logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: the-elite
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review SPOILER ALERT! 2017-11-10 12:07
MINDHUNTER – KSIĄŻKA, CZY SERIAL? [PEŁNO SPOILERÓW]
Mindhunter: Inside the FBI's Elite Serial Crime Unit - John E. Douglas,Mark Olshaker

 

Dennis Rader, znany jako BTKDusiciel BTK lub Dusiciel z Wichita – amerykański seryjny morderca. Zabił 10 osób w miejscowości Wichita w stanie Kansas. Jego „aktywność” została zarejestrowana w latach 1974 – 1991. Nie będę więcej zdradzał, ale warto wspomnieć o tej osobie, bo w serialu Mindhunter występuje od drugiego odcinka. Mogliście nie zwrócić uwagi albo nie powiązać go z serialem, bo pojawia się na chwilę, przed wejściem czołówki.

 

Wydaję mi się, że wątek zostanie pociągnięty przez kolejne sezony, bo historia jest ciekawa, jeśli można to tak ująć. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, to obejrzyjcie dokumenty na Youtube (są z lektorem) lub sięgnijcie po książkę Mindhunter. Woblink na Ebooka, który dalej jest w dobrej cenie – 17,99 złotych. Ja skorzystałem z promocji. Warto jednak zobaczyć film dokumentalny, bo w książce nie ma wywiadów z innymi osobami, tylko analiza Johna Douglasa.

 

Słowem wstępu dodam jeszcze coś. Mam pewne zarzuty dotyczące podcastu Masa Kultury, w którym poruszono ten serial. Ogólnie fajnie się słuchało, ale chciałem coś sprostować. W pewnym momencie agenci zostają sprowadzeni do piwnicy, bo taki lokal im został przydzielony do pracy. W podcaście usłyszałem, że jest to sztampowe i takie klasyczne, że oto muszą pracować w podziemiach. Jednak tak było naprawdę, tu nie rozminęli się z prawdą i serial pokazał to tak, jak było.

Z tego miejsca pozdrawiam autorów Masa Kultury i czekam na kolejne odcinki.

 

Najpierw serial, później książka?

 

Ja tak zrobiłem i mam mieszane uczucia. Z jednej strony byłbym bardziej świadomym widzem, który zwraca na jeszcze większą ilość detali, ale z drugiej nie byłoby nawet minimalnej opcji zaskoczenia. Moim zdaniem dobrze wybrałem kolejność, bo taki ciąg zdarzeń spowodował, że chętniej wróciłem do serialu. Całkiem inaczej ogląda się tę produkcję, kiedy wiesz więcej na temat historii Wydziału behawioralnego FBI.

 

Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że już w drugim odcinku otrzymujemy podpowiedzi na temat profilowania seryjnych morderców. Już pierwsi policjanci, którzy mówią Holdenowi Fordowi o Edmundzie Kemperze, podrzucają mu pierwsze wskazówki. Chodzi o dociekliwość mordercy i jego zainteresowanie śledztwem. Do tego dochodzi jeszcze młodzieńcza chęć wstąpienia do policji lub jakiś pierwiastek władzy, który jest opisany w książce. Takie detale łączą znaczną część seryjnych morderców, co przedstawił John Douglas w tekście.

 

 

Także podczas pierwszego wywiadu z seryjnym mordercą twórcy serialu każą zwracać na pewne definicje związane z typem zbrodni, który dokonywany jest przez skazańców. Chodzi tutaj między innymi o Modus operandi – charakterystyczny sposób zachowania się np. sprawcy czynu zabronionego, który kształtują indywidualne cechy sprawcy. Wspomniane zostaje również hasło sygnatury seryjnego mordercy. W książce wyjaśnione jest na czym polega różnica i jak łatwo można je ze sobą pomylić.

 

Gra.

 

Netflix postarał się i wyprodukował naprawdę fenomenalny serial. Niektórzy próbują porównać go do serialu Detektyw, ale moim zdaniem nie tędy droga. O ile Detektyw ma niesamowitą przewagę w postaci gry aktorskiej, to przegrywa całą historią. Serial HBO ogląda się świetnie i jest rewelacyjnie zrobiony, ale w pewnym momencie bardzo przewidywalny, nie wspominając już o zakończeniu.

