logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: inkbook-lumos
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
review 2019-12-11 06:30
Aplikacja Empik Go na czytniki inkBook, realna ALTERNATYWA dla WYPOŻYCZALNI Legimi

Arta Tech oraz sieć księgarska Empik rozpoczynają na poważnie walkę o czytelników abonamentowych. Do tej pory usługa Empik Go współpracowała tylko z aplikacją mobilną przeznaczoną na telefony lub tablety. Nie sprzyjało to wygodzie przy dłuższym czytaniu. W końcu jednak wypożyczalnia Empik Go  trafia także na czytniki książek. Na razie (?) są to tylko urządzenia marki inkBook, dostarczane przez Arta Tech. Tym samym Empik Go może stać się realną alternatywą dla wypożyczalni Legimi.

 

inkBook Prime HD

Empik Go na czytnikach inkBook

 

Co to jest Empik Go?

To rodzaj abonamentu, który umożliwia czasowy dostęp (wypożyczanie) e-booków oraz audiobooków przy wnoszeniu comiesięcznej opłaty. Abonent otrzymuje dostęp do oferty księgarni, tak długo, jak długo płacony jest abonament. Po zakończeniu opłaconego okresu (lub przerwaniu płatności) dostęp zostaje zakończony. Nie można też wtedy słuchać lub czytać książek wcześniej wypożyczonych. Po ponownym opłaceniu, wcześniej wypożyczone pozycje powinny być znowu widoczne na koncie.

 

Empik Go to wypożyczalnia reklamująca się jako "najszersza oferta" choć to w usłudze Legimi jest więcej tytułów

 

Nie wszystkie wydawnictwa zgadzają się na taki model, więc oferta e-booków do wypożyczenia jest uboższa niż w „zwykłej” księgarni z e-bookami. Szczególnym przykładem są (najpopularniejsze w Polsce) czytniki Kindle. Obsługuje je obecnie (wspomniana wyżej) tylko wypożyczalnia Legimi. Oferta dla tych urządzeń wciąż jest trochę bardziej ograniczona, ponieważ niektórzy wydawcy nie zgodzili się na udostępnianie e-booków na te czytniki. Również sposób ich obsługi, spowodował nałożenie limitu siedmiu lub dziesięciu książek miesięcznie udostępnianych na te urządzenia.

 

Obydwie wspomniane usługi (Legimi, Empik Go) działają już na czytnikach książek. Legimi wspiera obecnie (wybrane) czytniki marki Onyx, inkBook, PocketBook oraz Kindle. Zaś Empik Go na początku oferowano tylko lektury szkolne w aplikacji mobilnej. Od tego czasu minął rok i oto mamy nie tylko szeroką ofertę e-booków ale i trafia ona także na czytniki. Na razie (?) tylko marki inkBook. Aplikację można uruchomić na modelach znajdujących się w bieżącej ofercie: inkBook Lumos, inkBook Prime HD oraz inkBook Explore. Prawdopodobnie będzie ona także działać na starszych modelach z dotykowym ekranem. [Aktualizacja: aplikacja Empik Go powinna działać także na modelach:  inkBOOK Prime, Classic 2, Obsidian - w razie kłopotów z instalacją proszę o kontakt ze wsparciem Empiku: go@empik.com]

 

Empik Go kontra Legimi

Aplikacja Empik Go została 9 XI 2019 r. udostępniona w inkBook Apps i od tego czasu można z niej korzystać. Porównanie z wypożyczalnią Legimi jest tu nieuchronne, ponieważ ta pionierska na naszym rynku usługa (póki co) u nas dominuje.

 

Empik Go na czytniku inkBook Prime HD

Empik Go wśród aplikacji w inkBook Apps

 

Aby czytać wypożyczone książki na inkBooku, trzeba je najpierw dodać na półkę. W Legimi możemy to robić zarówno z poziomu aplikacji mobilnej, strony WWW jak i aplikacji na czytniki marki inkBook. W Empik Go kluczowym elementem jest aplikacja mobilna (tablet, smartfon). To w niej przeszukujemy katalog i wypożyczamy książki. W niej także można słuchać lub czytać. Nie da się (jak w Legimi) zarządzać swoim księgozbiorem z poziomu czytnika lub strony WWW. Specjalna wersja aplikacji Empik Go działa teraz także na czytnikach inkBook, ale tutaj tylko pobierane są książki, które już zostały wcześniej wypożyczone w aplikacji mobilnej.

 

E-booki do czytania na czytniku, wcześniej dodać trzeba w aplikacji mobilnej Empik Go

 

Już teraz oferta Empik Go może być warta rozważenia dla kogoś, kto ma czytnik inkBook i szuka alternatywy dla wypożyczalni Legimi. Warto wiedzieć, że nie wszystkie tytuły, które ma w ofercie Legimi, da się znaleźć w wypożyczalni Empik Go. Ilość polskojęzycznych tytułów wciąż w ofercie Empik Go jest mniejsza niż w abonamencie Legimi. Ale i w Empik Go znajdują się takie tytuły, których (w tym momencie?) brak w katalogu wypożyczalni Legimi. Jako przykład niech posłużą trzy tytuły, które na pierwszy rzut (listopad 2019 r.) wybrałem do czytania w Empik Go. To „Chciwość” Marca Elsberga, „Pastrami” Malcolma XD z Wydawnictwa W.A.B. oraz „Christine. Powieść o Krystynie Skarbek” Vincenta V. Severskiego z Wydawnictwa OsnoVa. Być może to kwestia opóźnienia w dodawaniu do Legimi nowości wydawniczych, a może świadome kreowanie nowej usługi Empiku. Trudno mi to ocenić na 100%.

 

 

Książki dostępne w abonamencie, są oznaczone w aplikacji mobilnej ikonką "A"

 

Legimi i Empik Go

 

Legimi

Empik Go

dostępność e-booków

30 500

25 000

platformy

aplikacja mobilna (Android OS, iOS), czytniki (Kindle, PocketBook, inkBook)

aplikacja mobilna (Android OS, iOS), czytniki (inkBook)

zarządzanie

strona WWW, aplikacja mobilna, aplikacja na czytniki inkBook

aplikacja mobilna

sposoby płatności

umowa 12 mies., bez umowy, comiesięczne opłaty u operatora telefonicznego lub w Legimi

comiesięczne opłaty w Empiku

ilość urządzeń do jednego konta

4

2

 

Obydwie usługi różnią się wielkością i rodzajem oferty. Legimi obecnie oferuje ok. 30,5 tys. e-booków oraz ok. 3 tys. audiobooków z lektorem w języku polskim (zwykłe audiobooki i synchrobooki). Wraz z wydawnictwami obcojęzycznymi, powinno to być ponad 60 tys. tytułów. W Empiku zaś można wybierać spośród 40 tys. zarówno polskojęzycznych jak i obcojęzycznych e-booków oraz 4 tys. audiobooków. Nie wiem, ile w tym momencie (grudzień 2019 r.) jest tytułów w języku polskim. Ostatnio podana liczba dotyczyła 25 tys. książek.

 

Prezent od Huawei, 30 dni dostępu do Empik Go, można odebrać do 24 X 2020 r. (o ile jeszcze będzie dostępny)

 

Aby się przekonać, która oferta nam bardziej odpowiada, warto skorzystać z okresu testowego. Zarówno w Legimi, jak i w Empiku można się zapisać na 14 dni bezpłatnych testów. Trzeba się zarejestrować w usłudze i podać numer karty płatniczej, która będzie obciążana co miesiąc w razie przedłużenia abonamentu. W sklepach stacjonarnych Empik niektórzy klienci otrzymywali ostatnio bezpłatnie kody na 30 dni. Również Huawei w swojej Huawei AppGallery ma taką opcję jako prezent. Można sobie aplikację zainstalować (np. z pliku APK), wejść do opcji prezentów i odebrać kod na 30 dni. Wraz z 14 dniami od Empiku, daje to całkiem długi okres na zapoznanie się z usługą. Liczba kodów udostępnionych w Huawei AppGallery jest ograniczona. Początkowo miałem dla Was otrzymać podobne kody bezpośrednio z Empiku, ale coś nie pykło i na obietnicy się skończyło. Proponuję więc skorzystać z oferty Huawei. Z kolei rejestrując się po raz pierwszy w Legimi z mojego odsyłacza, także możecie otrzymać 30 dni bezpłatnego testowania (kiedy mam aktywny abonament).

