jej, że winna jest ona sama, a społeczeństwo otwarcie wspiera sprawców gwałtu? Ta powieść jest tak prawdziwa i brutalna, że łamie serce. Zdecydowanie jednak warto po nią sięgnąć.
 
Za książkę dziękuję serdecznie księgarni Dadada.pl :)
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/03/sama-sie-prosia-louise-oneill.html
Like Reblog Comment
review 2017-03-02 20:25
[BOOK TOUR] Jasmine Warga "Moje serce i inne czarne dziury"
Autor: Jasmine Warga
Tytuł: Moje serce i inne czarne dziury
Liczba stron: 324
Wydawnictwo: Burda Książki
 
Organizatorka akcji: Molinka Książkowa

 

Odrzucenie przez rówieśników nastolatki przeżywają wyjątkowo silnie. Wykluczenie z grupy to dla nich często bardzo poważny cios, z którym trudno im sobie poradzić. Jeśli nie mają komu zwierzyć się ze swoich problemów i z kim porozmawiać, może się to skończyć nawet tragedią. Świadomość, że mamy choć jedną osobę, która jest w stanie nas zrozumieć, ma zresztą ogromne znaczenie dla każdego z nas, bez względu na wiek i sytuację.
"Moje serce i inne czarne dziury" to opowieść o szesnastoletniej Aysel. Dziewczyna mieszka z matką, ojczymem i przyrodnim rodzeństwem. Jest jednak przeraźliwie samotna i pogrążona w głębokim smutku, który przytłacza ją coraz bardziej. Po tragedii, jaka wydarzyła się 3 lata wcześniej, straciła wszystkich przyjaciół, a mieszkańcy Langston od tej pory zaczęli patrzeć na nią z podejrzliwością i lękiem. Co takiego się wtedy stało? Na początku wiemy jedynie, że ma to związek z ojcem Aysel i że dopuścił się on jakiegoś straszliwego czynu. Pozbawiona jakiegokolwiek wsparcia nastolatka postanawia odebrać sobie życie. W internecie trafia na ogłoszenie chłopaka szukającego partnera do samobójstwa. I tak się akurat składa, że nasza bohaterka spełnia wszystkie postawione przez niego warunki. Czy zdecydują się na ten ostateczny krok?
Powieść, którą stworzyła Jasmine Warga, pochłonęłam w kilka godzin. Choć poruszana przez nią tematyka nie należy do łatwych, kolejne strony połyka się w ekspresowym tempie. Napisana lekkim, obrazowym językiem książka pozwala czytelnikowi wejrzeć w myśli i uczucia osoby pogrążonej w depresji, zrozumieć, przez co przechodzi. Daje również nadzieję, że ten czarny ślimak pożerający każdą, choćby najmniejszą iskierkę szczęścia (jak nazywa to Aysel), może zostać pokonany. Jest to oczywiście trudny i złożony proces, ale wpuszczenie innych ludzi do naszego życia potrafi całkowicie je odmienić. Trzeba jednak otworzyć się na nich i pozwolić sobie pomóc. Świat jest przecież taki piękny. Nie warto rezygnować z tych wszystkich wspaniałych rzeczy, które przecież mogą się nam jeszcze przytrafić. Polecam każdemu tę piękną i pouczającą opowieść.
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/03/book-tour-jasmine-warga-moje-serce-i.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-11-29 20:53
[BOOK TOUR] "Dziecko wspomnień" Steeny Holmes
Dziecko wspomnien - Steena Holmes

 

Organizatorzy akcji: Monika z A to ci... wynalazek! oraz Wydawnictwo Kobiece
 
 
Zwykle zapisując się na jakiś Book Tour, robię to z myślą "tak, to bym chętnie przeczytała!". Jednak w przypadku "Dziecka wspomnień" miałam wątpliwości. Zastanawiałam się, czy ta historia przypadnie mi do gustu, czy w ogóle "dźwignę" taką tematykę i dotrwam do końca. Ale gdy kolejny raz rzuciła mi się w oczy, postanowiłam zaryzykować. Czy było warto? Jak najbardziej!
Diana to odnosząca sukcesy bizneswoman, całkowicie oddana swojej pracy. Telefony od szefa o 3 nad ranem traktuje jak coś zupełnie normalnego, nawet jej to nie denerwuje. Zwłaszcza że Walter zna ją i jej siostrę od dziecka, czuwając nad nimi od czasu tragicznych wydarzeń sprzed lat. Gdy kobieta otrzymuje awans i zostaje prezesem HK Solutions, to spełnienie jej marzeń. Ma już wszystko, czego w życiu pragnęła.
 
