logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: e-ink-mobius
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
text 2020-08-24 08:25
PocketBook InkPad X z ekranem E-Ink Mobius – recenzja NAJWIĘKSZEGO PocketBooka

Ekran o przekątnej 10,3 cala (26,1 cm) to już całkiem sporo. Wyraźnie więcej niż sześć cali (15,2 cm), które dominuje na rynku czytników. Ma to swoje zalety ale i wady. Nie korzystałem do tej pory przez dłuższy czas z tak dużego czytnika (testowałem większy, z ekranem 13,3 cala, ale miałem go krócej), więc z tym większą przyjemnością zapraszam do lektury testu największego czytnika tej marki. Poniżej przedstawiam moje wrażenia z prawie dwóch miesięcy ciągłego używania PocketBooka InkPada X.

 

PocketBook InkPad X

 

PocketBook InkPad X od strony technicznej

PocketBook InkPad X nawiązuje swoim wyglądem do pozostałych czytników tej marki. Ekran jest zagłębiony w cienkiej ramce koloru czarnego, dzięki czemu cały czytnik wygląda lekko. Pod ekranem na froncie znajdują się cztery fizyczne przyciski ułatwiające zmianę stron (dwa środkowe) i dostęp do ekranu głównego (skrajny lewy) oraz podręcznego menu (skrajny prawy). Nowością jest tutaj bardzo słabe ich wyróżnienie w obrębie obudowy i stosunkowo niewielkie rozmiary. Moim zdaniem powinny być one zdecydowanie większe. Drugą nowością jest przeniesienie wyłącznika z dolnej krawędzi obudowy do przycisku menu. Na dolnej krawędzi pozostało gniazdo USB C oraz dioda sygnalizująca pracę procesora. Plastik czarno-szarej (metaliczny szary) obudowy wzbudza zaufanie, szczególnie żebrowany, gumowany tył sprawdza się przy dłuższym trzymaniu. Pomimo dużego ekranu, czytnik jest bardzo lekki (300 g) oraz cienki, co sprawia wrażenie dość delikatnego urządzenia.

 

PocketBook InkPad X nawiązuje do wyglądu pozostałych modeli tej marki (PocketBook InkPad X po lewej i PocketBook Touch HD 3 po prawej)

 

We wnętrzu znalazł się dwurdzeniowy procesor wspomagany aż 1 GB pamięci operacyjnej. To sprawia, że czytnik pracuje płynnie, nawet z większymi plikami. Momentem odczuwalnego spowolnienia jest przeliczanie stron w nowo otwartym dokumencie. Tym razem zabrakło miejsca na kartę pamięci, ale w środku jest całkiem sporo, bo 32 GB. Z tego dla użytkownika udostępniono prawie 30 GB.

 

Fizyczne przyciski w InkPadzie X (na górze) są mniejsze niż np. w czytniku z ekranem sześciocalowym (na dole)

 

PocketBook InkPad X – ekran i oświetlenie

PocketBook InkPad X niewątpliwie wyróżnia się ekranem. Zastosowany tu E-Ink Carta Mobius ma przynajmniej trzy ważne cechy, na które trzeba zwrócić uwagę w pierwszej kolejności. Pierwsza to oczywiście rozmiar – przekątna wynosi 10,3 cala (26,12 cm). Recenzowany model to największy z obecnie dostępnych PocketBooków, ale i jeden z większych tego typu urządzeń na rynku. Bywają czytniki z ekranem o przekątnej 13,3 cala, ale to wciąż margines. Dziesięciocalowy ekran predysponuje czytnik do korzystania z dokumentów, które ciężko czyta się na mniejszych urządzeniach – są to zazwyczaj pliki w większym formacie, zazwyczaj PDF. Ekran InkPada X ma (po obróceniu tekstu do trybu poziomego) szerokość 21 cm, czyli tyle, ile kartka A4. A do takiego rozmiaru często są formatowane teksty dostępne w formie plików PDF. PocketBook InkPad X daje więc dużo większe szanse na wygodny odbiór dokumentów, które na mniejszych czytnikach wymagają więcej kadrowania, powiększania, przycinania lub są nieczytelne z powodu zbyt małego ekranu. W razie kłopotów z czytelnością pliku PDF, czytnik oferuje „standardowe” dla PocketBooków narzędzia, jak przycinanie marginesów oraz otwieranie ich w trybie „szybkim” lub „uniwersalnym” (menu „Otwórz w” wywołać można przytrzymując palcem tytuł PDF-a w biblioteczce). 

 

Powierzchnia ekranu PocketBooka InkPada X to równowartość dwóch czytników sześciocalowych

 

No i co bardzo ważne, na większym ekranie mieści się po prostu więcej tekstu. Podczas lektury nie trzeba tak często zmieniać stron, jak w mniejszych modelach. To zdecydowanie jeden z większych atutów większego czytnika...

 

Porównanie ilości tekstu mieszczącego się na ekranie PocketBooka InkPada X (ekran po lewej przeskalowany) i PocketBook Touch HD 3 (ekran po prawej). W obydwu przypadkach czcionka Bookerly 11 punktów

 

Druga ważna cecha ekranu testowanego PocketBooka to odporność na zbicie. Mechaniczne uszkodzenie szklanej bazy „zwykłego” ekranu E-Ink to największa zmora posiadaczy czytników i najczęściej występujące uszkodzenie. Rozbicie ekranu często oznacza złomowanie sprzętu, którego naprawienie (wymiana ekranu) często jest zwyczajnie nieopłacalne. W InkPadzie X zastosowano E-Ink Mobius, który korzysta z plastikowego podłoża, zamiast szklanego. To powinno skutkować znacznie większą odpornością na mechaniczne uszkodzenia wynikające z uderzenia, ugięcia, punktowego nacisku czy upadku z większej wysokości. Tym samym inwestując w znacznie droższy czytnik z ekranem E-Ink Mobius, powinniśmy otrzymać także urządzenie wyraźnie trwalsze. na razie takie rozwiązanie nie jest zbyt popularne ze względu na cenę. Mniejszy ekran tego typu wykorzystano także w dwóch innych czytnikach dostępnych na europejskim rynku, to Kobo Forma oraz Tolino Epos 2.

 

Cienkie ramki wokół ekranu nadają recenzowanemu PocketBookowi lekkości

 

Trzecia istotna cecha ekranu recenzowanego PocketBooka to jego jakość. Ekran nie ma najwyższej dostępnej na rynku rozdzielczości (227 ppi), ale zarówno kontrastowi obrazu jak i wyrazistości liter ciężko coś zarzucić. Czyta się na nim bardzo przyjemnie, czcionki rysowane są wyraźnie, nie ma rozmycia, a charakterystyczny dla ekranów z papieru elektronicznego tzw. ghosting jest sporadyczny i trudno zauważalny. Spokojnie więc ustawiłem wymuszanie pełnego odświeżania na wartość „nigdy”.

