logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: ebook-reader
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-02-18 10:36
Kindle z niemieckiego oddziału Amazon teraz dostarczy Czeska Poczta

Dzięki czeskiemu pośrednikowi, firmie mailboxde.com, przesyłającemu do Polski przesyłki z Niemiec, mamy możliwość kupowania bezpośrednio w niemieckim Amazonie. Oficjalnie czytniki Kindle przeznaczone na niemiecki rynek nie są wysyłane do Polski. Ale można je wysłać do Zittau, a stamtąd trafiały do nas za pomocą na przykład Poczty Polskiej. Jednak niedawno cennik wysyłki naszą pocztą zniknął z oferty mailboxde. Postanowiłem więc przetestować kolejną opcję, jak działa Česká pošta.

 

Teraz paczki z amazon.de mogą do nas trafić z tej sortowni w Libercu (zdjęcie: http://maps.google.com)

 

Co było a nie jest...

W listopadzie napisałem o tym, jak zamawiać Kindle z Niemiec. To wciąż sposób na zakup najtańszego czytnika Amazonu z dostawą do Polski. Szczególnie, że najtańszy model Kindle (recenzja tutaj) kosztuje obecnie 49 EUR (promocja kończy się 18 II 2015 r.). Z kolei Kindle Paperwhite 2 na rynku niemieckim (99 EUR) wciąż ma najlepszy stosunek ceny do możliwości. Jako najlepszą opcję wysyłki wskazałem wtedy paczkę polskiej poczty. Przetestowałem ten sposób i działało sprawnie. Przesyłka z księgarni trafiała bezpłatnie do Zittau (Żytawa) na terenie Niemiec. Tam była w naszym imieniu przyjmowana i przewożona do Urzędu Pocztowego w Bogatyni. Dalsza wysyłka odbywała się już na terenie naszego kraju, według krajowej taryfy i procedury.

 

Jednak coś się popsuło. Najpierw mailboxde wprowadził wysyłkę z Bogatyni tylko dwa razy w tygodniu, a w końcu całkiem z tej możliwości zrezygnowano. Wysłałem zapytanie do mailboxde, dlaczego tak się stało i czy wysyłka z Polski całkiem zniknęła z ich oferty. Otrzymałem dość lakoniczną odpowiedź, że współpraca z Pocztą Polską została zakończona z powodu „pewnych problemów”. Nie wiem nic o biznesowej współpracy z naszą pocztą, na poczcie w Bogatyni nigdy nie byłem. Ale jako zwykły klient mam już trochę doświadczenia w kontaktach z naszym „narodowym operatorem pocztowym”. Mogę więc sobie wyobrazić taki obrazek, że podjeżdżający raz po raz pod pocztę na chwilę przed zamknięciem urzędu jakiś namolny Czech z furą paczek nie wzbudzał entuzjazmu wśród pracujących tam osób. Pewnie się mylę, a wyobraźnia podsuwa mi obrazy z zamierzchłej przeszłości, jednak coś mi też podpowiada, że tak to mogło wyglądać.

 

Nie pozostało nic innego jak przetestować kolejną możliwość - wysyłkę z Czech. Tak też zrobiłem. Mogę potwierdzić, że to działa. A jak? Już piszę...

 

Česká pošta radę daje - Poczta Polska... trochę odstaje

Najpierw kilka liczb a później jeszcze kilka liczb. Kindle 7 w oryginalnym pudełku waży 0,45 kg. Jest to idealna waga do przesyłek, ponieważ do 0,5kg przesyłki z maiboxde są najtańsze. Mamy obecnie do wyboru dwie tanie opcje wysyłki: Czeska Poczta oraz poczta Niemiecka. Wysyłka półkilogramowej paczki z Niemiec (ubezpieczenie do 35 EUR) kosztuje obecnie 6,66 EUR (plus 2 EUR za obsługę przez pośrednika). Wersja czeska jest trochę tańsza. Cennik mailboxde przewiduje wysyłkę z Liberca w cenie 6,09 EUR (plus 2 EUR za obsługę przez pośrednika).

 

Tak więc przesyłka paczką Poczty Polskiej kosztowała mnie w grudniu 2014 dokładnie 5,87 EUR a obecnie taka sama przesyłka z Czech powinna być z cenie 7,87 EUR.

 

Naklejka adresowa Czeskiej Poczty

 

Mogę potwierdzić, że paczka doszła :) Czeska Poczta się spisała. 12 II 2015 r. otrzymałem z mailboxde list, że moja paczka została wysłana. I faktycznie, w rejestrze czeskiego operatora pojawił się wpis, że przesyłka znalazła się w sortowni w Libercu o 17:36. Po siedmiu godzinach, tuż po północy została odprawiona z Pragi do Polski.

 

Tu zaczyna się kolejna odsłona dramatu. Paczka dotarła do WER Warszawa tego samego dnia (hmmm... piątek - trzynasty lutego) przed południem, a więc po niespełna jedenastu godzinach od wysłania z Pragi. Nie opuściła W-wy tego samego dnia. Spokojnie przeleżała do poniedziałku. Ale jak już wyjechała z W-wy, wszystko ruszyło znowu z kopyta. We wtorek rano listonosz dostarczył mi przesyłkę.

 

Zapis śledzenia przesyłki (źródło: http://emonitoring.poczta-polska.pl)

 

No i jeszcze jedno. Wiele osób pamięta zamierzchłe czasy, gdy w zasadzie każda przesyłka dostarczona do Polski „nadeszła z zagranicy uszkodzona”. Myślałem, że te czasy mamy już za sobą. Jednak w pudełku, które do mnie dotarło był niewielki otwór, akurat taki, żeby zobaczyć co jest w środku. Nie zauważyłem tego podczas odbioru, ze środka nic nie zginęło, ale jednak poczułem się o ładnych kilka lat młodszy i przypomniały mi się „stare czasy”.

 

Przypomniały mi się dawne czasy, kiedyś takie dziury opisywano na poczcie jako „przesyłka nadeszła z zagranicy uszkodzona”

 

Podsumowując. Rezygnacja firmy mailboxde.com ze współpracy z Pocztą Polską ma wpływ na wygodę zakupów. Wydłuży się czas oczekiwania na przesyłki z niemieckiego Amazonu. Paczki, jako zagraniczne, mogą też być obarczone większym ryzykiem w czasie transportu. Ale to działa :)

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-02-16 13:07
Najtańszy Kindle 7 (Kindle Touch 2014) z niemieckiego oddziału Amazon - recenzja czytnika z ekranem 6"

 

Zapraszam do lektury recenzji Kindle 7, który jeszcze tylko do 18 lutego (promocja cenowa została wydłużona) kosztuje w niemieckim Amazonie 49 euro (wersja z reklamami), a dostawę zakupu do Polski można zrealizować przy pomocy firmy wysyłkowej mailboxde.com. Poświęciłem temu osobny wpis, można go znaleźć tutaj. Właśnie w taki sposób kupiłem recenzowanego Kindleka. Wato pamiętać, że wersje bez reklam można od listopada 2015 roku zamawiać bezpośrednio na polski adres (bez dopłacania za przesyłkę). Czy czytnik wart jest swojej ceny? Oto garść moich wrażeń, które, mam nadzieję, pozwolą wyrobić sobie o nim zdanie...

 

Kindle Touch 2014 od przodu

 

Czas na Kindle

Do tej pory testowałem i recenzowałem czytniki dość mało popularne w naszym kraju (np. TrekStor Pyrus Mini). Były też takie, które tę popularność dopiero miały sobie zdobywać (Kobo w wersji Mini) lub wciąż (mam nadzieję) zdobywają rzesze zadowolonych użytkowników (choćby Tolino Shine). Przyznam, przynosi mi to wiele radości, bo towarzyszy temu odczucie niby „odkrywcy” czy „pioniera” w przecieraniu szlaków i świadomości polskich e-czytelników.