Brian, dyrektor międzynarodowej firmy inżynieryjnej, również świetnie sobie radzi. Jego zawód wiąże się z częstymi podróżami, ale on to wprost uwielbia. Razem z Dianą od ponad 10 lat stanowią udane, kochające się małżeństwo. Mężczyzna marzy jednak o dziecku, na które jego żona wciąż nie czuje się gotowa. Jak wielkie jest jego szczęście, gdy przypadkiem znajduje w łazience pozytywny test ciążowy! Chociaż rozmowa z Dianą podcina mu skrzydła, on nie zamierza się poddawać. Wierzy, że w głębi serca ona także chce tego dziecka, wbrew temu, co mówi.
Narracja prowadzona z punktu widzenia dwojga głównych bohaterów pozwala lepiej zrozumieć kierujące nimi motywy i przeżywać wszystko razem z nimi. Przeplatanie ze sobą teraźniejszości i wydarzeń z przeszłości dodatkowo wzmaga aurę tajemniczości towarzyszącą czytelnikowi na każdym kroku. Przystępny język oraz realistycznie wykreowane postaci to kolejne zalety tej powieści. Dzięki nim książka ogromnie wciąga i oddziałuje na emocje. Przy końcowych rozdziałach nie potrafiłam powstrzymać łez, tak bardzo ściskały za serce.
"Dziecko wspomnień" to powieść przesiąknięta niepokojem, który wręcz emanuje z każdej kartki. Od pierwszych zdań towarzyszyło mi silne przeświadczenie, że coś jest nie tak. Ale Steena Holmes, mimo że delikatnie naprowadza na właściwy trop, nie zdradza rozwiązania przed czasem, umiejętnie dawkując napięcie. Dałam się wciągnąć jej powieści bez reszty, a gdy musiałam się od niej oderwać, myślami wracałam do przeczytanych stron, usiłując wydedukować możliwe zakończenia. To zaserwowane przez autorkę aż wbiło mnie w fotel... Jeśli nie boicie się trudnych tematów, szczerze polecam Wam tę książkę. Ostrzegam jednak, że możecie skończyć ze złamanym sercem.
Lista uczestników tej akcji jest wciąż otwarta, więc jeśli macie ochotę sięgnąć po "Dziecko wspomnień", możecie się jeszcze zgłosić na blogu A to ci... wynalazek!
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2016/11/book-tour-dziecko-wspomnien-steeny.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-12-05 14:52
Małgorzata Halber - Najgorszy człowiek na świecie
Najgorszy człowiek na świecie - Małgorzata Halber
O książce dowiedziałam się od Matiego (lajkujcie tu!). Opowiedział mi o Bohaterze i dziennikarce, która kiedyś piła, a teraz pisze. A potem pożyczył mi lekturę o najbrzydszej okładce na świecie. Różowej, przesłodzonej i raczej nieadekwatnej do treści. Tylko kot ją ratuje. Na szczęście uczę się nie oceniać książki po okładce.
 