 

Bardzo pozytywną cechą InkPada X jest także wbudowane oświetlenie. Po pierwsze, jest równomiernie rozprowadzone po całej powierzchni, co w czytnikach wcale nie jest takie oczywiste. Po drugie, posiada regulację temperatury barwowej. Można w całkiem sporym zakresie ustawić sobie bardziej białe lub bardziej kremowe światło w zależności od upodobań, pory dnia i warunków zewnętrznych. Poziomem natężenia jak i temperaturą barwową można sterować płynnie z poziomu górnego menu lub (w otwartej książce) gestem przesuwania palcem wzdłuż bocznej krawędzi ekranu (prawa – natężenie, lewa – temperatura barwowa).

 

PocketBook InkPad X na co dzień

Codzienne korzystanie z InkPada X nie nastręcza problemów za wyjątkiem momentu, gdy zastawiałem się, czy brać go ze sobą w drogę. To porządny, sprawnie działający czytnik wyposażony w wiele udogodnień. Z funkcji, których brakuje warto wspomnieć o Legimi. Nie ma żadnych informacji, czy aplikacja obsługująca wypożyczalnię trafi do recenzowanego InkPada. Poza tym można w czytniku korzystać z bezprzewodowej przesyłki plików (Send-to-PocketBook) oraz synchronizacji z dyskiem sieciowym (Dropbox). Dzięki temu zarówno bieżąca prasa, jak i zakupy z polskich księgarni internetowych oraz własne archiwum e-booków mogą być łatwo dostępne przez wi-fi. Oczywiście z czytnika można korzystać i bez dostępu do sieci. PocketBook daje nawet możliwość korzystania z czytnika bez podłączenia do internetu (co nie jest takie oczywiste u innych producentów). Jednak podłączenie do sieci znacznie zwiększa jego funkcjonalność.

 

PocketBook InkPad X - ekran główny

 

Ekran główny wygląda tak samo, jak we wszystkich czytnikach PocketBook z oprogramowaniem wewnętrznym w wersji 5.x. Mamy tu więc górne menu (wywoływane przez dotknięcie ekranu na dwóch kreskach przy górnej krawędzi) zawierające dostęp do głównych narzędzi takich jak połączenie wi-fi czy ustawienia oświetlenia. Mamy środkową część poświęconą na okładki ostatnio czytanych książek. Dolną część zawiera pasek trzech ikon (Książki, Sklep, Ustawienia) oraz dwie kreski prowadzące do rozwijanego menu aplikacji. Jedyna różnica w stosunku do innych modeli to przeskalowanie zarówno ikon jak i opisów menu. Wszystko jest tu większe w porównaniu do PocketBooków z mniejszymi ekranami. Z jednej strony to trochę marnowanie miejsca, z drugiej – może się przydać osobom mającym kłopoty ze wzrokiem.

 

 

Na ekranie głównym można wywołać górne menu (po prawej) z ustawieniami oraz dolne menu (po lewej) z aplikacjami

 

Wgrywanie książek do PocketBooka może się odbywać zarówno przy pomocy kabla USB C podłączonego do komputera, jak i bezprzewodowo. W przypadku połączenia kablem wystarczy plik (np. EPUB) wgrać do pamięci urządzenia. Można to zrobić każdym menedżerem plików, ale bardzo dobrze spisuje się w tej roli także bezpłatny program Calibre. W przypadku przesyłki przez sieć czytnik posiada standardowe usługi jak Send-to-PocketBook czy synchronizacja z dyskiem sieciowym Dropbox. Najlepiej korzystać z plików w formacie EPUB, które są dostępne w polskich księgarniach internetowych. Drugi powszechnie dostępny typ plików, czyli MOBI, może nastręczać problemów w postaci braku okładek (czyli podobnie jak w czytnikach Kindle). W takich e-bookach bywają także problemy z poprawnym wyświetlaniem tekstu (np. nakładający się tekst w tytułach rozdziałów).

 

Biblioteczka PocketBooka oferuje różne opcje grupowania książek (ekran po lewej) oraz ich sortowania (ekran po prawej)

 

PocketBook InkPad X zachowuje pozytywne cechy podejścia do lektury, które znane są z innych modeli tej marki. Mamy więc wszystkie wgrane do pamięci urządzenia e-booki zebrane w jednej wspólnej biblioteczce bez względu na ich pochodzenie. Biblioteczkę można przeglądać wg tytułów, katalogów, autorów itp. oraz sortować wg różnych kryteriów. Aplikacja do czytania umożliwia dość podstawową modyfikację wyglądu tekstu. Menu pozwalające na dostęp do spisu treści zakładek i notatek oraz formatowania wyglądu tekstu wywołuje się poprzez dotknięcie ekranu w środku. Do naszej dyspozycji są trzy rozmiary marginesów oraz trzy wielkości interlinii. Brakuje możliwości wymuszenia justowania, ale jest bardzo miła rzecz – możliwość włączenia dzielenia wyrazów wg polskich zasad. Jest sporo krojów czcionek do wyboru, ale ja instaluję i tak coś, co mi się podoba.

 

 

Biblioteczka w czytniku pozwala na wyświetlanie książek wg formatów (ekran po lewej) lub wszystkich na raz uporządkowanych np. wg tytułów (ekran po prawej)

 

Trzymanie tak dużego czytnika w dłoni podczas godzin czytania może być męczące. Takim odczuciom sprzyja umieszczenie niewielkich przycisków zmiany stron na froncie, pod ekranem. Dlatego chętnie obracałem tekst na ekranie do trybu poziomego. W takim przypadku fizyczne przyciski zmiany stron idealnie trafiają pod któryś z palców. Tu niestety napotkałem problem, z którym nie spotkałem się w mniejszych czytnikach. Linijki tekstu w trybie poziomym są dla mnie za długie. Co prawda ekran na szerokość ma dokładnie 21 cm, czyli tyle, co kartka A4, ale przy czytaniu bez marginesów, gubiłem się. Dlatego postanowiłem skorzystać z trybu pracy, którego nie ma w innych PocketBookach. A mianowicie w układzie poziomym czytnik przechodzi automatycznie w tryb wyświetlania dwukolumnowego. To bardzo fajne rozwiązanie, sprawiające wrażenie czytania zwykłej rozłożonej płasko książki. Niestety taki rodzaj wyświetlania tekstu dostępny jest tylko dla czcionki o wielkości od 6 do 9 punktów. Powiększenie tekstu do 10 punktów automatycznie przełącza tekst na jedną szpaltę, czego ja bym wolał uniknąć. Albo przynajmniej samemu zdecydować, kiedy tekst ma być podzielony a kiedy nie. Dlatego do tego typu lektury zainstalowałem sobie Cool Readera (o którym dalej).