 

Teraz przyszedł czas na Kindle 7, przedstawiciela głównego nurtu eCzytników, zarówno w Polsce jak i na świecie. Jestem świadom wielu wcześniejszych recenzji tego urządzenia zarówno po polsku jak i w zagranicznych serwisach. Jako czytnik z rodziny Kindle, najpopularniejszej na świecie, i ten model doczekał się wielu mniej lub bardziej szczegółowych testów od rozpakowywania paczki począwszy po szczegółowe opisy głęboko zakopanych opcji menu. Moja recenzja nie będzie więc tak bardzo szczegółowa jak moje dotychczasowe wpisy o czytnikach. Postaram się skupić bardziej na odczuciach i wrażeniach z użytkowania niż szczegółowym opisie.

 

Pozostaję jednocześnie zadowolonym użytkownikiem Kindle 3 Keyboard, w którym ekran nie ustępuje wielu obecnym na rynku czytnikom konkurencji. Ponadto funkcja bezpłatnego dostępu do internetu na całym świecie przydawała mi się choćby do blogowania w czasie wyjazdów do Indii. Ten test, wynik kilku tygodni użytkowania Kindle 7, jest więc także czymś w rodzaju odświeżenia spojrzenia na ekosystem Amazona.

 

Zakup

Jeszcze rok temu zazwyczaj polecałem znajomym zakup czytnika w amazon.com, skąd pochodzą urządzenia oficjalnie wysyłane do naszego kraju. Jednak ładnych kilka miesięcy temu sytuacja się zmieniła, a to za sprawą czytników Tolino. Z jednej strony wynikło to z zakupu Tolino Shine i bardzo pozytywnego wrażenia, jakie wywarł na mnie podczas dość intensywnego testowania w ramach przygotowań do recenzji na moim blogu. Z drugiej strony, zostało spowodowane reakcją niemieckiego oddziału Amazon na coraz większą popularność urządzeń z rodziny Tolino na rynku niemieckojęzycznym. Nagle okazało się, że cena czytników Kindle w niemieckim Amazonie jest znacznie niższa od tego, co musimy oficjalnie zapłacić w amerykańskiej centrali. Może nie na poziomie rynku japońskiego (jest tam silna konkurencja czytników Sony i Kobo) czy kanadyjskiego (konkurencja Kobo), ale jednak ponad połowę taniej od oficjalnej ceny takiego urządzenia ze Stanów.

 

Kindle Touch 2014 od tyłu

 

Niemiecki oddział sprzedaje Kindle 7 za 49 EUR (wersja z reklamami), taka cena obowiązywała w grudniu 2014 r. i raz po raz wznawiana jest taka promocja cenowa. Obecna trwa do 18 lutego 2015 r. włącznie. Nawet po dodaniu kosztów przesyłki do Polski przez pośrednika mailboxde.com, „niemiecki” Kindle i tak był połowę tańszy od tego w wersji międzynarodowej przeznaczonej dla klienta z Polski. Między innymi właśnie dwukrotnie wyższa cena „oficjalnego” czytnika (urządzenie plus VAT i przesyłka) skłoniła mnie do zakupu w niemieckim Amazonie, a całą procedurę przy okazji opisałem w formie poradnika dla osób podobnie myślących. Póki co polecam tę opcję wszystkim zainteresowanym nowym czytnikiem. Trzeba rozważyć za i przeciw, ale moim zdaniem przeważają korzyści.

 

Po stronie plusów warto wymienić fakt, że kupując samodzielnie w Amazonie mamy pewność, że otrzymujemy fabrycznie nowy czytnik objęty gwarancją producenta. No i zapewne najważniejsze - to najtańsza opcja zakupu do Polski, nawet doliczając koszy przesyłki z Niemiec.

 

Po stronie minusów trzeba wspomnieć o tym, że obsługa gwarancyjna w postaci bezpłatnej wysyłki do nas nowego czytnika funkcjonuje na terenie RFN. To co jest normą w przypadku posiadania wersji międzynarodowej czytnika kupionego do Polski ze Stanów Zjednoczonych, nie musi być normą przy obsłudze gwarancyjnej czytników zza Odry. Niemiecki oddział Amazonu nie ma obowiązku wysyłania nowych kindelków do Polski w ramach gwarancji. Możemy zostać poproszeni o podanie niemieckiego adresu dostawy. Jednak na forach internetowych pojawiło się już wiele relacji osób, które z realizacją wymiany gwarancyjnej z wysyłką do Polski nie miały problemu. Ale dotyczy to tylko czytników z Niemiec. Wersje przeznaczone na rynek japoński, brytyjski, amerykański czy innych oddziałów Amazona nie są tak uprzywilejowane.

 

Kindle 7 or not to be

Recenzowany czytnik występuje w ofercie Amazona po prostu jako Kindle. W opisie znajduje się dodatkowa informacja „nowy Kindle z dotykowym ekranem” (niem. Der neue Kindle - jetzt mit Touchscreen) a na stronach z pomocnymi informacjami figuruje jako Kindle siódmej generacji „Kindle (7th Generation) Help”. Nie ułatwia to życia użytkownikom poszukującym czytnika na własną rękę. W związku z tym, że w użyciu i wtórnym obiegu jest sporo wcześniejszych wersji czytnika (Classic, wcześniejszy Kindle Touch), można najnowszy model spotkać opisany jako Kindle 2014, Kindle Touch 2014 czy „najnowszy model”. U nas, głównie za sprawą blogu Świat Czytników, przyjęły się wymiennie nazwy Kindle 7 lub Kindle Touch 2014.

 

Tak czy inaczej, to najprostszy i najtańszy model z rodziny Kindle oferowany od premiery jesienią 2014 roku. Czy określenia „najtańszy” i „najprostszy” można traktować w tym przypadku jako określenia pejoratywnie? Otóż nie. Kindle 7 jest urządzeniem na bardzo dobrym poziomie zarówno pod względem oprogramowania, funkcjonalności, stabilności pracy jak i samego wykonania.

 

Konstrukcja eCzytnika

Kindle 7 jest zastępcą jednego z najpopularniejszych do tej pory czytników Amazona - zwanego u nas Kindle Classic. Największa zmiana w porównaniu do poprzedniego modelu (zwanego u nas Kidle Classic) polega na wyposażeniu go w dotykowy ekran a pozbawieniu fizycznych przycisków (poza wyłącznikiem). Kindle 7 jest jednocześnie aktualizacją wcześniejszego modelu Kindle Touch.

 

Osobom przyzwyczajonym do Kindle Classic zmieniło to sposób obsługi urządzenia i niektórych użytkowników pchnęło do poszukiwania alternatywnych urządzeń posiadających fizyczne przyciski. Ja też należę do tych, co uważają, że strony zmienia się wygodnie trzymając któryś palec na przycisku i po prostu wciskając raz po raz odpowiedni guzik. Bardziej mi to odpowiada niż machanie palcem, zasłaniającym co chwilę ekran. Moim zdaniem optymalnym rozwiązaniem jest zastosowanie w czytniku przycisków równolegle z dotykowym ekranem. Na pewno jest to droższe w produkcji, ale i wygodniejsze dla użytkownika. W Kindle 7 cała obsługa odbywa się poprzez dotykowy ekran. Czytnik sprawnie, szybko i pewnie reaguje na dotyk. Sporadycznie zdarzało mi się nie zmienić strony lub przerzucić dwie naraz. Ale im więcej się do tego ekranu dotykowego przyzwyczajam, tym rzadziej mi się do zdarza.

