logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: strach
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-08-21 21:02
Jak Ojciec Czas zatrzymał wszechświat - "Zaklinacz czasu" Mitcha Alboma
Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak wyglądało życie, którego nie odmierzało się minutami czy godzinami? Jakie konsekwencje miało wynalezienie zegara? Skąd w ogóle pomysł, by mierzyć czas?
Mitch Albom proponuje nam podróż w czasie, do momentu, kiedy wszystko się zaczęło. Do chwili, gdy człowiek zapragnął wiedzieć. Tak właśnie Dor, pierwszy z bohaterów "Zaklinacza czasu", tłumaczy swoją potrzebę liczenia mijającego czasu i konstruowania przyrządów, które mają mu w tym pomóc. Całkowicie poświęca się tym czynnościom i bardzo długo zajmie mu uświadomienie sobie, co się tak naprawdę w życiu liczy.
Równolegle śledzimy losy dwóch osób żyjących w czasach współczesnych. To nastolatka Sarah Lemon i starszy mężczyzna Victor Delamonte. Sarah mieszka sama z matką. Odrzucona przez rówieśników, czuje się bardzo samotna. Jednak właśnie się zakochała i z wielką niecierpliwością odlicza chwile do spotkania z obiektem swych uczuć. Ethan wreszcie zwrócił na nią uwagę. Mimo że w szkole uważają ją za dziwną kujonkę, w dodatku zbyt grubą. Czy on może być tym jedynym?
 
Victor z kolei dowiaduje się, że jego dni są policzone, a walka z chorobą przegrana. On i jego żona zupełnie inaczej reagują na słowa wypowiedziane przez lekarza: "Niewiele możemy zrobić". Ona szczególnie o niego dba z nadzieją, że choć trochę wydłuży w ten sposób jego życie. On jednak nie jest człowiekiem, który potrafi tak po prostu pogodzić się z sytuacją. Ma własny plan. "Jeszcze jedno życie". Jako jeden z najbogatszych ludzi, dysponuje środkami na jego realizację. Czy uda mu się doprowadzić go do końca?
 
Co się stanie, jeśli Ojciec Czas zainterweniuje?
 
"Zaklinacz czasu" to prosta, ale jednocześnie niesamowita opowieść o życiu i o miłości. O czasie i jego przemijaniu. O strachu, że mamy go za mało. Że nie zdążymy go w pełni wykorzystać. O tym, jak człowiek próbuje oszukać śmierć i maksymalnie wydłużyć czas spędzany na ziemi. O pierwszym zauroczeniu. O odrzuceniu i samotności. A także o tym, że każde życie ma znaczenie. Że jedna osoba może zmienić cały świat. Że istnieje plan i to nie my decydujemy, jak długo będziemy żyć, ale Bóg, który wyznaczając kres naszemu istnieniu, nadaje mu znaczenie.
Polecam z całego serca!
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2016/08/jak-ojciec-czas-zatrzyma-wszechswiat.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-12-05 14:52
Małgorzata Halber - Najgorszy człowiek na świecie
Najgorszy człowiek na świecie - Małgorzata Halber
O książce dowiedziałam się od Matiego (lajkujcie tu!). Opowiedział mi o Bohaterze i dziennikarce, która kiedyś piła, a teraz pisze. A potem pożyczył mi lekturę o najbrzydszej okładce na świecie. Różowej, przesłodzonej i raczej nieadekwatnej do treści. Tylko kot ją ratuje. Na szczęście uczę się nie oceniać książki po okładce.
 
 
Zaczęłam czytać podczas gdy znajomi szaleli swoimi armiami w świecie Westeros. Oni starali się zagarnąć dla siebie jak najwięcej planszy (czy coś w tym stylu, nie wiem dokładnie, o co chodzi, no bo czytałam), a ja jak najwięcej zapamiętać z tej niezwykłej książki, która już od pierwszych zdań tak bardzo mnie zafascynowała.
Krystyna pije, bo czuje się samotna. Krystyna pije, bo chce się poczuć pewna siebie. Krystyna pije, bo wszyscy piją. Krystyna pije, bo, jasna cholera, mieszkamy w Polsce, jak można nie pić? Pewnego razu Krystyna jednak się potyka. O swój własny cień, być może. Jest oczywiście pijana, ale zaczyna się całkiem roztropnie zastanawiać, kiedy ostatnio była trzeźwa. Uświadamia sobie, że wysoce prawdopodobne jest, iż alkohol może stanowić w jej życiu całkiem poważny problem. Dlatego, żeby nie pić, zaczyna jarać marychę. I staje się najgorszym człowiekiem na świecie. Na szczęście podejmuje decyzję, że tak dalej być nie może. Postanowiłam przed trzydziestką zostać osobą zdrową. Usłyszałam, że w związku z tym nie mogę już palić jointów i mam pójść do betonowej przychodni ds. uzależnień, gdzie nie trzeba płacić za terapię, i żebym miała blisko, bo nie będzie mi się chciało chodzić - tak zaczyna się ta historia. Historia epicka, stara jak świat, nie mająca nigdy końca. Historia walki z samym sobą.