 

Tekst w orientacji poziomej w InkPadzie X odpowiada szerokością stronie A4

 

Czytnik umożliwia także odsłuch książek. Czytnik nie ma głośnika, dźwięk można przesyłać za pomocą przejściówki USB C-minijack lub bezprzewodowego połączenia BT. Pierwszym sposobem odsłuchu jest czytanie na głos przez mechanicznego lektora (TTS) Ivona. Do wyboru jest m.in. kilka polskich głosów, które można pobrać z poziomu menu e-booka (ikona „Na głos” na dolnym pasku menu formatowania e-booka).

 

Polskie głosy mechanicznego lektora Ivona można pobrać z menu odsłuchu

 

Czytnik posiada także dwie osobne aplikacje do odtwarzania plików dźwiękowych. Do audiobooków najlepiej nadaje się rzecz jasna aplikacja „Audiobooki”, dostępna z dolnego menu wywoływanego na ekranie głównym. Ważną funkcją tejże aplikacji jest kontynuacja od ostatnio odtwarzanego fragmentu. Dzięki temu nie trzeba się martwić, gdzie przerwaliśmy słuchanie. Druga ciekawa opcja to akceptowanie plików spakowanych do archiwum ZIP. Audiobooka można wtedy wgrać do pamięci czytnika w jednym pliku. Oczywiście pojedyncze pliki MP3 też będą odtwarzane. Aplikacja może działać także w tle, podobnie jak „Odtwarzacz muzyki”. Jedyny minus jest taki, że podobnie jak we wcześniejszych modelach czytników PocketBooków, w aplikacji pojawiają się stuki przy włączaniu lub wyłączaniu odtwarzania. Mniej to słychać na słuchawkach, ale np. na wzmacniaczu jest to dość wyraźne.

 

PocketBook InkPad X posiada osobną aplikację do odsłuchu audiobooków

 

Co ważne, czytniki marki PocketBook wciąż pozostawiają użytkownikowi całkiem spore pole manewru w zakresie dostosowania ich zachowania do własnych upodobań. Na pierwszy plan wysuwa się możliwość wgrania własnych czcionek. Jest to tyle dla mnie ważne, że wśród zainstalowanych domyślnie nie znajduję ładnego kroju. Ale i opcja dodania przez użytkownika własnego wygaszacza ekranu jest miłym gestem ze strony producenta. O tym, jak zacząć pracę z czytnikiem PocketBook i jak go sobie dopasować, napisałem szerzej w poradnikach „PocketBook – co ustawić (usunąć lub dodać) na początku” oraz „PocketBook Touch Lux 3 – pierwsze kroki z czytnikiem – poradnik”.

 

CoolReader lub KOReader do wyboru

W obecnej wersji oprogramowania wewnętrznego można samodzielnie doinstalować jeden lub dwa dodatkowe programy służące do wyświetlania e-booków. Dlaczego ktoś miałby to robić? Ano dlatego, że mogą one istotnie uzupełnić funkcjonalność czytnika. Do „pożądanych” cech, których brakuje w czytniku, można zaliczyć m.in. możliwość powiększania rycin zawartych w tekście, pracę w trybie dwukolumnowym oraz odwróconych kolorów (tzw. tryb nocny) czy nienachalne wyświetlanie aktualnej godziny na ekranie podczas czytania.

 

PocketBook InkPad X może wyświetlać tekst dwukolumnowo tylko przy określonej wielkości czcionki (ekran górny). Po zwiększeniu czcionki do 10 punktów przełącza się na widok jednokolumnowy (ekran na dole), dlatego warto rozważyć instalację np. Cool Readera

 

Czy warto? To zależy od indywidualnych potrzeb. Po więcej szczegółów odsyłam do moich dwóch wcześniejszych tekstów „CoolReader dla czytników PocketBook przynosi pozytywne zmiany” oraz „KOReader dla CZYTNIKÓW PocketBook ROZSZERZA możliwości”.

 

Gdzie kupić PocketBooka?

PocketBooki są rozprowadzane w Polsce poprzez oficjalnego dystrybutora marki, wrocławską firmę 71media. Znajdują się w ofercie wielu polskich sprzedawców elektroniki i objęte są polską gwarancją. Jednak PocketBooka InkPada X nie zobaczymy „na żywo” w sklepach stacjonarnych. Jedynym źródłem zakupu pozostają sklepy internetowe – np. należący do dystrybutora czytio.pl. Wszystkie urządzenia z polskich sklepów powinny mieć taką samą gwarancję, więc pod tym względem nie ma znaczenia, gdzie czytnik zostanie zakupiony. Byle pochodził z krajowej dystrybucji.

 

W chwili, gdy piszę te słowa, PocketBooka InkPada X można kupić za ok. 1 700 PLN (katalogowa cena to 1900 PLN). Firmowe etui w postaci koperty można nabyć za 99 PLN.

 

Podsumowanie

Czytanie na PocketBooku InkPadze X to duża przyjemność. Sprzyja temu kompleksowe podejście PocketBooka do czytania. Składa się na to stabilne oprogramowanie urządzenia oraz skupienie na książce, którą łatwo dostarczymy przewodowo lub bezprzewodowo a później znajdziemy w jednej wspólnej biblioteczce. Większa niż przeciętnie powierzchnia ekranu, bardzo dobry kontrast i wypełnienie tekstu czernią oraz wydajny procesor szczególnie sprzyjają lekturze tekstów w postaci plików PDF czy CBZ (komiksów). Największy PocketBook bardzo dobrze sprawdza się domu, jednak nie do końca pasuje mi jako urządzenie mobilne – więc do czytania w podróży wybierałem raczej inny czytnik. Problemu nie stanowił ciężar urządzenia. PocketBook InkPad X jest bardzo lekki jak na swoje rozmiary. Problemu nie stanowił strach przed zbiciem dużego ekranu w warunkach podróżnych. PocketBook InkPad X ma plastikowy, „nietłukący” E-Ink Mobius, który powinien być znacznie bardziej odporny na uszkodzenia mechaniczne niż ekrany w większości tego typu urządzeń. Jednak jego gabaryty jakoś mnie nie zachęcały do szukania na niego miejsca w plecaku, bo w kieszeni się oczywiście nie mieści. Decydując się na taki czytnik trzeba mieć na uwadze, że korzystanie z niego w pociągu czy autobusie może nie być tak wygodne jak w przypadku mniejszych modeli. Ale za to w domu czy biurze, InkPad X może zaoferować przestrzeń na ekranie, której brakuje najpopularniejszym modelom.