 

Zaokrąglony róg obudowy Kindle Touch 2014

 

Niestety jest jeden element, który lekko trąci „budżetowością” (czytaj „tandetą”). Jest to obudowa. Po pierwsze sam eCzytnik wygląda dość grubo i topornie, szczególnie przy tych wszystkich najnowszych smukłych urządzeniach. Różnica w wyglądzie między Kindle Classic a Kindle 7 to jak dwa kroki w tył (a przynajmniej jeden solidny). Już biorąc czytnik do ręki odnosi się wrażenie, że w środku jest w zasadzie pusto i obudowa może spokojnie być mniejsza. No i ten plastik! To kolejny objaw cięcia kosztów, którego nie mogę ścierpieć. Gdyby Amazon poinformował, że obudowę zrobiono z odzyskanych ze śmieci butelek PET zbieranych nocą na ulicach Bombaju czy pozyskanych w ramach sprzątania polskich parków narodowych, to bym uznał, że warto. Ale zapewne jest inaczej i trudno mi zrozumieć jego słabą jakość. No, chyba, że cena to 49 EUR :) Wtedy sporo można wybaczyć! ….i zaoszczędzone pieniądze zainwestować w porządną okładkę.

 

Na szczęście zarówno faktura ramki wokół ekranu jak i rodzaj użytego plastiku nie sprzyjają pozostawianiu odcisków palców. Możliwości kontemplowania odbić własnych linii papilarnych podczas czytania są dość ograniczone i nie ma potrzeby ciągłego czyszczenia czytnika.

 

W dolnej krawędzi obudowy znalazło się miejsce na wyłącznik oraz gniazdo microUSB służące do ładowania baterii oraz transferu plików. Odpowiedni kabel znajduje się w pudełku wraz z czytnikiem.

 

Wszystkie przyciski Kindle 7 na jednym zdjęciu (jeden przycisk wyczerpuje temat)

 

Parametry

Wiem, że powinienem o tym napisać, w każdej recenzji elektroniki użytkowej wcześniej czy później pojawiają się megaherce, rdzenie czy gigabajty o miliamperogodzinach nie wspominając. Ale jakoś przy tym Kindelku zupełnie nie mam na to ochoty. Mam nieodparte wrażenie, że zupełnie mnie nie obchodzi co jest wewnątrz obudowy i to wcale nie dlatego, że podejrzewam, iż jest tam głównie powietrze. A może dlatego, że się starzeję? A może dlatego, że czytnik działa sprawnie, włącza się błyskawicznie, wczytuje książki bez opieszałości i dobrze reaguje na dotyk? Hmmm...

 

Ale z recenzenckiego obowiązku wspomnę, że Kindle Touch 2014 wyposażono w ekran E-Ink wykonany w technologii elektronicznego papieru. Przekątna ekranu wynosi 15 cm (6 cali) przy rozdzielczości 800x600 pikseli i wyświetlaniu 16 odcieni szarości. Czytnik wyposażono w 4 GB pamięci, z czego użytkownik ma do dyspozycji nieco ponad 3 GB. Nie ma możliwości rozszerzenia pamięci poprzez użycie karty microSD.

 

Pod względem wymiarów Kindle 7 nie odstaje zbytnio od innych urządzeń z podobnym ekranem. Wyróżnia się jedynie grubością. Przykładowo (z recenzowanych przeze mnie ostatnio) PocketBook Basic Touch ma w najgrubszym miejscu 8,3 mm, Tolino Shine 9,7 mm natomiast Kindle 7 - 10,2 mm. Niby różnice niewielkie, ale po wzięciu do ręki odnoszę wrażenie, jakby Kindelek był ze dwa razy grubszy. Pod względem wagi, wygrywa Tolino ważący 183 g a Kindle 7 i PocketBook Basic Touch mają po 191 g.

 

Trochę grubaśny z wyglądu Kindle 7 (pod spodem) z czytnikiem PocketBook Basic Touch (na górze)

 

Czytnik wyposażony jest w łączność wi-fi, co m.in. umożliwia korzystanie z przeglądarki WWW oraz najważniejszej chyba dodatkowej funkcji czytników Amazona, czyli przesyłania dokumentów (książek, stron WWW) na unikalny adres pocztowy przyporządkowany każdemu czytnikowi.

 

Ekran

Zapewne zgodzicie się ze mną, że ekran jest najważniejszym elementem czytnika. To on w największym stopniu odpowiada za nasze odczucia podczas czytania (tu małe przypomnienie, czytnik do tego właśnie służy, ale i tak o tym za chwilę zapomnę). I wiecie co? Kindle 7 ma jeden z przyjemniejszych ekranów, z jakimi miałem ostatnio do czynienia. Nie robi tak przyjemnego wrażenia jak Kobo Aura H2O, ale i tak jest bardzo przyjazny dla oka. Z jednej strony jest to efekt bardzo dobrej czerni czcionek, z drugiej - mam wrażenie, że sam ekran jest jaśniejszy od tego, który jest na przykład w Kindle Paperwhite.

 

Ekran Kindle 7 nie ma zamontowanego oświetlenia ekranu. Pod tym względem to „tradycyjna” konstrukcja, ale nie jest to z mojej strony zarzut. Po pierwsze, nie każdy potrzebuje ekranu z oświetleniem. Po drugie, dzięki temu urządzenie jest tańsze, lżejsze i przez to zapewne bardziej dostępne dla przeciętnego czytelnika. Podobnie jak w innych czytnikach z ekranem z papieru elektronicznego białość, czy raczej szarość ekranu, wciąż odstaje na minus od koloru papieru książkowego. Jednak na tle konkurencji nie jest to ekran, którego Amazon może się powstydzić.

 

Oprogramowanie

Amazon dąży do unifikacji oprogramowania swoich czytników. W tym momencie wszystkie trzy oferowane przez sklep modele Kindle, czyli Touch 2014, Paperwhite oraz Voyage posiadają niemal identyczny interfejs użytkownika. Ułatwia to zapewne wiele spraw od strony użytkownika, jak choćby związanych z zamianą czytnika na nowy model. Również od strony producenta można się spodziewać, że łatwiej tworzyć jedno oprogramowanie niż kilka różnych wersji.

 

Nie doczekaliśmy się i zapewne jeszcze długo się nie doczekamy polskiej wersji interfejsu. Amazon do tej pory nie postrzega naszego kraju jako rynku liczącego się na tyle, aby spolszczyć oprogramowanie. Fakt ten nie dziwi w zestawieniu ze statystykami czytelnictwa w Polsce. Pozostaje liczyć na intuicyjność oraz prostotę obsługi urządzenia i coraz bardziej powszechną znajomość języka angielskiego w narodzie. W razie kłopotów z angielskim można zmienić język menu czytnika na jeden z pozostałych dziewięciu do wyboru: niemiecki, hiszpański, francuski, włoski, japoński, holenderski, portugalski, rosyjski lub chiński.

 

Wersje językowe menu (pierwszy ekran) do wyboru w Kindle 7

 

Czytnik w czasie testu działał stabilnie zarówno podczas czytania jak i innych działań. Tylko raz udało mi się zawiesić zainstalowaną w czytniku przeglądarkę internetową. Dla usprawiedliwienia należy dodać, że odkąd pamiętam ta funkcja określana jest w kindelkach jako eksperymentalna przeglądarka (ang. Experimental Browser).

 

Ten jeden raz, kiedy przeglądarka internetowa odmówiła współpracy

 

Poza przeglądarką WWW, w czytniku dostępne jest niewiele więcej funkcji wykraczających poza najważniejszą, czyli czytaniem. Dwie pierwsze dodatkowe opcje rzucają się w oczy, ponieważ znajdują się na głównym ekranie. Jest to integracja z księgarnią Amazon (ikona z wózkiem na zakupy) oraz książkowym serwisem społecznościowym Goodreads, którego właścicielem jest Amazon (ikonka z literą „g”).

 

Trochę ukryta jest jeszcze jedna ciekawa funkcja czytników Kindle, a mianowicie możliwość synchronizacji czytanej książki między różnymi czytnikami. Do używania tej funkcji musimy korzystać z książki znajdującej się na naszym koncie w Amazonie i mieć łączność z internetem w urządzeniach używanych do czytania. Kiedy mamy otwartą książkę, w menu (np. Kindle) znajduje się opcja przejścia do ostatnio czytanej strony (ang. „Sync to Furthest Page Read”). W ten sposób lektura przerwana w domu na jednym urządzeniu (np. na tablecie z aplikacją Kindle) może być kontynuowana w podróży na czytniku Kindle.

