logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: zaloba
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-05-23 21:03
[PRZEDPREMIEROWO] Eric Lindstrom "Do zobaczenia nigdy"
Autor: Eric Lindstrom
Tytuł: Do zobaczenia nigdy
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: YA!
Premiera: 24.05.2017
 
Parker Grant od 9 lat jest niewidoma. W kontaktach z nią obowiązują pewne Reguły. Najistotniejsze są dwie:
Reguła#1: Nie oszukuj mnie. Nigdy. Zwłaszcza wykorzystując moją ślepotę. Zwłaszcza publicznie.Reguła# Nieskończoność: Nie dostaniesz drugiej szansy. Nadużyj mojego zaufania, a już nigdy ci nie zaufam. Zdrada jest niewybaczalna.
To jak, jesteś gotów zaryzykować?
 
Gdy Parker miała 7 lat, jej matka wypiła butelkę wina i wsiadła za kierownicę. Kobieta spowodowała wypadek, w którym sama zginęła, a jej córka straciła wzrok. Niedawno zmarł również ojciec dziewczyny. Do jej domu przeprowadza się ciotka ze swoją rodziną. To jednak nie koniec zmian. W związku z likwidacją liceum Jeffersona, tamtejsi uczniowie zostają przeniesieni do szkoły Parker. Wśród nich jest także Scott Kilpatrick - były najlepszy przyjaciel i chłopak. Dlaczego były? Złamał Regułę nr 1 i podpada pod Regułę Nieskończoność.
Główna bohaterka to nastolatka jedyna w swoim rodzaju. Choć jest niewidoma, każdego ranka wychodzi sama z domu i biega. Zanim zaczną się lekcje, siedzi przed szkołą z przyjaciółką, Sarah, udzielając porad (głównie sercowych) innym uczniom. Mogą zawsze podejść do nich i opowiedzieć o swoich problemach, wiedząc, że zostaną wysłuchani. Mimo że życie tak ciężko ją doświadczyło, stara się żyć normalnie, przynajmniej na tyle, na ile to możliwe. Od śmierci taty przyznaje sobie gwiazdki za każdy dzień, kiedy nie płakała...
Historia stworzona przez Lindstroma ogromnie mnie poruszyła. Już sama utrata wzroku w tak młodym wieku to poważny dramat. A do tego jeszcze śmierć obojga rodziców - Parker to szesnastolatka, która przeszła tak wiele! Podziwiałam jej siłę woli i starania, by normalnie funkcjonować i być traktowaną tak, jak pozostali, bez taryfy ulgowej. Choć to postać niepozbawiona wad (powiedzmy szczerze, często bywa po prostu wredna), ujęła mnie swoją bezpośredniością, specyficznym poczuciem humoru, tym, że dla przyjaciół gotowa jest zrobić wszystko. Te wyjątkowe relacje i pierwsze szkolne miłości dodawały powieści kolorów. "Do zobaczenia nigdy" okazało się szczerą i wzruszającą opowieścią o radzeniu sobie z niepełnosprawnością, o tolerancji, przeżywaniu żałoby, o dojrzewaniu, przyjaźni, miłości i zaufaniu. Ja nie mogłam się oderwać, polecam i Wam!
 
Za egzemplarz książki gorąco dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal :)
'
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/05/przedpremierowo-eric-lindstrom-do.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-05-04 11:14
Miłość, której się nie zapomina - "Niezapominajki" Moniki Fudali
Autor: Monika Fudali
Tytuł: Niezapominajki
Liczba stron: 102
Wydawnictwo: Novae Res
 