 

Zarówno Legimi jak i Empik Go można przetestować nieodpłatnie przez 14 dni (źródło; empik.com)

 

Cenowo, obie omawiane oferty różnią się w zależności od rodzaju umowy. W przypadku Legimi najtańszy jest dostęp do e-booków oferowany za pośrednictwem operatora telefonii komórkowej (19,99 PLN/mies.). W Empiku najtańsza jest oferta obejmująca tylko lektury szkolne (9,99 PLN/mies.). Ale porównując pełny abonament ale bez wielomiesięcznej umowy – Empik jest tańszy o 10 PLN (abonament z e-bookami) lub o 5 PLN (abonament także z audiobookami). Nie przesądza to jednoznacznie o wygranej Empiku, ponieważ w Legimi jest więcej książek, więcej urządzeń możemy przypisać do jednego konta i szersza jest oferta dla posiadaczy czytników (obejmuje dostęp na czytnikach marki inkBook, PocketBook lub Kindle). Można się jednak spodziewać, że cena będzie jednak jednym z ważnych elementów wpływających na wybór rodzaju abonamentu. Przysporzy to zapewne klientów usłudze Empik Go.

 

Legimi i Empik Go – cennik ofert „bez limitu”

 

Legimi

Empik Go

ilość urządzeń z dostępem

4

2

e-booki (umowa na 12 mies.)*

32,99

-

e-booki i audiobooki (umowa na 12 mies.)**

39,99

-

e-booki „lektury szkolne” (comiesięczna opłata)

-

9,99

audiobooki (comiesięczna opłata)

-

29,99

e-booki (comiesięczna opłata u operatora telefonicznego doliczana do abonamentu)*

19,99

 

e-booki (comiesięczna opłata)*

39,99

29,99

e-booki i audiobooki (comiesięczna opłata)**

44,99

39,99

* - na czytnik Kindle można pobrać w Legimi 7 książek miesięcznie;

** - na czytnik Kindle można pobrać w Legimi 10 książek miesięcznie.

 

Empik Go – aktywacja usługi

Aby korzystać z usługi Empik Go, należy ją najpierw aktywować. Można rozpocząć od https://www.empik.com/go. Wyboru planu taryfowego dokonujemy też na tej stronie. Można to zrobić na smartfonie lub tablecie z aplikacji Empik Go. Ale ona i tak odsyła na stronę sklepu, gdzie trzeba podać numer karty i potwierdzić obciążenie 1 PLN w celu weryfikacji danych. Trzeba też wyrazić zgodę na cykliczne płatności. Aktywacja trwała w moim przypadku około dwóch godzin, a potwierdzenie uruchomienia usługi zostało przysłane na mój adres e-mail.

 

Czytanie można rozpocząć po otrzymaniu potwierdzenia aktywacji usługi

 

Empik Go na czytniku inkBook

Aplikację testowałem w wersji 1.0.0.4, od momentu oficjalnego udostępnienia, na czytniku inkBook Prime HD. Już po pierwszym uruchomieniu sprawia ona pozytywne wrażenie. Najważniejsze, ze nie jest przeładowana elementami graficznymi jak też nie ma animacji, które bywają też zmorą programów przeznaczonych na telefony czy tablety. Prostota jest jej siłą.

 

inkBook Prime HD

Aplikacja Empik Go może być w inkBooku wywoływana z dolnego paska ikon

 

Aplikacja w czasie testów na czytniku inkBook Prime HD zachowywała się całkiem stabilnie. Ani razu nie widziałem okienka, że „aplikacja została zatrzymana”, co na inkBooku nie jest przecież rzadkością. To miłe! Choć z drugiej strony, w ciągu pierwszego tygodnia czytnik raz się samoczynnie zrestartował (podczas lektury). Raz na kilka dni czytnik tracił reakcję na dotyk w obrębie ekranu lub samoczynnie wykonywał jakieś czynności (np. otwieranie tej samej książki kilkanaście razy). Pomagało wtedy uśpienie go na chwilę i ponowne włączenie (lub pełny restart). Trudno mi do końca określić, czy to wina samego czytnika czy tej konkretnej aplikacji. W każdym razie ja się liczę z tym, że korzystając z Empik Go na czytniku inkBook Prime HD, co kilka dni coś może szwankować.

 

inkBook Prime HD

Wygląd okna głównego Empik Go na czytniku inkBook Prime HD - przy wypożyczonych tytułach widać postępy czytania, książki do pobrania mają ikonę chmurki

 

Prędkość działania aplikacji Empik Go na inkBooku Prime HD jest zadowalająca. Jedyne, do czego można mieć zastrzeżenia, to (nie)sprawność zmiany stron. Kolejne strony wyświetlają się zbyt wolno. Podczas lektury, nigdy nie wiem, czy strona za chwilę się zmieni, czy nie. Ekran czytnika (lub aplikacja) nie zawsze reaguje na dotyk. Czasem dotknięcie przy krawędzi ekranu, zamiast zmienić stronę, otwiera menu aplikacji. W połączeniu z zazwyczaj niedziałającymi fizycznymi przyciskami zmiany stron (muszę naciskać po kilka razy aby doczekać się na reakcję), daje to w sumie dość irytujące doświadczenie.

 

inkBook Prime HD

Przyciski zmiany stron w inkBooku Prime HD niewiele pomagają, bo często reagują dopiero po kilku naciśnięciach

 

Aplikacja Empik Go została dostosowana do czytników inkBook m.in. w ten sposób, że w czasie czytania pracuje w trybie pełnoekranowym. Z jednej strony to bardzo dobrze, bo nie ma na ekranie górnego paska menu i nie marnuje się ekran. Wyświetlany jest tylko tekst książki. To duży plus! Ma to też swoje złe strony. Należy do nich brak możliwości włączenia oświetlenia podczas lektury. Jeśli poczujemy, że potrzebne jest światło, trzeba zamknąć książkę, włączyć oświetlenie ekranu z górnego menu i ponownie otworzyć tekst. Jeśli jednak po zobaczeniu strony tekstu stwierdzimy, że nie odpowiada nam poziom oświetlenia, te czynności trzeba powtórzyć. Dalekie to od ergonomii korzystania z czytnika.

 

inkBook Prime HD

Możliwości zmiany wyglądu tekstu w aplikacji Empik Go są bardzo podstawowe

 

Aplikacja ma tylko bardzo podstawowe możliwości formatowania tekstu. Pod tym względem może ją zawstydzić wiele bezpłatnych, pisanych przez pasjonatów, programów dostępnych na Androida. W Empik Go dostępne są trzy kroje czcionki: bezszeryfowa Empik Pro, szeryfowa Georgia oraz bezszeryfowa Helvetica. Na ekranie czytnika wyglądają one dość blado, brakuje wyrazistej czerni. Ale może to być też wina słabego ekranu w inkBooku. Do dyspozycji czytelnika jest kilka stopni wielkości tekstu. Niestety nie ma możliwości regulacji ani interlinii, ani marginesów. O zaznaczeniach, powiększaniu ilustracji, podziale wyrazów, czy słowniku nawet nie ma co wspominać. Pod względem wyglądu tekstu aplikacja jest niewystarczająca, ale w sumie da się czytać bez większego kłopotu. Dobił mnie natomiast brak czegoś tak podstawowego, jak możliwość wstawiania zakładek. A potem (o ile to możliwe) pognębił brak obsługi przypisów w pierwszej czytanej książce. OK, jednego przypisu, bo na jeden w czasie pierwszej lektury napotkałem. Ale nie działał, więc w sumie muszę stwierdzić, że 100% przypisów mi nie działało.

 

Empik Go na czytniku inkBook Prime HD

Ekran aplikacji Empik Go na inkBooku po wybraniu przypisu w książce „Świąteczny dyżur” Adama Kay'a

 

Poważniejsze kłopoty napotkałem przy czytaniu książki „Świąteczny dyżur” Adama Kay'a. Jest w niej dużo przypisów i już przy pierwszym okazało się, że nie mogę ich wybierać. Po wskazaniu któregoś z nich, strona stawała się nieczytelna. Na ekranie wyświetlany był obraz złożony z dwóch sąsiednich stron, ale lekko przesunięty. Z kolei w innej książce („Christine. Powieść o Krystynie Skarbek” Vincenta V. Severskiego) odsyłacze do przypisów nie działały wcale. Nie wiem, czy to przypadłość e-booków, tych plików, czy samej aplikacji. Ale skoro w trzech książkach nie działało, to jednak aplikacja jest niedopracowana.