 

PocketBook InkPad X (na dole) ma plecki gumowane i żebrowane, co ułatwia trzymanie bez okładki (w porównaniu do np. PocketBooka Touch HD 3 - na górze)

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli poszukujesz czytnika do komiksów lub PDFów albo jeśli czytasz sporo w domu ale boisz się, że ekran może się stłuc – PocketBook InkPad X to znakomity wybór. Ale warto pamiętać, że i „zwykłe” e-booki będzie się na nim czytać bardzo wygodnie (choć raczej nie podczas podróży np. zatłoczonym autobusem).

 

Plusy

- ekran z wyrazistym tekstem i dobrym kontrastem;

- ekran wykonany w technologii E-Ink Mobius, bardziej wytrzymały na uszkodzenia mechaniczne;

- równomierne oświetlenie ekranu i możliwość dopasowanie jego temperatury barwowej;

- możliwość zainstalowania CoolReadera lub KOReadera;

- zdecydowanie lepsza czytelność plików typu PDF na dużym ekranie, bez konieczności ich przycinania, przerabiania itp.;

- stabilnie pracujące oprogramowanie;

- duża pamięć wewnętrzna;

- niewielka masa (w stosunku do rozmiarów);

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- największe (wśród czytników) możliwości dopasowywania PDFów do ekranu czytnika;

- możliwość eksportu notatek;

- dzielenie wyrazów według polskich reguł;

- polskie menu, instrukcja obsługi oraz klawiatura ekranowa w czytniku;

- mnogość czytanych formatów plików;

- duże możliwości dopasowania (np. wgrania czcionek, ustawienia wygaszacza ekranu, zdefiniowania funkcji przypisanych do klawiszy);

- bezprzewodowa wysyłka książek do czytnika (także zakupów bezpośrednio z polskich księgarń);

- odtwarzanie audiobooków.

 

Minusy

- niedopracowany tryb poziomego wyświetlania tekstu;

- brak możliwości powiększania rycin zawartych w e-booku;

- brak zainstalowanej domyślnie ładnej czcionki;

- mniej poręczny w podróżny niż „standardowe” czytniki z ekranem o przekątnej sześciu cali;

- brak obsługi wypożyczalni Legimi i Empik Go;

- brak możliwości wymuszenia wyrównywania tekstu do lewego i prawego marginesu (justowania);

- cena nie dla każdego;

- brak obsługi kart pamięci;

- stuki podczas odtwarzania audiobooków przez wzmacniacz (przy użyciu przejściówki USB C-minijack).

 

Parametry techniczne: (PB 1040) PocketBook InkPad X (wg producenta)

Ekran: przekątna 10,3 cm (26,12 cali) ekran E-Ink Carta Mobius z wbudowanym oświetleniem i rozdzielczością 1872×1404 pikseli, 16 odcieni szarości, dotykowy, 227 ppi, wbudowane oświetlenie z regulowaną temperaturą barwową;

Masa: 300 g;

Rozmiary: 249,2×173,4×7,7-4,5 mm;

Pamięć: ok. 29,7 GB wewnętrznej (32 GB pomniejszone o pliki systemu operacyjnego);

Czcionki: 15 krojów łacińskich czcionek (możliwość dodawania własnych);

Obsługiwane formaty tekstowe: EPUB DRM, EPUB, PDF DRM, PDF, FB2, FB2.ZIP, TXT, DJVU, HTML, DOC, DOCX, RTF, CHM, TCR, PRC (MOBI), ACSM, CBR, CBZ;

Obsługiwane formaty graficzne: JPEG, BMP, PNG, TIFF;

Obsługiwane formaty dźwiękowe: MP3, OGG;

Łączność: Wi-Fi, BT, USB C;

Procesor: 1 GHz (dwurdzeniowy);

Pamięć RAM: 1 GB;

System: linux;

Główne funkcje: Dropbox, Send-to-PocketBook, czytnik kanałów RSS, kalkulator, zegar, kalendarz, słowniki, gry: szachy, pasjans, Sudoku, Scribble, przeglądarka zdjęć, PocketBok Cloud;

Bieżąca wersja oprogramowania wewnętrznego: 5.20.1534 (23 XII 2019 r.)

 

Oficjalna strona produktu: https://pocketbook.pl/pl-pl/catalog/ultimate-pl/inkpad-x-pl

 

Like Reblog Comment
review 2018-01-07 20:16
Onyx Boox Max Carta – recenzja czytnika (do PDFów) z ekranem 13,3 cala

Zaskakująco duży i zaskakująco lekki - to pierwsze wrażenia, gdy trzynastocalowego Onyksa weźmie się do ręki. Onyx Boox Max Carta z ekranem, o przekątnej 13,3 cala, na pewno nie jest typowym czytnikiem. Choćby dlatego warto poświęcić mu chwilę uwagi. Nietypowość wynika m.in. z dobrej czytelności PDFów, które są piętą achillesową czytników książek. W dużym Onyksie otrzymują nową szansę na zaistnienie w czytnikach. Zapraszam na wyniki testu największego i najdroższego czytnika, jaki miałem okazję używać.

 

Czytnik Onyx Boox Max Carta

 

Onyx Boox Max Carta od strony technicznej

Koncepcja czytnika książek z dużym ekranem nie jest nowa. Ale dzięki wersji Mobius ekranu E-Ink o przekątnej 13,3 cala, idea odżyła na nowo i zmaterializowała się zarówno w czytnikach (np. przeznaczonych tylko do plików PDF - Sony DPT) czy monitorach komputerowych (np. Dasung Paperlike). Onyx Boox Max Carta jest kolejnym przykładem wykorzystania papieru elektronicznego E-Ink Mobius w wielofunkcyjnym czytniku książek elektronicznych.

 

Onyx Boox Max Carta w całej okazałości - duży, ale stosunkowo lekki

 

Wspomniany ekran, zagłębiony lekko w obudowie, sprawia pozytywne wrażenie. Czytnik nie ma wbudowanego oświetlenia a obsługa dotykowa realizowana jest przez rysik. Być może dlatego, oryginalny ekran nie jest przesłonięty dodatkowymi warstwami co pozytywnie wpływa na czytelność oraz kontrastowość obrazu.

 

Rysika lepiej nie gubić, bez niego ani rusz

 

Po uruchomieniu widzimy ekran startowy, który jest dość typowy dla chińskich czytników. U góry znajdziemy pasek informacyjny. Zakres wyświetlanych opcji jest dość duży: poziom naładowania baterii, stan połączeń bezprzewodowych, informacje ze sklepu Google Play, aktualny czas, ikony wywołujące odświeżenie ekranu i przełączenie w tryb szybkiego wyświetlania A2 oraz wywołanie ustawień systemowych. Większą część ekranu (poniżej paska) zajmuje lista ostatnio otwartych dokumentów i (jeszcze niżej) ostatnio dodanych do pamięci plików. Ta ostatnia lista nie odświeża się samodzielnie. Zobaczyć można nowe tytuły dopiero po wejściu do biblioteczki. Wtedy następuje przeskanowanie pamięci i dodanie nowości.

