logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: zemsta
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
quote 2017-04-09 14:29
Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla kup mi luby!
Like Reblog Comment
review 2017-04-09 14:08
Zemsta - Aleksander Fredro

Warto było wrócić do "Zemsty", przypomnieć sobie bohaterów i fabułę. 

 

Dzisiaj będzie króciutko, bowiem nie mam zbyt wiele do powiedzenia na temat tej książki. Jedynie tyle, że naprawdę mi się podobała. I naprawdę szybko ją przeczytałam. Ale to nie jest dziwne patrząc na to, że ma jedynie 114 stron oraz jest pisana w formie dramatu. Takie utwory się naprawdę szybko czyta.

 

Cześnik Raptusiewicz i Rejent Milczek to duet wokół którego rozgrywa się akcja. Dwójka ta prowadzi ze sobą "wojnę" mieszkając w jednym zamku. Ich spory są ciekawą rozgrywką, którą czyta się z ogromną przyjemnością. 

 

Wacław i Klara z kolei darzą się miłością. Chcą też zrobić wszystko, by być razem.

 

Ciekawą postacią jest Papkin, który momentami jest naprawdę irytujący.

 

Szczerze, jest to świetna komedia, która uwypukla nasze wady.

 

Książka jest napisana przyjemnym językiem. Fredro ma świetny styl pisania. A książka dobrze się zaczyna, a jeszcze lepiej się kończy. Można nawet powiedzieć, że książka jest dopracowana w każdym calu. A nawet dopieszczona... Cudowna. 

 

Bardzo mi się podobało, że każdy wątek został zakończony. Widać, że książka jest dopięta do ostatniej strony.

 

Nie jest to książka, przy której wybuchałam śmiechem. Ale nie jeden raz się uśmiechałam do książki, czytając niektóre fragmenty.

 

Dużą wartością lektury jest też fakt, że nie traci ona na aktualności. Książka ta wciąż jest aktualna, a na pewno też była, gdy została napisana przez autora. 

 

Lekturę warto przeczytać. Szczególnie, że przeczytanie jej nie zajmuje wiele czasu. :) 

