logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: ukraina
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
text 2016-02-10 12:51
Nowe czytniki e-booków Energy Ereader i AirBook

 

Chińscy producenci czytników nie śpią. W ostatnich dniach premierę miały nowe mutacje znanych już wcześniej rozwiązań. Premiery dotyczą rynku ukraińskiego i hiszpańskiego. Ale kto wie, może za jakiś czas pojawi się również ich polski producent?

 

AirBook City Base

Ukraińska firma Airon oferuje pod swoją marką szeroki wachlarz elektroniki użytkowej. Zapewne szuka różnych rynkowych nisz, bo zaprezentowała również czytnik książek elektronicznych. AirBook City Base ma być z założenia prostym i niedrogim urządzeniem. Na rynku ukraińskim oferowany jest za ponad dwa tysiące hrywien (2 184 UAH to w równowartość ok. 335 PLN). Czyni go to najtańszym czytnikiem z ekranem o przekątnej sześciu cali w ofercie tamtejszych sklepów.

 

AirBook City Base (źródło: http://airon.ua)

 

Parametry czytnika przedstawiają się dość standardowo. Ekran to wyświetlacz E-Ink Pearl o rozdzielczości 1024x758. Do obsługi urządzenia służą klawisze umieszczone na froncie, zarówno pod ekranem jak i na bocznych ramkach. Pamięć wewnętrzna 4 GB może być rozszerzona o kartę microSD (pojemność do 32 GB). Jest to o tyle ważne, że poza standardowymi formatami e-booków, czytnik odtwarza także pliki audio (MP3, WAV), które mogą mieć przecież znaczne rozmiary. Waga czytnika to 160 g.

 

Film promocyjny czytnika AirBook City Base (źródło: profil AIRON UA na YouTube)

 

Na opublikowanym dziś oficjalnym filmie promocyjnym, mało można się dowiedzieć o samej pracy AirBook City Base. Widać jednak, że wiele elementów menu jest łudząco podobna do tego, co znaliśmy z czytników oferowanych w Niemczech przez firmę TrekStor. Choć Niemcy ze sprzedaży czytników pod własną marką się wycofali, to najwyraźniej ich duch żyje i powraca w kolejnych wcieleniach. Tym razem jako AirBook City Base.

 

Energy eReader Pro HD

Hiszpańska firma Energy Sistem Technology S.A. oferuje od tygodnia kolejne wcielenie czytnika znanego nam już jako Boyue, Icarus, eReading.cz czy też inkBook. Jest to model Energy Ereader Pro HD, najnowszy i najdroższy w ich ofercie. Firma wprowadziła równocześnie dwa inne modele - Energy Ereader Screenligh HD oraz Energy Ereader Slim HD.

 

Tydzień temu zaprezentowano oficjalny film promocyjny Energy Reader Pro HD (źródło: profil Energy Sistem na YouTube)

 

Za 129 EUR (aktualnie równowartość ok. 575 PLN) możemy nabyć urządzenie wyposażone w dotykowy ekran E-Ink Carta o rozdzielczości 1024x768 pikseli (212 ppi). Energy Reader Pro HD ma wbudowane oświetlenie. Podobnie jak wcześniej znane modele, ma procesor 1 GHz, 512 MB pamięci operacyjnej i 8 GB pamięci wewnętrznej. W podanych na stronie firmy parametrach nie za bardzo wiadomo jakie obsługuje karty pamięci (do 64 GB czy do 128 GB). Waży 179 g. Pracuje pod kontrolą otwartego systemu Android. I tu w zasadzie mógłbym opis skończyć. Ale okazuje się, że Hiszpanie, w porównaniu do dostawców z Niderlandów czy Polski, rzeczywiście dokonali modyfikacji oprogramowania. Na grafikach wyraźnie widać kilka ciekawych cech. Po pierwsze zmodyfikowane zostały ikony na samym dole ekranu. Ale akurat ta zmiana nie jest najważniejsza. Również zmieniono pasek aplikacji umieszczony powyżej, ma pięć - zamiast czterech ikon. Ale i to nie jest specjalnie ważna zmiana.

 

Google Play Kiosco na ekranie czytnika Energy Ereader Pro HD (źródło: https://www.energysistem.com)

 

To, co moim zdaniem istotnie różni produkt Energy Sistem od konkurencji jest zainstalowanie sklepu Google. Potencjalnie daje to znacznie większe możliwości znalezienia odpowiedniej dla nas aplikacji. Choć te, jak wynika z moich doświadczeń z czytnikiem Icarus Illumina XL - nie są wcale takie wielkie jakby się wydawało. Tak więc i to nie jest specjalnie ważną zmianą. Jednak konsekwencje są ciekawe, można na Energy Reader Pro HD używać również innych usług Google - kalendarza, poczty itp. A to już może się komuś przydać...