 

Zrzut ekranu startowego (w oryginale w odcieniach szarości) z programami do wyboru, w których można otworzyć plik PDF

 

Dół ekranu startowego zajmują ikony: Biblioteka (uporządkowany księgozbiór), Pamięć (katalogi w pamięci urządzenia i na zewnętrznej karcie microSD), Aplikacje (systemowe i doinstalowane samodzielnie), Ustawienia (kilka podstawowych ustawień systemowych), Notatka (szkicownik) oraz Przeglądarka (WWW).

 

Aplikacje zainstalowane domyślnie w czytniku (poza tymi, które mają kolorowe ikonki)

 

W czytniku zainstalowany jest Android OS w wersji 4.0.4 wraz ze sklepem Google Play. Można więc liczyć na spolszczenie informacji systemowych, podobnie jest z onyksową nakładką na system (tu bywają braki w przekładzie). Teoretycznie jest także możliwość zainstalowania całej mnogości androidowych aplikacji. Należy mieć jednak na uwadze, że zarówno wersja systemu operacyjnego, jak i wydajność procesora oraz możliwości ekranu, są dość odległe od współczesnych tabletów i smartfonów. Nie wszystkie aplikacje uda się więc zainstalować, a i te zainstalowane, niekoniecznie będą działać sprawnie. Przetestowałem kilka z nich:

- Kindle Lite – nie udało się zainstalować (wymagany Android OS w wersji 4.4);

- Legimi – działa sprawnie, po okrojeniu „tabletowych” ustawień graficznych;

- Pocket – wolne działanie, nie udało mi się zmienić rozmiaru czcionki używanej w artykułach;

- Audio Player – sprawne działanie, dobra jakość dźwięku.

 

Czytnik domyślnie nie wyłącza się całkowicie, ale przechodzi w stan uśpienia. Uruchomienie go w takiej sytuacji trwa błyskawicznie. Jeśli jednak, z jakiegoś powodu, czytnik jest całkiem wyłączony, czas startu jest (jak na czytnik) bardzo długi, bo wynosi ponad 50 sekund.

 

W posługiwaniu się Onyksem pomagają cztery fizyczne przyciski

 

Poniżej ekranu, na froncie obudowy znajdują się cztery fizyczne przyciski. Ułatwiają one pracę z czytnikiem podczas wywoływania menu (przycisk pierwszy z lewej), zmiany stron (środkowe) oraz powrotu do poprzedniego ekranu (pierwszy z prawej). Zarówno wyłącznik jak i gniazda znajdują się na dolnej krawędzi.

 

Dolna krawędź obudowy zawiera (od lewej): mikrofon, gniazdo kart microSD, microUSB i audio 3,5 mm oraz wyłącznik

 

Pod względem technicznym czytnik sprawia dobre wrażenie. Pozytywnie wyróżnia się szczególnie ekran i stosunkowo niewielki ciężar urządzenia. Zarówno samo wykonanie, jak i użyte materiały robią dobre wrażenie. Jedno, do czego można mieć zastrzeżenia, to szybkość pracy urządzenia. Na polecenia użytkownika, system reaguje dość sprawnie, choć często z ociąganiem. Również dotyk rysika nie zawsze działa od razu.

 

Onyx Boox Max Carta i pliki PDF

Onyx Book Max Carta jest jednym z nielicznych pozytywnych wyjątków jeśli chodzi o obsługę plików PDF w czytnikach. Otwieranie i czytanie dokumentów w PDF w większości czytników książek jest dość (lub nawet bardzo) kłopotliwe. Szczególnie, jeśli dokumenty są kolorowe i zawierają dużo elementów graficznych. Pliki takie zazwyczaj mają ustawioną wielkość strony A4 - znacznie przewyższającą rozmiar ekranu czytnika. Skalowanie lub wyświetlanie stron po kawałku nie wychodzi im zazwyczaj na dobre (ani czytnikom, ani dokumentom). Zarówno elektronika jak i sam ekran czytnika często nie daje sobie rady ze sprawnym wyświetlaniem zawartości takich plików. W testowanym Onyksie jest jednak inaczej! Dzięki ekranowi o rozmiarach niewiele mniejszych od strony A4, czytanie PDFów może być wygodne.

 

Pliki PDF zapisane jako kartka A4 nie stanowią dla recenzowanego Onyksa większego problemu

 

Zastosowany w recenzowanym Onyksie ekran to E-Ink Mobius o wymiarach 203x271 mm (kartka A4 ma 210x297 mm). Nie oszałamia rozdzielczością (207 ppi) w porównaniu do najnowszych ekranów (300 ppi) o mniejszych przekątnych. Ale (warto podkreślić jeszcze raz) dzięki dobremu kontrastowi i wyraźnemu zaczernieniu tekstu, obraz jest przyjemny dla oka.

 

Mój "wielki" czytnik do PDFów, czyli PocketBook InkPad 2 na tle Onyksa...

 

Otwieranie plików (nie tylko PDF) trwa dość długo. Co ciekawe, wielkość pliku czy ilość stron niespecjalnie wpływa na czas wczytania dokumentu. Przykładowo, przewodnik Lonely Planet (ok. 80 MB) jest otwierany w 18 sekund. Z kolei, na miniaturowy plik tekstowy (3 str., 12 KB), trzeba czekać aż 12 sek. Kiedy jednak plik jest już otwarty, praca z nim jest całkiem przyjemna i szybka.

 

Menu dopasowywania PDFów

 

W Onyksie trudno mówić o błyskawicznym kartkowaniu, ale podczas czytania wszystko idzie sprawnie. Strony, nawet skomplikowane, czy np. takie, które składają się głównie ze zdjęć (np. przewodniki), szybko są wyświetlane w całości. Dzięki dużym rozmiarom ekranu, zazwyczaj nie są potrzebne kombinacje z kadrowaniem czy przeskalowywaniem dokumentu.

 

Notatki można wykonywać przy użyciu różnych narzędzi (ikony na dole ekranu) a potem eksportować (ikony na górze ekranu) 

 

W tym Onyksie po raz pierwszy miałem ochotę przeczytać książkę składającą się głównie z elementów graficznych - „Blondynkę na safari”. I poszło całkiem sprawnie. Również po raz pierwszy chciałem pomniejszyć na ekranie czytanego PDFa - najlepiej dwie strony na jednym ekranie - ale tej opcji nie znalazłem.

