logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: co-nas-nie-zabije
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2019-03-04 11:11
Millenium właśnie minęło
Co nas nie zabije - David Lagercrantz

Słabizna. Właściwie nie ma tu nic z rzeczy, które tak przyciągały w oryginalnej trylogii Larssona. Postacie niby te same, ale nie takie same. Fabuła – tu nie ma co nawet porównywać. Chęć sięgnięcia po następny tom – zerowa.

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-09-23 11:27
Co nas nie zabije, to wywoła mieszane uczucia. Krótki tekst o kryminałach i miłości.
Co nas nie zabije - David Lagercrantz

Sięgając po "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet", złamałam jedną ze swych czytelniczych zasad – by trzymać się z dala od bestsellerów. Ale Kindla miałam wtedy od niedawna i należało coś na niego wgrać, a e-book był do wygrania w konkursie. 

 

W "Millenium" się zakochałam. W postaciach, w skomplikowanej fabule, w nieznanym mi wcześniej szwedzkim klimacie, w stylu Larssona, szczegółowym i rozwlekłym, dokładnie takim jak lubię. "Millenium" zapoczątkowało moje zainteresowanie skandynawską literaturą (głównie kryminałami), zresztą wybuchła w tym czasie moda na te tytuły. Przeczytałam więc Perssona, Wagnera, Edwardsona, Nessera, Høvsgaarda, Blædel, Läckberg, Rosenfeldta i Hjortha, Nesbø, Åsbrink. W kolejce czeka Renberg. Co ciekawe, najlepsze wrażenie zrobiły na mnie raczej nazwiska spoza "Czarnej Serii", te raczej nie promowane. Arne Dahl z serią o zespole A (wydawanym w e-booku, ze względu na prawa autorskie, od 5 tomu), Gaute Heivoll z "Zanim spłonę", Jan Guillou ze "Złem". Także "Grzech pierworodny w Wilmslow" Lagercrantza wspominam z sympatią. 

 

Ale żadna z tych książek, jak szybko zrozumiałam, nie jest "Millenium". Bo raz, że "Millenium" nazywane jest kryminałem niekoniecznie najtrafniej, a dwa – że to jednak inny kaliber. Historia stworzona przez Larssona, jak i jego styl, są wyjątkowe. Są inne. Wyróżniają się. Czy to znaczy, że Hesser czy Nesbø są źli? Oczywiście, że nie, bo nie o to mi w tym porównaniu chodzi. Chodzi mi o to, że "Co nas nie zabije" nie jest "Millenium" – jest jak wszystko inne. Jest kryminałem z "Czarnej Serii".

 

Pierwsza połowa tej książki niesamowicie mnie rozczarowała, właśnie dlatego, że odniosłam wrażenie, że czytam kolejny skandynawski kryminał. Lubię skandynawskie kryminały. I ten jest całkiem dobry. Zwyczajnie brakuje mu niesamowitości Larssona, co sprawia, że gdyby podmienić postaci, gdyby zrobić z tego zupełnie niezależną historię, prawdopodobnie bardzo by mi się podobała. Lagercrantz nie umęczył mnie tak jak Persson, nie było w nim takich językowych potknięć jak u Edwardsona (choć oczywiście trzeba pamiętać, że część to zapewne kwestia tłumaczenia). Lagercrantz potrafi pisać – stosuje zabieg z prezentowaniem tej samej sceny z punktu widzenia różnych postaci, co może się wydawać sposobem na zwiększenie objętości, ale po namyśle stwierdzam, że jednak mi się ta forma pisania spodobała, pozwalała na przedstawienie różnych perspektyw. Muszę też pochwalić fabułę i zaplecenie intrygi, bo ta rzeczywiście skojarzyła mi się z klimatem Larssona. Jest też dobrze rozplanowana i napisana, więc nie pogubiłam się w trakcie czytania. Ma wszystko, czego można by oczekiwać od tej opowieści – hakerów, mafię, wielkie pieniądze i rodzinne dramaty, a także sprzeciw wobec zła, które dotyka słabych i niewinnych.

