logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Igor-Ostachowicz
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-12-12 16:38
Nazi żydo-gotyk Igora Ostachowicza
Noc żywych Żydów - Ostachowicz Igor

Książka jest dziwna (na poziomie narracji), absurdalna (na poziomie konceptów), po jej przeczytaniu w głowie kołacze się pytanie: o co w ogóle chodzi i po co on to napisał? Tuż po zakończeniu lektury „Nocy żywych Żydów” możemy być nieco skonfundowani, a nawet zniesmaczeni.

 

Jednak dopiero po wywleczeniu na światło dzienne kilku tropów interpretacyjnych powieść prawdziwie zyskuje na wartości.

 

 

Dlaczego właśnie Żydzi stają się zombie?

 

Pierwszym pytaniem, jakie nasuwa się przy okazji lektury, jest czy i w jaki sposób „Noc żywych Żydów” wpisuje się w wieloletnią debatę i próbę rozliczenia się Polaków z własną historią i polsko-żydowskimi stosunkami. W powieści współcześni warszawiacy – będący zaledwie ruchomym tłem wydarzeń – po raz kolejny uświadamiają sobie, że de facto żyją na jednym wielkim cmentarzu, i to cmentarzu specyficznej dla naszej historii grupy ludzi. Jednak wyraźniej uwaga zwrócona jest tutaj na fakt tabuizacji i wyparcia pewnych kwestii z polskiej pamięci zbiorowej. Dlaczego niektórzy Żydzi stają się zombie? Ponieważ są to ci, którzy z jakichś powodów nie spełniają warunków, by wejść do nieba – ze względu na tkwiącą w nich nienawiść, potrzebę dokonania zemsty i, przede wszystkim, ponieważ nikt, żaden krewny, czy przyjaciel, w należyty sposób nie pochylił się nad ich śmiercią, nie odmówił modlitwy, nie pochował szczątków. Nikt - ponieważ wszyscy tak samo zginęli. A dlaczego wśród zombie nie ma Polaków?

Polacy są napasieni zniczami, kwiatami, modlitwami, wspominkami. Jeśli nawet komuś mało, bo go coś dręczy, to i tak chce się uciekać z cmentarza jak najdalej od tych wszystkich apeli poległych, uroczystych mszy, przemówień, akademii, salw armatnich. Jak szukasz katolików, to wielu ich tu nie znajdziesz

Tak komfortowo czujemy się z pamięcią dotyczącą własnego narodu – palimy znicze! wywieszamy flagi! chodzimy na msze! – i zapominamy o innych nacjach, które stanowiły istotny element naszego społeczeństwa. Ktoś mógłby powiedzieć – przecież mamy już Muzeum Historii Żydów Polskich. Jasne. Okazuje się jednak, że nie tego potrzebują Żydzi. Pojawia się bowiem pytanie:

 

 

Dlaczego zombie chcą spędzać czas w centrum handlowym Arkadia?

 

Jednym z najbardziej groteskowo-abstrakcyjnych elementów powieści jest znaczenie i miejsce, jakie autor przypisuje temu największemu warszawskiemu centrum handlowemu.

 

Jedna z zombie-bohaterek, nastoletnia Rachela (która zdecydowanie woli, kiedy nazywa się ją Rejczel), nie może zostać zbawiona, dopóki na jej twarzy nie pojawi się uśmiech. Toteż główni bohaterowie wpadają na pomysł zabrania jej na wycieczkę do Arkadii, pójścia na lody czy zrobienia zakupów w modnym sklepie odzieżowym. Wprawdzie cel nie zostaje osiągnięty, jednak kiedy Rejczel opowiada innym zombie o swoich doświadczeniach na powierzchni, mieszkanie pary głównych bohaterów (w którego piwnicy znajduje się przejście do podziemnego cmentarza – rzecz dzieje się bowiem na Muranowie) naraz zapełnia się gromadą zombie dzieci i nastolatków, które również chcą przebrać się w nowoczesne ubrania, posłuchać współczesnej muzyki, dowiedzieć się, co to jest iPod, i jak obsługuje się nowoczesną elektronikę. Z czasem do młodzieży dołączają i dorośli, wszyscy garną się do Arkadii i chcą zakosztować współczesnego, konsumpcyjnego świata.