 

Z kolei produkcja Netfliksa przebija go fabułą i historiami, które w dodatku (niestety) wydarzyły się naprawdę. Nie twierdzę, że tutaj gra aktorska stoi na niskim poziomie, tego bym się nie odważył napisać, bo jest bardzo dobrze. Jednak trochę brakuje do duetu Harrelson – McConaughey.

 

W serialu Mindhunter na pierwszy plan wychodzi Cameron Britton, który gra Edmunda Kempera i Holt McCallany, który wcielił się w agenta FBI Billa Tencha. Podoba mi się gra aktorska Jonathana Groffa, ale nie od samego początku. Przynajmniej tak było za pierwszym razem jak oglądałem serial. Zaczął mnie przekonywać dopiero od połowy sezonu, ale pod koniec zagrał fenomenalnie. Jego przemiana była najbardziej widoczna, a pycha aż kipiała z ekranu.

 

Ile prawdy w serialu Mindhunter?

 

Widzieliście, że serial nawiązuje do wydarzeń, które miały miejsce, a nawet ociera się o serial dokumentalny. Czy jednak serial pokrywa się z książką? Jak najbardziej, ale część sytuacji zmienionych jest na potrzeby produkcji, co jest oczywiste w takich przypadkach.

 

Przesłuchanie Richarda Specka wyglądało trochę inaczej. Pewnie kojarzycie tego typa, masowego mordercę (nie seryjnego), który nocą 14 lipca 1966 zabił osiem studentek pielęgniarstwa. Stało się to w internacie, w południowej części Chicago. Prawdą jest to, że pomylił się w liczeniu i jedna z niedoszłych ofiar mu uciekła. Jednak w trakcie wywiadu z agentami FBI w pomieszczeniu przebywał jeszcze opiekun więzienia – mam nadzieję, że nie pomyliłem stanowiska. Jest tam taka scena, kiedy Holden Ford odzywa się do skazanego i używa niecenzuralnych słów, a dokładniej chodziło mu o cipki. Tak naprawdę, to John Douglas rozmawiał w obecności mordercy, ale słowa te kierował właśnie do opiekuna. Miało to na celu sprowokowanie Specka. Również nie rzucił ptakiem w obecności agentów, ale zrobił to w innej sytuacji. Finalnie i tak go zabił.

 

Najciekawszą sceną pozostaje załamanie agenta Holdena Forda po ostatnim spotkaniu z Edmundem Kemperem. Tak naprawdę, to John Douglas trafił do szpitala z wysoką gorączką i przyspieszonym tempem. To wszystko spowodowały lata ścigania seryjnych morderców. Znaleziono go w pokoju hotelowym, a odbyło się to tak jak opisuje autor książki:

Otworzyli kopniakiem drzwi i wbiegli do środka. Znaleźli mnie na podłodze, skulonego, w – jak się wyrazili – „żabiej” pozycji. Byłem częściowo ubrany i najwyraźniej próbowałem wcześniej dosięgnąć słuchawki telefonu. Lewą stroną mojego ciała wstrząsały drgawki, a zdaniem Blaine’a byłem rozpalony.
Obsługa hotelu zadzwoniła do Swedish Hospital, skąd natychmiast przysłano karetkę. Tymczasem Blaine i Ron połączyli się z izbą przyjęć i przekazali informacje na temat mojego stanu. Miałem 41,7°C gorączki, puls 220 i sparaliżowaną lewą stronę ciała. Drgawki wstrząsały mną jeszcze w karetce. Na karcie przyjęć zapisano, że miałem „oczy jak u lalki” – otwarte, nieruchome i szklane.
Zaraz po przyjeździe do szpitala obłożono mi głowę lodem i zaczęto podawać ogromne ilości fenobarbitalu, który miał zapobiec kolejnym konwulsjom. Lekarz poinformował Blaine’a i Rona, że dawka leku, jaką mi podał, wystarczyłaby do uśpienia połowy miasta.
Dodał, że mimo wspólnych wysiłków personelu szpitala istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że przeżyję. Tomografia komputerowa wykazała obrzęk lewej półkuli mózgu, a wysoka gorączka doprowadziła do wylewu.
– Mówiąc po ludzku – wyjaśnił lekarz – jego mózg usmażył się na wiór. (fragment książki Mindhunter)

