logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: akcja
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-06-15 15:43
Tylko dla najtwardszych, czyli o "Krwi Helsinek" J. Thompsona
Krew Helsinek - James Thompson

Pierwsza powieść Jamesa Thompsona o fińskim policjancie Kari Vaara była mniej więcej typowa, klasyczna, z dość realistyczną zbrodnią i bohaterami, którzy faktycznie mogą istnieć, byli rzeczywiści. Jednak potem autor zaczął odjeżdżać w stronę totalnej fikcji, w ciągu chwili robiąc ze zwykłego policjanta postać, o rolę której spokojnie starać mógłby się Stallone, Schwarzenegger czy inni gwiazdor kina akcji lat 80. Biel Helsinek to była rzecz pisana jakby na zamówienie, którego celem było zrobienie z realizmu pośmiewiska, a tom czwarty - Krew Helsinek - to dowód, że owo zamówienie przyniosło efekt i autor dostał kolejne.

 

Nie dość, że stanowisko bohatera, jako policjanta nawet nad ministrem sprawiedliwości, jest kompletnie wyssane z palca, to jeszcze prymitywizm postaci, brak wyobraźni plus brak umiaru u autora powodują, że powieść ta to stek bzdur. Mamy tu zagrania nawet nie z amerykańskiego filmu, ale amerykańskiego słabego serialu sensacyjnego: masę dwudziestolatków już posiadających po minimum dwa fakultety, samych twardzieli którym na życiu własnym nie zależy, którym kobiety same wchodzą do łóżek i jeszcze płaczą, że bohater jednak po ciężkiej wewnętrznej walce postanawia pozostać wiernym żonie… Jakaż to postać, która przeżywa te wewnętrzne cierpienie, zdając sobie sprawę z bólu, jaki sprawił tym postępowaniem bliskiej współpracowniczce, ten dramat, ach! Złamany nos nastawia się na trzy razy przy pomocy ołówka (ewentualnie długopisu, ale to w ostateczności), a o życiu i śmierci decyduje się zakąszając litry wypijanej wódki.

 

Stek bzdur. I bawiłem się doskonale, westchnienia politowania jednocześnie były westchnieniami może nie zachwytu, ale uznania, docenienia pisarza, który widać świetnie się bawi. Czasem się tak mówi, że coś jest tak złe, że aż dobre. No właśnie Krew Helsinek jest taka; ktoś, kto przepada za kinem akcji z lat 80. raczej nie będzie powieścią zawiedziony, bzdury czasem potrafią bawić, i przy tym być bardzo dobrym relaksem.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-03-23 18:49
"Góra Tajget", czyli jak skutecznie przypomnieć o tym, o czym mało kto pamięta
Góra Tajget - Anna Dziewit-Meller

Najbardziej niepokoi mnie w tej książce nie tyle jej treść, ani nawet fakt, że opowiada o prawdziwych wydarzeniach, ale kwestia mojego braku wiedzy na ten temat. Jak można mieszkać w tych stronach całe życie, dosłownie rzut beretem od Lublińca, i NIGDY nie słyszeć o tym, co niemieccy naziści robili z dziećmi w tamtejszym szpitalu psychiatrycznym? Bo mam wrażenie, że to nie ja jestem w tym przypadku ignorantem, że brak tej wiedzy jest powszechny nawet tu, pod szpitalem praktycznie (wśród znajomych z tych samych stron, ludzi w różnym wieku, nie znalazłem ani jednego, któremu sprawa była znana). Brak tej wiedzy brzydko pachnie, i bardzo się cieszę, że teraz się to zmieni. Anna Dziewit-Meller zadbała, by tą potworną zbrodnię opisać tak, by na długo pozostała w pamięci. Myślę, że w przypadku wielu czytelników utrwali się na całe ich życie.