 

Like Reblog Comment
review 2016-02-06 14:53
Prochaśko nadaje autobiografię z innej planety
z tego można zrobić kilka opowieści - Taras Prochaśko

Nie wiadomo, czy to nieuporządkowana autobiografia, czy mityczne opowieści spod znaku Brunona Schulza. I dlatego są takie fascynujące – nawet, gdy trudno nastawić swój odbiornik na częstotliwość, w której Prochaśko nadaje autorską audycję dla siebie i dla nikogo.

 

Cała recenzja: http://www.literaturasautee.pl/taras-prochasko-kilka-opowiesci/

Source: www.literaturasautee.pl/taras-prochasko-kilka-opowiesci
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-11-11 12:00
Proste historie miłosne z Angelusem, czyli „Mezopotamia” Serhija Żadana
Mezopotamia - Serhij Żadan

 

Wszystkie dobre książki są o miłości. Nawet, jeżeli wydaje się, że są o czymś innym. Jak nie ma w książce miłości (czy to szczęśliwej, czy paskudnie nieudanej), to wieje nudą i tyle – dlatego Kichot wymyślił sobie Dulcyneę, a zwycięski wódz spod Troi ginie we własnym domu za sprawą Klitajmestry. W końcu kogo naprawdę interesuje przegląd wojska?

 

Dobrze wie o tym Kundera, który do każdej książki o Czechach i Historii wkłada co najmniej ze trzy romanse. Wie o tym też Żadan, który co prawda mocno przynudzał we wszystkich swoich poprzednich powieściach (i osobiście plasowałem go gdzieś między Żulczykiem a Stasiukiem), ale za to w najnowszej książce opowiada kilka pełnokrwistych, stuprocentowo wiarygodnych i wciągających historii miłosnych. I zgarnia całą stawkę – Mezopotamia została w tym roku nagrodzona Angelusem za najlepszą powieść środkowoeuropejską.

 

Młody chłopak podkochujący się w Daszy – dziewczynie, do której wprowadza się, bo jego matka ugadała dla niego stancję przy wódce. Zapowiada się na namiętny romans (chłopak nasłuchuje po nocach kroków Daszy na klatce schodowej i robi wszystko, by zainteresować ją swoim młodym ciałem), ale nagle okazuje się, że Dasza ma całkiem sporego syna, który do tego absolutnie nie dopuści. Inny bohater, Mario, musi zaopiekować się swoją daleką kuzynką pod nieobecność wuja leżącego w szpitalu. Całymi nocami pije z nią wino i uprawia seks – do momentu, aż znany z porywistego temperamentu i bezwzględnej brutalności wuj nie stanie w progu. Brzmi nieźle?

 

A do tego wszystkiego otrzymujemy pełen przegląd współczesnych ukraińskich nostalgii, obaw i koszmarów, pięknie narysowany fresk ukazujący społeczność Charkowa i genialny język, podsłuchany przez Żadana u swoich znajomych, w knajpach, sklepach i na ulicach miasta. I o to chodzi w dobrej literaturze.

 

Wciąż czuć u Żadana wyraźny ton rozczarowania ukraińskim życiem społeczno-politycznym (wyrażony najdobitniej w powieści Depeche Mode pod postacią determinującego losy bohaterów pochuizmu), ale tym razem pojawia się coś więcej. Jakaś wyraźnie odczuwalna potrzeba opowiedzenia prostych historii zwykłych ludzi, którzy odkrywają w sobie coś wielkiego – miłość, pożądanie, radość. Wszystko to znajduje zwieńczenie w scenie z ostatniego opowiadania, w której chory na raka krtani Łuka tańczy do Glorii Patti Smith przed młodą dziewczyną zaraz po zakończeniu imprezy, na której żegna się ze swoimi przyjaciółmi – trudno o lepsze odświeżenie barokowego z ducha toposu tańca miłości i śmierci. Nawet, jeżeli to trochę patetyczne – bierze mnie to.

 

Na koniec mamy długi poemat, w którym pojawiają się postaci z opowiadań, a także przeplatające się w nich motywy i metafory. Pod względem konstrukcyjnym – opad szczęki. Językowo – trochę za mocno pachnie mi romantyzmem, ale skoro mówimy o literaturze ukraińskiej, można to jakoś Żadanowi wybaczyć (oni wciąż trochę się na tym naszym romantyzmie wzorują, podczas gdy u nas jest to zwykle negatywny punkt odniesienia – chyba, że pisze Rymkiewicz). Tak czy siak – Żadan wie, jak robić to dobrze.