 

Pierwsze uruchomienie

Pierwsze uruchomienie czytnika wymaga od nas podjęcia kilku decyzji. Najpierw należy wskazać język, w jakim będzie wyświetlane menu. Ten wybór można później zmienić w ustawieniach. Kolejnym krokiem jest połączenie czytnika z siecią wi-fi. Po uzyskaniu połączenia czytnik wymaga skojarzenia z istniejącym kontem w księgarni Amazon, lub stworzenia nowego konta. Jeżeli posiadamy już konto, należy użyć takiego samego adresu pocztowego oraz hasła jak przy logowaniu do sklepu. Jeszcze kilka ekranów pokazujących korzystanie z najważniejszych funkcji czytnika i można już z urządzenia korzystać.

 

Trzy kreski po prawej stronie okna startowego prowadzą do menu

 

Ekran startowy czytnika podzielony jest na kilka pól. Górne wyświetla nazwę czytnika po lewej i godzinę oraz stan naładowania baterii po prawej. Poniżej są ikony umożliwiające dostęp do głównych funkcji. Od lewej umieszczono: ekran domowy (ikona z domkiem), wstecz (strzałka w lewo), sklep (wózek na zakupy), wyszukiwanie (lupa), serwis Goodreads (litera „g”) oraz otwarcie menu (trzy poziome kreski). Środkową część ekranu startowego zajmują miniatury okładek książek znajdujących się w urządzeniu (opcja „On Device”) a poniżej albo reklamy (w wersji „Special Offers” lub „Spezialangeboten”) albo sugestie sklepu.

 

Informacja o usunięciu reklam, pozostaje wyłączyć sugerowane książki z dolnego rzędku

 

Wyłączanie reklam przerabiałem ze swoim czytnikiem i opisałem to tutaj. Drugim krokiem w moim przypadku było wyłączenie widoku sugerowanych książek zajmujących dół ekranu startowego po wyłączeniu reklam. Aby to zrobić należy wejść do menu (trzy kreseczki w prawy górnym rogu) a następnie wybrać kolejno Settings/Device Options/Personalise Your Kindle/Advanced Options/Cover View Recommendations ustawić na Off (wyłączone). Uff - wyłączone. Do głównego ekranu wracamy po wybraniu ikony z domkiem.

 

Sugerowane książki wyłączone

 

Zarządzanie książkami i chmura Amazon

 

Zarówno książki kupione w księgarni Amazon jak i te, które prześlemy do czytnika możemy znaleźć na naszym koncie. W każdej chwili możemy je podglądać i pobierać z poziomu czytnika (o ile mamy połączenie internetowe). W Kindle Touch 2014 można dość wygodnie zarządzać książkami na głównym ekranie. Mamy do wyboru dwie główne opcje, wyświetlanie zawartości pamięci wewnętrznej czytnika („On Device”) lub wszystkich dokumentów składowanych na koncie w sklepie (Cloud). To, co bardzo mi się w czytnikach Kindle podoba, to możliwość usuwania dokumentów właśnie z ekranu startowego. Nie trzeba szukać po katalogach, przełączać się na inne listy. Przytrzymanie palca na okładce wyświetla podręczne menu, a wybranie z niego pozycji „Remove from Device” (usuń z urządzenia) kasuje dokument. Plik pozostaje na koncie w Amazonie jeśli wysyłaliśmy go do czytnika bezprzewodowo. W tym menu znajduje się też opcja dodawania do kolekcji (Add to Collection), które w Kindelkach są odpowiednikiem katalogów i sposobem na porządkowania dokumentów.

 

Menu podręczne umożliwiające zarządzanie książką

 

Zarządzanie dokumentami w chmurze (opcja Cloud) wygląda inaczej. Z poziomu czytnika nie można nic skasować a tylko pobrać na czytnik lub dodać do kolekcji. Większe możliwości zarządzania tym, co jest składowane w chmurze mamy z poziomu komputerowej przeglądarki internetowej. Należy w tym celu użyć opcji „Manage Your Content and Devices”. Objętość chmury przeznaczona w Amazonie na nasze dokumenty to 5GB.

 

Zapraszam do lektury drugiej części testu Kindle Touch 2014, która dostępna jest tutaj.

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2014-12-01 20:47
Size matters-ish

 

E-book readers of the BookLikes Community, I have a question for you:

 

7 inch, 8 inch, 9 inch or 10 inch screen tablets/e-reader/devices for reading, which is better?

 

love,

 

your bookish friend whose possible cybermonday deal depends on screen size. ;)

 

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2014-09-14 20:45
Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2014 w Berlinie – część II

Zapraszam na drugą część relacji z targów IFA 2014. W poprzedniej wskazałem raczej na mało optymistyczne strony targowej rzeczywistości. Teraz chciałbym napisać, co w ofercie czytników e-booków zwróciło moją uwagę w sensie pozytywnym.

 

Kobo Aura H2O w akwarium

 

Kobo Aura H2O

Stoisko Kobo było w tym roku inne niż poprzednio, przede wszystkim mniejsze. Składało się z kilku stolików oraz stojących wokół nich foteli. Czytniki natomiast albo pływały w akwarium bądź znajdowały się w rękach osób siedzących przy stolikach albo, tak trochę ukryte, stały na półce z tyłu stoiska. Odgrodzenie czytników od potoku zwiedzających przy pomocy stolików i foteli nie wydało mi się dobrym pomysłem, ale za to spokojnie mogłem porozmawiać chwilę z przedstawicielem firmy i to na siedząco. A podczas prezentacji nurkującego w akwarium czytnika i tak zatrzymywały się większe grupy targowych gości. Nie ma tego złego...

 

Czytnik Kobo H2O nurkujący w akwarium od razu wstrzymywał przepływający potok zwiedzających

 

Według przedstawiciela Kobo firma, jako producent czytników, ma dużą niezależność od japońskiego właściciela (Rakuten) posiadając jednocześnie stabilne zaplecze finansowe. Jednak nie znaczy to, że będzie zasypywać rynek mnogością nowych modeli, raczej będzie się skupiać na dodawaniu nowych funkcji ułatwiających korzystanie z e-książek. Na rynku na pewno wciąż obecne będą: Kobo Glo, Kobo Aura i Kobo H2O. Aura HD znajdzie swojego następcę właśnie w postaci Kobo H2O. Mini, zgodnie z wcześniejszymi informacjami, będzie wycofywane i już teraz dostępne jest w zasadzie tylko na rynku brytyjskim dzięki długotrwałej umowie z WH Smith (i chyba również dofinansowaniu ze strony brytyjskich księgarzy jak sądzę). Według słów przedstawiciela Kobo, nie ma się co spodziewać tanich produktów tej firmy konkurujących ceną z podstawowym Kindle. Rozwój w rozumieniu tej marki to raczej dostarczanie urządzeń dla osób mogących więcej zapłacić i chcących używać czytnik najwyższej jakości z ciekawymi dodatkami. Nie ukrywam, że mnie Kobo od samego początku ujęło właśnie tymi ostatnimi. Przykładowo Kobo Mini, którego recenzowałem półtora roku temu, posiadał to coś, co nadawało mu odmienność od innych czytników, które wcześniej miałem w rękach – np. nagrody za czytanie. Niby niewiele, niby jak zbieranie naklejek „dzielny pacjent” u lekarza, ale w moim przypadku wzbudziło od razu pozytywną więź z czytnikiem. Na szczęście Kobo z tego nie rezygnuje nawet w nowszych wersjach oprogramowania. Zapewniono mnie, że nawet starsze czytniki (przynajmniej Glo) mają być objęte również w przyszłości aktualizacjami firmware'u.