 
Zaczęłam czytać podczas gdy znajomi szaleli swoimi armiami w świecie Westeros. Oni starali się zagarnąć dla siebie jak najwięcej planszy (czy coś w tym stylu, nie wiem dokładnie, o co chodzi, no bo czytałam), a ja jak najwięcej zapamiętać z tej niezwykłej książki, która już od pierwszych zdań tak bardzo mnie zafascynowała.
Krystyna pije, bo czuje się samotna. Krystyna pije, bo chce się poczuć pewna siebie. Krystyna pije, bo wszyscy piją. Krystyna pije, bo, jasna cholera, mieszkamy w Polsce, jak można nie pić? Pewnego razu Krystyna jednak się potyka. O swój własny cień, być może. Jest oczywiście pijana, ale zaczyna się całkiem roztropnie zastanawiać, kiedy ostatnio była trzeźwa. Uświadamia sobie, że wysoce prawdopodobne jest, iż alkohol może stanowić w jej życiu całkiem poważny problem. Dlatego, żeby nie pić, zaczyna jarać marychę. I staje się najgorszym człowiekiem na świecie. Na szczęście podejmuje decyzję, że tak dalej być nie może. Postanowiłam przed trzydziestką zostać osobą zdrową. Usłyszałam, że w związku z tym nie mogę już palić jointów i mam pójść do betonowej przychodni ds. uzależnień, gdzie nie trzeba płacić za terapię, i żebym miała blisko, bo nie będzie mi się chciało chodzić - tak zaczyna się ta historia. Historia epicka, stara jak świat, nie mająca nigdy końca. Historia walki z samym sobą.

 

 

Nie płakałam, czytając tę książkę, bo powtarzałam sobie nieustannie, że jestem silna, choć autorka wciąż powtarzała, żeby lepiej tego nie robić, bo łatwo się potem w tym kłamstwie zgubić... Nie płaczę i teraz, pisząc o Najgorszym człowieku na świecie, czyli chyba o sobie, bo nie sądzę, by istniała osoba, która choć w połowie nie utożsamiałaby się z Krystyną. Ale chce mi się płakać. I normalnie aż zastanawiam się, jak to się stało, że nie jestem alkoholiczką. 
 
To jest książka o poszukiwaniu szczęścia. I o taplaniu się w bagnie rozpaczy. O tym, jak bardzo samotni jesteśmy, ze swoimi pragnieniami, indywidualnym sposobem myślenia i skonsternowaniem, bo przez to, że inni aktualnie tak wiele od nas wymagają, my nie potrafimy zadecydować, co jest dla nas najlepsze.
Hmm, brzmi znajomo.
Tak. Tekst Małgorzaty Halber cholernie przypomina mi Piromanów. Nie dość, że opowiada, jak główna bohaterka stara się wydostać z bałaganu, jaki wokół siebie narobiła i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest, że i Krystyna, i Lidia wreszcie lądują u specjalistów, to jeszcze język, jakim zostały napisane te dwie książki, jest tak do siebie podobny.
Szczery, ośmielę się rzec. Prosty. I bezlitosny.
 
Najgorszy człowiek na świecie to również lektura feministyczna. W pewnym sensie, bo trafi do każdego, nie tylko do kobiet, ale do nich zwłaszcza. To nam każą być zawsze piękne i uśmiechnięte, mieć najpiękniejsze włosy, najszczuplejsze ciała, radzić sobie z całym światem i być silnymi. Wtedy, kiedy nosimy ciężkie zakupy, i wtedy, gdy olewa nas nasz facet. A czy to jest w ogóle możliwe? Po lekturze zaczęłam się zastanawiać, jak to w końcu ze mną jest. To nieprawda, że nigdy nie płaczę. Ja po prostu nie pozwalam nikomu tego widzieć. Skąd w ogóle takie ściemnianie się wzięło? Najgorszy człowiek na świecie podsunął mi trochę odpowiedzi. Wam też podsunie. 
 
 
Kiedy czytałam, czułam się jakby mniej samotna. Zrozumiana. I pocieszona. To ogromna moc tej książki. Nigdy wcześniej nie miałam z takim utworem do czynienia. Książka wniknęła we mnie bardzo głęboko. Uświadomiła mi wiele rzeczy. Nie kierujcie się proszę tym, że to książca o walce z nałogiem, to zbytnie uproszczenie fabuły. Ta książka to życie, po prostu. I bardzo chciałabym, by każdy ją przeczytał. Poproście najbliższych, żeby sprezentowali ją Wam pod choinkę. Albo sami ją kupcie bliskiej Wam osobie, a potem sobie od niej pożyczcie. Dobrze Wam ta lektura w życiu zrobi.
Bo to jest dół, głęboki dół. Ale i drabina, dzięki której można się z tego doła wydostać. Ta lektura to wyciągnięcie ręki do każdego, kto potrzebuje pomocy. Byśmy wiedzieli, że to nie wstyd po prostu o nią poprosić.
 