 

Najlepsza – jak dotąd – książka Żadana? Na pewno. I jak dotąd szczytowe osiągnięcie nowej literatury ukraińskiej. Boom na nią zdawał się ostatnio przemijać, ale miejmy nadzieję, że to dopiero początek nowej fali. Ja następną książkę Żadana biorę w ciemno.

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

 

Like Reblog Comment
text 2014-10-07 19:07
Endemity - Ku Ukrainie

 

Spotkania z literaturą ukraińską. Zapraszam w imieniu zaprzyjaźnionej Etnosfery.

Szczegółowy program na fanpejdżu (www.facebook.com/festiwalendemity), a ja kopiuję i wklejam oficjalną preambułę:

 

 

Festiwal Endemity dedykowany miłośnikom słowa pisanego, tym razem kieruje się ku Ukrainie.
Przyglądając się wydarzeniom na wschodzie, od listopada 2013 roku , my – obserwatorzy zza zachodniej granicy – zadajemy sobie pytanie o tożsamość Ukrainy i jej mieszkańców.
Czy Ukraina należy do naszego kręgu kulturowego, do Europy Środkowo-Wschodniej, to wschód czy zachód? Milan Kundera w swoim słynnym eseju „Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej” pisał we wszystkich rewoltach środkowoeuropejskich zarówno pamięć kulturalna, jak współczesna twórczość, odgrywały rolę wielką i decydującą.
Podążając tropem Kundery spróbujemy odpowiedzieć na nękające nas wątpliwości poprzez prezentacje obu aspektów kultury ukraińskiej.

Sięgniemy do pojęcia pamięci poprzez pieśni Mariany Sadovskiej, która przez prawie dwie dekady zbierała zapomniane tradycyjne utwory ukraińskie, jej poszukiwania łączą się z nową powieścią Natalki Śniadanko Lubczyk na poddaszu, której oś stanowi pamięć i jej ulotność. Obie perspektywy – pamięć muzyczna i literacka zderzą się i współgrają w performansie (nie)Pamięć duetu Sadovska/Śniadanko.

Po przeszłe i współczesne obrazy Ukrainy sięga Taras Prochaśko w swoim najnowszym dziele W gazetach tego nie napiszą. Wybitny pisarz, jeden z czołowych reprezentantów słynnego ’fenomenu stanisławowskiego’ opowie o swojej, ukraińskiej tożsamości na spotkaniu Ukraina mniej znana?.

Zderzenie wschodu z zachodem? Po raz pierwszy na spotkaniu autorskim w Polsce, prozaik i poeta Ołeksij Czupa z Doniecka opowie jak ono wygląda z perspektywy artysty ze wschodnich rubieży.

Gdy znuży nas wysiłek intelektualny ukojenie przyniosą kołysanki Jaworyny.

Oprócz spotkań autorskich przygotowaliśmy wydarzenia zostawiające przestrzeń dla Was i ukrytych w Waszym wnętrzu twórców. Zatem zapraszamy poetów do zmagań na S!amie, amatorów zabaw słownych do wzięcia udziału w WARIakcjach z litera(TA)mi, dzieciaki i seniorów na specjalnie im dedykowane warsztaty literackie, a wszelkich „przypadkowych” przechodniów na Flash Mob.

Zapraszamy na Endemity. Festiwal literatury Europy Środkowo – Wschodniej!

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-08-02 09:27
O nieuleczalnym, wschodnioeuropejskim smutku, pochuizmie i jabłkach Putina – uwagi na marginesach "Depeche Mode" Serhija Żadana
Depeche Mode - Serhij Żadan

Dziesięć lat temu doświadczyliśmy w Polsce boomu na literaturę ukraińską. Czytaliśmy w sporym wydaniu Andruchowycza, Żadana, Prochaśkę, Zabużko, Śniadanko i innych twórców dobrej ukraińskiej prozy. Najwięcej dla jej popularyzowania zrobiło, rzecz jasna, wydawnictwo Czarne. Czy książki, które wywoływały wtedy całkiem burzliwą dyskusję, bronią się dziś, po krwawych zajściach na Majdanie, zajęciu przez Rosję Krymu, wejściu separatystów do Doniecka i tragedii malezyjskiego samolotu? A może są tylko świadectwem słabości, bezradności? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

 