 

Kwestia dialogu polsko-żydowskiego zostaje sprowadzona do poziomu popkultury (skonsternowanym klientom Arkadii powtarza się, że osobliwi przybysze są przebranymi uczestnikami Zombie Walk) i ostatecznie zostaje rozcieńczona w kulturze konsumpcyjnej. Pojawiający się na powierzchni Żydzi nie domagają się upamiętnienia Holocaustu, wyraźnego zaznaczenia swojej obecności w polskim społeczeństwie. To Arkadia – a nie Muzeum Historii Żydów Polskich – okazuje się być tym, czego naprawdę potrzebują.

 

 

Zły bohater – neofaszyzm

 

To zdecydowanie mój ulubiony wątek tej powieści. Kwintesencjonalnie złym charakterem jest tutaj sam diabeł żywcem wyjęty z tradycji ludowej – ma kopyta, rogi, roztacza wokół zapach siarki. Tworzy on „armię”, która ma rozprawić się z wychodzącymi na ulice Żydami, a jej szeregi zapełniają współcześni neofaszyści. Przedstawieni są w karykaturalnej postaci jako przerośnięte półgłówki, które zwyczajnie lubią się napierdalać dla samej zasady, posługując się przy tym neonacjonalistyczną retoryką w wersji agresywnej i wulgarnej. Moja ulubiona scena to ta, w której grupka kilku neofaszystów siedzi w Lasku Bielańskim w poczuciu wyraźnego braku sensu i celu, pijąc piwo i zastanawiając się nad tym, co by tu rozwalić, aby umniejszyć swój dyskomfort. Nagle wyrasta przed nimi – przybyły prosto z piekła – niemiecki oficer w mundurze SS, którego wypowiedź doskonale ilustruje kompleksy, jakie – w moim odczuciu – targają współczesnymi neonazistami, atakującymi squaty i palącymi instalacje artystyczne na warszawskim pl. Zbawiciela:

– I czo? Polszkie male gówno, chcecze bycz nazisten?

– Jawohl Oberkommandant! – wykrzyczeli zachwyceni chłopcy, wyciągając z entuzjazmem ręce w ulubionym pozdrowieniu szubrawców.

Ostatecznie, w finałowej scenie „batalii o Arkadię”, kiedy stłoczeni w centrum handlowym zombie otoczeni zostają przez wroga i walczą o przetrwanie, armia szatana rozrasta się do naprawdę dużych rozmiarów, do Warszawy zjeżdżają się bojówki z całej Polski. Z jednej strony Ostachowicz traktuje neonazistów protekcjonalnie i prześmiewczo jako masę bezmózgich typów - zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z poszczególnymi osobnikami (jak choćby w przerażająco-groteskowj scenie, w której jeden z osiłków zaraz ma wyważyć drzwi łazienki, w której ukrywa się jedna z bohaterek, i ją zgwałcić, jednak zanim to się staje, masturbuje się w tak zapamiętały sposób, że ostatecznie spuszcza się na wciąż zamknięte drzwi, zaś na obelgi i wrzaski diabła rezolutnie odpowiada, że "chwilowo już mu się nie chce"). Jednak z drugiej strony nie możemy zapominać, że w dużej grupie są naprawdę agresywni i naprawdę mogą zagrażać otoczeniu.

 

 

Wszyscy jesteśmy glazurnikami z wyższym wykształceniem

 

Ostatnim wątkiem, na który chciałabym zwrócić uwagę, to postać głównego bohatera – anonimowego trzydziestolatka, który co prawda ma tytuł magistra („jakiego? czy to ważne?”), ale na co dzień zajmuje się układaniem płytek. Mieszka ze swoją anorektyczną, uzależnioną od Internetu dziewczyną – Chudą – i prowadzi przeciętne i pozbawione wyższych lotów życie. Pod wpływem swoich doświadczeń z zombie-Żydami zachodzi w nim przemiana, odkrywa w sobie odwagę i bohaterskość, pewne rzeczy zaczynają go w końcu obchodzić i ostatecznie to on staje na czele obrony Arkadii. W pewnym momencie wypowiada fantastyczną kwestię, nie tylko dla zagadnienia dialogu polsko-żydowskiego, ale i dla sprawy tożsamości narodowej:

Cała ta przeklęta szerokość geograficzna na każdej wysokości i głębokości jest gruntownie przesiąknięta bólem i strachem, o który ja się ledwie otarłem. Wszystkie te jęki i krzyki, łzy i krew, jedni odeszli, inni się błąkają, tu każdy atom jest zbrukany złem. Jeśli świat jest pełen rudy zła, to tu u nas została wytopiona w piecu. Wielka produkcja najczystszego zła w piecach, w których ludzie palą ludźmi. Zło to pierwiastek promieniotwórczy, wszystko jest tu napromieniowane, wszystko jest zło aktywne. Mogę sobie to obłożyć nawet podwójną warstwą kafelków, na spód nasze z Opoczna, a na wierzch terakota importowana ze spokojnych, społecznych miejsc, gdzie żyje się od wakacji do wakacji, mogę nimi wybrukować całą Warszawę i całą Polskę i możemy się po nich wesoło ślizgać w samych skarpetach z wełny górali, co to wszystko zapomnieli oprócz sabałowego pierdolenia, ale i tak nie będziemy beztroscy jak najarani Holendrzy, wywijający piruety na zamarzniętych kanałach. Żeby to był chociaż zwykły cmentarz. No dobra, dochodzę do siebie, jestem przekonany o wyjątkowości swojej polskiej doli; fatum, nieszczęście i rozczulanie się nad sobą, jednym słowem, łapię równowagę.

Mamy dość tej martyrologii i nieustannego nakierowania na pamięć, zadumę, refleksję, a jednocześnie nie możemy się od tego uwolnić i taki jest już nasz los. Ostachowicz, jak mi się zdaje, próbuje nieco złagodzić owo tragiczne błędne koło, wybierając właśnie ramy konsumpcyjno-popkulturowe, groteskę i absurdalny, gorzkawy humor. W istocie jednak nie daje nam on żadnej odpowiedzi, nie proponuje rozwiązań na poziomie społecznym czy politycznym. Gdyby tak rozbudować kilka wątków i bardziej nad nimi popracować, myślę, że wówczas otrzymalibyśmy książkę naprawdę ciekawą i wysokich lotów.

 

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkich to przekona. Jednak ci, którzy lubią groteskę, abstrakcyjny humor i rozwiązania rodem z kiepskich horrorów, mogą być zainteresowani. No i oczywiście, pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów zombie!

 

Like Reblog Comment
text 2013-09-29 09:38
NIKE Czytelników

Za Czytamy w Polsce

 

"Głosujcie na NIKE Czytelników!
Wybierzcie jednego z finalistów i krótko uzasadnijcie (max 2 tys. znaków). Autor najciekawszej opinii wygra wycieczkę o wartości 3 tys. zł!
Czekamy na odpowiedzi do 2 października - wysyłajcie ja na adres: nagrodanike2013@gazeta.pl
"

 

Vox populi, vox Dei (no, prawie).

 

Przypominam, że wybierać możemy z następujących pozycji:

- Ciemno, prawie noc Joanny Bator
- Patrz na mnie, Klaro! Kai Malanowskiej
- Noc żywych Żydów Igora Ostachowicza
- Morfina Szczepana Twardocha
- Mokradełko Katarzyny Surmiak-Domańskiej
- Bach for my baby Justyny Bargielskiej
- Przygody na bezludnej wyspie Macieja Sieńczyka

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-09-13 07:05
Finaliści Nike 2013 #5

Piątek trzynastego. To musiało się tak skończyć.

 

Wygląda na to, że poznaliśmy już wszystkie nominowane panie. Teraz czas zająć się tą brzydszą częścią nominowanych.