 

Ale nie jest to w żadnym wypadku książka, która pławi się w opisywaniu cierpienia z niezdrową fascynacją, jak to się czasem zdarza w tego typu publikacjach. Autorce udały się dwie rzeczy: po pierwsze od teraz znacznie zwiększy się ilość osób, które poznają prawdę o “akcji t4” w Lublińcu. A po drugie napisała naprawdę dobrą książkę, gdzie cała owa “akcja” jest punktem, wokół którego była w stanie umieścić o wiele więcej historii, niż tylko tę podstawową, o 221 dzieciach-ofiarach. Całość została umieszczona na przestrzeni nie tylko różnych lat, ale i w różnych miejscach akcji, a oglądać będziemy nie tylko sam proces wcielania w życie Vernichtung von lebensunwertem Leben, ale i to, co działo się dookoła, w dodatku z różnych stron. Anna Dziewit-Meller napisała tę powieść tak, by zupełnie nowa dla tak wielu świadomość czynów, jakich dopuścili się zbrodniarze nie była jedynym, co po ukończeniu lektury w czytelniku pozostanie.

 

To stosunkowo krótka książka. Ale niesie ze sobą ogromny ciężar, i wydaje mi się, że jest niedługa specjalnie. Bo czytelnikowi trzeba to wszystko uświadomić, ale także dbać, by waga tych wydarzeń go nie przygniotła - wówczas efekt mógłby być odwrotny od zamierzonego. I rzecz została przedstawiona tak, że akurat siły nam starczy na poznanie historii. Zostanie nawet odrobina na pojawienie się chęci ujrzenia pewnych suchych faktów, które wcale nie są poukrywane. A jednak się o nich nie słyszy, nie przestaje mnie to zadziwiać.

 

Widzieliście trylogię śląską Kazimierza Kutza? Bardzo mi się kojarzy ta książka z tymi właśnie filmami. Smutne, bo prawdziwe, i tym bardziej smutne, że prawdziwe. Ale ten główny motyw, owa wielka sprawa, pokazana jest przez ukazanie spraw mniejszych, dotyczących jednostek, ludzi. I czasem nawet ci ludzie przysłaniają główny temat, tak bardzo, że go nie widać, bo dla bohaterów jest codziennością, a nie okrucieństwem, jak dziś, dla nas. I dzięki temu tym mocniejsze jest uderzenie po obejrzeniu napisów końcowych/zamknięciu książki. Wydaje mi się, że tworzenie tej książki musiało być bardzo trudnym procesem, żeby tak idealnie zmierzyć, zważyć, zaplanować proporcje, a następnie jeszcze być w stanie faktycznie ich dopilnować. Ale autorce się udało, i “Góra Tajget” robi wrażenie nie tylko z powodu treści oraz szoku, jaki owa treść w wielu wywoła, ale także od strony samego warsztatu, konstrukcji, konsekwencji. Jestem wstrząśnięty swoją niewiedzą, ale i pod wielkim wrażeniem umiejętności pani Dziewit-Meller. Respekt.

 

Wielka Litera 2016

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-26 08:45
Wayward Pines, czyli opowieść o tym jak nieźle zacząć i kiepsko skończyć
Wayward Pines. Bunt - Blake Crouch,Paweł Lipszyc
Wayward Pines. Krzyk - Blake Crouch,Paweł Lipszyc

Tom pierwszy trylogii Wayward Pines czytało się bardzo dobrze. Książka oparta była na pomysłach wielokrotnie już wykorzystywanych, a jednak Blake Crouch potrafił je tak wymieszać, że czytelnik dawał się i tak zaskoczyć, no i bawił świetnie. Konkluzja “Szumu” jednak była dość jasna: oto następuje koniec zagadek i zaczynamy powieść akcji, i trochę się obawiałem, że ta akcja może nie dać rady.