Czytana po latach powieść Depeche Mode Serhija Żadana jest tego najlepszym przykładem. Z jednej strony mamy tu do czynienia z typową książką wyrażającą kondycję Ukrainy (a poniekąd też całej środkowej Europy) po rozpadzie Związku Radzieckiego, a z drugiej – smutny wyraz marazmu i bezradności literatury sięgającej po aktualne tematy. Tekst napisany został w 2004 roku (u nas wydany w 2006), akcja rozgrywa się jednak w roku 1993, w okresie rozkwitu społeczeństwa bandyckiego, pełnego ubeków, komunistów i nacjonalistów, reprezentujących z grubsza mniej więcej podobny model przestępcy. Bohaterowie są nieustannie nieprzytomni od spirytusu, w zasadzie o nic im nie chodzi, są żałośni. Fabuła w książce Żadana jest zredukowana do minimum, sporo tu natomiast obserwacji socjologicznych i zabawy językiem. Taka proza mocno współgrała z literaturą polską portretującą nasz kraj lat 90. - Stasiukiem (wczesny, zwłaszcza Biały kruk i Dziewięć), Vargą (debiut), Nahaczem i Masłowską, może trochę Pilchem (Spis cudzołożnic, Miasto utrapienia).

 

Najwięcej wspólnego miał Żadan ze Stasiukiem. Obaj wywodzili język swoich bohaterów (i narratorów) z estetyki punkrockowej. To było bardzo nośne, a do tego – w tamtych latach – naprawdę trafne. Choć dziś pewnie bezpieczniej byłoby sięgać do języka hiphopowego. Żadan sięgał też do nowego ukraińskiego futuryzmu (podobnie jak Andruchowycz), który był wyrazem kpiny z rzeczywistości – kulawej, smutnej, postsowieckiej. Stąd w powieści Depeche Mode kilka naprawdę udanych, surrealistycznych żartów. Takich jak makabryczny podręcznik dla młodych komunistów konstruujących bomby, teoria permanentnego pochuizmu (wykoślawiony Trocki doprowadzony do absurdu), a także parodia newage'owego kazania oraz audycji radiowej o zespole Depeche Mode (która tu została uznana za grupę z Ulsteru, a traumy Gahana miały być wywołane przez brytyjską okupację – bezpośrednią przyczynę śmierci jego rodziców).

 

Mam jednak wrażenie, że dziś ta książka nie jest już tak zabawna, jak przed laty. Że owszem, zadaniem pisarza może być portretowanie bylejakości i trywialności życia, ale prześmiewcza teoria permanentnego pochuizmu nie musiała być jedyną konsekwentnie rozwiniętą w książce koncepcją. I że dziś, po Euromajdanie i rosyjskiej interwencji na Ukrainie gorzko brzmią refleksje narratora (najwyraźniej mocno odautorskie) typu: nigdy nie będę myślał o tym, że wszystko mogło być inaczej, że wszystko zależało ode mnie i było w moich rękach, że to naprawdę ja wybierałem swój szlak i układałem okoliczności dookoła siebie, oto o czym nie pomyślę nigdy w życiu (s. 234-235). Chyba jednak trzeba było trochę pomyśleć. Zresztą, nie dotyczy to tylko Ukraińców urodzonych w latach 70., jak postaci z książek Żadana. Polskie pokolenie wchodzące właśnie w wiek średni cechował podobny marazm. Już w Białym kruku Stasiuka było to bardzo wyraźnie zaakcentowane, choć tam bohaterowie reprezentowali jeszcze wcześniejszą dekadę.

 

To oczywiste, że nie jest winą autora, że jego postaci, typowe dla całego pokolenia, są żałosne (zwłaszcza, że Żadan bardzo mocno zaangażował się w obronę wolności słowa na Majdanie, a na to bohaterów Depeche Mode chyba już nie byłoby stać). Już Prus pisał o tym, że nie jest winą lunety, iż pokazuje rzeczy głupie i niegodziwe. Co nie zmienia faktu, że proza Żadana, Stasiuka, Andruchowycza i reszty środkowowschodnich pisarzy w średnim wieku wywołuje smutek. Dotkliwy, bo nikt nie ma pomysłu na to, jak przerwać dalszy rozwój pochuizmu. Bo chyba jedzenie na złość Putinowi jabłek niewiele zmieni (mimo, że akcja jest po pochuistycznemu wesoła). W puste miejsce po tym, czego nie zaoferowało pokolenie urodzone w latach 70. i 80., wyrosły nam nowe, przeważnie skrajne ruchy, zmieniające ten zakątek Europy na gorsze. I to nie tylko w stojącej na krawędzi całkowitej katastrofy Ukrainie. Zdecydowanie nie powinno być nam wszystko jedno.

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

More posts
Your Dashboard view:
Need help?