 

 

Igor Ostachowicz Noc żywych Żydów

 

Noc żywych Żydów czytało mi się dobrze, było tam sporo humoru, autor przemycił również kilka ciekawych pomysłów. Kwestia języka troszkę mi przeszkadzała (pamiętne stwierdzenie wacek jak płonąca żagiew"), czasami autor odrobinę dawał się ponieść swoim pomysłom. Niemniej jednak nie przypuszczałam, że pan Igor i jego dzieło zajdą aż do finału - no proszę, pomyliłam się. Kolejny raz.

 

Ja i jury odbieramy książki na zupełnie innych falach.

 

Zostały się jeszcze dwie wolne lokaty. Przypuszczam, że jedną zajmie Twardoch (chociaż patrząc na dotychczasowe decyzje jury mogę być w błędzie), co do drugiej nie mam już pewności. Varga? Pilch?

Source: wyborcza.pl/1,75475,14595128,_Noc_zywych_Zydow__w_finale_Nike.html
Like Reblog Comment
review 2013-06-11 19:55
Zabawa w groteskę
Noc żywych Żydów - Igor Ostachowicz
Miało być intrygująco i kontrowersyjnie - Warszawa, zombie-Żydzi, neofaszyści i Arkadia. Do tego bohater, który nie jest bohaterem, zbyt młode feministki i krążący po okolicy diabeł-erotoman. Jednak gdzieś miedzy alegoriami o skomplikowanej polskiej przeszłości oraz zabawą formą i treścią brakuje czegoś więcej. Dostajemy więc po prostu dość dobrze napisaną książkę z całkiem niezłą (na początku) historią, która wykorzystuje modną konwencję i kilka popularnych stereotypów. Niestety pomysły skończyły się autorowi gdzieś w połowie pisania i nie do końca wiedział co z tym zrobić. I zostało mu już tylko brnięcie w groteskę..
 
Większość komentatorów zwraca uwagę przede wszystkim na to, czym na co dzień zajmuje się autor. Szkoda, że po tak ciekawie się zapowiadającej książce zostaje w pamięci przede wszystkim to..
Like Reblog Comment
review 2013-06-05 18:11
Noc żywych Żydów
Noc żywych Żydów - Ostachowicz Igor

Autor: Igor Ostachowicz

W.A.B., 2012

 

Noc żywych Żydów – jakiś czas temu dużo się o tej książce mówiło. Przede wszystkim już sama okładka wzbudzała kontrowersje – uśmiechnięta twarz truposza ufryzowanego à la Adolf H. na tle żółtej, sześcioramiennej gwiazdy. I jeszcze ci ‘Żydzi’ w tytule, którzy zgodnie z zapowiedziami wydawcy, są żywymi trupami. A żeby było ciekawiej całość ozdabia nazwisko sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Brzmi nieco intrygująco, nieprawdaż?

 

Co robią Żydzi w tej powieści? A no mieszkają sobie spokojnie w piwnicy bloku na warszawskim Muranowie aż do momentu, w którym ktoś kradnie ich cenny artefakt – małe, niewinne serduszko. Jednogłośnie opuszczają ciemne, mało przytulne podziemia i wyruszają na poszukiwanie kogoś, kto ich wybawi. Daleko nie mają, ponieważ ów osobnik zamieszkuje ten sam blok. Nie jest to nikt wybitny, ot taki zwykły 30-letni glazurnik (choć z wykształceniem wyższym!), który dzieli swoje życie z Chudą, uzależnioną od internetu anorektyczką. Taka przeciętna, współczesna para. Aż tu nagle ich nudne życie zostaje wywrócone do góry nogami przez bandę zombie, pamiętających czasy powstania w getcie. W dodatku w ich domu pojawia się zło. I to całkiem dosłownie. Ma kopyta, ogon i cuchnie od niego siarką. Taki nieproszony gość.

 

W przeciwieństwie do Trocin czy Cwaniar, treść książki opiera się głównie na akcji. Może tekst nie powala objętością, jednak dzieje się tutaj wyjątkowo dużo, choć nie brakuje też i momentów skłaniających do refleksji. Podobnie jak wspomniane pozycje, dzieło Ostachowicza również komentuje kondycję naszego społeczeństwa. Współcześni Polacy, zdaniem Ostachowicza, są egoistami i materialistami, dla których najbardziej atrakcyjnym i w sumie najważniejszym miejscem jest pobliskie centrum handlowe. Żyją tu i teraz, zdają się nie zwracać uwagi na to, co minęło.