 

Zabezpieczenie przed zalaniem Kobo Aura H2O

 

Skoro rozmawiałem o nowościach i elementach wyróżniających czytniki Kobo, to spytałem również o innowacje w nowym H2O. Nie da się ukryć, że wodoodporność jako pierwszy wprowadził na rynek PocketBook Aqua. Przedstawiciel Kobo nie zamierzał jednak w żaden sposób porównywać Kobo H2O i pionierskiego Pocketbooka. Podkreślił jednak wodoodporność H2O, nawiązanie pod względem wzornictwa do Aury HD, znakomity ekran (E-Ink Carta, 265dpi 1430 x 1080 pikseli) o wysokiej rozdzielczości i kontraście oraz (jednak) kolejną wdrożoną nowinkę, czyli regulację jasności oświetlenia przy pomocy gestu po lewej stronie ekranu. Ruch palcem po lewym marginesie od góry do dołu zmniejsza poziom światła, a z dołu do góry – odwrotnie.

 

Konkurenci na rynku niemieckim Tolino Shine (po lewej) i Kobo Aura H2O (po prawej)

 

Wodoodporność Kobo H2O nie ma oczywiście służyć czytaniu w rzęsistym deszczu lub pod wodą. Przedstawiciel firmy twierdził, że wdrożenie normy typu IP67 pojawiało się bardzo często, kiedy rozpytywali się wokoło, co nowego powinien mieć kolejny czytnik. A oznacza to nie tylko wodo ale i pyłoszczelność. Tak więc czytnik powinien być bardziej odporny na niesprzyjające warunki naokoło i dzięki temu – bardziej niezawodny.

Wodoodporność uzyskano między innymi poprzez zastosowanie gumowej zaślepki zabezpieczającej umieszczone na dolnej krawędzi czytnika gniazdo kart pamięci (microSD) i port microUSB. Zrezygnowano też z przesuwanego wyłącznika na górnej krawędzi urządzenia.

 

Sam czytnik prezentuje się bardzo dobrze. Przede wszystkim ekran robi znakomite wrażenie. Urządzenie pracuje bardzo szybko. Jedyne opóźnienia jakie zauważyłem, to przy otwieraniu i zamykaniu plików znajdujących się na włożonej przeze mnie karcie pamięci. Może wynikało to z indeksowania nowego księgozbioru, a może takie zadania trwają po prostu dłużej. Tego podczas krótkiego testowania sprzętu na targowym stoisku nie byłem w stanie ocenić. Może uda się w ramach dłuższego testu.

W każdym razie posiadacze bardziej zasobnego portfela, chcący mieć niebanalne, bardziej odporne na warunki zewnętrzne urządzenie o ekranie znakomitej jakości powinni zwrócić uwagę na Kobo H2O.

 

Alcatel Onetouch E-card

Miniaturowy czytnik jako rozszerzenie smartfona zaproponowany przez Alcatela to dla mnie chyba największe zaskoczenie targów IFA 2014. Spędziłem przy nim chwilę, bo bardzo mnie zaciekawił. W każdym razie nie tylko mnie. Aby wykonać kilka czytelnych zdjęć musiałem przy jednym ze stoisk spędzić dłuższą chwilę. Prezentowane tam zestawy składały się ze smartfonów Onetouch, czytników E-card oraz hmmm.... pilotów do telefonów (?). Gdy brałem do ręki jedno urządzenie, ktoś z boku sięgał już po drugie. Gdy fotografowałem drugie, pierwsze było w rękach kogoś następnego. Przypomniałem sobie kolejki w sklepach mięsnych za komuny... Przy produktach Alcatela Onetouch było jednak całkiem sporo osób.

 

Stoisko Alcatel Onetouch było oblegane

 

Okazuje się, że połączenie e-papieru z telefonem wciąż zaprząta uwagę producentów. Choć droga do sukcesu komercyjnego chyba wciąż daleka. A to okładka PocketBooka, którą pokazywano w zeszłym roku, najwyraźniej nie weszła do produkcji. A to Yotaphone, gdy w końcu trafił na rynek, nie wzbudził zbyt pochlebnych opinii i już ogłoszono specyfikację jego następcy. A to pierwsza partia Midia InkPhone Onyksa sprzedała się i od dłuższej chwili jest „Out of stock” na oficjalnej stronie „Official Onyx BOOX store”. Miejsce na rynku wciąż wydaje się być wolne.

 

Zestaw Alcatel Onetouch - smartfon, czytnik i pilot

 

Do grona firm zainteresowanych papierem elektronicznym połączonym z telefonami dołączył właśnie teraz Alcatel. Idea pracy E-carda jest taka, że ma oszczędzać baterię smartfona poprzez wyświetlanie czytanej książki na miniaturowym ekranie wykonanym z papieru elektronicznego. No, może nie tak miniaturowym jak w zegarkach, które wypuszcza każdy „szanujący się” producent. Ale jednak z rodzaju tych najmniejszych z najmniejszych czytników. W tym czasie oczywiście telefon działa, ale ma wyłączony najbardziej prądożerną część, czyli wyświetlacz przekazując niektóre funkcje czytnikowi.

Pierwsza część zestawu składa się więc z aplikacji uruchomionej na telefonie i przesyłającej sukcesywnie tekst do czytnika. W przypadku Alcatela Onetouch jest to prosta aplikacja o mało odkrywczej nazwie Onetouch iReader. Można przesyłać też do czytnika np. zdjęcia (może być przydatne przy bilecie elektronicznym). Po nawiązaniu połączenia czas na przejście do drugiego elementu zestawu, czytnika E-card. Sam czytnik jest niewielki (ekran o przekątnej 3,5 cala) i z wyglądu przypomina bardzo mały tablet. Podobieństwo do tabletu wynika z tego, że ekran stanowi gładką powierzchnię, bez osadzonego ekranu w zagłębieniu jak do tego jesteśmy przyzwyczajeni z większości eCzytników. Przedni panel wygląda pod tym względem podobnie jak to jest w Kobo Aura. Sam w sobie E-card jest tylko terminalem dla telefonu. Poza czytaniem może on służyć do wyświetlania prognozy pogody, informacji o przychodzących rozmowach telefonicznych i treści SMSów.

 

Alcatel E-card z prognozą pogody na wyświetlaczu

 

Wspomniana wcześniej trzecia część zestawu pozostaje dla mnie dość zagadkowa i jest jakby pilotem do sterowania telefonem, gdy ten drugi jest w plecaku czy np. podłączony do sprzętu audio.

Według zapewnień przedstawicielki firmy czytnik E-card powinien pojawić się na rynku europejskim jeszcze w tym roku.

 

Polski e-book wyświetlał się poprawnie, choć mam wrażenie, że były kłopoty z dzieleniem wyrazów

 

Alcatel Onetouch E-card wydaje się ciekawą propozycją na przykład dla osób, które mają kłopoty z zasilaniem swojego smartfona. Może też dla takich, którzy niekoniecznie i nie w każdym otoczeniu chcą się chwalić swoim nowym wielgachnym phabletem, albo ciągłe sięganie po smartfona sprawia im kłopot a chcieliby poczytać na miłym dla oka ekranie.

 

Onyx Midia InkPhone

Na stoisku Onyxa znaleźć można było wszystkie produkty obecne w ofercie. Moją uwagę jednak zwrócił przede wszystkim telefon z ekranem E-Ink.

 

Onyx zaprezentował szeroką ofertę swoich produktów

 

Bez bicia mogę się przyznać, że sięgając po telefon Onyksa spodziewałem się bezwładnego ekranu z ociężałym Androidem i spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Pierwsza myśl była mniej więcej taka – „w jaki sposób mogli zrobić tak sprawnie działający smartfon bez gigabajtów pamięci, gigaherców w procesorze i najnowszych dedykowanych układów graficznych?”... A jednak można. No może nie do końca, bo sam nie wiem, czy można InkPhone'a nazwać smartfonem, skoro nie posiada możliwości pracy w trybie 3G. W każdym razie wiele smartfonowych cech posiada i zdaje się je realizować całkiem sprawnie. Jak to działa w praktyce na dłuższą metę trzeba się będzie przekonać samemu przy dłuższym obcowaniu, lub poczekać na niezależne recenzje użytkowników. Ale bez dwóch zdań jest to urządzenie, któremu warto przyjrzeć się dokładniej.