 

Podsumowując, trzeba przyznać, że w aplikacji na czytniki i tak jest więcej możliwości formatowania niż w smartfonowej wersji Empik Go. To miłe. Na inkBooku daje się czytać, dopóki nie napotkamy tekstu, w którym np. linijki niemal na siebie nachodzą. Wtedy sytuację może uratować użycie innej czcionki, albo będzie ból oczu. Zaletą aplikacji jest jej prostota, ale pilnie powinna zostać wzbogacona przynajmniej o poprawną obsługę przypisów i dzielenie wyrazów.

  

Podsumowanie

Pozyskanie takiego partnera jak Empik, jest dla Arta Techu (i samej marki inkBook) niewątpliwym sukcesem. Partnerstwo powinno być wsparte znacznie większymi nakładami na reklamę niż to było możliwe do tej pory w przypadku czytników. Mam nadzieję, że potencjał reklamowy Empiku pozwoli teraz e-bookom i czytnikom szerzej zaistnieć w świadomości klientów tej sieci. I to nie tylko przez ofertę w sklepie internetowym, ale także w placówkach stacjonarnych.

 

Partnerstwo Arta Techu i Empiku ma duży potencjał reklamowy, dzięki któremu czytniki i e-booki mogą zaistnieć szerzej w świadomości czytelników

 

Drugim argumentem za takim partnerstwem jest mocna pozycja przetargowa Empiku w stosunku do wydawnictw. Może to skutkować tytułami, które na wyłączność trafią właśnie do usługi Empik Go, a do wypożyczalni Legimi już niekoniecznie. Z jednej strony Empik jest właścicielem Grupy Wydawniczej Foksal (W.A.B., Wilga i Buchmann). Z drugiej, stacjonarne księgarnie tej sieci (sklepy Empik i księgarnie Mole Mole) są bardzo ważnym kanałem dystrybucyjnym dla wielu innych podmiotów, które bezpośrednio z Empikiem nie są związane.

 

„Pastrami” Malcolma XD - nowość i potencjalny bestseller, którą właśnie przeczytałem w Empik Go, dostępna jest w tym momencie tylko w księgarni Empik. Jest też tylko w jednej porównywarce cen e-booków...

 

No i trzeci, dla mnie ważny argument to wsparcie dla czytników, które są zwyczajnie lepsze do czytania niż smartfony czy tablety. Choć szkoda, że na razie dotyczy to tylko inkBooków. Mam nadzieję, że (podobnie jak Legimi) usługa Empik Go zagości także na innych czytnikach książek. A na razie użytkownicy inkBooków mają większy wybór dzięki kolejnej usłudze abonamentowej. Ja do tej pory nie miałem motywacji do sięgnięcia po usługę Empiku, ponieważ średnio jestem zainteresowany czytaniem na ekranie telefonu czy tabletu. Co innego lektura na czytniku! Co prawda spodziewałem się synchronizacji, skoro i na telefonie i na czytniku czyta się w aplikacji mobilnej, ale ten mankament można (na razie) wybaczyć. Choć w przyszłości powinien być usunięty. Naprawa innych niedociągnięć aplikacji jest teraz ważniejsza.

 

Empik rozpoczął promowanie czytników inkBook z abonamentem Empik Go (źródło: empik.com)

 

Empik rozpoczął 5 XII 2019 r. promowanie nowej oferty na swojej stronie WWW. Abonament Empik Go połączony jest z inkBookiem Lumosem lub inkBookiem Prime HD. Obydwa modele czytników można kupić z kodem na trzymiesięczny bezpłatny okres testowy. Pierwszy z tych modeli oferowany jest (wraz z filcowym etui) za 399,99 PLN, a drugi (także z etui) za 559,99 PLN. To ceny podobne jak u innych sprzedawców (ale oferta konkurencji nie obejmuje oczywiście bezpłatnego abonamentu).

 

inkBook Prime HD w ofercie Empiku (źródło: empik.com)

 

Opisywana oferta może przyciągnąć nowych klientów zainteresowanych czytaniem w abonamencie. Empik ma potencjał dotarcia do tych, którzy o Legimi w ogóle nie słyszeli. To także większy wybór dla klientów. Na razie trudno mi sobie wyobrazić, że czytelnicy korzystający obecnie z wypożyczalni Legimi na czytnikach Kindle lub PocketBook porzucą je na rzecz inkBooków z Empik Go. Z jednej strony w wypożyczalni Legimi wciąż jest większy wybór książek (i czytników). Z drugiej, inkBooki odstają pod względem komfortu czytania od wspomnianych wyżej marek czytników obsługujących Legimi. Może się to jednak zmienić w przyszłości, jeśli zwiększy się gama obsługiwanych czytników i oferta e-booków. Oby!

 

P.S.

Dziękuję Huwaei za udostępnienie mi (choć zapewne trochę niechcący) bezpłatnego miesiąca testowego w Empik Go, który wykorzystałem na potrzeby testowania usługi do tego wpisu.

 

Plusy aplikacji Empik Go

- umożliwia dostęp do usługi abonamentowej na czytnikach (wybrane modele inkBook);

- czytanie bez dostępu do sieci (po pobraniu książki na czytnik);

- dobra współpraca z ekranem E-Ink (brak animacji, graficznych udziwnień itp.);

- aplikacja otwiera tekst książki na cały ekran;

- start w miejscu ostatnio otwartej strony;

- postępy czytania pokazywane w stopce strony.

 

Minusy aplikacji Empik Go

- wolna zmiana stron;

- kłopoty z obsługą przypisów;

- brak synchronizacji postępów czytania z aplikacją mobilną;

- czcionki dostępne w aplikacji słabo wyglądają na ekranie inkBooka;

- bardzo ograniczona możliwość modyfikacji wyglądu tekstu (interlinia, krój czcionki i wielkość tekstu);

- brak możliwości sortowania książek w biblioteczce aplikacji;

- odseparowanie książek w aplikacji od reszty biblioteczki w czytniku;

- konieczność otwierania wypożyczonych książek z poziomu aplikacji;

- brak słownika;

- brak zaznaczania;

- brak zakładek;

- duży górny i dolny margines na stronie;

- brak możliwości wykorzystania własnej czcionki;

- brak dzielenia wyrazów (wg polskich reguł);

- brak możliwości powiększania rycin;

- brak obsługi audiobooków.

 

Like Reblog Comment
review 2019-09-15 08:00
inkBook Lumos – recenzja podstawowego modelu marki inkBook

Przystępując do testów, nie spodziewałem się za wiele po inkBooku Lumosie. Dwie pierwsze recenzje tego modelu, jakie ukazały się w internecie we wrześniu 2018 roku, były miażdżące. Pierwsze egzemplarze recenzenckie trafiły do autorów znanych anglojęzycznych serwisów Good e-reader oraz The Digital Reader. W obydwu testach uznano, że inBook Lumos nie jest wart zakupu. Dopiero później w sieci zaczęły regularnie pojawiać się wpisy po polsku, sugerujące, że skoro czytnik kosztuje 400 złotych, to nie można się spodziewać cudów i nie ma co narzekać na wadliwość sprzętu oraz oprogramowania... No cóż, postanowiłem sam się przekonać, jak jest faktycznie.

 

inkBook Lumos

inkBook Lumos w firmowej okładce

 

Wcześniej kilka razy już się z inkBookiem Lumosem zetknąłem. Jednak go nie kupiłem. Uznałem, że lepiej uczyć się na cudzych błędach. W końcu postanowiłem jednak wyrobić sobie własne zdanie, bazując na dłuższym użytkowaniu. Zapraszam niniejszym do lektury recenzji czytnika inkBook Lumos.

 

Czytnik z biblioteki

Na początek kilka słów wyjaśnienia na temat pochodzenia recenzowanego modelu. Szkoda mi było utopić pieniędzy w potencjalny złom, poszedłem więc po rozum do głowy (w sensie przenośnym) i do biblioteki (w sensie dosłownym). Nie kupiłem więc recenzowanego inkBooka, lecz pożyczyłem go w jednej z filii Biblioteki Kraków. Chwała (krakowskim) bibliotekarzom, że próbują sięgać po nowe technologie!