 

Bo są takie momenty, gdy trochę ducha "Millenium" wyczuwałam – pojawiły się one w drugiej połowie książki, w rozmowie Blomkvista z Palmgrenem o dzieciństwie Lisbeth, rozmowie Blomkvista z Edem the Nedem, a także na sam koniec, gdy już intryga zostaje podsumowana. Pojawia się też najważniejszy wątek oryginalnej trylogii, mężczyźni nienawidzący kobiet. Zupełnie, jakby Lagercrantz pewniej czuł się wtedy, gdy nie musiał wymyślać własnych elementów, a jedynie odtwarzać dzieło Larssona.

 

Miłość do "Millenium" stawia mnie jednak w trudnej sytuacji. Nie wiem, na ile moje odczucia odnoszą się bezpośrednio do treści "Co nas nie zabije", a na ile są wypadkową sentymentu po lekturze sprzed kilku lat. Zresztą wiele osób narzekało, że to zwykły skok na kasę. Muszę powiedzieć, że po skończonej lekturze obudziła się we mnie obawa, że powstaną także kolejne książki z serii, o czym świadczą pewne napoczęte wątki. Wolałabym, żeby tak się nie stało, bo to jednak nie ten sam poziom opowieści. Sentymenty są mocne, domagają się uszanowania materiału wyjściowego...

 

Z drugiej jednak strony – czy tworzenie historii zależnych nie jest jedną z najpiękniejszych cech kultury? Czy te wszystkie "Rozważne, romantyczne i zombie", parodie i przeróbki, fakt, iż każda książka w Uniwersum Metro 2033 jest napisana przez innego autora, w końcu miliony fanfików do Harry'ego Pottera nie są znakiem prawdziwej miłości do literatury? Tak jest nie tylko z książkami, ale też filmami, serialami, grami. Nieustannie poszukujemy magii kryjącej się w fikcji. Wymyślone światy niezmiennie nas pociągają i pobudzają wyobraźnię. "Co nas nie zabije" nie jest najlepszą książką na świecie. Nie jest też godnym następcą "Millenium". Za to może być skokiem na kasę. Ostatecznie jednak wyrasta z tego samego uczucia co fanarty do "Supernatural" – z fascynacji historiami, które podbiły nasze serca.

 

Gdybym jednak miała coś Lagercrantzowi polecić, to by napisał własną serię. Po tej książce widzę, że potrafiłby to zrobić. A ja chętnie bym ją przeczytała. Może nawet bym ją pokochała.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-09-06 14:22
Co nas nie zabije - David Lagercrantz

Trylogię "Millenium" przeczytałem już kilka lat temu, więc kilka wątków zatarło mi się w pamięci. Davidowi Lagercrantz udało się jednak tak napisać kontynuację historii Mikael Blomkvist i Lisbeth Salander, że nie miałem najmniejszego problemu z "wejściem" w nurt akcji.

W mojej ocenie książka też została utrzymany na poziomie artystycznym Stiega Larssona, co na pewno nie było łatwym zadaniem. Historię czyta się wyśmienicie, jest w niej wiele nagłych i nieprzewidywalnych zwrotów kierunków i tempa.

 

Czytelnik nie nudzi się nawet przez jedną krótką chwilę.

 

Gorąco polecam!

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-11-13 14:08
Heinz stracił smak
Zanim znowu zabiję - Czubaj Mariusz

Trzecia książka Czubaja o przygodach komisarza Rudolfa Heinza okazuje się być najsłabszą z całej trylogii. Jak echo powraca siejący grożę Inkwizytor - nemezis naszego bohatera. A do tego w powieści wystąpiło połączenie dwóch elementów, których BARDZO nie lubię: piwa (oczywiście w gargantuicznych ilościach) oraz piłki nożnej. Na całe szczęście Heinz, podobnie jak ja, nie darzy tej dyscypliny sportu szczególną atencją. Choć jedna sprawa na plus. Na swoją obronę dodam, że tak jak piłki nożnej, nie lubię ciepłego mleka i owoców morza więc nie sądźcie mnie zbyt surowo. A no i demolowania przestrzeni publicznej również ;)