 

Zakreślenia i notatki można eksportować - tak wyglądają w komputerowej przeglądarce PDFów

 

Ogólny, pozytywny obraz psują trochę pojawiające się czasami niedoróbki zainstalowanego oprogramowania. Na przykład nie byłem w stanie zmusić domyślnego programu, do poprawnego wyświetlania pliku w trybie trójkolumnowym. Teoretycznie można ustawić szerokość poszczególnych kolumn (domyślne ustawienia nie pasowały do układu tekstu) ale odpowiednie ustawienie linii podziału (strony na kolejno wyświetlane ekrany) nie powiodło się.

 

Powiększanie wycinka strony w pliku PDF (od góry, kolejno): oryginalna strona, zakreślony wycinek do powiększenia oraz powiększony fragment

 

Onyx Boox Max Carta na co dzień

Recenzowany Onyx może być oczywiście wykorzystywany tak jak „normalny” czytnik. Zainstalowane domyślnie programy pozwolą na otwarcie książek zapisanych w popularnych formatach, na przykład EPUB, MOBI czy FB2. Korzystanie z tego akurat czytnika może jednak wymagać zmiany zachowań czytelniczych. A to z dwóch powodów. Pierwszy, to dość duża dowolność w interpretowaniu sposobów formatowania tekstu przez zainstalowane domyślnie programy. Zarówno programy opracowane na potrzeby czytnika (Oreader, Neo Reader) jak i dodatkowe, potrafią ignorować formatowanie tekstu. O te zewnętrzne programy trudno mieć do Onyksa pretensje, ale choć jeden program, poprawnie czytający EPUBy, firma mogłaby zrobić. Być może trzeba więc będzie poszukać jednego, ulubionego ale innego programu poprawnie wyświetlającego poprawnie EPUBy.

 

Domyślnie zainstalowany OReader, posiada tryb wyświetlania dwóch stron tekstu np. w plikach EPUB

 

Drugi czynnik, mogący wpływać na zachowania czytelnicze, to rozmiar urządzenia. Ja akurat często czytam przy śniadaniu. Niestety, kuchenny stół okazywał się zazwyczaj za mały (szczególnie jeśli ktoś jeszcze z domowników obok mnie siedział) i musiałem przenosić się z lekturą na Onyksie gdzie indziej (lub na czas śniadania brać mniejszy czytnik).

 

Onyx Boox Max Carta (po lewej) i Kobo Aura  H2O (po prawej)

 

W recenzowanym Onyksie, bardzo miło zaskoczyło mnie gospodarowanie energią. Chińskie czytniki z Androidem nie radzą sobie z tym najlepiej (delikatnie to ujmując). Przyznaję, że w czasie testów nie miałem zainstalowanych żadnych dodatkowych programów korzystających intensywnie z połączenia internetowego (np. sprawdzających dostępność plików i synchronizujących postęp czytania). Może dzięki temu zużycie baterii było niskie. Przez trzy tygodnie wgrywania, kasowania, sprawdzania ustawień, czytania itp., czytnik ładowałem dwa razy (a teraz wciąż ma ponad 50% poziomu naładowania baterii).

 

Obecny w czytniku OReader nie widzi czcionek doinstalowanych w czytniku przez użytkownika

 

Uważam, że Onyks to czytnik raczej do codziennej pracy, niż codziennego czytania.

 

Podsumowanie

Onyx Boox Max Carta nie jest urządzeniem dla każdego. Zarówno rozmiar ekranu jak i cena (w Polsce ok. 3,5 tys złotych), predysponują go do specyficznych zastosowań. Czytnik wielkości kartki A4 trudno nazwać mobilnym urządzeniem. Noszenie go przy sobie, albo czytanie w podróży to słaby pomysł. Chyba, że musimy czytać dużo dokumentów w PDFach albo przeglądać je w terenie (np. na budowie).

 

Ekstremalne, ale możliwe - Onyx Boox Max Carta może służyć za ekran komputera

 

Po raz kolejny przekonuję się, że rozwiązania typu „dajemy Ci wolność w Androida, instaluj co chcesz” nie sprawdzają się jako środowisko przyjazne użytkownikowi skupionemu na czytaniu. W wykonaniu chińskich dostawców OEM, sprowadza się to raczej do stwierdzenia „to, co sprzedajemy nie zawsze działa jak powinno. Nie bierzemy za to odpowiedzialności, bo jeśli coś się nie podoba, to przecież możesz sobie sam coś zainstalować”. Ergonomia pracy z czytnikami marki Onyx, inkBook, Icarus czy innymi tego typu klonami, zdecydowanie mi nie odpowiada. Nie dlatego, że są słabe technologicznie (recenzowany Onyx pod względem wykonania stoi na wysokim poziomie), ale pod względem wygody korzystania. W przypadku czytników jestem coraz bardziej za ujednoliconym, całościowym podejściem do czytania – włączam, mam księgozbiór pod ręką w jednym miejscu, a książki wyświetlane są poprawnie w porządnie działającym programie. I już. Dlatego nie mogę polecić ani tego testowanego, ani żadnego innego Onyksa (zakładam, że mają takie samo oprogramowanie) jako „codziennego” czytnika. Ale jako wyspecjalizowane urządzenie do PDFów – Onyx Boox Carta Max nadaje się jak najbardziej.

 

Porada konsumencka na dziś brzmi: jeśli (w swojej pracy) regularnie i długo korzystasz z plików PDF, a do tego jesteś prawnikiem lub architektem i wolisz czytać z przyjaznego ekranu E-Ink, w taki czytnik warto zainwestować. A w wolnym czasie i tak trzeba mieć ze sobą bardziej mobilny sprzęt.

 

Onyx Boox Max Carta (w tle) i Kobo Mini (na pierwszym planie)

 

P.S.

Serdecznie podziękowania dla firmy 71media, właściciela sklepu z czytnikami – czytio.pl, za użyczenie sprzętu do testów.

 

Plusy

- dobry, kontrastowy ekran;

- szybka praca z (otwartymi) plikami PDF;

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- niewielka waga (w stosunku do wielkości);

- obsługa kart microSD;

- długa praca na jednym ładowaniu baterii;

- obsługa plików dźwiękowych (w tym TTS);

- spolszczone menu;

- możliwość instalowania własnych czcionek (do niektórych programów);

- dobra bateria i zarządzanie energią;

- możliwość instalowania własnych aplikacji z Google Play;

- możliwość wykorzystania jako ekran komputerowy.

 

Minusy

- bardzo wysoka cena;

- mała mobilność;

- długie otwieranie plików;

- obsługa ekranu rysikiem;

- nieprzyjazne menu;

- brak polskich słowników;

- sporadycznie niedziałające funkcje;

- brak bezprzewodowej wysyłki plików (chyba, że w doinstalowanej aplikacji).