 

 

Nie płakałam, czytając tę książkę, bo powtarzałam sobie nieustannie, że jestem silna, choć autorka wciąż powtarzała, żeby lepiej tego nie robić, bo łatwo się potem w tym kłamstwie zgubić... Nie płaczę i teraz, pisząc o Najgorszym człowieku na świecie, czyli chyba o sobie, bo nie sądzę, by istniała osoba, która choć w połowie nie utożsamiałaby się z Krystyną. Ale chce mi się płakać. I normalnie aż zastanawiam się, jak to się stało, że nie jestem alkoholiczką. 
 
To jest książka o poszukiwaniu szczęścia. I o taplaniu się w bagnie rozpaczy. O tym, jak bardzo samotni jesteśmy, ze swoimi pragnieniami, indywidualnym sposobem myślenia i skonsternowaniem, bo przez to, że inni aktualnie tak wiele od nas wymagają, my nie potrafimy zadecydować, co jest dla nas najlepsze.
Hmm, brzmi znajomo.
Tak. Tekst Małgorzaty Halber cholernie przypomina mi Piromanów. Nie dość, że opowiada, jak główna bohaterka stara się wydostać z bałaganu, jaki wokół siebie narobiła i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest, że i Krystyna, i Lidia wreszcie lądują u specjalistów, to jeszcze język, jakim zostały napisane te dwie książki, jest tak do siebie podobny.
Szczery, ośmielę się rzec. Prosty. I bezlitosny.
 
Najgorszy człowiek na świecie to również lektura feministyczna. W pewnym sensie, bo trafi do każdego, nie tylko do kobiet, ale do nich zwłaszcza. To nam każą być zawsze piękne i uśmiechnięte, mieć najpiękniejsze włosy, najszczuplejsze ciała, radzić sobie z całym światem i być silnymi. Wtedy, kiedy nosimy ciężkie zakupy, i wtedy, gdy olewa nas nasz facet. A czy to jest w ogóle możliwe? Po lekturze zaczęłam się zastanawiać, jak to w końcu ze mną jest. To nieprawda, że nigdy nie płaczę. Ja po prostu nie pozwalam nikomu tego widzieć. Skąd w ogóle takie ściemnianie się wzięło? Najgorszy człowiek na świecie podsunął mi trochę odpowiedzi. Wam też podsunie. 
 
 
Kiedy czytałam, czułam się jakby mniej samotna. Zrozumiana. I pocieszona. To ogromna moc tej książki. Nigdy wcześniej nie miałam z takim utworem do czynienia. Książka wniknęła we mnie bardzo głęboko. Uświadomiła mi wiele rzeczy. Nie kierujcie się proszę tym, że to książca o walce z nałogiem, to zbytnie uproszczenie fabuły. Ta książka to życie, po prostu. I bardzo chciałabym, by każdy ją przeczytał. Poproście najbliższych, żeby sprezentowali ją Wam pod choinkę. Albo sami ją kupcie bliskiej Wam osobie, a potem sobie od niej pożyczcie. Dobrze Wam ta lektura w życiu zrobi.
Bo to jest dół, głęboki dół. Ale i drabina, dzięki której można się z tego doła wydostać. Ta lektura to wyciągnięcie ręki do każdego, kto potrzebuje pomocy. Byśmy wiedzieli, że to nie wstyd po prostu o nią poprosić.
 
9/10
Source: fabryka-dygresji.blogspot.com/2015/12/magorzata-halber-najgorszy-czowiek-na.html
Like Reblog
show activity (+)
review 2015-07-21 18:29
Strach przed ciemną wodą - Craig Russell

„Strach przed ciemną wodą” to szósta i ostatnia zarazem część „Cyklu hamburskiego” opowiadającego o zmaganiach nadkomisarza Jana Fabla z mordercami, psychopatami i dewiantami maści wszelakiej. Tytuł powieści może wydawać się nieco przydługi, ale wydaje mi się, że „Talasofobia” wielu potencjalnym czytelnikom kojarzyłaby się raczej z podręcznikiem akademickim. O ile mi wiadomo, Russell parał się w swoim życiu wieloma różnymi zajęciami (był m.in. funkcjonariuszem policji i copywriterem), ale o chęć popełnienia nudnego, standardowego podręcznika raczej go nie podejrzewam. ;)

 

Tym razem autor gmera w problematyce, która została już wystarczająco rozgmerana przez wielu innych autorów (i to nie tylko ze świata literatury). Tak więc po raz n-ty możemy poznać kolejne zdanie na temat anonimowości w Sieci oraz współistnienia dwóch światów – realnego i wirtualnego. Niestety, w tej kwestii autor nie ma do powiedzenia nic nowego. Przyznam, że nawet trochę mnie zdziwiło, jak bardzo konserwatywny punkt widzenia przyjął pisarz.