 

Ekran aplikacji w Midia InkPhone

 

Midia InkPhone pracuje pod kontrolą dość leciwej wersji Androida 2.3. Nie trzeba go rootować-cudować, ponieważ jest od razu otwarty dostęp do Android Market. Te aplikacje, które mają szansę działać na Androidzie 2.3, można pobrać (raczej przez wifi niż EDGE) i używać. Uruchomiona przeze mnie testowo aplikacja Amazona nie sprawowała się zbyt dobrze, ale inny program (nie pomnę jego nazwy) przykładowego e-booka wyświetlał poprawnie i sprawnie. Dotykowy ekran o przekątnej 4,3 cala robi dobre wrażenie przede wszystkim dzięki bardzo szybkiej reakcji zarówno na dotyk jak i podczas przechodzenia do wyświetlania kolejnych treści. Telefon jest lekki, sprawia wrażenie dobrze wykonanego i tylko czekać na jego dostępność.

 

Tolino Shine (po lewej) i Onyx Boox M96 (z prawej) z ekranem o przekątnej 9,7 cala

 

PocketBook Sense

PocketBook, podobnie jak Onyx, pokazał kilka nowych produktów takich jak model Ultra, InkPad i premierowy Sense. Stoisko to okazało się pełnym innowacji. To producent, którego warto pochwalić za poszukiwania nowych rozwiązań, które przypadną do gustu czytelnikom.

 

Wyposażony w aparat fotograficzny PocketBook Ultra wyświetla wykonaną przed chwilą fotografię

 

Ze zrozumiałych względów największe zainteresowanie wzbudzał nowy czytnik PocketBook Sense, który wkrótce ma się znaleźć na rynku europejskim. W jego nazwie ukryta jest najciekawsze rozwiązanie zastosowane w tym urządzeniu. Jest to mianowicie czujnik umożliwiający automagiczną regulację poziomu oświetlenia ekranu. W warunkach hali targowej trudno mi było przetestować wpływ takiego rozwiązania na komfort czytania. Ale przysłanianie ręką czujnika zmieniało poziom oświetlenia więc sam mechanizm działa, tyle mogę potwierdzić. Podobna funkcjonalność obecna w moim komputerze przyprawiała mnie o ból głowy i wyłączyłem w kilka godzin po uruchomieniu. Mam nadzieję, że przy ekranie z papieru elektronicznego sprawdzi się znacznie lepiej.

 

Czujnik światła w PocketBooku Sense zamontowano w górnej części ramki ekranu

 

Sam czytnik ma być produktem wyróżniającym się między innymi ze względu na okładkę. Niestety nie umożliwia ona postawienia czytnika na stole, co jest moją ulubioną funkcją tego rodzaju akcesoriów. Lubię czytać przy jedzeniu i tak się przyzwyczaiłem do okładki z podstawką w Kindle 3, że denerwują teraz mnie książki papierowe, które muszę czymś podpierać przy śniadaniu :) Wygląd upodobniający materiał okładki do krokodylej (?) skóry to kwestia gustu, ale sprawia solidne wrażenie. Czytnik będzie sprzedawany razem z okładką. Klapka chroniąca ekran Sense daje się łatwo odginać do tyłu i nie zasłania przy tym przycisków zmiany stron, w które na szczęście wyposażony jest czytnik. Zachowano też inne cenione przez użytkowników PocketBooka cechy, a więc gniazdo kart microSD, obsługę wielu formatów i niewielką wagę urządzenia (175 g).

 

Okładka PocketBook Sense w pełnej krasie

 

Zastosowany w Sense ekran E-Ink Pearl sprawia bardzo dobre wrażenie, podobnie jak kolor oświetlenia. Na szczegółowe wrażenia przyjdzie jednak poczekać aż czytnik wejdzie do sprzedaży.

 

Ekran PocketBook Sense sprawia bardzo pozytywne wrażenie

 

Podsumowując, moje obserwacje skłaniają mnie do refleksji, że targi IFA 2014 mogą budzić mieszane uczucia na temat rozwoju rynku czytników. Wszyscy wydają się zmagać z dominacją Amazona jednocześnie bazując na jednym dostawcy ekranów (E-Ink), co ogranicza konkurencję. Z jednej strony widać więc zmniejszenie oferty ze strony firm, które zajmowały się czytnikami całkiem poważnie (TrekStor) jak i przy okazji (Wexler, Manta). Z drugiej strony jednak warto zauważyć wysiłki pozostałych, aby zaproponować coś, co będzie wyróżniać się spośród obecnych na rynku modeli, co być może dostarczy czytelnikom więcej frajdy z czytania i co daje nadzieje na przyszłość.

 

P.S.

Zapraszam na relację z targów IFA 2015 - "Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2015 w Berlinie – część I".

Like Reblog Comment
review 2014-09-04 06:04
Tolino Shine – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem HD 6” - recenzja część II

Druga część recenzji czytnika e-booków Tolino Shine, czyli niemieckiej odpowiedzi na dominację czytników Amazon Kindle. W pierwszej części omówiłem pozycję Tolino w krajach niemieckojęzycznych, w tej części opiszę korzystanie z czytnika i wyróżniające go cechy.

 

Konstrukcja eCzytnika

Tolino Shine sprzedawany jest w dość standardowym zestawie zawierającym samo urządzenie, kabel USB oraz trzy krótkie broszurki po niemiecku. Całość jest zamknięta w solidnym tekturowym opakowaniu. Obecnie na rynku są dwie wersje kolorystyczne: brązowa i ciemnoszara. Obydwie nie wzbudziły mojego zachwytu, jednak przyznam, że po dłuższym obcowaniu z wersją brązową moja niechęć wyraźnie zmalała. Może wynika to z bardzo przyjemnej faktury plastiku obudowy oraz wrażenia solidności, gdy czytnik bierze się do ręki a może to po prostu ładny kolor (nieeee, nie napisałem tego, ten kolor wciąż jest paskudny, choć teraz już mi to nie przeszkadza).

 

Tolino Shine

 

Jak na czytnik pozbawiony fizycznych przycisków, za to z dotykowym ekranem, ma owych przycisków całkiem sporo.... bo aż trzy. Największy z nich, znajdujący się pod wyświetlaczem, służy do wywoływania ekranu startowego. Aby zadziałał, należy do nacisnąć dość solidnie, co z jednej strony sprawia wrażenie toporności ale z drugiej zapobiega przypadkowym naciśnięciom gdy trzymamy urządzenie w ręku chwytając go od dołu. Pozostałe dwa przyciski znajdują się na górnej krawędzi. Ten po prawej służy jako przełącznik oświetlenia ekranu a przy dłuższym przytrzymaniu bezpośrednio wywołuje menu pozwalające regulować poziom natężenia światła bez potrzeby przedzierania się przez różne pozycje w menu. Sprytne i wygodne. Natomiast trzeci guzik to w sumie nie przycisk ale suwak. Przesunięcie go w prawo uruchamia lub wyłącza urządzenie. Najważniejszych przycisków czyli tych od zmiany stron w Tolino Shine niestety brak. Pewnie, jak w innych podobnych czytnikach, uznano, że dotykowy ekran to już i tak zbytek luksusu w tej cenie i fizyczne przyciski do zmiany stron nie przysługują.

 

Pod ekranem znajduje się przycisk "Home"

 

Wyłącznik umieszczono po lewej stronie na górnej krawędzi czytnika

 

Światełkiem zawiaduje przycisk po prawej stronie górnej krawędzi Tolino Shine

 

Dolna krawędź recenzowanego czytnika e-booków zawiera dwa gniazda, które przy codziennym użytkowaniu są ukryte pod wysuwaną klapką. Jedno z nich to standardowe wejście microUSB a drugie można wykorzystać do rozbudowy czytnika za pomocą kart pamięci microSD lub microSDHC. Czytnik obsługuje karty o pojemności do 32GB. Gniazdo USB służy do ładowania urządzenia lub przesyłania z komputera plików książkowych przez kabel. Jeśli się dokładnie przyglądnąć, to jest jeszcze malutki otworek opisany jako „Reset”, jak się domyślam służy do restartowania urządzenia przy całkowitym zawieszeniu systemu. Mnie jednak taki przypadek się nie trafił i nie przetestowałem tej funkcji. W związku z tym trudno mi uwierzyć, że w Tolino rzeczywiście jest Android. Ale może kiedyś się jeszcze przydarzy i reset....