 

Strony poszczególnych filii Biblioteki Kraków, zawierają informację o posiadanych przez nie czytnikach (źródło: www.biblioteka.krakow.pl)

 

Jeśli ktoś nie ma większych doświadczeń z czytnikami i chciałby bez ryzyka finansowego przetestować jakiś model - zachęcam do sprawdzenia w pobliskiej bibliotece. W przypadku Krakowa, kilkanaście filii ma swoim wyposażeniu różne czytniki marki inkBook oraz PocketBook. W moim przypadku musiałem wpłacić za inkBooka 250 PLN kaucji i podpisać umowę, w której zobowiązałem się do pokrycia kosztów ew. szkód. Czytnik można wypożyczyć na dwa tygodnie z możliwością prolongaty. Dzięki temu trafił do mnie InkBook Lumos.

 

Nie tylko w Krakowie biblioteki publiczne wypożyczają swoim czytelnikom czytniki książek elektronicznych. Np. MBP we Wrocławiu oferuje urządzenia marki Kindle oraz inkBook

 

 Polski inkBook?

Dystrybucją InkBooków zajmuje się wrocławska firma Arta Tech, reklamująca te urządzenia jako polskie czytniki polskiego producenta. Na ile mogę wierzyć w reklamowe slogany, przekonałem się przy okazji recenzji czytnika Icarus Illumina XL, sprzedawanego pierwotnie przez holenderską, nieistniejącą już firmę DistriRead. Kupiłem u nich czytnik, w ramach zbiorczego zamówienia w serwisie Indiegogo. Dostawcą urządzeń dla Holendrów był chiński producent Boyue.

 

Icarus Illumina XL

Zrecenzowany przeze mnie czytnik Icarus Illumina XL był reklamowany u nas jako „stworzony z pasją w Polsce” inkBook 8

 

Jakież było moje zdziwienie, gdy mniej więcej po miesiącu od otrzymania Icarusa z Holandii, zobaczyłem identyczne urządzenie, sprzedawane w Polsce. Z tą różnicą, że u nas czytnik nazywał się inkBook 8 i był reklamowany jako „stworzony z pasją w Polsce. Tak, że tego...

 

inkBook Lumos od strony technicznej

Obudowa recenzowanego czytnika wykonana jest z miłego w dotyku plastiku, sprawiającego solidne wrażenie. Czytnik jest dość gruby, co dodatkowo wpływa na postrzeganie go jako porządne urządzenie. Ramki wokół ekranu mogłyby być węższe, ale ich szerokość nie przeszkadza wizualnie. Choć czytnik jest (jak na sześciocalowy) dość duży, nadrabia to niewielką masą (153 g) i nawet w firmowej okładce wciąż jest dość poręczny, choć już nie tak lekki (285 g).

 

inkBook Lumos

inkBook Lumos w firmowej okładce - wyłącznik w czytniku umieszczony jest na pleckach

 

W ramce pod ekranem umieszczony jest fizyczny przycisk „wstecz”, a w bocznych krawędziach umieszczono cztery fizyczne przyciski zmiany stron. Na dolnej krawędzi można znaleźć gniazdo microUSB (służące do ładowania i przesyłania plików przez kabel USB) oraz gniazdo kart microSD (pozwalające na rozszerzenie pamięci do 32 GB). Łatwo wyczuwalny i dobrze reagujący wyłącznik umieszczony jest w dość nietypowym miejscu - na pleckach. Były już na rynku czytniki z takim samym rozwiązaniem (np. Kindle Voyage, Kobo Aura ONE), miały one jednak dopasowane do tej lokalizacji okładki. Klapka firmowej okładki Lumosa składa się tak nieszczęśliwie, że w codziennym użytkowaniu dość skutecznie utrudnia dostęp do wyłącznika. Kolejną wadą okładki jest zbyt mała sztywność przedniej klapki, przez co nie spełnia ona funkcji ochronnej w stosunku do ekranu. Za łatwo wgina się ona do środka (w stronę ekranu) i sprawia tym samym złudne wrażenie ochrony. Trudno będzie znaleźć coś lepszego w zastępstwie, ponieważ specyficzny kształt obudowy i umieszczenie wyłącznika na pleckach, nie sprzyja korzystaniu z uniwersalnych okładek.

 

inkBook Lumos

inBook Lumos - jednym z nielicznych atutów są fizyczne przyciski zmiany stron

 

Choć w specyfikacji technicznej znajdziemy informację, że czytnik napędza dwurdzeniowy procesor taktowany z częstotliwością 1 GHz, to czytnik pracuje zazwyczaj zbyt wolno. Często długo trzeba czekać na reakcję urządzenia lub wykonanie wskazanej czynności. Być może wynika to z faktu, że za działanie sprzętu odpowiada przestarzała wersja systemu Android OS (wg specyfikacji w wersji 4.2.2 lub 4.4.2, czytnik pokazuje w ustawieniach wersję 4.2.2).

 

inkBook Lumos

inkBook Lumos obsługuje karty pamięci microSD

 

Do słabych elementów należy też bateria. Choć w przypadku inkBooka, trudno do końca określić, czy to ona jest za słaba, czy system nie został dobrze dopracowany. Faktem jest, że wyładowuje się zbyt szybko, nawet jeśli czytnik jest w stanie uśpienia lub z wyłączonym wi-fi. W ciągu dwóch tygodni testu, musiałem ją ładować cztery razy.

 

inkBook Lumos

inkBook Lumos - przycisk "wstecz" umieszczony jest w ramce pod ekranem

 

Podsumowując, inkBook Lumos dość ładnie się prezentuje, ma przyjemny plastik obudowy. Ramki i ogólnie cała obudowa mogłaby być mniejsza, ale to nie jest jakiś specjalny problem. Dzięki niewielkiej masie oraz logicznie umieszczonym fizycznym przyciskom zmiany stron, dość dobrze trzyma się czytnik w ręku. Całości dopełnia całkiem ładna firmowa okładka, która jednak jest niedopracowana, co przeszkadza w sięganiu do wyłącznika. Szybkiemu wyczerpywaniu się baterii sprzyja zapewne stara wersja systemu operacyjnego Android. Zbyt słaby procesor nie zapewnia komfortowego korzystania z czytnika.

 

inkBook Lumos

inkBook Lumos - lokalizacja gniazd microUSB i microSD

 

Ekran w inkBooku

Ekran w czytniku jest najważniejszym elementem. W recenzowanym modelu zastosowano papier elektroniczny o najniższej obecnie dostępnej rozdzielczości 167 ppi. Jeśli oceniać pod tym względem Lumosa, to jawi się on jako produkt z dawno minionej epoki. Do tego jakość ekranu nie należy do dobrych. Tekst nie jest wyraźny, a to głównie z powodu szarości wyświetlanych liter. Przekłada się to (podczas czytania) na męczące uczucie, jakbyśmy zapomnieli koniecznie potrzebnych nam okularów.

 

inkBook Lumos

Ekran w inkBooku Lumosie z 2018 roku nie dorównuje czytnikowi Kindle 3 Keyboard z 2010 roku

  

Również bezpośrednie porównanie z moim pierwszym czytnikiem (archiwalnym Kindle 3 Keyboard) wypada na niekorzyść inkBooka. Wg specyfikacji technicznej, obydwa urządzenia mają taki sam ekran. Jednak amazonowy czytnik z 2010 roku ma znacznie lepszą czytelność tekstu zarówno pod względem wypełnienia czernią jak i kontrastu między literami a tłem.