 

Pomińmy jednak ważkie problemy tego świata przewijające się w tle. ;) To, co zaserwował Russell na „dzień dobry”, jest diabelnie mocne. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, że to jeden z najlepszych początków w całym cyklu. Książka wciąga już od pierwszego rozdziału i nie za bardzo chce wypuścić czytelnika ze swoich macek. Mnie wessało do tego stopnia, że byłam w stanie wybaczyć autorowi kilka potknięć. A tych, niestety, było małe stadko.

 

Nic mnie tak nie wnerwia, jak doświadczony chłop na stanowisku nadkomisarza, który sam pcha się do paszczy lwa. Wprawdzie nasze kochane Fablątko zaznacza, że nie jest to najlepszy pomysł i gdyby zrobił to jego podwładny, on sam na pewno nie byłby z tego powodu szczęśliwy, ale nie przeszkadza mu to realizować swych szaleńczych postanowień. Brawo, Janek, keep going. ;) Nie rozumiem też tego, jak ktoś na stanowisku nadkomisarza może być… nazwijmy to: „oporny technologicznie”. Kolejny minus? Brak poczucia humoru autora. Chyba w każdej części znajdowała się jakaś zabawna wstawka, którą Russell wkładał w usta (bez skojarzeń!) któremuś z bohaterów. Tu jest poważnie aż do bólu. Jedno zdarzenie, przy którym można było się uśmiechnąć (na mnie akurat nie podziałało), to słaby wynik. No i ostatni z minusów ujemnych – swobodne żonglowanie pojęciami „budynek” i „budowla”, z tym, że to już raczej zarzut do tłumaczki. Pora na kącik edukacyjny: „budynek” i „budowla” to nie to samo. W dużym uproszczeniu: w budynku się mieszka lub prowadzi działalność (przynajmniej do tego z założenia ma służyć). Budynek ma drzwi, okna i inne typowe elementy architektoniczne, które sprawiają, że przeciętny Józek czy Franek może sobie w środku poprzebywać bez większych uciążliwości. ;) Budowla już takich założeń nie spełnia. Dlatego do budynków zaliczamy np. domki, bloki, szpitale, szkoły, centra handlowe. Budowle to z kolei drogi, mosty, wiadukty czy tunele. Rozumiem jednak, że w świadomości normalnych ludzi oba te terminy funkcjonują jako synonimiczne, więc nie będę się za bardzo wychylać ze swoją czepliwością. ;)

 

Mimo że „Strach przed ciemną wodą” jest ostatnią częścią cyklu, to spokojnie można ją czytać jako odrębną historię. Ryzyko jest tylko takie, że – w przypadku chęci nadrobienia zaległości – można zepsuć sobie zabawę. W „Strachu…” autor zdradza, co w poprzednich częściach stało się z niektórymi członkami zespołu Fabla.

 

Skoro już przy zakończeniu cyklu jesteśmy – powieść w zasadzie nie jest żadnym podsumowaniem. Spodziewałam się fajerwerków, parady słoni i nowego iphone’a. Żadna z tych rzeczy się nie pojawiła. Ba, zakończenia spinającego wszystkie części tak naprawdę nie ma. Autor porzucił Fabla jak niechciane dziecko. A może wręcz przeciwnie, może po prostu nie chciał zakończyć tej przygody… Dzięki temu zawsze będzie można do niej wrócić.