9/10
Source: fabryka-dygresji.blogspot.com/2015/12/magorzata-halber-najgorszy-czowiek-na.html
Like Reblog Comment
text 2015-10-18 12:46
Szczepan Twardoch - Morfina
Hajs, dziwki, dragi i zabawa do białego rana, czyli Warszawka nigdy nie śpi, nawet na początku II wojny światowej. O takich hulankach i swawolach pisze Szczepan Twardoch wMorfinie, czyli jego, uwaga DZIEWIĄTEJ powieści (jeśli ufać Wikipedii). 
qr.miastoliteratury.pl/
O Szczepanie Twardochu każdy Polak powinien już słyszeć. Mam tu na myśli nie tylko dosyć wąskie grono zainteresowanych dobrą polską literaturą, tylko ogół społeczeństwa, bo przecież teraz to wszycy wiedzą, że i pisarz może jeździć merolem. Z ciekawostek, Twardoch istniał również przed zostaniem ambasadorem marki Mercedes-Benz Polska. Urodził się na śląskiej ziemi w 1979 roku i nie wiadomo, co się w jego życiu działo (przynajmniej nie, dopóki nie poznamy treści dzienników pt. Wieloryby i ćmy, która swą premierę będzie mieć Targach Książki w Krakowie), ale po pewnym czasie rozpoczął studiowanie
socjologii. Dziwię się, ale bardzo dobrze, że tak się stało, bo teraz może obalić stereotyp, że socjologia to fabryka bezrobocia. Chociaż, czy do końca? Bo czy pisarz to zawód, czy raczej styl życia? Zabawnie byłoby wpisywać w rubryczkę: technik literat, prawda? (Ale chciałabym)! 
Wracając do bohatera dzisiejszego postu, czyli Szczepana Twardocha; czy wiecie, że zaczynał jako fantasta? Publikował swoje opowiadania m.in. w "Science Fiction" i "Nowej Fantastyce", a jego powieściowy debiut dokonał się w 2007 roku publikacją książki pt. Sternberg nakładem wydawnictwa SuperNOWA.
W wolnym czasie podobno uprawia szermierkę oraz strzelectwo. I podróżuje, nawet tak daleko, jak na Spitzbergen. A tak poza tym, to pisze, dużo pisze, i wydaje mi się, że dziwi mnie to, że napisał coś przed Wiecznym Grunwaldem (o którym, notabene, dowiedziałam się po bumie na Morfinę). Jak widać, wejście w krąg autorów Wydawnictwa Literackiego czyni z pisarza Pisarza, czyli momentalnie daje sławę i pieniądze, więc, moi drodzy piszący przyjaciele, jeśli piszecie, to rękopis najpierw wysyłacie doWydawnictwa Literackiego, a dopiero w drugiej kolejności doWydawnictwa Sorus. ;) 
Ostatnio, już po przyjęciu Mercedesa od Mercedesa, o Twardochu znowu było głośno, tym razem za sprawą drugiej w jego karierze nominacji do Nagrody Nike za powieść Drach, którą miałam przyjemność już na blogu zrecenzować, więc zapraszam. Pisarz został też laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich, więc ogólnie jest, jakby nie patrzeć, zajebisty. Zresztą, jak spojrzeć, to też, bardzo proszę: 
biblionetka.pl
Jeżeli lubicie mocne wrażenia, albo desperacko potrzebujecie motywacji do rozpoczęcia ćwiczeń tudzież przejścia na zdrowe żywienie, zgooglujcie w grafice takie hasło: Szczepan Twardoch młody. Krótko mówiąc, pisarz jest również najlepszym przykładem na to, że da się wyglądać bardzo dobrze, nawet, gdy kiedyś wyglądało się bardzo źle. A jeszcze krócej mówiąc: wyrobił się chop i tyla! 
 