 

inkBook Lumos

Najcieplejsza barwa i 50% jasności w inkBooku Lumosie (po lewej) i "zwykła" barwa oraz 50% jasności w Kindle Voyage (po prawej)

 

Wbudowane oświetlenie raczej pogarsza, niż polepsza odbiór tekstu. Po włączeniu wbudowanego oświetlenia, obraz traci na kontraście. Do tego inkBook Lumos wadliwie reaguje na próby regulacji poziomu natężenia światła i temperatury barwowej oświetlenia. Czasami zmiana temperatury, powoduje całkowite wyłączenie oświetlenia. Nie wiem, czy wynika to z nieprecyzyjnej reakcji na dotyk, czy wadliwego oprogramowania. Zarówno zakres regulacji jasności jak i temperatury barwowej jest bardzo ubogi. Natężenie można regulować od bardzo jasnego do latarki a temperaturę barwową od zimnej po białoszarawą. Brak jest ciepłego, żółtawego czy wręcz bursztynowego odcienia, który znajdziemy u konkurencji. Przejście od barw zimnych do ciepłych powoduje także samoczynne przyciemnienie ekranu. Nie rozumiem, dlaczego regulacja temperatury barwowej, wpływa na jasność. Trudno mi stwierdzić, czy to znowu błąd sprzętu/oprogramowania czy zamierzony efekt. Jeśli tak ma wyglądać, obiecywane na stronie produktu „doświetlenie nowej generacji”, to ja bardzo proszę o stosowanie oświetlenia starszej generacji.

 

inkBook Lumos

Najcieplejsza barwa i 50% jasności w inkBooku Lumosie (po lewej) i PocketBooku Touch HD 3 (po prawej) 

 

Również o reakcji na dotyk nie mogę powiedzieć wiele dobrego. Zbyt często tej reakcji zwyczajnie brak. Nagminnie też jest ona opóźniona lub nieprecyzyjna. Szczególnie odczuwa się to podczas korzystania z klawiatury ekranowej, wybierania przypisów. Dodatkowo, pisząc na klawiaturze, nie wiadomo czy wprowadzany tekst jest poprawnie rozpoznawany, ponieważ czasem klawisze zmieniają barwę przy dotknięciu a czasem nie.

 

Do tego wszystkiego, kiedy jest włączone oświetlenie, na ekranie mojego egzemplarza jest wyraźnie widoczny, świecący jasno punkt. Co prawda niewielki, ale jeśli raz się go zauważyło, to oko co chwilę go szuka, co przeszkadza w lekturze.

 

Podsumowując, ekran jest słaby i czytanie na nim na dłuższą metę jest przykrym doświadczeniem. Po czytaniu na Lumosie, powrót do innego czytnika, to jak wyjście na światło słoneczne z jakiejś ciemnicy. Już chyba lepiej wypalać sobie oczy czytając na telefonie czy tablecie, niż ciągle wysilać wzrok patrząc na ekran inkBooka Lumosa.

 

inkBook Lumos na co dzień

Równie uciążliwe jest codzienne korzystanie z czytnika. Nie sięgałem po niego z przyjemnością, by cieszyć się lekturą. Brak logiki w funkcjonowaniu czytnika napotkać to można już na głównym ekranie. Jest tam niby wyświetlane „ostatnio czytane” e-booki czy „aktualnie czytana” książka, ale daremnie szukać tam ostatni czytanych pozycji otwieranych np. z aplikacji Legimi. Tak więc poważną bolączką czytnika jest niejasne uporządkowanie książek. Ani aplikacja „Biblioteka” ani „Pliki”, ani ekran główny nie dają całościowego obrazu zbioru e-booków znajdujących się w pamięci urządzenia. Bo np. Legimi zapisuje swoje książki w jednym miejscu (i są one dostępne tylko z aplikacji), Tolino w innym, a przesłane do czytnika pliki trafiają jeszcze gdzieś indziej. Książki z aplikacji Legimi czy Kindle nie pojawiają się nie tylko na ekranie głównym ale też w bibliotece. Z punktu widzenia czytelnika zainteresowanego po prostu czytaniem, stwarza to wrażenie bałaganu i może powodować zagubienie. Trzeba pamiętać, w jakiej aplikacji była dana książka, nie wystarczy wiedzieć, co w danym momencie czytamy. Wrażenie to może pogłębić np. pojawienie się w biblioteczce elementów niezwiązanych z czytaniem, w moim przypadku np. pliku „curl_output”.

 

Ekran startowy w inkBooku Lumosie

 

Korzystanie z aplikacji, wymagających połączenia z internetem to kolejny słaby punkt czytnika. Za przykład może posłużyć aplikacje Kindle czy Legimi. Zarówno jedna jak i druga co chwilę czegoś chce w sieci. A to listy książek, a to sprawdzenia ważności subskrypcji. Czytnik tego nie wykrywa i zamiast się połączyć, pokazuje np. pusty katalog (bo aplikacja nie może się połączyć z naszym kontem). Dopiero ręczne włączenie wi-fi i wskazanie połączenie z siecią mogą (choć nie muszą) zaowocować dalszą poprawną pracą aplikacji. Bywa, że zamiast tego, przez dłuższy czas można się wpatrywać w informację „Trwa łączenie...”. Czasem uda się za pierwszym razem, a czasem za ...nastym, a czasem dopiero po restarcie czytnika. Bywa więc, że prosta czynność polegająca na sprawdzeniu zawartości biblioteczki własnych książek w aplikacji Kindle wymaga restartu czytnika.

 

Różne widoki biblioteczki w inkBooku Lumosie

 

Czytnik bardzo długo startuje ze stanu wyłączenia. Jeśli zdarzy nam się, że chcemy coś przeczytać szybko, to niestety się nie uda. Od naciśnięcia włącznika do pokazania się ekranu startowego mija prawie 50 sekund. Jeśli chcemy otworzyć książkę z Legimi, trzeba poczekać w sumie ponad półtorej minuty. Znacznie sprawniej to się odbywa, gdy czytnik jest uśpiony (ale wtedy szybko znika poziom naładowania baterii).

 

Podsumowując, codzienne korzystanie z czytnika inkBook Lumos to przykre pasmo mniejszych i większych niedogodności, które zwyczajnie psują przyjemność czytania. W czasie testu, czytnik miał zainstalowany firmware w wersji 2.1.1.

 

inkBook Lumos - codzienne czytanie

Książki można wgrywać do czytnika na kilka sposobów. Działa zarówno przesyłanie kablem USB z komputera jak i odczyt z karty pamięci microSD. Arta Tech właśnie zamyka usługę dostępu do dysku sieciowego, więc korzystałem z usługi „send-2-inkbook”. Ta ostatnia opcja przesyłania bezprzewodowego na adres pocztowy czytnika działa o ile w czytniku włączy się wi-fi. W przeciwnym wypadku należy ręcznie uruchomić połączenie sieciowe, ew. zrestartować czytnik.

 

Jednym ze sposobów wgrywania książek, jest wysyłka na indywidualny adres pocztowy czytnika

 

Czytnik posiada dość płynną regulację wielkości tekstu. Niestety, z powodu nieprecyzyjnej reakcji na dotyk, ustawienie wybranej wielkości może nastręczać sporo problemów. Najpewniejsze jest szczypanie ekranu, bo na trafne ustawienie na suwaku nie ma co liczyć. Podobny problem sprawiają przypisy, często zdarzało mi się podczas korzystania, zmieniać strony zamiast je otwierać. Domyślna aplikacja posiada cztery czcionki, ale wszystkie są nijakie i bezszeryfowe. Na szczęście można wgrać własne (po skopiowaniu plików do katalogu „fonts” w pamięci czytnika).

 

Nieczytelny na małym ekranie PDF można rozciągnąć na szerokość, ale nie da się podzielić go na kolejne ekrany. Nijak nie ułatwia to czytania takich plików na inkBooku Lumosie

 

InkBook Lumos dość szybko przetwarza nawet całkiem spore PDFy. Strony zmieniają się sprawnie, nawet jeśli zawierają sporo zdjęć. Również rozpływ działa przyzwoicie, choć (podobnie jak u konkurencji) i tu zdarzają się wpadki. Niestety, to wszystko,co mogę napisać o obsłudze plików PDF w recenzowanym czytniku. Możliwości dopasowania są ograniczone. Niby można przycinać marginesy, ale i tak zawsze strona musi być wyświetlana w całości. InkBook nie potrafi podzielić jej na dwa kolejno następujące po sobie ekrany (np. górna część strony i dolna część strony na następny ekranie). Czytelność większych stron może pozostać więc bardzo utrudniona. Jeśli tekst ma inne marginesy na stronach parzystych niż nieparzystych, w inkBooku nie dopasujemy optymalnego obcinania marginesów.