 

Mimo kilku wymienionych przeze mnie upierdliwości, książka naprawdę jest warta uwagi. Nie wybitna, ale bardzo dobra. Wciąga, ma sens i wyrazistych bohaterów. I choć niektórzy z nich są bardzo przejaskrawieni, to z chęcią podąża się ich śladem. Polecam, polecam serdecznie. Nie tylko „Strach…”, ale cały „Cykl hamburski”.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-02-05 19:52
"Tylko tak możemy ocalić świat od zagłady. Tylko tak… poprzez… opowiadanie".
Strach - opowiadania kresowe - Stanisław Srokowski

Niezwykle mocna książka opisująca bardzo realistycznie rzeź dokonana na Wołyniu przez Ukraińców. Stanisław Srokowski w bardzo realistyczny, barwny i plastyczny sposób obrazuje masakrę ludności głownie polskiej, ormiańskiej, cygańskiej i żydowskiej. Czytając poszczególne rozdziały czytelnik staje „twarzą w twarz” ze zwyrodnialcami, dla których nie było żadnych granic człowieczeństwa: zabijali całe rodziny: starców, mężczyzn, kobiety i dzieci. Ukraińscy nacjonaliści prześcigali się dodatkowo w brutalności oraz pomysłowości w dręczeniu swoich ofiar przed śmiercią – co jest bardzo szczegółowo opisane. Autor pokazuje odbiorcy jak następowało nakręcanie spirali szaleństwa oraz kto z jakich ludzi składały się bandy oprawców.  

Przyznam się, że popełniłem błąd zaczynając czytanie tej książki zaraz po powrocie z pracy.  Z jednej strony historia jest tak przedstawiona że niezwykle trudno się od niej oderwać, a z drugiej chwilami brało mnie obrzydzenie gdy czytałem opisy „zabaw” banderowców. W konsekwencji przeczytałem książkę za jednym posiedzeniem i… teraz pozostaje mi tylko „przetrawić” fakty które znałem już wcześniej ale które nie były tak plastycznie przedstawione – wyobraźnia nie była mi potrzebna, by czuć się naocznym świadkiem przedstawianych wydarzeń.

 

Bardzo dobra książka, przy której historie Ketschuma to miła lektura do poduszki.

 

Gorąco polecam czytelnikom o BARDZO mocnych nerwach.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-08-28 07:32
Graham Masterton - "Dwa tygodnie strachu"
Dwa tygodnie strachu - Graham Masterton,Michał Wroczyński

Czternaście opowiadań Grahama Mastertona to porządna dawka bardzo klasycznego horroru. Są to historie niespecjalnie udziwnione, widać, że powstawały dość dawno, w czasach, gdy nie rozpoczął się jeszcze wyścig na najbardziej obrzydliwe, chore teksty, w których istotą jest szokowanie czytelnika, a nie przedstawianie pełnej grozy opowieści.

 

Lubię tego pisarza, dlatego zdecydowanie jestem "na tak", lecz obiektywnie muszę przyznać, że ogromna większość tekstów tu zaprezentowanych jest co najwyżej średnia. Rzadko mamy do czynienia z niespodziankami; teksty potrafią się obronić, jednak nie jest to w żadnym wypadku zbiór opowiadań wybitnych. Są w większości dobre, do bólu klasyczne, pisane zgodnie z zasadami sztuki.

 

Wśród nich jako najciekawsze warto wymienić "Odmieńca", który jest tekstem bardzo powyżej średniej, bowiem prócz samej grozy oferuje także interesującą, bardzo dobrą puentę. "Odmieniec" jest niby feministyczny, totalnie anty seksistowski i pokazuje pisarza z bardzo dobrej strony. Udane także są "Zawsze, zawsze później", stworzone jakby specjalnie dla wszystkich mężów (w sensie: żonatych) tego świata oraz "Szósty człowiek", oferujące historię jeszcze bardziej klasyczną, tym razem stawiającą tylko i wyłącznie na dobry, mroźny klimat. Udana jest także "Kobieta w ścianie", tekst jakby wyjęty prosto z amerykańskich magazynów pulpowych z lat sześćdziesiątych.

 

Także fani gore znajdą tu coś dla siebie, choć według mnie zarówno "Danie dla świni" jak i obrzydliwy "Eric Pasztet" są co najwyżej przeciętne. Jest także kilka tekstów słabszych, z pomysłami lekko zmarnowanymi (wg mnie będą to: "Rokoko", "Stworzenie Belindy" i "Bedford Row 5a", "Gra bi-dżing"), pozostawiających spory niedosyt, brakuje tu czegoś. Jednak podsumowując zabawę przyznaję z radością, że zbiorek jest dobry, a Masterton ma swój własny, prosty, lecz skuteczny sposób na przyciąganie czytelnika. Jest to pisarz bardzo autentyczny, nie udaje kogoś, kim nie jest, nie stara się na siłę pisać tego, co każe rynek. Tworzy swoje nieskomplikowane, czasem banalne, ale czasem bardzo dobre historie, a jego opowiadania można połykać jedno za drugim.

 

Lecę rzucić okiem ile chcą za kolejny zbiorek.

 

Graham Masterton

Fortnight of fear

More posts
Your Dashboard view:
Need help?