 

Ten fragment zamieszczono prawie na samym początku książki. Natomiast Holden Ford miał taki problem w ostatnim odcinku sezonu. To nie zmienia faktu, że problemy te były tylko kwestią czasu, bo większość z nas dotknęłaby taka historia.

 

Każda zbrodnia przedstawiona w serialu miała w rzeczywistości miejsce. Każda z nich jest również opisana w książce, dlatego zdecydowanie lepiej ogląda się ten serial po raz drugi, po przeczytaniu Mindhunter. W książce jest zdecydowanie więcej historii, ale nie będę ich zdradzał, bo posłużą zapewne do stworzenia kolejnych sezonów i nie chcę zdradzać ich osobom, które mają zamiar podejść do tego tytułu.

 

Co w drugim sezonie?

 

W kolejnej odsłonie zapewne będziemy mieli do czynienia z serią morderstw dzieci. Doszło do nich w Atlancie i wyrok do tej pory jest kontrowersyjny, przynajmniej dla niektórych osób. John Douglas ma inne zdanie, ale o tym możecie przeczytać w książce. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o tej sprawie, to zajrzyjcie do niej lub do dosyć ciekawego artykułu na Onecie (tak!).

 

Pod koniec października, po obejrzeniu serialu wrzuciłem teks – recenzja całego sezonu Mindhunter. Wyszedłem tam z dosyć dziwną tezą, która ni jak ma się do rzeczywistości. Oczywiście, nie byłem jedyny, bo okazało się, że na kilku stronach, po pewnym czasie, również takie twory powstały. Jednak po przeczytaniu książki odcinam się od swoich głupich wywodów.

Source: www.vodpolska.pl/mindhunter-ksiazka-serial,88
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-11-03 05:44
Time
Wingman (Elite Ops) - Emmy Curtis

This is the 2nd book in the Elite Ops series.  This book can be read as a standalone novel.  For reader enjoyment & understanding of the series, I recommend reading in order.

 

Missy works with Conrad every day.  She realizes what a player he is, and decides she must change the course for her future.  When all goes boom, it is a good thing he is on her side.

 

Conrad has been in love with Missy and doing whatever he has to for her not to find out.  It could kill both of their careers if their superiors knew.  When the worst happens - they are going to put their feelings to the test.

 

This was a very sweet and sexy book.  Yet, it has a very compelling mystery weaved throughout.  I especially love that the story is ongoing.  I really do love series books.  This book is great and gets a 4/5 Kitty's Paws UP!

 

 

***This early copy was given in exchange for an honest review by Netgalley and its publishers.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-09-28 08:56
Einfallslos, enttäuschend, langweilig
Mortal Danger - Ann Aguirre

„Mortal Danger“ von Ann Aguirre, der Auftakt der Trilogie „Immortal Game“, schaffte es durch eine Unaufmerksamkeit in mein Bücherregal, die mir erst bewusstwurde, als ich es vom SuB befreite. Auf der Rückseite ist Aguirres „Razorland“-Trilogie abgebildet. Ich erinnerte mich, dass ich vor langer Zeit eine Rezension zum ersten Band „Enclave“ las und angeekelt war, als die Rezensentin von Vergewaltigungsmythen und speziell Opferbeschuldigung als essentiellen Bestandteilen des Buches berichtete. Ich verbannte es auf meine mentale „Niemals-niemals-nie-nicht“-Liste. Wäre mir aufgefallen, dass „Enclave“ und „Mortal Danger“ von derselben Autorin stammen, hätte ich „Mortal Danger“ garantiert nicht gekauft. Jetzt war es aber nun mal da, also beschloss ich, es trotzdem zu lesen.