Oczywiście, wszystko co powyżej, to dygresja, bo nie miałam zamiaru pisać biografii Twardocha, tylko zaopiniować WamMorfinę. Zatem, do meritum.
 
Po wielu miesiącach udręki wreszcie zmęczyłam tego potwornego molocha i powiem Wam, że jestem z tego powodu niesamowicie dumna. 
Wiele miesięcy temu zafascynowała mnie okładka i od tego czasu pragnęłam przeczytać tę książkę. Pod koniec ubiegłego roku odwiedziłam po raz pierwszy Warszawę i nie mogłam z takiej wyprawy wrócić bez książki, więc choć było bardzo mało czasu do odjazdu Polskiego Busa, postanowiłam wstąpić do Empiku. A tam co? A tam Drach. Lekturę pożarłam, a kiedy przetrawiłam, zapragnęłam więcej, więc wreszcie udało mi się nabyć własny egzemplarz Morfiny
Po dwudziestu stronach spasowałam i odłożyłam na półkę.
Morfina to nie jest Drach, zdecydowanie. Zaczyna się tragicznie chaotycznym opisem porażającego kaca, takiego, wiecie, z tych najgorszych, jakie można załapać, gdy na imprezie miesza się dwie paczki fajek z wódą, dragami i nieczystym sumieniem. Główny bohater, Konstanty Willemann, trzydziestoletni Warszawiak, budzi się u swojej kochanki, Salome i próbuje się ogarnąć, by wrócić do domu, gdzie czeka na niego żona Helena i syn Jurek. Kostek świadom jest, że powrót w takim stanie będzie ogromnym wyzwaniem, w końcu nie dość, że po melanżu jest trupem, to jeszcze jego miasto przeżywa właśnie początek niemickiej okupacji, przez co jego żona, patriotka, zapewne będzie miała do niego jeszcze większe niż zwykle pretensje. Dlatego co robi, żeby dobrze zacząć dzień? Daje sobie strzała w żyłę i pieprzy Salome.
Co za idiota, myślałam sobie. Co za pacan, no debil jakiś, nieodpowiedzialny bajerancik, degenerat straszny i barbarzyńca ostatni, ten Konstanty. Fujka, fujka! 
Mijały miesiące, kiedy bum na Twardocha powrócił, znowu wszyscy zaczęli czytać, a potem wyszło info, że pisarz będzie na Targach Książki w Krakowie (dokładnie o 10.00 przy stoisku swojego wydawnictwa - D15), więc się wkurzyłam i zaczęłam czytać, żeby było potem o czym z tym człowiekiem pogadać. 
I, cholera, totalnie mi się odmieniło! 
Do około trzysetnej strony jest trochę pod górkę, bo ciągle ta morfina, depresja, mrok i obrzydliwy momentami seks, ale potem już się płynie przez tekst. Może to kwestia przyzwyczajenia, nie wiem, odnoszę wrażenie, że za dużo tam wodolejstwa, że można byłoby to napisać w tak samo efektowny sposób, ale bardziej oszczędzając słowo. To jedyna wada tej książki, bo przekonałam się również do samego Konstantego Willemanna.
Przede wszystkim Kostek jest hedonistą i nawet nie próbuje zaprzeczać przed samym sobą, że sprawy mają się inaczej. Lubi imprezki i lubi używki, lubi szastać hajsem i może sobie na to pozwolić, bo ma go sporo, więc dlaczego w zasadzie tego nie robić? Lubi też kobiety, a skoro te na niego lecą, to czemu nie korzystać? 
W pierwszej części książki ma też depresję. Jest totalnie pogubiony w świecie, w jakim przyszło mu żyć. Ma trzydzieści lat, więc mógłby się jeszcze bawić, również ze swoją żoną i synkiem, ale nie. Wojna. Trzeba być albo patriotą, albo zdrajdą. A Kostek nie lubi, gdy mu się mówi, że coś trzeba. 
Presja społeczeństwa nie jest natomiast tak silna, jak presja matki, która jest starą wariatką (to nie inwektywa wobec tej świetnie skrojonej postaci, to po prostu fakt). Relacja kobiety z synem jest bardzo toksyczna. Nic dziwnego, że Kostek ma potem problemy ze zdefiniowaniem, kim jest tak naprawdę, gdy rozpoczyna swoje samodzielne życie, pozornie z dala od matki. Nie bez wpływu jest również brak ojca, niemieckiego oficera. To prawda: Kostek jest niedojrzałym egocentrykiem, ale zważywszy na jego otoczenie i grunt, na jakim się wychował, nie ma czemu się dziwić. Momentami chciałam mu nakopać, tak mnie irytował, ale wreszcie Kostek przestał srać żarem (czyli robić z igły widły, weltschmeryzować bez końca, ogólnie: użalać się nad sobą) i wtedy było cacy.
Tak, postać Konstantego Willemanna jest naprawdę rewelacyjnie wymyślona i napisana. Bohater pokazuje, że nie każdy musi być bohaterem, że nie każdy jest stworzony do wniosłych czynów. I nie ma w tym nic złego. Za to w ludziach i ich postawach jest tyle samo złego, co i dobrego, nic nie jest czarno-białe. Patriotyzm może zniszczyć życie tak samo jak nienawiść do ziemi, z której pochodzimy. A ludzie? Ludzie to ludzie. Żyją, nawet podczas wojny. 
Warszawa jest w Morfinie zdecydowanie jedną z bohaterek. Pięknie i dokładnie opisane scenerie stolicy działają na wyobraźnię. Nie tak, jak się mówi obecnie, że Warszawa to miejsce, które nie może się podnieść po wojnie, że cały czas w pewien sposób jest martwe. Warsawa opisana przez Twardocha żyje i ma się świetnie, ale czuje się w powietrzu, że zaraz zostanie jej zadany śmiertelny cios...
Choć realia historyczne zostały na pewno dokładnie odwzorowane w książce przez jej twórcę, to wcale nie zwracałam na nie zbytniej uwagi. Mnie urzekła walka Konstantego z oczekiwaniami innych oraz tajemnicza żeńska narracja. Zmiany perspektywy z męskiej na żeńską i zastanawianie się, kto tam jeszcze jest razem z głównym bohaterem, totalnie mnie oczarowały. W przeciwieństwie do samej końcówki książki. Tak, byłam zła, ale jestem jednocześnie bardzo zadowolona, że powieść otrzymała taki finał. Jedyny słuszny.
 