 

Kiedy bierzemy do rąk książkę będącą kolejnym podejściem do danego gatunku istnieje spore ryzyko, że rzecz będzie wtórna. I nie inaczej jest w przypadku “Buntu” i “Krzyku” - ileż razy czytaliśmy o zamkniętych społeczeństwach, które ktoś totalnie kontroluje, i wśród których wreszcie znajdują się odważni pragnący zmian? Nie wiem, jak Wy, ale ja wielokrotnie, bowiem fantastyka socjologiczna to jeden z moich ulubionych gatunków. Niestety jednak środkowy i ostatni tom trylogii to pozycje w całości oparte na akcji, chciałoby się nawet powiedzieć, że na sensacji. Rozważań socjologicznych tu próżno szukać. Krótkie akapity, pełne dynamiki wydarzenia, bohaterowie, którzy nie tracą czasu na rozmyślania, tylko od razu przechodzą do działania, nowe postaci pojawiające się jakby pod wpływem chwili… i nagle okazuje się, że kompozycja “Wayward Pines” zaczyna się chwiać, że autorowi nie starczyło energii na taką konstrukcję całości, jaką posiadał tom pierwszy.

 

“Szum” oferował świetne napięcie. Klimat jest jedną z najmocniejszych stron tej książki, której można się momentami nawet wystraszyć. W kontynuacjach jednak napięcia już próżno szukać, to jeden duży fajerwerk, napisany zresztą zgodnie z nowoczesnymi zasadami konstruowania cyklów: po udanym tomie pierwszym drugi musi obowiązkowo kończyć się cliffhangerem, tak, by czytelnik od razu sięgnął po kolejny.

 

Tak naprawdę nie mam żalu, że napięcie i tajemnica zostały wymienione na akcję. To nie jest niespodzianka, jak już pisałem - widać w końcówce “Szumu”, że takie właśnie rozwinięcie czytelnika czeka. Mam jednak żal o co innego: o coraz bardziej naiwne sceny, wręcz bzdurne rozwiązania (szczególnie jeśli chodzi o sytuację uczuciową w czworokącie Ethan, Theresa, Kate i Adam - duby smalone!) i mimo nawet pomysłowego zwieńczenia cyklu totalnie tragiczny epilog, który zamiast rozbudzać chęć na więcej, tę chęć przez zbędne wyjaśnienie tajemnicy niszczy. Końcówka wygląda jak pisana na kolanie, ech, wiecie, kończyć to trzeba umieć, tu tej umiejętności według mnie trochę zabrakło. Cykl zaczął się jak dla dorosłych, ale skończył jak dla nastolatków, poważnie, całe te “Wayward Pines” pamiętać będę z niezłego początku, a potem rozwinięcia i zakończenia niczym dla young adult, tylko wiek bohaterów się, kurde bele, nie zgadza.

 

Wayward

The Last Town

Wydawnictwo Otwarte 2014

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-21 17:00
Upalne Euro 2012, terroryści w Polsce, czyli Marcin Ciszewski po raz kolejny
Upał - Marcin Ciszewski

Odnoszę wrażenie, że kontynuacja przygód Jakuba Tyszkiewicza i jego supergrupy policjantów uznana została za książkę od “Mrozu” lepszą. Sam nie jestem przekonany, z kompletnie subiektywnych względów - brak śnieżnych zasp, porządnie minusowych temperatur, zastąpienie ich klasycznym, polskim, upalnym latem - czyli mam o jedną interesującą kwestię mniej.

 

Z drugiej strony mamy znanych już bohaterów, wiemy czego się można po nich spodziewać, zatem powrót do lektury jest dość łatwy nawet bez dziwnych anomalii pogodowych. Tym razem akcja toczy się w pamiętnym roku 2012, gdy ku zaskoczeniu milionów Polaków zostało udowodnione, że i nasz naród i nasza władza potrafią zaplanować i zrealizować sprawnie tak dużą imprezę, jak mistrzostwa europy w piłce nożnej. Rzecz jasna impreza sportowa potrzebna autorowi była tylko z jednego powodu: by móc swobodnie zaplanować ataki terrorystyczne na stadiony w Polsce.

 

Książka oferuje podobny poziom, co “Mróz”. To niezłe czytadło, momentami troszkę przegadane, ale oferujące akurat na tyle dobrych wrażeń i emocji, by radośnie dotrwać do końca. Mamy tu mnóstwo akcji, interesujących bohaterów, nieźle pokazane różne wydarzenia z ich życia wywołujące poruszenie u czytelnika; autor sprawnie gra na czułych strunach każdego z nas, i można się przyłapać na tym, że bardziej ciekawią nas losy postaci, niż sam zamach i śledztwo, co nie jest żadną wadą, wręcz przeciwnie.