 

 

Gniazda ukryte pod zmyślną klapką w dolnej krawędzi

 

Parametry

Testowany czytnik e-książek pracuje pod kontrolą zamkniętej wersji systemu Android (2.3.4 Gingerbread). Wcześniejsze wersje oprogramowania Tolino Shine doczekały się rootowania ze strony użytkowników. W recenzowanej przeze mnie wersji (firmware 1.4.6) na razie brak jest takiej możliwości, więc nie miałem okazji instalować żadnych zewnętrznych aplikacji.

 

Informacja o dostępnej pamięci czytnika

 

 

Z 4GB pamięci wewnętrznej zainstalowanych w urządzeniu dla użytkownika dostępne jest około 2,1GB. Przy korzystaniu z książek w formacie EPUB miejsca nie powinno zabraknąć, a na większe lub liczniejsze pliki zawsze jest jeszcze w odwodzie karta pamięci. Zamontowany procesor pracuje z częstotliwością 800MHz co wydaje się wartością dużą i czytnik faktycznie dobrze reaguje na dotyk a w czasie zmiany stron czy wybierania pozycji w menu nie ma specjalnych opóźnień. Jednak mam wrażenie, że w porównaniu z innymi czytnikami, dość długo trwa zmiana parametrów wyświetlania książek takich jak wielkość i krój czcionki czy marginesy. Ale takie czynności wykonuje się raz na jakiś czas i nie wpływa to na komfort pracy z czytnikiem.

 

Tolino Shine (po lewej) i Kindle Paperwhite (włączone menu regulacji oświetlenia)

 

 

Wymiary czytnika są standardowe i zbliżone do innych urządzeń z ekranem o przekątnej 6 cali. Na uwagę zwraca chyba tylko waga Tolino Shine. Wciąż należy on do najlżejszych eczytników z dotykowym ekranem i oświetleniem. Lżejszy jest chyba tylko najnowszy NOOK GlowLight wprowadzony na rynek w roku 2013 (podobnie jak Tolino Shine) i PocketBook Ultra. Różnica w ciężarze jest jednak raczej trudna do zauważenia (np. Tolino jest lżejszy o 23g w porównaniu z Kindle Paperwhite 2).

 

Ekran

Ekran decyduje o komforcie czytania. W Tolino Shine zastosowano sześciocalowy wyświetlacz (przekątna 15,24 cm) o wysokiej rozdzielczości 1024x758 pikseli. Przekłada się to na obraz dobrej jakości a każda z dostępnych w czytniku czcionek reprezentuje się dobrze. Podczas czytania trudno jest zauważyć pozostałości z poprzednich stron, znane z innych czytników z technologią ekranu elektronicznego pod nazwą ghosting. Niedociągnięcia z wyświetlaniem liter zdarzają się w miejscach, gdzie przed chwilą wyświetlane było okno z menu (np. regulacji poziomu oświetlenia) lub ilustracja z dużą ilością czarnych elementów. W Tolino Shine można ustawić pełne odświeżanie ekranu co jedną, dziesiątą, dwudziestą...., setną stronę lub w ogóle je wyłączyć.

 

Ustawienia pełnego odświeżania ekranu Tolino Shine

 

 

Oświetlenie ekranu poprawia kontrast i umożliwia komfortowe czytanie tam, gdzie brak jest wystarczającej ilości światła naokoło (ciemne poczekalnie, przyciemnione autobusy miejskie prowadzone przez „oszczędnych kierowców” wyłączających oświetlenie, wagon kolejowy z przepalonymi świetlówkami i inne lokalne udogodnienia cywilizacyjne). Ta właściwość czytnika została dobrze zaprojektowana. Kolor i rozłożenie światła na ekranie w Tolino Shine należy do przyjemnych. Bliżej mu w tym do Kobo i pierwszej wersji Kindle Paperwhite niż np. do pierwszych podświetlanych Nooków czy Onyksów. Po bardziej uważnym przyglądnięciu się, można zauważyć nierównomierności rozprowadzania światła, szczególnie w dolnej części ekranu. Podobnie wygląda to w pierwszej wersji Paperwhite. Zaglądając od góry pod obudowę, na dolny brzeg ekranu, daje się też bez problemu dostrzec pięć diod podświetlających. Diody można całkowicie wyłączyć w razie potrzeby. Dla mnie komfortowy poziom natężenia światła wahał się od 1/3 do 2/3 natężenia. Ustawienie największej jasności daje bardzo intensywne światło.

 

Ustawianie oświetlenia rozwiązano bardzo przyjaźnie. Przede wszystkim natężenie światła można regulować płynnie w dużym zakresie. Po drugie, można to robić albo z menu, albo poprzez naciśnięcie i przytrzymanie przycisku włączającego światło. Natomiast krótkie naciśnięcie tego przycisku po prostu włącza lub wyłącza diody.

 

Oprogramowanie

Czytnik do testu kupiłem z zainstalowanym oprogramowaniem wewnętrznym w wersji 1.2.0. Natychmiast po włączeniu czytnika i podłączeniu go do wifi wyświetlona została informacja o dostępnej aktualizacji (Für Ihnen tolino steht ein Software-Update zur Verfügung). Skwapliwie skorzystałem z tej możliwości, ponieważ późniejsze (od 1.4.5) wersje firmware'u dodawały obsługę w języku angielskim. Czytnik sprawnie pobrał plik z aktualizacją o wielkości około 76MB i automagicznie przystąpił do dzieła. Aktualizacja przebiegła bez żadnych zgrzytów. Po wejściu do głównego ekranu, wybraniu przycisku menu w lewym górnym rogu i przejściu do opcji „Sprache / Language” mogłem więc wybrać „English” i potwierdzić wybór przy pomocy „Übernehmen”. Po chwili oczekiwania miałem już wersję anglojęzyczną, co umożliwiło mi napisanie tej recenzji. Z taką też wersją zapewne poradzi sobie więcej osób niż z niemiecką. Adekwatnie do wybranej wersji językowej w bibliotece pojawią się instrukcja obsługi w wybranym języku.

 

Informacja o wersji firmware zakupionego czytnika

 

Od tej pory nie miałem potrzeby uruchamiania systemu od nowa. W codziennym użytkowaniu czytnik startuje natychmiast, ponieważ pozostawiony sam sobie (lub wyłączony przyciskiem) nie wyłącza się całkowicie a tylko usypia. W trybie czuwania na ekranie wyświetlana jest informacja „Hush... tolino is sleeping.” a oświetlenie zostaje całkowicie wygaszone.

 

 

Niemieckojęzyczna wersja wygaszacza ekranu

 

Zarządzanie książkami i chmura Deutsche Telekom

Atutem przemawiającym za wyborem właśnie Tolino i elementem zdecydowanie wyróżniającym te czytniki (Shine oraz Vision) spośród mniej zaawansowanych urządzeń jest możliwość korzystania z przestrzeni dyskowej w chmurze obsługiwanej przez Deutsche Telekom. Do dyspozycji posiadacz czytnika otrzymuje 25GB oraz bezpłatny dostęp do około 25 tys. punktów bezprzewodowego dostępu do internetu na terenie Niemiec. Co prawda przeglądarka internetowa w Tolino Shine ma bardzo podstawową funkcjonalność, ale awaryjnie można z niej korzystać.

 

Telekom HotSpot podłączony

 

 

W Polsce usługa bezpłatnych hotspotów T-mobile nie działa. Tolino łączy się, ale wymaga zalogowania poprzez podanie nazwy użytkownika i hasła użytkownika usługi T-mobile. Natomiast test przyłączenia do niemieckiego hotspotu przebiegł pomyślnie. Czytnik połączył się z siecią bez problemu.