 

Edie Kramer wollte sterben. Die Demütigungen an der Blackbriar Academy waren einfach zu viel. Das Maß war voll. Sie stand bereits auf der Brücke, als sich eine Hand auf ihre Schulter legte und ihr ein Angebot unterbreitet wurde, das sie nicht ausschlagen konnte. Der gutaussehende Kian offerierte ihr einen Vertrag über drei magische Gefallen mit seiner Firma. Edie erkannte die Vorteile der Vereinbarung sofort. Die Gefallen ermöglichen ihr, sich an all jenen zu rächen, die sie Tag für Tag quälten. Was hatte sie schon zu verlieren? Sie schlug ein. Innerhalb eines kurzen Sommers änderte sich ihr Leben radikal. Als sie nach Blackbriar zurückkehrt, ist sie bereit, Vergeltung zu üben. Sie will die Elite der Schule leiden lassen, sie von innen heraus zerstören. Doch kaum hat sie begonnen, sich ihren Weg in ihre Mitte zu erschleichen, gerät die Situation außer Kontrolle. Aus Streichen und Manipulationen wird tödlicher Ernst. Nun ist Edie in einem Spiel gefangen, dessen Regeln sie nicht versteht. Wird sie gemeinsam mit Kian einen Weg finden, sich aus ihrem Pakt mit dem Übernatürlichen zu befreien?

 

Meine Leseerfahrung mit „Mortal Danger“ von Ann Aguirre war von Anfang an zum Scheitern verurteilt. Nicht, weil ich aufgrund meines Wissens über „Enclave“ voreingenommen gewesen wäre – ich bin sicher, dass ich dem Buch eine faire Chance eingeräumt habe. Nein, für mich begann es damit, dass ich eine völlig andere Geschichte erwartet hatte. Im originalen Klappentext wird nämlich nicht erwähnt, dass übernatürliche Elemente eine Rolle spielen, weshalb es mir sehr wichtig war, diesen Fakt in meiner Inhaltsangabe zu betonen. Ich dachte, es handele sich um den vollkommen menschlichen Rachefeldzug eines gehänselten, nerdigen Mauerblümchens gegen die beliebten Kids ihrer Schule, der außer Kontrolle gerät, weil sie sich im Zuge ihrer Pläne auf einen gefährlichen, zwielichtigen Kerl einlässt. Ich habe nicht mit Sagengestalten, Göttern oder Magie gerechnet. Als sich herausstellte, dass Edies Vertrag mit Kians Firma ein paranormaler Teufelspakt ist, war ich demzufolge ziemlich verdattert. Ich musste meine Erwartungshaltung anpassen und habe mich wirklich angestrengt, diesen Richtungswechsel zu verdauen, aber es wollte mir einfach nicht gelingen, weil der ganze übernatürliche Kram in „Mortal Danger“ unzureichend umgesetzt ist. Das einfallslose ewige Spiel der unoriginellen Unsterblichen, in das sich Edie blindlings hineinziehen lässt, erschien mir wirr, chaotisch und vage; ich habe nicht einmal begriffen, wer da gegen wen um was spielt und wieso. Edie, deren Rachemission ebenfalls unklar bleibt, ist mittendrin, interessiert sich allerdings frustrierend wenig für den größeren Rahmen ihrer eigenen Situation. Sie reagiert maximal auf akute Probleme und half mir überhaupt nicht, zu verstehen. Ich hatte das Gefühl, das Spiel, das der Trilogie immerhin ihren Namen gibt, dient Ann Aguirre lediglich als Bühne für die Inszenierung ihrer Protagonistin. Dadurch mangelt es der Geschichte an Atmosphäre und Ordnung, an einem roten Faden, an dem sich die Leser_innen orientieren können. Vielleicht sollte Edie die Rolle des roten Fadens ausfüllen, für mich konnte sie diese Aufgabe jedoch nicht übernehmen, weil ich sie nicht ausstehen kann. Sie ist in abstoßendem Maße egozentrisch. All die Eigenschaften, die sie ihren Peinigern an der Blackbriar Academy vorwirft, besitzt sie selbst im Übermaß: Egoismus, Falschheit, Oberflächlichkeit, Eitelkeit. Wer im Glashaus sitzt. Es dreht sich alles immer nur um sie, um ihre Empfindungen und ihren eigenen extrem begrenzten Horizont. Ihre ichbezogenen Scheuklappen hindern sie daran, die richtigen Fragen zu stellen und brandmarken sie als schales Püppchen ohne Tiefgang, IQ hin oder her. Außerdem trieb es mich beinahe in den Wahnsinn, wie sie sich von Kian behandelt lässt und wie sehr sie sich auf ihn verlässt, obwohl sie im Grunde nichts von ihm weiß und er ihr Vertrauen nicht verdient. Der Typ ist mit seiner besitzergreifenden, klammernden, obsessiven Art dermaßen unheimlich, dass ich darauf hoffte, dass er Edie verrät, damit sein Verhalten einen höheren Sinn ergibt. Pustekuchen. Stattdessen entwickelt sich zwischen ihnen – natürlich – eine Beziehung, die mir alle Haare zu Berge stehen ließ und die dank Ann Aguirres triefend kitschigen Formulierungen an meinem Brechreiz zerrte.