 

Fizyczne przyciski znacznie polepszają wrażenia z codziennego czytania, a to z powodu wadliwie działającego ekranu. Raz strony zmieniać można bez problemu a za chwilę dotykanie go nic nie daje. Nie można na niego liczyć przy zmianie stron. Co prawda zdarza się, że czytnik nie reaguje też na naciśnięcie klawisza zmiany stron, albo zmienia dwie na raz, ale jest to i tak wygodniejsze i pewniejsze niż zdanie się na reakcje ekranu.

 

Brak podziału wyrazów skutkuje czasami po prostu brzydkim wyglądem tekstu

 

InkBook Lumos słabo sprawdza się w codziennym czytaniu, ponieważ zdarza się, że nie zapamiętuje ostatnio czytanego miejsca, gdy korzystamy z domyślnej aplikacji dostarczonej przez producenta. To jedna z fundamentalnych wad tego czytnika, do której dokłada się niepewna reakcja na dotyk i konieczność ciągłych restartów aby działały niektóre potrzebne funkcje (np. wi-fi).

 

Aplikacja Legimi w inkBooku Lumosie

Chyba jedynym mocnym punktem czytnika inkBook Lumos jest aplikacja Legimi. Działa dość sprawnie i bez większych przestojów. Uruchamia się dość długo, fakt. Nawet system operacyjny czytnika się tym niepokoi. Prawie zawsze przy jej starcie widzę napis, że przestała ona reagować. Nigdy nie wiem, czy już czytnik zareagował i ją zaczął uruchamiać, czy muszę ponownie dotknąć ikonkę aby ją uruchomić. Stabilność aplikacji Legimi bardzo pozytywnie zaskakuje na tle innych funkcji czytnika. Szkoda, że to nie jest jedyna rzecz zainstalowana w Lumosie. Atrakcyjność czytnika mogłaby znacznie wzrosnąć przy takim podejściu. Do mocnych stron aplikacji należy też całkiem ładna czcionka Sanchez, którą można wybrać do wyświetlania tekstu a także możliwość korzystania z własnych czcionek użytkownika.

 

Uruchamiając aplikację Legimi w inkBooku Lumosie, trzeba być gotowym na długie czekanie

 

Aplikacji Legimi trochę jednak brakuje do ideału. Przede wszystkim brak jest integracji z czytnikiem, do którego została dostosowana. Użytkownik musi ją osobno uruchamiać, żeby można było czytać książki z konta lub z wypożyczalni Legimi. Książki z wypożyczalni Legimi tylko w tej aplikacji mogą być czytane. Dodatkowo, jeśli mamy dużo książek na półce, to szukanie na niej e-booków jest kłopotliwe, ponieważ nie da się ich sortować czy filtrować. Zaprzecza to idei czytnika książek, gdzie wszystko powinno wokół książek właśnie się kręcić a nie wokół aplikacji.

 

W aplikacji Legimi można korzystać m.in. z miłej dla oka czcionki Sanchez

 

Drugim problemem jest brak dzielenia wyrazów. Miło, że tekst może być wyjustowany, ale bez podziału wyrazów ilość przerw w tekście bywa irytująca. Równie irytujące jest symulowanie krawędzi „kartek książki” w postaci szarych kresek po prawej stronie ekranu. Moim zdaniem to element zupełnie zbędny, zabierający niepotrzebnie część ekranu i spowalniający czytnik. Aplikacja Legimi w inkBooku ma jeszcze jedną denerwującą cechę. Przy wczytywaniu nowego rozdziału lub nowego fragmentu książki, na chwilkę pojawia się strona z zupełnie innym fragmentem. Dopiero potem czytnik wyświetla (mam nadzieję, że poprawnie) dalszą część czytanego tekstu. Za każdym razem zastanawiam się wtedy, czy aby coś nie zostało pominięte. Strasznie denerwujące!

 

inkBook Lumos

inkBook Lumos - typowy komunikat systemowy podczas uruchamiania aplikacji Legimi

 

Kolejnym przykładem niedostosowania aplikacji do czytnika jest marnowanie ekranu na ciągle wyświetlany pasek narzędzi w czasie, gdy otwarta jest aplikacja Legimi. Nie można go wyłączyć. Wygląda to, jakby ciągle było otwarte menu ustawień książki, a nie sama książka. Korzystając z Legimi na inkBooku można też zapomnieć o statystykach czytania. Skoro aplikacja Legimi (podobnie jak inne) nie może uruchomić wi-fi, to nie synchronizuje się też z serwerami firmy i nici ze statystyk. Czytając, miałem także kłopoty z korzystaniem z przypisów, a to z powodu wadliwej reakcji czytnika na dotyk. Po prostu trudno jest trafić w przypis tak, aby aplikacja mogła odpowiednio zareagować.

 

Jeśli chcemy korzystać w pełni z funkcjonalności aplikacji Legimi, trzeba pamiętać o wcześniejszym, ręcznym uruchomieniu wi-fi

 

W aplikacji Legimi dla inkBooków brak jest także słownika. Co ciekawe, ArtaTech nie dostrzega w tym problemu! Co z tego, że ktoś może potrzebować słownika języka polskiego? Co z tego, że w Legimi jest obecnie kilkadziesiąt tysięcy obcojęzycznych e-booków? Przedstawiciel firmy ma na to odpowiedź: "Aplikacja Legimi została stworzona dla polskich czytelników a więc oferowane są polskie książki. Dlaczego ktokolwiek chciałby je tłumaczyć na inny język?". Otóż rzeczywistość jest trochę inna...

 

Wyjaśnienia przedstawiciela ArtaTechu m.in. na temat braku słownika w aplikacji Legimi (źródło: fb.com)

 

Pomimo braku dzielenia wyrazów, słownika oraz dopasowania do czytnika, warto podkreślić, że aplikacja Legimi to i tak najjaśniejsza (nomen omen) strona inkBooka Lumosa.

 

inkBook apps - „sklep” z aplikacjami

InkBook posiada dostęp do zbioru wyselekcjonowanych (przez dystrybutora) aplikacji, które użytkownik (teoretycznie) może zainstalować w pamięci czytnika. W sumie jest ich 32, ale użytecznych raptem kilka. Niektóre się nie pobierają (np. słownik), inne nie instalują (np. te trochę nowsze), kolejne nie działają poprawnie (np. Tolino) lub bardzo działają ale bardzo opornie (np. Kindle). Kilka z nich ma wątpliwą użyteczność dla polskiego czytelnika (np. dostęp do bezpłatnej literatury po arabsku).

 

Wśród polecanych aplikacji, jest też słownik, który się nie instaluje na inkBooku Lumosie

 

Przetestowałem, czy raczej próbowałem przetestować niektóre z nich. Spotkał mnie tu jeden wielki zawód. W zasadzie tylko aplikacja Legimi (już i tak zainstalowana) spełnia pokładane w niej nadzieje. Poza tym, próbowałem skorzystać ze słownika, ale się nawet nie pobrał. Próbowałem czytać w aplikacji Tolino (w wersji 4.2.1), ale się nie dało. Każda próba zmiany strony dotykiem, wywoływała menu programu. Natomiast na fizyczne przyciski zmiany stron nie reagował.

 

Co prawda aplikację Kindle udało się zainstalować, ale poczytać już mi się nie udało

 

Spróbowałem jeszcze przetestować aplikację Kindle. Rekomendowana i dostępna w czytnikowym „sklepie” wersja nosi numer 7.8.1.5 i pochodzi z 2017 roku. Działa bardo opornie. Tekst czasami skacze przy zmianie strony. Aplikacja nie reaguje na przyciski zmiany stron. Poddałem się po kilku próbach. Nowej wersji na tym czytniku zainstalować się nie da.

 

Wśród zainstalowanych aplikacji, brak jest usługi Google Translate, anonsowanych na oficjalnej stronie czytnika

 

Można się pokusić o instalowanie innych własnych ulubionych aplikacji. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w czytniku jest bardzo stara wersja Androida. Większość nowych programów zwyczajnie nie będzie na niej działać. Według opisu czytnika na oficjalnej stronie produktu, w urządzeniu powinna być zainstalowana też „Księgarnia inkBOOKS”. Być może została usunięta w bibliotecznej wersji mojego czytnika. Nie ma też w czytniku, reklamowanej na oficjalnej stronie produktu, aplikacji Google Translate.