Like Reblog Comment
review 2014-08-04 00:00
Zemsta Hana Solo
Zemsta Hana Solo - Brian Daley Ta część jest niestety nieco słabsza od pierwszej. Jej fabuła jest lekko "pomotana" i czasami ciężko się połapać o co tak naprawdę chodzi. Fabuła w skrócie przedstawia się następująco. Han i Chewbacca po kilku (jak zwykle) nieudanych zleceniach znajdują się w naprawdę niezłych tarapatach finansowych. To nie pozwala im zbytnio grymasić w przyjmowaniu kolejnych. Zgadzają się więc na dość niepewny lot, który w konsekwencji okazuje się transportem niewolników. Jest to jednak wbrew przekonaniom pilota i jego pierwszego oficera. Po krótkiej walce udaje im się pokonać handlarzy, jednak Han nie chce zrezygnować z zapłaty za kurs. Udaje się więc na planetę Bonadan II w celu odbioru należności. Tam zamiast pieniędzy znajduję Fiollę, rządową agentkę zainteresowaną rozbiciem szajki handlarzy. Han nie kwapi się z udzieleniem jej swojego wsparcie, jednak przyparty do muru przez komornika Spraya (który jeszcze w tej opowieści odegra swoją rolę) chcącego skonfiskować Sokoła zgadza się pomóc dziewczynie jeśli ta pomoże mu w finansowych kłopotach. Tak rozpoczyna się dość smętna przygoda, która jak dla mnie była trochę nudna, i nawet przyspieszenie akcji w końcówce niewiele pomogło. Ciekawostką jest jedynie to, że udało nam się poznać najniebezpieczniejszego rewolwerowca Sektora Wspólnego, z którym spotkamy się jeszcze w części kolejnej.
Like Reblog Comment
review 2013-11-06 00:00
Krwawa zemsta
Krwawa zemsta - Joanna Chmielewska Sięgając po “Krwawą zemstę” Joanny Chmielewskiej, miałam nad wyraz mieszane uczucia. Książki Chmielewskiej mają stałe miejsce w zakątku duszy, odpowiedzialnym za ulubioną literaturę. Niestety, ostatnie powieści damy polskiego kryminału były, co tu dużo mówić, nieudane, rozczarowywały i nie śmieszyły, a czytając je miałam wrażenie, że czytam nie powieści Chmielewskiej, ale jej nieudolnej naśladowczyni. Zaczęłam lekturę z nikłą nadzieją i ogromną obawą, zastanawiając się, czy uda mi się znaleźć “dawną” Chmielewską. I… Akcja powieści rozgrywa się głównie w biurze projektowym, przypuszczalnie w czasach mniej więcej współczesnych. Początkowo nie byłam tego całkowicie pewna, gdyż ani razu nie było narzekań na “małpią pocztę”, ani nawet stosunku pani Chmielewskiej do gejów. Ale skoro wyjątkowo nie brużdżą żadni dygnitarze, a główni bohaterowie używają do pracy przeważnie komputera i przemieszczają się samolotami… Cała intryga zaczyna się od brutalnego morderstwa na niewłaściwej osobie, które zdaje się nie mieć nic wspólnego z dalszymi wydarzeniami, na które składają się z dwa główne wątki – problemy małżeńskie Majki i Dominika (tak, znowu Dominik ) oraz poczynania pseudoszajki złoczyńców. Problemy zaś zaczynają się, gdy tzw. Kręcidupcia, nowa pomoc techniczna w biurze, w którym pracuje Dominik, dochodzi do wniosku, że musi wyjść za mąż, ale koniecznie bogato, z mieszkaniem, pozycją i w ogóle. Po wytypowaniu na ofiarę Dominika rozpoczyna zabiegi uwodzicielskie, polegające nie tylko na kręceniu pośladkami, ale też uraczeniu delikwenta nieziemskim seksem i… odmówieniu dalszych rozkoszy, dopóki facet się nie rozwiedzie i nie ożeni z nią. Metoda okazała się skuteczna, Dominik dostał małpiego rozumu, więc Majka wspierana przez przyjaciółki, rodzinę i inne ofiary Kręcidupci próbuje jakoś przetrwać, licząc na to, że kurtyzana się przejedzie na charakterze męża. Charakterku niewąskim zresztą. Przyznam, że nawet ja, przyzwyczajona do dziwacznych postaci Chmielewskiej, miałam poważne trudności z wyobrażeniem sobie takiego indywiduum. Kobiety, która by wyszła za mąż za kogoś takiego, także. Jak tu bowiem przejść do porządku dziennego nad mężczyzną, który w domu nie kiwnie palcem, o ile nie jest zmuszany i nie są to zadania łatwe do wykonania; odmawia zarabiania pieniędzy, ale zarazem narzeka na to, że jego żona całymi dniami pracuje, a w dodatku wszystkie swoje błędy i wypaczenia wymazuje z pamięci tak skutecznie, że sam zaczyna wierzyć w to, że ich nigdy nie było?! W dodatku to duże dziecko zakochuje się w kobiecie o inteligencji owcy, która nie potrafi gotować, ale za to ma wymagania, obejmujące m.in. dostarczanie znienawidzonych pieniędzy. A wisienką na torcie jest Majka, znana także jako matka-polka, skrzyżowana z matką Teresą z Kalkuty i Rafaelem albo innym Donatellem. Czyli kobieta, która idealnie wychowała dzieci, ma idealnie zorganizowaną kuchnię, nie wymaga od męża niczego, nawet robienia zakupów, a w chwilach wolnych projektuje wspaniałe dekoracje. Wszystko oczywiście bez słowa skargi. I oczywiście grająca w brydża. I czuję ogromną ulgę na myśl, że mój mąż nie czyta Chmielewskiej, bo jeszcze wyobraziłby sobie, że coś takiego faktycznie istnieje we wszechświecie. Mimo drobnych zastrzeżeń do charakterów postaci, zbyt podobnych do stad mężów i różnych Elżuni, książka mi się podobała. Przypuszczalnie dlatego, że po raz pierwszy od dawna w książce coś się jednak działo. Trup był tylko jeden, ale za to ile mniej i bardziej udanych oryginalnych prób uszkodzenia ciała!Był także humor, może nie taki, jak w “Lesiu” albo “Wszyscy jesteśmy podejrzani”, ale też niezły. W każdym bądź razie - było nieźle.
Like Reblog Comment
review 2013-04-16 07:01
Oko za oko (Joe Abercrombie "Zemsta najlepiej smakuje na zimno")
Zemsta najlepiej smakuje na zimno - Joe Abercrombie,Robert Waliś