 

„Mortal Danger“ hat meiner Ansicht nach wenig zu bieten außer einer komplett vorhersehbaren Lektion über Oberflächlichkeit und Vorurteile, einer kaum zu ertragenden Protagonistin und einem farblosen, verwirrenden Konstrukt übernatürlicher Verwicklungen. Die Lektüre war enttäuschend und langweilig. Ich habe natürlich schon schlechteres gelesen, aber die Folgebände des „Immortal Game“ kommen für mich nicht in Frage. Ich habe Ann Aguirre die Möglichkeit gegeben, mir zu beweisen, dass sie trotz der heftigen Kritik an „Enclave“ eine talentierte Autorin ist – sie konnte mich nicht überzeugen, daher bezweifle ich, dass ich es noch einmal mit ihr versuche. Vielleicht hätte ich es doch gleich lassen sollen. Eine solche Unaufmerksamkeit wird sich nicht wiederholen.

Source: wortmagieblog.wordpress.com/2017/09/27/ann-aguirre-mortal-danger
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-08-29 12:30
Emotionalität über Konstruktion
Shadow and Bone - Leigh Bardugo

Ich bin vermutlich die letzte, die „Shadow and Bone“ von Leigh Bardugo liest. Der Trilogieauftakt erschien 2012 und löste einen verrückten Hype aus, dem ich mich nicht entziehen konnte. Ich kaufte das Buch 2014, lies es dann aber drei Jahre warten. Nicht, weil es mich nicht mehr interessierte, sondern weil ich die Vorfreude darauf voll auskosten wollte. Die Aussicht auf ein High Fantasy – Universum, das vom zaristischen Russland inspiriert wurde, war einfach zu delikat, um kopfüber in die Geschichte zu stürzen.

 

Manchmal ändert ein einziger Moment alles. Seit Alina Starkov, Waise und mittelmäßige Kartografin beim Militär von Ravka, ihrem besten Freund Malyen und ihrem Trupp im Schatten-Spalt das Leben rettete, erkennt sie sich selbst kaum wieder. Als sie in der schwärenden Wunde tiefster Dunkelheit angegriffen wurden, brach etwas aus ihr hervor: eine Macht, von der sie nicht wusste, dass sie sie besitzt. Verwirrt und desorientiert wurde sie dem Dunklen vorgeführt, dem Anführer der Grischa, der magischen Elite des Landes. Er sandte sie in die Hauptstadt Os Alta und riss sie brutal aus ihrer Existenz. Nun wird Alina als Grischa ausgebildet, weit entfernt von Mal und allem, was ihr vertraut ist. Ihre Fähigkeiten sind selbst für eine Magierin einzigartig. Große Hoffnungen lasten auf ihren Schultern. Sie könnte Ravkas Kriege beenden. Sie könnte den Hunger in ihrem Land bekämpfen. Gemeinsam mit dem Dunklen könnte sie sogar den Spalt schließen. Aber kann sie dem Dunklen und ihren neuen Kräften überhaupt vertrauen, ohne Mal an ihrer Seite, der sie daran erinnert, wer sie ist?