Ból po stracie bliskiej osoby niezwykle trudno wyrazić słowami. Nie ma jednego uniwersalnego sposobu na to, by sobie z nim poradzić, oswoić go. Każdy przeżywa żałobę inaczej, czy to dając upust emocjom czy zamykając się w sobie. Sięgając po "Niezapominajki" Moniki Fudali, wkraczamy do świata osoby pogrążonej w głębokim żalu po odejściu członka rodziny.
Starsza siostra Chrisa, Emily, zginęła tragicznie w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Najbliższa rodzina nie potrafi otrząsnąć się po jej śmierci. Matka popada w pracoholizm, niemal wcale nie bywa w domu. Zamyka się na wszystko, zapominając, że ma jeszcze syna, który również bardzo cierpi. Chris z kolei dużo czasu spędza na cmentarzu, odwiedzając grób siostry prawie codziennie. Zaintrygowany bukietem niezapominajek - ulubionych kwiatów Emily - pojawiających się w każdą sobotę, postanawia poznać tajemniczego nieznajomego, który je przynosi. W ten sposób spotyka Dantego, czternastoletniego chłopca na wózku inwalidzkim.
Choć "Niezapominajki" to książeczka niewielkich rozmiarów, autorka zawarła w niej bardzo wiele. Pięć osób dotkniętych ogromną stratą, pięć indywidualnych reakcji na ból zakorzeniony głęboko w sercu. Nie tylko mamy szansę poznać i zrozumieć cierpienie wynikające ze straty ukochanej osoby, ale także otrzymujemy przesłanie pełne optymizmu. Nawet po tak traumatycznym doświadczeniu można żyć dalej, dostrzegając piękno świata i ciesząc się nim. Wcale nie wyklucza to pielęgnowania pamięci o zmarłym. Wręcz przeciwnie, pomaga skupić się na dobrych wspomnieniach, tych najlepszych, szczęśliwych chwilach, jakie były naszym udziałem.
Ta wyjątkowa opowieść o stracie i radzeniu sobie ze śmiercią najbliższych z pewnością każdego czytelnika skłoni do poważnych refleksji. Pomoże zrozumieć, co dzieje się w sercu i w myślach osoby pogrążonej w żałobie, dając jednocześnie nadzieję na to, że z czasem ból przygaśnie i przestanie przytłaczać. Sama obecność drugiego człowieka, choćby nawet zupełnie obcego, może zdziałać bardzo wiele. Gdy uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy sami z naszym cierpieniem, zmienia się wszystko.
Polecam!
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/05/miosc-ktorej-sie-nie-zapomina.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-12 20:36
Rodzina bardzo nieidealna - "Moje córki krowy" Kingi Dębskiej
Autor: Kinga Dębska
Tytuł: Moje córki krowy
Liczba stron: 254