No cóż, przeczytajcie, zmierzcie się z tym opasłym tomiskiem, jeśli dacie radę, to koniecznie podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami, bo jestem bardzo ciekawa innych opinii. Dla mnie solidne 
 
8/10
 
Ponieważ zaś, jak Wam wiadomo, w następny weekend będę urzędować w Krakowie, dokładniej na Galicyjskiej 9,zapraszam wszystkich serdecznie do stoiska C75. Ściągajcie aplikację targową na smartfony i odbierajcie rabaty. Albo przynieście używane książki na wymianę, też dostaniecie zniżki. A jak komuś nie styka na karnecik na ten event, to niech da znać, załatwię. A jak komuś nie pasuje, a chciałby na przykład spotkać się ze Szczepanem Twardochem i zadać mu jakieś pytanie, to bardzo Was proszę, wpiszcie je w komentarzu poniżej. Postaram się wystać swoje w kolejce i przeprowadzić z autorem mini-wywiad, jeżeli się zgodzi. 
A na koniec zapytam Was o logo naszego wydawnictwa, które fajniejsze, to po prawej, czy po lewej? Bo nie możemy się zdecydować (ja mam swój typ, ale dyskusje wciaż trwają, więc pomóżcie, klikając w TEN LINK i dając znać, co sądzice!). 
A poza tym to ściskam Was dziobaski i dbajcie, żeby się nie przeziębić, bo pogoda po prostu pas-kud-na!
Source: fabryka-dygresji.blogspot.com
More posts
Your Dashboard view:
Need help?