 

Ich möchte nicht schon wieder die alte Leier spielen. Also werde ich nicht schreiben, dass „Shadow and Bone“ dem Hype nicht gerecht wird. Stattdessen schreibe ich: der Hype um „Shadow and Bone“ ist übertrieben. Leigh Bardugo ist gewiss auf einem guten Weg und der Auftakt der „Grisha“-Trilogie hat mich gut unterhalten, doch angesichts all der Aufregung hatte ich definitiv mehr Feuerwerk erwartet. Mir reichen die unausgegorenen positiven Ansätze nicht aus, um mich in Begeisterungsstürme verfallen zu lassen. Ich erkenne die vielversprechenden Aspekte, über die andere Leser_innen schwärmen, aber meiner Meinung nach sind diese nicht in aller Konsequenz ausgearbeitet. Betrachten wir zum Beispiel das Worldbuilding. Die zaristisch-russischen Einflüsse sind prägnant, was mir wirklich gut gefiel, weil es eine erfrischende Abwechslung zu den zahllosen mittelalterlichen High Fantasy – Welten darstellt. Ich habe in einem Interview mit Leigh Bardugo gelesen, dass bestimmte Merkmale des Landes Ravka für sie von Beginn an feststanden – die extreme Diskrepanz zwischen Arm und Reich, die Unfähigkeit zur Industrialisierung, die truppenstarke, zwangsverpflichtete Armee – sie jedoch nach einer kulturellen Inspirationsquelle suchte, die diesem skizzenhaften Konzept Leben einhauchen würde. Das imperialistische Russland bot sich nahezu zwingend an und ich finde, sie transportiert die damit einhergehende Atmosphäre hervorragend. Meiner Vorstellung nach könnte Ravka tatsächlich ein Landstrich im Russland zur Zarenzeit sein. Leider hilft mir dieses stabile Bild allerdings nicht, die Situation in Ravka zu verstehen. Das Land führt seit Generationen Krieg gegen seine Nachbarnationen. Wieso? Worum geht es? Rohstoffe? Territorium? Ich weiß es nicht und ich bin bedauerlicherweise nicht überzeugt, dass Leigh Bardugo es weiß. Ich habe den Eindruck, dass sie Ravka kaum besser kennt als ich, weil sie – dem strengen Korsett der YA folgend – die Ausschlachtung der Liebesgeschichte der detaillierten Ausarbeitung ihres Universums vorzog. Emotionalität über Konstruktion. Natürlich gibt es ein Liebesdreieck. Die Protagonistin Alina ist hin- und hergerissen zwischen ihrem reizenden besten Freund Mal und dem nebulösen Oberhaupt der Grischa, dem Dunklen. Ich mochte Alina anfangs sehr gern. Ich fand sie rotzig, schlagfertig und frech, voller spitzer, scharfer Ecken und Kanten, ohne verletzend zu sein. Das Mädchen hatte Persönlichkeit. Dann offenbart sich ihr magisches Talent und sie wird für ihre Ausbildung in den Kleinen Palast geschickt, wo sie sich in eine langweilige, schale, stereotype Version ihrer selbst verwandelt, in eine weitere, austauschbare YA-Heldin, die nichts hinterfragt. Ich war unglaublich enttäuscht. Im letzten Drittel von „Shadow and Bone“ erhält sie zwar etwas von ihrem Biss zurück, wird aber nie wieder die Alina, die mich zu Beginn beeindruckte. Das einzige, das mir während ihrer Ausbildungszeit gefiel, war die minutiöse Beschreibung des Erlebens ihrer Kräfte. Hier war Leigh Bardugo sehr explizit, was vermutlich daran liegt, dass ihr überraschend wissenschaftlich angehauchtes Magiesystem im Gegensatz zu ihrem Worldbuilding vollständig ist.