Wydawnictwo: Świat Książki
 
Kiedy człowiek dowiaduje się, że jest ciężko chory, jego świat rozpada się na kawałki. To zawsze wielki cios nie tylko dla niego, ale również dla jego otoczenia. Jak w takiej sytuacji reagują najbliżsi? O czym myślą? W jaki sposób wpływa to na ich codzienne życie? Kinga Dębska proponuje wgląd w myśli i odczucia dwóch dorosłych sióstr przeżywających chorobę obojga rodziców.
Marta i Kaśka to dwie kobiety po czterdziestce, siostry o skrajnie odmiennych charakterach, które nigdy nie potrafiły się dogadać. Starsza, aktorka w popularnym serialu, od dziecka odczuwała silną presję, by we wszystkim być najlepsza. Rodzice oczekiwali, że będzie tą silną, mądrą i zorganizowaną. I taka właśnie się stała. Przez lata tłumiąc emocje, nauczyła się chować za fasadą osoby twardej i nieczułej. Tak właśnie postrzega ją młodsza siostra, Kaśka. Sama rozemocjonowana, wiecznie użalająca się nad sobą, domagająca się uwagi i współczucia od każdego. Nic dziwnego, że darzą się wzajemną niechęcią i trudno im wytrzymać w swoim towarzystwie. Gdy u ich mamy zostaje zdiagnozowany nowotwór, dzielą się obowiązkami i starają się jej pomagać. Radość z pokonania choroby nie trwa jednak długo - raka zastępuje pęknięty tętniak i śpiączka. Wkrótce na siostry spada kolejny cios. Los nie oszczędza także ich ojca - lekarze wykrywają u niego guza mózgu...
"Moje córki krowy" to opowieść o radzeniu sobie z chorobą i śmiercią najbliższych. O trudnych relacjach rodzinnych. O tym, że nawet w obliczu wielkiej straty, musimy w jakiś sposób oswoić swój ból i żyć dalej. Narracja prowadzona naprzemiennie z punktu widzenia Marty i Kaśki, miała chyba sprawić, że czytelnik lepiej wczuje się w ich sytuację, że głębiej go ta historia poruszy. Czy poruszyła i mnie? Owszem, trochę tak. Ale tych drobnych, mało istotnych spraw było tak wiele, że cierpienie i żałobę zepchnęły na dalszy plan. Momentami było przygnębiająco, momentami zabawnie, ale... czegoś mi w tej książce brak. Nie rzuciła mnie na kolana, choć skłamałabym, mówiąc, że jest zła. Jeśli przemyślenia dwóch pokręconych kobiet postawionych w obliczu poważnej choroby i śmierci mogą Was zaciekawić, zachęcam do lektury.
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2017/03/rodzina-bardzo-nieidealna-moje-corki.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2016-10-25 13:01
"Will, coś ty nam wszystkim zrobił?" - "Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes

"Zanim się pojawiłeś" zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Przez kilka dni nie mogłam się otrząsnąć po lekturze tej książki. Dlatego mając pod ręką kontynuację, od razu po nią sięgnęłam, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co było dalej... Jeśli przygoda z Willem i Lou jeszcze przed Wami, a nie lubicie spoilerów - odradzam dalsze czytanie!
18 miesięcy po wydarzeniach z pierwszej części znów spotykamy Louisę. Pracuje na londyńskim lotnisku, w pubie Pod Koniczynką. Po scenie w Paryżu spodziewałam się raczej, że faktycznie stosuje się do rad Willa i żyje pełnią życia. Tymczasem wydaje się, że stoi w miejscu. Utknęła w pracy bez perspektyw, z dala od rodziny, a choć ma własne mieszkanie - wcale nie czuje się tam jak w domu. Pogrążona w głębokiej żałobie, żyje właściwie z dnia na dzień i nie znajduje w sobie siły, by cokolwiek zmienić. Jakby mało jej było nieszczęść, któregoś razu spada z dachu - i chociaż ma ogromne szczęście, wychodząc z tego cało - wszyscy myślą, że zrobiła to specjalnie. Rodzice wymuszają na niej udział w spotkaniach grupy wsparcia dla osób w żałobie. Czy wysłuchiwanie zwierzeń obcych ludzi przy kiepskich ciasteczkach może jej w czymkolwiek pomóc? Albo chociaż randka z "Kompulsywnym Bzykaczem"? No cóż, najlepiej przekonajcie się sami, bo czeka Was niejedna niespodzianka.
Lou bardzo się zmieniła, to już nie jest ta sama osoba, którą poznaliśmy w "Zanim się pojawiłeś". I trudno się temu dziwić. Zupełnie nie rozumiem narzekań i krytykowania książki za to, że niby jest zbyt dołująca (jakby pierwsza część wcale nie była...). Odejście Willa odcisnęło piętno na wszystkich... Ale Lou... straciła przecież człowieka, którego pokochała ponad wszystko. W dodatku wcale nie musiało się tak stać. Wciąż dręczą ją wyrzuty sumienia, że mogła zrobić więcej, by zmienić jego zdanie. Czego można się spodziewać w takiej sytuacji? Że popłacze sobie kilka dni i dziarsko ruszy na podbój świata, bo dostała w testamencie trochę kasy? Dziewczyna utraciła MIŁOŚĆ SWOJEGO ŻYCIA i to jeszcze w TAKI sposób. To oczywiste i naturalne, że coś takiego ją złamało, kompletnie rozbiło, zmieniło. Że czuje pustkę, której nic nigdy nie wypełni i nie potrafi sama sobie z tym poradzić. 
Towarzyszenie Lou w jej bólu jeszcze bardziej spotęgowało żal, jaki czułam do Willa po lekturze pierwszej części... Ona ofiarowała mu bezwarunkową miłość, a w zamian on zafundował jej traumę, jakiej nie zapomni do końca swoich dni. Co gorsza, najpierw utwierdzał ją w przekonaniu, że jest wyjątkowa, aby później stwierdzić, że ona i jej uczucie mu nie wystarczy. Owszem, ewidentnie polubił ją i podobała mu się, ale nie znaczyła dla niego aż tyle, by dać jej - im - choć cień szansy. By odsunąć swoją decyzję w czasie, by przynajmniej spróbować. Zachował się jak człowiek, który wszystko już wie, wszystko przeżył i wszystkiego doświadczył. A tymczasem wiedział tak niewiele... Myślę, że on Lou nie kochał. Może nawet nie wierzył w taką miłość, jaką ona go obdarzyła. Ale swoim wyborem wyrządził krzywdę wszystkim, którym na nim zależało. Może i miał do tego prawo, ale szkoda, że nie wziął pod uwagę tych, którzy mieli żyć dalej... (wybaczcie, ale musiałam się z kimś podzielić swoimi przemyśleniami, a nie chciałam spoilerować przy poprzedniej recenzji).
"Kiedy odszedłeś" to przede wszystkim opowieść o przeżywaniu żałoby i próbach uporządkowania sobie życia na nowo po utracie ukochanej osoby. Nie jest to jednak książka całkowicie przesiąknięta smutkiem i rezygnacją, nie brak w niej również momentów humorystycznych. Szczerze się uśmiałam, czytając o zabawie Thomasa po obejrzeniu "Avatara" czy scenę, gdy ojciec Louisy przychodzi na przyjęcie ze swoim "przesłaniem". Podczas gdy pierwsza część była zdominowana przez Willa i wszystko skupiało się wokół niego, tutaj o wiele więcej się dzieje. Pokazując konsekwencje jego decyzji, zwłaszcza te, których w żaden sposób nie był w stanie przewidzieć, kontynuacja książki Jojo Moyes prowokuje jeszcze więcej głębokich przemyśleń o życiu. Gdybym miała wybierać, to większe wrażenie wywarło na mnie "Kiedy odszedłeś" - jako powieść głębsza, pełniejsza, ukazująca wszystko w szerszej perspektywie... Po prostu świetne uzupełnienie "Zanim się pojawiłeś".
Polecam!
Source: ogrodksiazek.blogspot.com/2016/10/cos-ty-nam-wszystkim-zrobi-kiedy.html
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-04-30 20:03
Klangor