Dlaczego Mariusz Czubaj odgrzewa schabowego? Dlaczego posiłkuje się po raz kolejny postacią Inkwizytora? W tle, ale jednak. Chyba tylko po to, by lekko podbarwić szary i nudny świat działaczy piłkarskich i szemranego towarzystwa skupionego wokół stadionów. Sama zagadka nie obroniłaby się - głównie dlatego, że autor nie nadał jej bohaterom ciekawego rysu psychologicznego, pływają sobie oni na powierzchni tego zbrodniczego bajora ale żaden z nich nie jest interesujący. Postacie są po prostu nudne. Po drugie Rudolf Heinz ma okazję zbliżyć się do ojca, wyjaśnić kilka spraw z przeszłości. A co robi? Jak uparty siedemnastolatek lekceważy rodziciela, waląc kolejne browary na spanie. Tak nie postępuje dojrzały człowiek, który ponoć jest jednym z najlepszych profilerów. I nie proszę tu o cukierkowe pojednanie. Jedynie o odrobinę dojrzałości. Trudnym dzieciństwem i skomplikowanym życiorysem nie można wytłumaczyć się z każdego potknięcia.

Nie wiem, jakie plany ma Mariusz Czubaj, co do dalszych losów swojego bohatera. Jeśli ma to miejmy nadzieję, że bardziej przyłoży się do pracy i nie zrobi ze swojego komisarza zdziecinniałego starca, który nie chce sobie pomóc. Sądzę, że brak dalszych planów na kontynuacje losów Heinza nie byłby takim złym rozwiązaniem bo ciemność widzę zamiast świetlanej przyszłości dla Rudolfa H.

 

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2013-05-02 11:28
Wątpliwe uroki nieśmiertelności
Nieśmiertelność zabije nas wszystkich - Drew Magary,Grzegorz Komerski
Tytuł: Nieśmiertelność zabije nas wszystkich
Autor: Drew Magary
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 21. 02. 2012 r.
Ilość stron: 464
Moja ocena: 5/6
 
Ludzie przeważnie twierdzą, że boją się śmierci, nie zdając sobie sprawy z tego, co tak naprawdę ich przeraża. Śmierć sama w sobie to tylko chwila, przebłysk, i potwierdzenie jednej z dwóch tez – albo istnieje życie pozagrobowe, albo go nie ma. Tym, czego boi się niemal każdy człowiek jest starzenie się, powoli przegrywana walka organizmu z nieuchronnym upływem czasu. Co jednak, gdyby ktoś potrafił zatrzymać ten proces i nasz organizm przestałby się starzeć? Oczywiście, nadal moglibyśmy zginąć z powodu wypadku czy nowotworu, ale na pewno nie groziłaby nam starcza demencja i wszelkie z nią związane nieprzyjemności. Czy skusilibyście się na taką „kurację”? A jeśli tak, to czy chociaż przez moment zastanowilibyście się, jakie to mogłoby mieć skutki na skalę globalną? Nad tymi zagadnieniami, społecznymi i ekonomicznymi, pochylił się Drew Magary w swojej powieści Nieśmiertelność zabije nas wszystkich, wydanej w lutym tego roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Jest rok 2019, przeciętny prawnik John Farrel dostaje od swojego klienta namiar na lekarza, który wbrew obowiązującym przepisom aplikuje chętnym (i posiadającym odpowiednie koneksje) lek zapewniający nieśmiertelność. Po wstępnej wizycie i dwóch tygodniach rozmyślań John decyduje się na zabieg, tym sposobem stając się wiecznym dwudziestodziewięciolatkiem. Początkowy entuzjazm zostaje zakłócony przez coraz liczniejsze protesty: część społeczności protestuje przeciwko ograniczonemu dostępowi do lekarstwa, innym z kolei nie podoba się fakt istnienia remedium na starość. Nasz bohater jest naocznym świadkiem ataku terrorystycznego, w którym ginie jego współlokatorka i przyjaciółka. Jest to jednak tylko preludium do następnych wydarzeń, toczących się w ciągu sześćdziesięciu lat od momentu, w którym John poddaje się zabiegowi. Jego losy, a także losy świata i to, jak wpłynęło ono na cały świat poznamy dzięki cyfrowym zapiskom w WESPie – bezprzewodowym komunikatorze sieciowym ósmej generacji.