 

W czytniku inkBook Lumos brak jest aplikacji anonsowanych na oficjalnej stronie produktu (źródło: www.inkbook.pl)

 

W sumie więc opcja samodzielnego instalowania aplikacji w inkBooku („dodaj funkcjonalności, których potrzebujesz”) pozostaje niespełnioną obietnicą. W rzeczywistości nie sprawdza się ona, zapewne z powodu obecnej w czytniku przestarzałej wersji Androida. Czytniki wypuszczone na rynek w tym samym czasie przez konkurencję, mają znacznie nowsze wersje tego systemu operacyjnego.

 

Podsumowanie

Zazwyczaj testuję recenzowany czytnik miesiąc lub dłużej. Tym razem nie dałem rady. Przeczytałem na inkBooku Lumosie dwie książki (i trochę mniejszych dokumentów) w ciągu ponad dwóch tygodni i powiedziałem sobie, że wystarczy tej mordęgi. Korzystanie z czytnika inkBook Lumos jest dla mnie, jako użytkownika, uciążliwe i niekomfortowe. Będę ten test pamiętał jako ciągłe użeranie się z czytnikiem. Fundamentalna wada w postaci kiepskiego ekranu z jeszcze gorszą (nieprecyzyjną) reakcją na dotyk, praktycznie uniemożliwia normalne korzystanie z inkBooka Lumosa. Co gorsza, pojawiają się co jakiś czas także samoczynne akcje czytnika, tyle że bez udziału użytkownika, bez dotykania ekranu! Zbyt dużo miałem w rękach ergonomicznie zaprojektowanych i dobrze działających czytników, aby pozytywnie ocenić ten model. Jeśli Lumos to dla kogoś pierwsze tego typu urządzenie – może się zrazu nabrać. Ja się nie nabiorę, bo nawet mój pierwszy czytnik kupiony w 2011 roku – Kindle 3 Keyboard – wciąż jest lepszy od recenzowanego Lumosa.

 

inkBook Lumos

inkBook Lumos

 

InkBook Lumos to przykład produktu, który dużo obiecuje w specyfikacji, ale tych obietnic nie spełnia w rzeczywistości. Co z tego, że (teoretycznie) można zainstalować aplikacje, skoro się one w nie instalują? Co z tego, że (nawet jeśli) się zainstalują, to nie działają tak jak powinny? Co z tego, że jest wi-fi, skoro co jakiś czas się nie włącza i ciągle trzeba restartować czytnik aby się połączyć z siecią? Z jednej strony mam poczucie zmarnowanego czasu, który poświęciłem inkBookowi, z drugiej, cieszę się z tego doświadczenia, bo będę mógł lepiej docenić jakość czytników innych marek.

 

Te wszystkie nawarstwiające się liczne bolączki, mają przełożenie na moją negatywną ocenę czytnika. Moim zdaniem inkBook Lumos to kiepski sprzęt z kiepskim oprogramowaniem. Porada konsumencka na dziś brzmi – jeśli chcesz kupić niedrogi i spełniający swoje funkcje czytnik, zdecydowanie zainwestuj w coś innego niż InkBook Lumos. Produkty spod znaku Kindle, PocketBook, Kobo, Tolino czy Bookeen może czasem mniej obiecują, ale w podobnej (lub nawet niższej) cenie dają znacznie więcej – pewność działania i przyjazną obsługę, czyli przyjemność czytania.

 

Plusy

- przyjemna w dotyku, solidna obudowa;

- ciekawa stylistyka firmowej okładki;

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- współpraca z wypożyczalnią Legimi;

- duży zakres regulacji wielkości czcionki;

- możliwość instalowania własnych czcionek;

- szybki start z uśpienia;

- bezprzewodowa wysyłka plików na indywidualny adres pocztowy.

 

Minusy

- konieczność ciągłych restartów, w celu przywrócenia niedziałających funkcji (dotyk, wi-fi);

- bardzo długi start po całkowitym wyłączeniu;

- ekran o niskiej rozdzielczości i kontraście;

- fizyczne przyciski zmiany stron nie współpracują z niektórymi udostępnionymi aplikacjami;

- sporadyczne zapominanie postępów czytania;

- mały zakres regulacji poziomu natężenia oświetlenia;

- mały zakres regulacji temperatury barwowej oświetlenia;

- długa reakcja na dotyk lub co jakiś czas brak reakcji;

- czasami ekran reaguje samoczynnie, nawet bez dotykania lub w innym miejscu niż został dotknięty;

- utrudnione wybieranie odsyłaczy;

- konieczność ręcznego włączania wi-fi, w razie potrzeby (np. dla aplikacji Legimi, Kindle);

- firmowy sklep liczy raptem 32 aplikacje, z których i tak część jest bezużyteczna na tym czytniku;

- brak słownika (choć jest pokazany jako dostępna aplikacja);

- nie działa usypianie i wybudzanie przez firmową okładkę;

- brak podziału wyrazów;

- brak ładnej czcionki;

- mały wybór dopasowanych okładek (dobrze pasują tylko firmowe).

 

 

Parametry wg dystrybutora

Ekran: 6-calowy E Ink Carta 167 ppi, oświetlenie o regulowanej barwie i natężeniu;

wymiary: 159×114×9 mm;

masa: 153 g;

procesor: Dual-Core Cortex A9 1.0 GHz;

pamięć wewnętrzna: 4 GB (ok. 1,81 GB dostępne na pliki użytkownika);

łączność: Wi-Fi (802.11b/g/n), micro-USB 2.0;

karta pamięci: microSD (do 32 GB);

język menu: polski, angielski, niemiecki, hiszpański, francuski, włoski, rumuński i czeski;

zainstalowane aplikacje: Biblioteka, Drive, Księgarnia inkBOOKS (w rzeczywistości brak), News Reader (w rzeczywistości brak), Przeglądarka Internetowa, darmowe aplikacje w inkBOOK Apps (w rzeczywistości nie wszystkie działają);

wspierane formaty: EPUB i PDF (reflow) z Adobe DRM (ADEPT), MOBI (bez DRM), TXT, FB2, HTML, RTF

Oficjalna strona produktu: https://www.inkbook.pl/lumos

 

Like Reblog Comment
text 2019-01-22 17:16
Co łączy czytniki PocketBook Touch Lux 4 i inkBook Lumos oraz SMOG w Krakowie, czyli wycieczka do NOWEJ HUTY

Z okazji smogu w Krakowie, miasto próbuje zachęcić kierowców do porzucenia aut i przesiadki do komunikacji miejskiej. Podobno niezbyt się to udaje. Ruch samochodowy chyba wcale nie maleje, gdy tramwaje i autobusy są za darmo. Ja jednak postanowiłem dziś z tego udogodnienia skorzystać. Na rzecz tramwajów i autobusów porzuciłem dziś swój rower. Nie wiem, czy dzięki temu na ulicach zrobiło się puściej, ale i tak dziękuję miastu za umożliwienie mi wyjazdu do Nowej Huty. Bez biletu rzecz jasna. Załatwiłem tam, com miał załatwić, przy okazji pospacerowałem odrobinę, a w drodze powrotnej odwiedziłem jedno z krakowskich centrów handlowych.

 

PocketBook Touch Lux 4 szczelnie zamknięty w nowej wersji firmowej okładki (Kraków, styczeń 2019 r.)

 

W podróży dzielnie towarzyszył mi PocketBook Touch Lux 4. Co prawda nie testuję go teraz w ramach przygotowań do recenzji, ale akurat na nim chciałem sprawdzić jak działa Legimi i tak jakoś mi chwilowo zostało bo się zaczytałem. Jadąc do Huty zatopiłem się w lekturze znakomitej książki „Hit Man. Nowe wyznania ekonomisty od brudnej roboty” Johna Perkinsa. To rozszerzona i uaktualniona wersja publikacji „Hitman. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty”, którą już czytałem prawie dwa lata temu. Treść nie jest więc dla mnie nowością, ale ponowna lektura i tak raz po raz wywoływała ciarki przelatujące po plecach. Raczej nie był to prąd z trakcji tramwajowej. Książka jest o tyle ciekawa, że zawiera relacje „z pierwszej ręki” na temat wielu wydarzeń społeczno-ekonomicznych, które wstrząsnęły światem w drugiej połowie XX wieku. W nowym wydaniu autor dochodzi także do rozważań na tematy bardziej współczesne.

 

Dziś było zdecydowanie za zimno na czytanie na polu (Kraków, styczeń 2019 r.)