 

Dane techniczne wg producenta:

Ekran: przekątna 33,8 cm (13,3”) ekran E-Ink Mobius 1650×2200 pikseli, 16 odcieni szarości, dotykowy (rysik), 207 ppi;

Waga: 550 g (choć producent podaje 480 g, waga kuchenna jest nieubłagana);

Rozmiary: 325 × 237 × 7,5 mm

Pamięć: dostępne ok. 12,7 GB (zainstalowane 16 GB, pomniejszone o pliki systemu operacyjnego). Z możliwością rozszerzenia kartą pamięci microSD;

Obsługiwane formaty tekstowe: TXT, HTML, RTF, FB2, FB2.zip, DOC, DOCX, PRC, MOBI, CHM, PDB, DOC, EPUB, PDF, DjVu;

Obsługiwane formaty graficzne: JPG, PNG, GIF, BMP;

Obsługiwane formaty dźwiękowe: MP3 (gniazdo audio 3,5 mm oraz głośnik);

Łączność: Wi-Fi, Bluetooth;

Procesor: 1 GHz;

Pamięć RAM: 1 GB;

System: Android 4.0.4;

 

16 GB zamontowanej pamięci w czytniku Onyx Boox Max Carta można rozszerzyć kartą microSD

 

Oficjalna strona czytnika: https://onyxboox.com/boox_max-carta

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2016-05-30 15:38
Good e-Reader 13.3 - czytnik z ekranem o przekątnej 13 cali

 

Ekran E-Ink o przekątnej 13,3 cala (33,8 cm) ma czytnik oferowany przez autorów bloga Good e-Reader. Pierwsza tura kampanii zbiórki funduszy na nowy czytnik zakończyła się niewątpliwym sukcesem i akcja została przedłużona o kolejne dwa miesiące. Póki co zebrano prawie 150 tys. dolarów amerykańskich (USD). To już druga tego typu akcja Kanadyjczyków. Ta również prowadzona jest na platformie Indiegogo, wspomagającej zbiórki pieniędzy na określony cel. Poprzednia kampania serwisu Good e-Reader zakończyła się fiaskiem. Opisałem ją szerzej w listopadzie 2015 roku, we wpisie zatytułowanym „Dwie kampanie współfinansowania czytników e-booków - Icarus Illumina XL i Ultimate E-Reader”, przy okazji zbiórki prowadzonej przez holenderską firmę DistriRead na czytnik Icarus Illumina XL. Tym razem inicjatorzy sprzedaży czytnika z ekranem o przekątnej 13,3 cala mogą świętować sukces.

 

Michael Kozlowski z czytnikiem Good e-Reader 13.3 (źródło: youtube.com)

 

Sukces może wynikać m.in. z faktu, że oferowany czytnik ma tym razem lepiej odpowiadać zapotrzebowaniu potencjalnych klientów. Zapewnić ma to, czego domagali się wcześniej czytelnicy serwisu Good e-Reader - większy ekran. Drugim atutem, przemawiającym na korzyść trwającej aktualnie kampanii, jest fakt, że produkt jest już gotowy. Wystarczy go zamówić u producenta i czekać na dostawę. Przy poprzedniej akcji, jej inicjatorzy nie byli w stanie zaprezentować żadnego egzemplarza testowego. Teraz mają w ręku czytnik i prezentują go w działaniu.

 

Film promocyjny czytnika Good e-Reader 13.3 (źródło: youtube.com)

 

Dostawcą nowego czytnika będzie zapewne, znana od dawna na rynku czytników książek elektronicznych, firma Netronix. Ten producent dostarczał już w przeszłości wiele modeli czytników pod różnymi markami. Również pierwszy „polski” czytnik - eClicto - był wytwarzany właśnie przez Netronix. O mało go nie kupiłem na 15. Targach Książki w Krakowie, ale nie miałem przy sobie wtedy gotówki. Może to i dobrze, bo urządzenie nie zawojowało polskiego rynku, a Robert Drózd określił go nawet jako "czytnik straconej szansy".

 

Siedziba firmy Netronix (źródło: http://www.netronixinc.com)

 

Jeśli spojrzymy na aktualną ofertę chińskiej firmy, znajdziemy tam przynajmniej dwa zdjęcia znajomo wyglądających urządzeń. Pierwsze z nich to E60QH2. Jest już od pół roku w sprzedaży detalicznej przynajmniej w trzech krajach - w Hiszpanii, Portugalii i na Słowacji. Wersja z Półwyspu Iberyjskiego nazywa się Cervantes 3. U naszych południowych sąsiadów to czytnik znany jako Dibuk Saga i firmowany przez Deutsche Telekom (więcej informacji we wpisie „Dibuk Saga - Słowacy mają swój czytnik e-booków”). Pracuje pod Androidem z zaprojektowaną po spartańsku słowacką nakładką. Wyróżnia się jednak wśród konkurentów zastosowaniem najnowszego, dotykowego ekranu z wbudowanym oświetleniem (E-Ink Carta) o rozdzielczości 1448x1072 piksele i gęstości obrazu 300 ppi (podobnie jak np. w Kindle Paperwhite 3 czy Kobo Glo HD).

 

Dibuk Saga jako E60QH2 (źródło: http://www.netronixinc.com)

 

Drugi czytnik z aktualnej oferty Netroniksa, który może wydawać się znajomy, producent reklamuje jako Electronic Notepad. Do złudzenia przypomina on ofertę firmowaną przez Good e-Reader. U producenta występuje jako model ED0Q02.

 

Electronic Notepad, czyli ED0Q02 w ofercie firmy Netronix (źródło: http://www.netronixinc.com)

 

Najważniejszą jego cechą jest oczywiście ekran E-Ink Mobius o imponującej przekątnej 13,3 cala i rozdzielczości 1600x1200, wykonany w technologii papieru elektronicznego. Daje to gęstość wyświetlania rzędu 150 ppi. Można powiedzieć, że to raczej słabo. Gorzej niż mój pierwszy czytnik - Kindle 3 Keyboard... Poza tym urządzenie ma procesor pracujący z częstotliwością 1 GHz, 4 GB pamięci wewnętrznej (zapewne ok. 2 GB dostępne dla użytkownika), gniazdo kart microSD (do 32 GB) oraz wi-fi. Wykonywanie notatek i rysunków ma ułatwiać znajdujący się w zestawie rysik. Czytnik bez okładki waży 420 g.

 

Good e-Reader 13.3 jako ED0Q02 (źródło: http://www.netronixinc.com)

 

 

W opisie zbiórki w serwisie Indiegogo można dowiedzieć się jeszcze kilku szczegółów. Na przykład to, że rysik ma umożliwiać rozpoznawanie 1024 poziomów siły nacisku. Czytnik ma także mieć obsługę sklepu Gogle Play, z którego można instalować androidowe aplikacje. Podstawowa oferta w cenie 699 USD obejmuje czytnik z rysikiem i koszty przesyłki. Dostawa planowana jest w sierpniu 2016 roku. W maju pojawił się również bardzo podobny model Onyx Boox Max. Ten z kolei oferowany jest przez Onyx na rynku niemieckim za 696 EUR. W sklepie wciąż widnieje jako "przedsprzedaż", choć są już jego konsumenckie opinie.