 

Urszula Kozioł

Wydawnictwo Literackie, 2014

 

 

Jak pogodzić się ze stratą ukochanej osoby? Można szukać wsparcia w najbliższych lub dołączyć do grupy terapeutycznej. Można chować tęsknotę w sobie lub dzielić się nią z całym światem. Można przelać swój smutek na papier i schować go głęboko w szufladzie, bądź przekłuć go w dzieło literackie i wydać na rynku. W końcu najlepsze dzieła sztuki rodzą się z bólu.

 

Tą drogą podążyła Urszula Kozioł, wybitna polska poetka, autorka powieści i dramatów, redaktor „Odry”, laureatka wielu nagród (m.in. im. Fundacji Kościeliskich). Artystka, która w świecie poezji obecna jest już od lat ’50 minionego wieku i choć nie odznaczyła się w nim tak mocno jak jej starsi koledzy (Miłosz, Herbert, Szymborska), to jednak jej dorobek literacki jest wyjątkowo obfity.

 

Ta licząca sobie już ponad 80 wiosen poetka w 2010 roku straciła męża, Feliksa Przybylaka, który towarzyszył jej przez ostatnie półwiecze. Kozioł w rozpaczy po swoim ukochanym postanowiła napisać tomik poezji, zbiór utworów, w których zamknie wspomnienia i którymi wypełni pustkę po jego utracie. Tak jak Kochanowski wieki temu żegnał swoją ukochaną Urszulkę, tak ona teraz, na początku XXI wieku pożegna Felka.

 

„Klangor” to księga tęsknoty i właśnie to uczucie przewija się w niemal wszystkich wierszach składających się na ten tomik. Mamy tutaj więc oszczędne w przekazie, ale niezwykle wymowne „Treny do Feliksa” („czuję jak/zamieram w tobie/tej w tobie mnie/coraz więcej jednak/ty nie opłaczesz mnie/sama/ciebie i mnie/muszę opłakać”) , czy tytułowy „Klangor”, długi monolog skierowany do zmarłego męża („z ręki ukochanego padam/przeszyta bólem na przestrzał/ten ból rozwłóczę/po wertepach wiersza”). Bywa poetycko, jak w „Rankiem” („mając cię całego w sobie/nie mam cię wcale”), czy nawet do bólu minimalistycznie („Myśleć o tobie”). Bez względu na formę, jaką wybierze autorka, z wierszy zawsze można odczytać to samo: tęsknotę, żal i bezradność w obliczu straty.

 

Warto dodać, że nie jest to jedynie tęsknota bezpośrednio związana z Feliksem, w wierszach Kozioł można również wyczuć tęsknotę za dawnym Wrocławiem, czy reminiscencje zagranicznych podróży. Pojawi się również nieco przewrotne pożegnanie XX wieku, który oprócz wielu wybitnych reformatorów kultury i sztuki, przyniósł ze sobą konflikty i wojny. Historia pojawia się również w przesyconej orientem opowieści o losach Turcji.

 

Nie będę ukrywać, że z „Klangorem” miałam początkowo problem. Na tyle przyzwyczaiłam się do poezji współczesnej, że kontakt z wierszami autorstwa przedstawicielki „starej szkoły” był dla mnie wyjątkowo trudny. Pełne, soczyste wersy przekazują obrazy inspirowane mitologią i orientem. Już po pierwszych kilku wierszach poczułam się, jakbym znowu znalazła się w szkolnej ławie i analizowała utwory wieszczów romantyzmu, czy ostatecznie poetów początku minionego wieku. Czytamy tutaj o podróżach mitycznymi labiryntami, o historii antycznej Hypatii, zza węgła wychyla się również Mehmed II z różą. Ponieważ nic tak nie działa mi na nerwy jak powoływanie się na fundamentalne, ale jednak do bólu już przerobione w literaturze, motywy romantyczne, niemal z miejsca przykleiłam Kozioł łatkę „epigonki”.

 

Po drugim, pełniejszym przeczytaniu utworów wypełniających „Klangor”, wreszcie dotarło do mnie piękno poezji Kozioł, poziom wrażliwości autorki, jej wewnętrzne rozedrganie, destabilizacja, którą w stanie zrozumieć jest jedynie ta osoba, która przeżyła to, przez co przejść musiała ona. I to osoba znajdująca się w podobnym wieku do Kozioł, bo nie brak tutaj również refleksji odnośnie dojrzałego wieku autorki ujętych w sposób szczery i błyskotliwy, m.in. w „Z listu”.

 

„Klangor” to więc nie tylko pożegnanie z ukochanym, dla mnie ten tomik to również pożegnanie z określoną stylistyką poetycką, pisaniem pięknem, które w XXI wieku raczej ustępuje prostocie i minimalizmowi. Najnowsze dzieło Urszuli Kozioł nie do końca przypadnie do gustu fanom szorstkich strof, jednak ci wrażliwi na piękno w najbardziej klasycznym tego słowa znaczeniu, znajdą je tutaj w całej okazałości. Nie jest to poezja wytyczająca nowe szlaki, ale i takich nieco bardziej tradycyjnych głosów potrzebuje polska literatura. 

More posts
Your Dashboard view:
Need help?