 

Będę marudzić. Właśnie skończyłam powieść, która na pierwszy rzut oka spełnia wiele warunków, by mi się bardzo spodobać (gatunek, grubość, ciekawy opis na tylnej okładce), a pozostawiła głęboki niedosyt. I właściwie, zamiast uparcie doczytywać, powinnam rzucić ją w diabły, bo przecież i tak w planach mam o wiele więcej naprawdę ciekawych pozycji i do końca życia się z nimi nie wyrobię, ale ja tak nie potrafię. Bardzo rzadko mi się zdarza nie skończyć utworu, a nawet jeśli jakieś książki odłożyłam w czasie czytania, to twardo zamierzam do nich wrócić. Cóż, taka dziwna przypadłość, może się to leczy, ale ja na razie nie planuję. W każdym razie dziś zakończyłam lekturę powieści Zemsta najlepiej smakuje na zimno Joe Abercrombiego i mogę kilka słów o niej napisać.

 

Opasłe tomisko, ponad osiemset stron, które dość niewygodnie trzyma się w ręku,  to utwór z gatunku fantastyki, dokładniej według uznanego autorytetu z okładki George'a R. R. Martina przynależy do nurtu, o którym usłyszałam po raz pierwszy, czyli do tzw. "splatterpunkowej fantasy" - dla zainteresowanych skupia się ona na opisach przemocy i okrucieństwa. Wprawdzie nie przepadam za tego typu obrazami, ale w literaturze znoszę je lepiej niż na ekranie kinowym, a zawsze jestem ciekawa nowinek pojawiających się w literaturze. Cóż, być może oglądana i czytana pulpa popkulturowa mnie już nieźle uodporniła, ale nie odniosłam wrażenia, by powieść jakoś szczególnie epatowała okrucieństwem. Owszem, pojawiają się sceny tortur, ale podobne były już u poczciwego Sienkiewicza, owszem trup ściele się gęsto, ale to akurat nic dziwnego w utworze o zemście, a w dodatku rozgrywającym się w niespokojnych, wojennych czasach. Mamy też trochę dosadnego seksu bez poetyckich eufemizmów, ale w dobie modnych powieści erotycznych to akurat na nikim nie zrobi wrażenia. Nie jest to może powieść dla nastolatków, ale nie trzeba mieć dużego doświadczenia z horrorami, by sobie poradzić z prezentowanymi "okropnościami".

 

Podstawową słabością, jak dla mnie, w powieści Abercrombiego była bardzo prosta fabuła, która w pewnym momencie po prostu zaczyna nużyć. Opowieść o najemniczce Monzcarro Murcatto, która w pierwszym rozdziale zostanie zdradzona i prawie zamordowana, a następnie przez kilkaset stron będzie dążyć do tytułowej "zemsty" na siedmiu oprawcach w pewnym momencie traci impet i niewiele ma nam do zaoferowania. Ratują ją jedynie umieszczone tu i ówdzie niespodzianki w postaci nieoczekiwanych sojuszników czy kilka ciekawszych zwrotów akcji. Utwór jest niestety do bólu przewidywalny, czyta się go owszem całkiem nieźle, ale od połowy właściwie czekałam na finał i z trudem do niego dobrnęłam.