 

Oficjalna strona kampanii Good eReader 13.3 na Indiegogo: https://igg.me/at/bigereader/x/2537767

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-02-21 21:15
The endless loop
Mobius - Kevin Lintner

Kevin Lintner, author

 

http://www.amazon.com/Kevin-Lintner/e/B00K00UX5M/ref=ntt_dp_epwbk_1

 

Kevin Lintner, reviewer

 

http://www.amazon.com/gp/pdp/profile/A3QJEHLUAGY03C/ref=cm_aya_bb_pdp

 

Kevin Lintner, seller

 

https://www.fiverr.com/kjlintner/review-your-ebook?context=adv.cat_5.subcat_111&context_type=rating&funnel=2015022120442166616488840&pos=48

 

I almost forgot.

 

Kevin Lintner, the Goodreads author

 

http://www.goodreads.com/author/show/7319286.Kevin_Lintner

 

Like Reblog Comment
review 2012-06-28 00:00
This Mobius Strip of Ifs
This Mobius Strip of Ifs - Mathias B. Fr... This Mobius Strip of Ifs - Mathias B. Freese Originally posted on my blog Guiltless Reading

Reflect, ruminate, feel, re-read. Repeat.

My two cents: I have been reading this slim book of essays on and off for two months. I couldn't rush through it. It is one of those books that you read a few pages a time, ruminate upon, reread, and then potentially regroup. If you're looking for a diversion or some escape, this isn't it. If you're looking for a something with some real meat, and want to be challenged, provoked ... and you want to feel, then consider picking this up.

At times I admit I felt a little embarrassed as I felt that the author was baring his soul, as many of the essays are so deeply personal -- from this thoughts on losing his wife, his reminisces of fatherhood, to his beliefs on how education conditions us, to religion, to his favourite movies ... and even to his skirmishes with book bloggers!

The essays are diverse as is Freese's style. He can be succinct, delivering his blows in a few quick strokes, or he can meander on a bit then make his point, if at all. The book has three main sections:

-"Knowledge is death" comprised of 19 essays drawing from his years as a therapist, an educator and a writer, and his thoughts on religion, on being Jewish and the Holocaust;
- Metaphorical Noodles comprised of 7 essays, dealing mainly with movies and books; and
- The Seawall comprised of 10 essays mainly about family life and recollections.

If you have read Freese's Down to a Sunless Sea, in this book he refers quite a bit to some of the short stories, lending a bit more insight on those short stories. (I also highly recommend you check these stories out!)

Whatever the essay, he is uncompromising on his thoughts and beliefs that have taken him a lifetime to ruminate upon and to verbalize through his writings. What strikes me most is that he obviously does not write to please the reader, he writes to please himself. He could definitely piss people off. (And warning: don't expect politically correct language - he calls it what it is!) But then, that is what is so good about this book!

You become Freese's reader, student, confidant. He obviously doesn't need you to agree, but he does want to provoke you.

As I was reading this, I started remembering conversations with my grandfather where he would say what he wanted to about a life lived. A simple man of few words, the truths that he revealed in those talks still remain with me. Yes, expect some warm fuzzies.

And as quickly as I started to warm up to Freese, he turned devil's advocate and transformed into one of my former professors -- someone who challenged me to challenge my beliefs -- making me uncomfortable at the least, even angry, or sheepish as the case may be. On some occasions I agree, on others, it not an agreement without a fight. Other times, it's just a total rejection.

You'll feel like you've picked Freese's mind after having finished this! He'll get some reaction from you, I can assure you!



The essays that most resonated with me dealt mainly with Freese's family life.

Self-examination about his life and growing old in "At 67":

I don't feel, or I don't believe, that my core self is any different than it was at forty. Inside I am still me, narrow here, expansive there, emotionally stingy for that, largesse for that. I am still impatient with others, aging has not moderated that. I ask myself here, what is it I want from aging? Does it provide solace or sorrow, or should I experience some kind of generativity which Erik Erikson spoke of, the capacity for giving one's wisdom, the whole ball of wax and human lint we accrete from a lifetime's living? - p.8

I felt immensely sad when he talks about his daughter, her battle with Chronic Fatigue and Immune Dysfunction Syndrome ("About Caryn"), and how he lost her to suicide and ("I Had a Daughter Once").

Coming from a family of educators, I also found the essays on being an educator fascinating. "Teachers Have No Chance to Give Their Best" examines what the education has done to dull, rather than sharpen minds, to encourage conformism rather than vision. I found myself nodding to many of his points and am passing it along.

The essay "On Reading Christopher Hitchens's God is Not Great" struck a chord in me. Freese subtitles this "How Religion Poisons Everything" and looks into some very touchy territory (you have been warned):

Hitchens repeatedly makes the telling comment --and obvious one, at that -- that all religions are man-made. Once you creep into that, see its merit, you then can see that religion is the cause of crusades, jihads, circumcision, resurrection, the three Magi, the Virgin Mary, Mohammad fling away on his horse, the Conquistadores, ghettoes, and forevermore. I once had a conversation with a close friend who I connected to because he was open and fairly liberal. We spoke about religion. I felt free to do that with him. I asked if he believed in ghouls. No response required. he chuckled. I went on, How about vampires? Witches? Flying carpets? Dragons? Ghosts? Finally, he asked me to get to the point. I did. And yet I told him, you believe in a preacher about 2,000 years ago who is a conflation of myths and never existed, actually rose and was resurrected [..]


And lastly, if you're a book blogger (read: me), "At Personal Posturings: Yahoos as Bloggers" may be of interest as Freese as an author tells it like it is. It made me laugh out loud. But it also made me realize that book bloggers and authors do a very strange little dance and regardless, are simply human. You'll get nice bloggers and some not-so-nice bloggers ... and vice versa.

These thoughts spring from a mere first reading. I am sure that I will be rereading the essays once again and will find some more nuggets in there -- because this is one of those books which you can read and re-read and come out with even more great finds.

Verdict:
A challenging, provoking, and entertaining read that will get you thinking and examining your beliefs. An immensely satisfying read if you decide to stop and ruminate. What comes to mind is the old adage: An unexamined life is not worth living. I envy Mathias Freese as he is obviously living and living well.

First line: I was casually informed a year after the fact by the editor of Grafitti that my short story "Herbie" published in that magazine was listed in Martha Foley's The Best American Short Stories of 1975 under "Distinctive Short Stories of 1974."

Last line: I advocate you rummage for yourself after forty years.

----
This book is a keeper. Full review on my blog soon!
More posts
Your Dashboard view:
Need help?