Jak łatwo się domyślić, wydarzeń, w których John brał udział lub o których dowiadywał się z sieci, na przestrzeni dziesiątek lat jest wiele. Forma pamiętnika, przetykanego pełnymi artykułami, fragmentami forów internetowych i spotów wiadomości sprawia, że historia nie tak odległej przyszłości nabiera przerażającej realności. W Nieśmiertelności nie znajdziemy wymyślnych i zaawansowanych technicznie wynalazków, człowiek nie będzie zasiedlał odległych galaktyk, a obcy nie postanowią wyniszczyć „człowieczków”. Nie będzie też apokaliptycznych katastrof, najazdów demonów czy ogromnej asteroidy zmierzającej do zniszczenia naszej planety. Drew Magary pokaże nam, że najbardziej destruktywnym elementem na Ziemi są właśnie ludzie, ich nieustanny pęd za wygodą i przyjemnością, ich krótkowzroczność i egoizm. I to najbardziej daje do myślenia podczas lektury tej książki – przedstawione przez Magary’ego ścieżki rozwoju (a raczej stagnacji) ludzkości są zatrważająco realne i bliskie temu, co możemy zaobserwować już teraz: brak dbałości o środowisko, nie przejmowanie się powolnym, ale potwierdzonym przez naukowców wyczerpywaniem się zasobów naturalnych (ropy, wody, przestrzeni życiowej…), coraz mniejszy szacunek do życia jednostki, coraz częstsze destruktywne dla maluczkich zachowania rządów mające na celu zabezpieczenie tych, których sakiewka jest nieco bardziej zasobna… To wszystko mamy już teraz, tylko w mniejszej skali, lecz nie jest powiedziane, że za lat czterdzieści przeludnienie planety i wszechobecny rozpad moralny nie stanie się faktem.

Nieśmiertelność zabije nas wszystkich to książka, która przemawia do czytelnika tym bardziej, że jej główny bohater jest kimś normalnym – nie ma super mocy, skupia się przede wszystkim na swoim przetrwaniu, a na wieść o dziejących się wokół okropieństwach nie wsiada do batmobilu by ratować maluczkich. John jest zwykłym człowiekiem, rzuconym w wir toczących się wydarzeń i radzi sobie z nimi tak, jak radziłby sobie przeciętny człowiek, czyli często odwraca wzrok, czasem ucieka, a czasem po prostu wypiera z świadomości to, co mogłoby skłonić go do jakiegoś ryzykownego kroku.

Ta naturalność i zasmucająco prawdziwa kreacja bohatera oraz świata, w którym dzieje się akcja książki sprawia, że momentami ma się wrażenie, iż cała historia toczy się teraz, w naszej rzeczywistości. Książka Magary’ego prócz czystej czytelniczej przyjemności zapewnia spore pole do popisu naszej wyobraźni i skłania do uważniejszego przyjrzenia się temu, co dzieje się z naszą planetą i co robią z nią ci, którzy podejmują decyzje w imieniu milionów przeciętnych ludzi. Nieśmiertelność zabije nas wszystkich jest pozycją nietypową, ale z pewnością warto zagłębić się w ten świat, chociażby po to, by wyciągnąć kilka wniosków i przekazać je dalej. 

Source: adanbareth.blogspot.com/2012/03/niesmiertelnosc-zabije-nas-wszystkich.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?