 

Panel zarządzania chmurą w niemieckiej księgarni Thalia

 

Usługa TelekomCloud umożliwia równocześnie rzecz chyba najważniejszą, czyli dostęp do zakupów oraz synchronizację podczas czytania. Pierwsza cecha wynika z powiązania czytnika z księgarnią. Zakupione przez użytkownika publikacje od razu lądują na jego koncie w chmurze i są jednocześnie widoczne na czytniku podłączonym do internetu. Zakupu książek w powiązanej z nim księgarni można też dokonać bezpośrednio z urządznia. Druga cecha chmury jest również bardzo ciekawa, a umożliwia ona synchronizację ostatnio czytanego miejsca w książce na wielu (do 5) różnych urządzaniach. Może to być zarówno czytnik Tolino jak i aplikacje księgarni działające na różnych urządzeniach np. tablecie, smartfonie czy komputerze. Oczywiście wymagane jest wtedy połączenie danego urządzenia z internetem w momencie, gdy kończymy czytać. Synchronizacja taka powoduje czasami w recenzowanym czytniku lekkie opóźnienie w powrocie do ekranu startowego z czytanej właśnie książki. Czytnik aktywuje wtedy połączenie sieciowe (które jest wyłączane co jakiś czas zapewne dla zaoszczędzenia baterii), przesyła do chmury dane o ostatnio otwartej lokalizacji w książce. Czasami więc można mieć wrażenie, że czytnik reaguje opornie na przejście do ekranu startowego, ale nie zawsze się to zauważa. Nie czuć tego także jeśli przerywamy czytanie i po prostu zostawiamy czytnik do uśpienia.

 

Wygląd aplikacji Thalia do obsługi chmury dla iOS

 

Oczywiście w księgarni dostępne jest też zwykłe pobieranie pliku EPUB. Nie ma obowiązku korzystania z chmury i bez logowania do niej czytnik może normalnie funkcjonować. Jeśli więc ktoś chce wgrywać książki bezpośrednio do czytnika, nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań. Po podłączeniu czytnika do komputera jest on widoczny jako napęd USB (podobnie karta pamięci o ile jest włożona do czytnika). Książki można wgrywać zarówno do pamięci głównej urządzenia jak i na kartę (widoczną w komputerze jako dodatkowy dysk). Wystarczy wtedy skopiować plik EPUB do katalogu „Books” a po odłączeniu od komputera książka będzie widoczna w czytnikowej bibliotece. Do zarządzania książkami można też bez problemu korzystać z popularnego programu calibre. W takim przypadku, nawet posiadając bibliotekę w postaci plików MOBI, program sam zadba o konwersję na format EPUB.

 

Stan synchronizacji zawartości czytnika z chmurą

 

Korzystanie z konta w niemieckiej księgarni z punktu widzenia polskiego użytkownika może być zrazu utrudnione. Można sobie zadać pytanie, czy recenzja takiego czytnika w naszych warunkach ma sens. Ale „przeciwności” w postaci dopasowania do rynku niemieckiego można z pożytkiem wykorzystać i u nas.

 

 

W moim przypadku księgarnia internetowa Thalia nie przewidziała, że może zakładać u nich konto ktoś spoza krajów niemieckojęzycznych. Zrazu na konto próbowałem zalogować się na stronie WWW księgarni, ale ostatecznie zrobiłem to poprzez czytnik. Podany przeze mnie polski adres zamieszkania nie został przyjęty. Koniec końców wpisałem więc lokalizację paczkomatu w Berlinie. Nie wiem, czy da się w nim mieszkać i nie zamierzam się do niego przeprowadzać, ale ważne, że system księgarni przyjął takie „miejsce zameldowania”. Dzięki temu mogę w pełni korzystać z zalet czytnika i przetestować wszystkie funkcje.

 

Trochę gorzej a może po prostu mniej logicznie wygląda zarządzanie książkami od strony czytnika. A konkretnie mam na myśli usuwanie książek bo jest ono zorganizowane dość zaskakująco. Otóż aby skasować książkę z pamięci urządzenia nie wystarczy jej usunąć z „mojej biblioteki”. Tak „wykasowane” pozycje będą wracać przy kolejnej aktualizacji zawartości biblioteki, ponieważ pliki nie są w ten sposób kasowane w czytniku. Takie ponowne objawienie książki może na przykład nastąpić po włożeniu do urządzenia karty pamięci. Na dłuższą metę jest to męczące. Po co usuwać książki, które raz po raz będą się znowu pojawiać? Do trwałego wykasowania plików z czytnika należy za to użyć opcji czyszczenia pamięci! W tym celu trzeba wejść do menu głównego Tolino, wybrać opcję „Memory” i dalej „Clear memory”. Zrazu bałem się użyć tej opcji spodziewając się, że nastąpi zupełne wyczyszczenie zawartości czytnika. Po doczytaniu w instrukcji obsługi dowiedziałem się jednak, że można w ten sposób też usunąć tylko wybrane pliki. Należy je zaznaczyć na liście i tylko one są kasowane w urządzeniu. Nie wpływa to na zawartość naszego konta w chmurze.

 

Wybór książek do skasowania (czytnik z ekranem czarno-białym, ale zrzuty ekranu robi kolorowe)

 

Formaty plików z książkami

Tolino nie wspiera szerokiego zakresu formatów książek do czego nas przyzwyczaili inni dostawcy czytników (oczywiście poza Amazonem). W zasadzie przeznaczone jest do czytania pików EPUB. Nie napotkałem z nimi (pliki z polskich księgarń) żadnych problemów. W szczególności polskie znaki wyświetlane były prawidłowo. Nie ma więc obawy, że czytnik nie sprawdzi się w polskich warunkach.

W specyfikacji podano, że Tolino otwiera również pliki TXT oraz PDF. W praktyce okazało się, że ignoruje MOBI (czego się można było spodziewać).

 

Wygląd przykładowej strony z pliku PDF bez powiększenia

 

 

Niestety, książki w formacie PDF obsługiwane są bardzo słabo. Można plik PDF otworzyć, można powiększyć poszczególne strony aby odczytać komfortowo tekst. Ale nawigowanie po powiększonej stronie jest utrudnione. Przetwarzanie stron trwa zdecydowanie za długo, szczególnie jeśli zawierają one zdjęcia. Po powiększeniu tekst jest czytelny i łatwo przejść do następnej strony, jak w zwykłym e-booku. Jednak powiększenie ustawione na jednej stronie nie działa już na następnej i za każdym razem należy ponawiać przeskalowanie. Na dłuższą metę jest to dość męczące. Ratunkiem w takich przypadkach w wielu innych czytnikach (nawet dość prostych, takich jak np. recenzowany tutaj TrekStor Pyrus Mini) bywa często tryb tekstowego wyświetlania plików PDF – tak zwany reflow. I takowy tryb Shine posiada. Na niewiele jednak się to zdaje, ponieważ w odróżnieniu od testowanych do tej pory przeze mnie czytników, książka wyświetlana w taki sposób na Tolino przypomina sieczkę. Wszystkie akapity a czasami nawet poszczególne słowa (zależy to od testowanego przeze mnie pliku) są posklejane i czytanie tego nie ma po prostu sensu.

 

Książka w formacie PDF niby w trybie reflow

 

Podobnie bez rewelacji czytnik spisuje się w zakresie grafik zawartych w tekście. Nie znalazłem możliwości powiększenia ilustracji czy wyświetlenia ich osobno. Tu skazani jesteśmy na wydawnictwo a ewentualnych zaniedbań czytnik nie poprawi. Jeśli książka została złożona poprawnie – ilustracja będzie czytelna. W innym przypadku z użytecznością rycin może być kłopot.

 

Już dziś zapraszam na trzecią część recenzji Tolino Shine, która ukaże się w najbliższych dniach.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?