 

Niestety, ani w parku, ani na przystankach czytać się nie dało. Ubrałem się dziś raczej ciepło, ale czekając na tramwaj czy autobus jakoś wolałem mieć ręce w kieszeniach kurtki. Choć czytnik w codziennym użytkowaniu spisuje się dzielnie, to jakoś na polu nie miałem sumienia dziś go katować. Pospacerowałem więc trochę i korzystając z ładnego światła, uwieczniłem PocketBooka Touch Lux 4 na tle śniegu. 

 

 

Aura bliżej centrum Krakowa nie zapowiadała ślicznych widoków, które mnie czekały na obrzeżach Nowej Huty (Kraków, styczeń 2019 r.)

 

W drodze powrotnej wstąpiłem do jednego z centrów handlowych. Napotkałem tam (w jednym ze sklepów elektronicznych) wystawionego na półce inkBooka Lumosa, więc stwierdziłem, że jest okazja do „sklepowego” testu czytnika. Zrobiłem już tak kiedyś z Larkiem Freebookiem 4.3. Podobnie jak w przypadku Larka, także na inkBooka szkoda mi pieniędzy. Pisałem tu o dwóch pierwszych recenzjach tego modelu (por. „inkBook Lumos – jest także DRUGA RECENZJA”). Uznałem, że w tym przypadku lepiej uczyć się na cudzych błędach. Ale skoro czytnik wystawiony na półce... żal nie skorzystać z okazji.

 

 inkBook Lumos na sklepowej półce (Kraków, styczeń 2019 r.)

 

Załączyłem więc Lumosa, nawet nie musiałem do tego używać własnego powerbanka, bo bateria w czytniku była naładowana. To miłe. Zacząłem od otwarcia darmowego fragmentu e-booka, wgranego do pamięci urządzenia. Po przekartkowaniu kilku stron, chciałem wywołać menu formatowania wyglądu tekstu. Tu czytnik odmówił współpracy. Przeszedł do ekranu startowego i pokazał informację, że „aplikacja inkReader została zatrzymana”. Oznacza to ni mniej ni więcej, że program przestał działać, ale „aplikacja została zatrzymana” brzmi może ładniej. I na tym mój sklepowy test inkBooka się zakończył, zanim na dobre się zaczął. Trudno recenzować coś, co nie działa. „Sklepowego” testu i recenzji inkBooka Lumosa więc na moim blogu (póki co) nie będzie.

Like Reblog Comment
text 2018-09-27 08:07
Amazon POMAŁU ROZWIJA aplikację mobilną KINDLE LITE

Mobilna aplikacja Kindle, w wersji Lite, przeznaczona jest na rynki, gdzie znaczny udział mają tańsze smarfony z ograniczonym dostępem do internetu. Opisałem ją, kiedy na rynku indyjskim pokazała się wersja testowa programu. Teraz aplikacja jest już oficjalnie dostępna a Amazon stopniowo wzbogaca ją o nowe elementy, nie rozdymając przy tym jej rozmiarów.

 

Amazon Kindle Lite można pobrać z Google Play 

 

 

Najnowsza opcja, którą ostatnio dodano, to możliwość pobrania e-booków z księgarni do pamięci telefonu, co umożliwia czytanie off-line. Ma to sens jeśli użytkownik ma sporadyczny dostęp do internetu. Kindle Lite ma jednak wciąż bardzo ograniczoną funkcjonalność. Takie jest założenie w trosce o szybkość działania i objętość aplikacji. Program nie odczytuje e-booków spoza księgarni Amazon, nie ma obsługi słowników czy wyboru czcionek.

 

Kindle Lite wzbogacono o możliwość czytabia off-line pobranych wcześniej e-booków

 

Po co Kindle Lite?

Wciąż słabo mogę go polecić polskojęzycznym użytkownikom. Warto jednak o Kindle Lite pamiętać nie tylko w razie posiadania bardzo prostego smartfonu, ale także w przypadku korzystania z czytników książek pracujących pod Androidem. W ostatnim czasie trwa ofensywa właśnie takich urządzeń. Reklamowane są często jako otwarte na samodzielne instalowanie potrzebnych aplikacji. W tej grupie są zarówno inkBooki jak i wprowadzone ponownie na polski rynek Onyksy czy szerzej propagowane poza Chinami urządzenia marki Boyue. Praktyka wykazuje, że „normalne” aplikacje mobilne na takich urządzeniach mogą działać źle, lub wcale (doświadczyli tego recenzenci np. czytniku inkBook Lumos). Najnowsze „tabletowe” wersje aplikacji do czytania e-booków zwyczajnie mogą być niedostosowane do ekranu z papieru elektronicznego lub wydajności procesora w czytniku.

 

Funkcjonalność aplikacji, jak to w wersji Lite - bardzo ograniczona

 

Podsumowanie

Amazon Kindle Lite może być ratunkiem w przypadku kłopotów z uruchomieniem aplikacji mobilnej Kindle na czytniku. Przyda się głównie czytelnikom w krajach anglojęzycznych niestety. Aplikację można pobrać m.in. ze sklepu Google Play.

 

Like Reblog Comment
text 2018-09-11 20:28
inkBook Lumos – jest także DRUGA RECENZJA

Wczoraj pisałem o recenzji czytnika inkBook Lumos, która ukazała się w serwisie Good e-Reader. Czytnik oceniono najniżej jak to możliwe. inkBook Lumos trafił także kilka tygodni temu do autora bloga „The Digital Reader”. Mamy więc okazję poznać drugą recenzję tego czytnika. Jakie opinie o inkBooku można spotkać w tej recenzji? Równie kiepskie, krótko mówiąc. Nate Hoffelder pisze wprost: kupcie coś innego (ang. „Buy something else”). Czym uzasadnia swój werdykt? Zobaczmy...

 

inkBook Lummos w rękach autora serwisu The Digital Reader (źródło: https://the-digital-reader.com)

 

W recenzji zamieszczonej na The Digital Reader możemy znaleźć garść pozytywnych jak i negatywnych uwag. Autor zaznacza, że da radę korzystać z ekranu o niskiej rozdzielczości. Podoba mu się regulacja temperatury barwowej oświetlenia. I na tym chyba koniec dobrych cech wspomnianych w tej recenzji inkBooka Lumosa. Do negatywów zaliczono przede wszystkim oprogramowanie czytnika. Czytnik reklamowany jest jako dający możliwość korzystania z zewnętrznych aplikacji - „Dodaj funkcjonalności, których potrzebujesz”. Problem w tym, że z tej funkcji nie udało się recenzentowi skorzystać (przynajmniej w przypadku amazonowej aplikacji Kindle). Lektura trzech e-booków na inkBooku skłoniła do konstatacji, że Lumos ma zawierającą błędy i działającą niestabilnie aplikację do czytania (ang. „runs a buggy and unstable reading app”). Był także sfrustrowany działaniem fizycznych klawiszy zmiany stron. W sumie recenzent sugeruje zapłacić trochę więcej np. za Kobo Clarę HD i mieć porządny sprzęt z porządnym oprogramowaniem.

 

Czytnik reklamuje hasło „Dodaj funkcjonalności, których potrzebujesz”, jednak recenzentowi nie udało się dodać aplikacji do czytania, której potrzebował (źródło: inbook.pl)

 

W komentarzach pod recenzją, dwie (ukrywające się pod pseudonimami) osoby piszące z sieci komputerowej firmy Arta Tech, próbowały poprawić wizerunek czytnika. Tłumaczyły, że inkBook Lumos to nie tablet, ma wystarczającą ilość RAMu a system zainstalowany w czytniku jest wystarczający. Jest jednak jeden problem – praktyka wykazała w czasie testu, że tak stary system jednak nie jest wystarczający. Według recenzentów czytnik jest ospały a oprogramowanie niestabilne. No i nie można korzystać z aktualnych wersji programów do czytania e-booków. Nie wiem, jak Wam, ale mnie już recenzji inkBooka Lumosa wystarczy.

 

Pełna recenzja dostępna jest na stronie serwisu The Digital Reader: „InkBook Lumos Review: Buy Something Else”.

 

[Aktualizacja 15 IX 2019 r.]

Ja także postanowiłem przekonać się, jaki jest inkBook Lumos w codziennym działaniu. Zapraszam do lektury recenzji mojego autorstwa

More posts
Your Dashboard view:
Need help?