 

Die Vorliebe der Young Adult – Literatur für Trilogien ist Fluch und Segen zugleich. Einerseits erhalten Autor_innen mehr Raum, um Handlung, Charaktere und Setting überzeugend zu entwickeln, andererseits wird diese Möglichkeit leider viel zu selten genutzt. Ich habe das Gefühl, Universen werden nicht mehr vorbereitet, geplant und konstruiert, sondern impulsiv beim Schreiben zusammengeschustert. Nicht so wild, bleiben viele Fragen im ersten Band ungeklärt, es kommen ja noch zwei Folgebände. Nun, für mich ist das wild. Für mich ist das ein Makel, den ich nur schwer verzeihen kann, weil ich finde, dass zwar nicht alle Fragen im ersten Band einer Trilogie geklärt werden müssen, Autor_innen jedoch zumindest die Antworten kennen sollten. Dessen bin ich mir bei Leigh Bardugo nicht sicher. Deshalb kann ich „Shadow and Bone“ nicht höher als mit drei Sternen bewerten. Obwohl ich Spaß daran hatte, fühlte sich die Lektüre fragmentarisch an. Die „Grisha“-Trilogie erhält von mir noch eine Chance, doch sollte der zweite Band „Siege and Storm“ die Lücken nicht plausibel schließen, könnte ein Abschied ins Haus stehen.

Source: wortmagieblog.wordpress.com/2017/08/29/leigh-bardugo-shadow-and-bone
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-08-18 12:13
Colin Dexter still at his peak!
Death Is Now My Neighbour (Inspector Morse, #12) - Colin Dexter

Book 12/13 and the penultimate novel in the series of murder mysteries confronted by Chief Inspector Morse of Thames Valley Police. And after the sombre tone of “The Daughters of Cain”, a more emollient and less emburdened Morse takes to the fray, centred on the race to succeed Sir Clixby Bream, retiring Master of Lonsdale College, Oxford.


There is something immediately intriguing about peering behind the dense curtain surrounding such elites and for the reader it is unsurprising to learn that superficial impressions will prove as important as academic substance. Indeed, for the only two candidates (Julian Storrs and Denis Cornford) the stakes could scarcely be higher, a once-in-a-lifetime opportunity for elevation and preferment expected to culminate in a knighthood. But, for such a prize, ambition and even ruthlessness may be required, to burnish reputations, curry favour with the electorate and suppress unhelpful information.
Both contenders also have the dedicated support of a wife, but a crude ‘SWOT’ analysis might conclude that the ‘strengths’ and ‘opportunities’ conferred by their respective partners are at least balanced by the attendant ‘weaknesses’ and ‘threats’. Certainly the vulnerability to be exploited from past mistakes/experiences looms large in this tale, extending even to Morse. However, notwithstanding the opprobrium directed at ‘blackmailers’, as abusers of power, there is also a dearth of sympathy for the disempowered ‘victim’, or the manipulated.


What endears Morse to the reader is his candid, but paradoxical unwillingness to defer to authority figures and yet clinging to his own superior status. Only DS Lewis, intermittently coveted as a friend, is thus protected, in spite of outbursts of insubordination and frank observations, intolerable from any other quarter. In this book, Morse also continues to experience deteriorating health and the two detectives are inexorably drawn closer together and in the ultimate, touching confirmation of Lewis’ favoured status, the enigmatic Morse shares his Christian name (via correspondence, of course).


Along the way there is the customary flawed hypothesizing, analysis, building and rejigging of the facts, before the final puzzle is expertly revealed. My favourite analogy of Morse’s thought process was of a train passing through a station, too fast to read the nameplate, but as the carriage slows the location may hove into view.
Again, Dexter has deftly juxtaposed the traditional façade of high academic establishment with base human behaviour. That the privileged miscreant can be humbled before the law is reassuring, even satisfying. Still, even Morse has limitations to his moral authority and contemptible characters slip through the net, but at least he makes a positive difference.


Notwithstanding the CWA daggers liberally awarded throughout this series of books, I think this may yet be my most enjoyable read. Perhaps, not the most complex or devious puzzle, but more for the development of the main characters and the masterful set up for the final book. Bring it on!

More posts
Your Dashboard view:
Need help?