 

Warto wspomnieć, że całość utworu utrzymana jest w dość lekkiej konwencji, autor co jakiś czas puszcza do nas oczko i robi odwołania do dobrze nam znanych zjawisk oraz treści. Ot chociażby jedna z bohaterek określana jest jako ‘Kobieta z Podbitym Okiem’, w skrócie ‘Kobieta z PO’ - taki niewinny wtręt autorstwa doradcy premiera Tuska. Autor lubi również wplatać tu i ówdzie wątki dozwolone od lat osiemnastu. I bynajmniej daleko im do łagodnego, poetyckiego wydźwięku.

 

A jeśli chodzi o Żydów – owszem, są oni tutaj zaprezentowani jako zombie ale trzeba przyznać, że są to bohaterowie, którzy zdecydowanie bardziej wzbudzają naszą sympatię, niż wywołują strach. Tkwią wciąż pomiędzy żywymi, ponieważ czują się zapomniani, potrzebują zwykłego ciepła, prawdziwego zainteresowania.  Tak naprawdę najgroźniejszym i najbardziej nieobliczalnym mieszkańcem piwnicy jest polski doktor, który za sprawą swoich operacji bardziej szkodzi, niż pomaga (ponadto przygotowuje zupę na bazie niecodziennych składników – nie polecam korzystać z przepisu w domu). Główny bohater, niczym współczesna wersja Ireny Sendlerowej, opiekuje się całą gromadką dzieci żydowskich, zabiera na wycieczki do pobliskiego centrum handlowego, gdzie każdemu sprawia nowe ubranie oraz funduje prezenty, pozbywając się przy okazji środków na koncie. A kiedy wybija godzina stawienia czoła wrogowi, bierze na siebie organizację całej misji. I tak w bajeczny sposób z egoisty staje się altruistą. Można? Można.

 

Jak już wspomniałam, powieść wzbudziła sporo kontrowersji. Moim zdaniem nic nie wybiega tutaj poza cienką granicę poprawności politycznej, chociaż wrażliwsze osoby mogą zarzucić autorowi, że w finałowej scenie Żydzi scenie toczą bój nie z Niemcami ale z Polakami a na domiar złego jedna z postaci o wiele mówiącym przezwisku ‘Hitler’ również pochodzi z Polski. Wszystkim oburzonym polecam przeprowadzić sondę wśród przedstawicieli różnych grup społecznych i zapytać o ich stosunek do przedstawicieli różnych obcych nacji, ze szczególnym uwzględnieniem Niemców, Rosjan i Żydów. Gwarantuję, że ich odpowiedzi wcale nie będą manifestem pokoju i miłości.

 

Czy Noc żywych Żydów zasłużyła na nominację do Nike? Myślę, że raczej tak. Pomysł jest ciekawy, wykonanie też nie prezentuje się najgorzej. Ostachowicz próbuje poruszyć problem mesjanizmu i martyrologii polskiej, co prawda w znacznie bardziej subtelny sposób niż Pasikowski w „Pokłosiu”, ale równie potrzebny. Myślę, że nadszedł już najwyższy czas, żeby powoli zacząć obalać mity Polski-mesjasza narodów. Autorowi należy pogratulować odwagi – nie każdy polityk odważyłby się na wydanie powieści. I to w dodatku poruszającej taką tematykę.

 

Czy wygra? Zobaczymy. Pomysł oraz intencje były dobre ale czy to wystarczy? U mnie jak na razie plasuje się za Vargą i Chutnik, ale tylko dlatego, że nie do końca przypadł mi do gustu język, jakim posługuje się autor. Nie będę ukrywać, że nie przepadam za określeniami typu wacek jak płonąca żagiew”. Nie mniej autorowi życzę powodzenia i oczywiście czekam na kolejną powieść.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?