 

“Upał” to świetna rozrywka, i swobodnie można ją polecić praktycznie każdemu, bo grono odbiorców takich powieści jest raczej bardzo szerokie. Dużo sensacji, nieco uczuć, trochę political fiction… Tylko szkoda, że niewiele dobrych wrażeń pozostaje po lekturze. Wraz z zamknięciem czytnika/książki praktycznie natychmiast można zapomnieć o sprawie, a wydarzenia niemal od razu uciekają z głowy i z pamięci. Brakuje “Upałowi” tego samego, co “Mrozowi”, czyli nieco większej powagi, brakuje strachu, że to, co czytamy, może zdarzyć się naprawdę. Ze sprawami Jakuba Tyszkiewicza jest tak, że angażujemy się w nie bardzo mocno, ale nie wierzymy w nie, i trochę szkoda. Ale może to specjalne zamierzenie autora, który właśnie w “Upale” łączy sprawy Tyszkiewicza ze sprawami Grobickiego z cyklu już nie sensacyjnego, ale należącego do fantastyki, w sumie więcej powagi i przekonania mogłoby temu połączeniu bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Oczywiście polecam.

 

Znak Literanova 2012

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-16 07:30
Drugie spotkanie z prozą Marcina Ciszewskiego, o wiele bardziej udane
Mróz - Marcin Ciszewski

Nim sięgnąłem po “Mróz” raz już miałem przyjemność bawić się przy lekturze powieści pana Ciszewskiego. Przeczytałem debiut autora, zatytułowany “www.1939.com.pl”, i choć obiektywnie doceniłem zapał, wiedzę i siłę przekonywania pisarza, tak nie spodziewałem się, bym sięgnął po kolejne książki, niespecjalnie bowiem do mnie trafiła rzecz aż tak mocno skupiona na wojskowych szczegółach, walce, wojnie. Zabrakło mi bohaterów na tyle ciekawych, by chcieć więcej.

 

Kolega, żeby było ciekawiej - policjant - mocno polecał mi jednak inny cykl, o innych postaciach (choć jak się okazuje obie serie się w pewnym momencie przecinają). Mowa o “Mrozie”, książce już nie tyle o wojsku, co o policji, i tym razem z według mnie znacznie ciekawszymi bohaterami. Poznajemy grupę policjantów, błyskawicznie okazuje się, że jest to coś w rodzaju super-grupy, ludzi z przeszłością, potrafiących o wiele więcej, niż przeciętny aspirant z dowolnego posterunku. Pomyślałem sobie: aha, no to teraz terroryści, porwania, i będzie się działo… i miałem rację, jednak to nie wszystko. Autor powiązał swoją historię - dość mroczną, ukazującą pewne słabości naszego kraju - z interesującym pomysłem. Otóż jakby zamachów było mało, Polska staje się miejscem wystąpienia niezwykłej anomalii pogodowej, potwornego mrozu, z temperaturą, która może doprowadzić parę milionów Polaków do śmierci. A że uwielbiam takie filmy, jak “Pojutrze”, to od razu mnie powieść wciągnęła.

 

Postaci tu występujące są interesujące, także kobiety, co mnie cieszy, bo w debiucie wyraźnie mi ich brakowało. Do tego dodajmy coraz gorszą pogodę, coraz większy mróz, okrutne wręcz temperatury oraz wynikające z nich ciekawostki, na deser zostaje sama sprawa, śledztwo oraz nieuniknione specjalne uprawnienia i spotkania na najwyższym szczeblu, trochę tortur i zwrotów akcji niemożliwych do przewidzenia - i mamy powieść, która po prostu sama się czyta. Rzecz jasna od razu sięgam po “Upał”, zobaczymy, czy to była jednorazowa akcja, czy też dam się wciągnąć w świat przedstawiony przez autora na dłużej.

 

Warbook 2010

More posts
Your Dashboard view:
Need help?