 

Mocniejszą stroną utworu są kreacje bohaterów. Mamy zestaw wszelkiej maści morderców, ludzi zimnych i bezwzględnych, którzy skupieni wokół Monzy pomagają jej dokonać zaplanowanej zemsty. I mimo że nikt o zdrowych zmysłach nie utożsamia się z psychopatą czy zawodowym oprawcą, to akurat w tej powieści trudno ich nie akceptować. Ale ten chwyt też już w popkulturze zadomowił się chyba na dobre od Milczenia owiec przez Leona Zawodowca do serialu Dexter. W każdym razie zebrana przez główną bohaterkę ekipa awanturników jest dość barwna i dla nich na pewno warto było tę książkę doczytać. Sama Murcatto "wąż Talinsu", "rzeźniczka z Caprile" też jest dość ciekawa, bo poznajemy ją z każdą częścią lepiej wraz z pojawiającymi się retrospekcjami i odkrywanymi na jej temat informacjami, ale nie stanie się jakoś moją ulubioną postacią kobiecą, trochę jak dla mnie za mało w niej ognia, mimo płonącej żądzy zemsty.

 

Ostatnia sprawa, o której chciałabym wspomnieć to kreacja świata przedstawionego, gdyż ona także odrobinę rozczarowuje. Wydaje mi się bowiem, że jeśli już mamy do czynienia z prostą opowieścią, pisaną ku uciesze gawiedzi, to dobrze by było uczynić tło odrobinę bardziej oryginalnym. Powieść zalicza się do gatunku fantastyki tylko i wyłącznie dlatego, że rozgrywa się w fikcyjnych krainach. Nie różnią się one jednak za bardzo od naszej rzeczywistości powiedzmy z XV/ XVI wieku. Co więcej dość łatwe do odczytania są wykorzystywane klisze z naszej kultury - mamy więc jasnowłosych barbarzyńców na Północy, ruiny upadłego Imperium z łaźniami i dobrymi drogami, na którego podwalinach powstało kilka skłóconych księstw, egzotyczny ciemnoskóry lud na Południu, zjednoczony pod wodzą charyzmatycznego Proroka. Krótko mówiąc, autor specjalnie się nie wysilił. I znów - nie on pierwszy wykorzystuje tego typu schematy, ale trzeba przyznać, że odkrywczy za bardzo nie jest. Brakowało mi jakiegoś błysku, czegoś wyraziście innego, co pozwoliłoby docenić wyobraźnię brytyjskiego pisarza. Niestety niczego takiego nie znalazłam.

 

Podsumowując, powieść oparta na istniejących, często eksploatowanych schematach, prosta rąbanka, która zapewne niejednemu miłośnikowi czystej odmóżdżającej rozrywki może przypaść do gustu. Jak dla mnie - przynajmniej o połowę za długa. Nie twierdzę, że jest zupełnie do niczego, ale brakuje jej oryginalności. Sama nie wiem dlaczego, mimo tylu krytycznych uwag, oceniłam ją jako dobrą. Może w nagrodę, że dotrwałam mimo wszystko do końca, a sam finał, mimo że dość oczywisty w zgrabny sposób zamyka całość. Podobno trylogia tegoż samego autora, rozgrywająca się w tym samym świecie przedstawionym jest lepsza, takie chodzą plotki. Może się kiedyś spróbuję przekonać, choć sam Abercrombie nie trafia na listę pisarzy poszukiwanych.

 

 

Joe Abercrombie, Zemsta najlepiej smakuje na zimno, przeł. Robert Waliś, Wydawnictwo Mag, Warszawa 2012, okładka miękka, stron 832

           

Source: urshana.blox.pl/2013/04/Oko-za-oko-Joe-Abercrombie-Zemsta-najlepiej.html
More posts
Your Dashboard view:
Need help?