logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Agora
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2016-04-01 05:06
Premiery i zapowiedzi - kwiecień 2016

 

 

Zapraszam do subiektywnego wyboru nowości kwietnia.

 

Read more
Like Reblog Comment
review 2016-03-02 00:00
Whill of Agora
Whill of Agora - Michael James Ploof It was a fun read, and I plan to continue the series, but it was filled with cliches and to many of its plot twists were way over used and predictable for fantasy readers. Although I enjoyed reading this, it did often remind me of Eragon (which I loved, but could do without a retelling of) and other similar books. There were also quite a few errors that should of been edited out, both spelling errors, and spacing errors, that made it difficult to read in some places.
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-10 14:12
Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall

 

Jacek Antczak

Agora, 2015

 

Reportaż cieszy się w naszym kraju wyjątkowym zainteresowaniem. Już od kilku lat z zaciekawieniem obserwuję, jak na półkach w księgarniach pojawia się coraz to więcej pozycji reporterskich (głównie nakładem wydawnictwa Czarne, ale nie tylko), systematycznie poszerza się nie tylko grono czytelników preferujących fakty od fikcji, ale również osób, które chcą tej prawdy dociekać na własną rękę.

 

A przecież napisać reportaż nie jest prosto. Na powieść trzeba mieć po prostu pomysł, potem wystarczy zasiąść przed komputerem i zabrać się do pisania (tak w dużym uproszczeniu). By powstał dobry materiał reporterski nie wystarczy pomysł, trzeba ruszyć się z domu i zabrać za zbieranie materiału, niekiedy narażając przy tym własne zdrowie, a nawet i życie. O ile w fikcji możemy sprawnie maskować konkretne osoby i fakty do woli korzystając z dobrodziejstw alegorii, żywiąc nadzieję, że czytelnik domyśli się, o co tak naprawdę nam chodziło, tak w reportażu takie kalambury się raczej nie sprawdzą. Reporter musi liczyć się z tym, że jego praca osądzana jest nie tylko przez czytelnika, ale i przez osobę, której dany materiał bezpośrednio dotyczy. Te niebezpieczeństwa nie zrażają jednak młodych adeptów sztuki reporterskiej, którzy pragną pójść w ślady Ryszarda Kapuścińskiego lub Hanny Krall.

 

Na rynku ukazała się właśnie książka Jacka Antczaka „Reporterka”. Jest to drugie, rozszerzone wydanie rozmów przeprowadzonych z Hanna Krall, królową polskiego reportażu. Rozmów szczególnych, bo tak naprawdę stanowiących kompilację wywiadów przeprowadzonych z pisarką z różnych okazji, przez różnych dziennikarzy. Rola Jacka Antczaka polegała więc na pieczołowitej selekcji ciekawych kwestii, które w tej niezliczonej ilości rozmów padły, ich uporządkowaniu i sklejeniu wszystkiego tak, by stanowiło jednolitą całość. Dopiero gdy pojawił się jakiś ubytek, gdy potrzebne było słowo komentarza, wówczas zwracał się z pytaniem bezpośrednio do Krall.

 

Podobnie jak w przypadku wznowionych ostatnio wywiadów z Konwickim, tak i „Reporterka” skupia się głównie na warsztacie autora, spychając wątki biograficzne na drugi plan. Z licznych rozmów uwzględnionych w tej książce wyłania się obraz pracy reportera, który w dużej mierze wiąże się z zagrożeniami wspomnianymi na początku tego tekstu. Hanna Krall opowiada o tym, jak powstają jej książki, zdradza czytelnikowi, co stanowiło dla niej inspirację i jak wglądała praca nad nimi. Na katach „Reporterki” chętnie opowiada również o swojej współpracy z innymi osobistościami świata kultury, m.in. z reżyserem teatralnym Krzysztofem Warlikowskim, Izabellą Cywińską, czy z młodszymi kolegami po fachu: Mariuszem Szczygłem i Wojciechem Tochmanem. Szczególnie dużo uwagi poświęca postaci Krzysztofa Kieślowskiego, z którym współpraca zaowocowała m.in. wyśmienitym „Przypadkiem”.

 

W „Reporterce” wyjątkowo zaznaczają się dwie kwestie. Po pierwsze – specyfika pracy reportera w czasach PRL. Reporterka opowiada o nieustannej ingerencji cenzury, o wstrzymywaniu wydań jej książek, a nawet o przemieleniu (!) nakładu jednej z jej prac. Drugą kwestią jest słynna rozmowa Krall z Markiem Edelmanem, czyli „Zdążyć przed panem Bogiem”. Choć Antczak starał się tak układać rozmowy, by w miarę równym stopniu odnosiły się do każdego z dzieł reporterki, to jednak kwestia powstania w warszawskim getcie wraca na kartach książki niczym bumerang.

 

W tej fascynującej i wciągającej opowieści o pracy reportera Hanna Krall zupełnie nieoczekiwanie ujawnia swoje dość intrygujące oblicze. Otóż okazuje się, że tytułowa reporterka to osóbka stanowcza, która potrafi wytyczać granice i ich uparcie bronić. Pomimo licznych prób nakłonienia autorki do opowiedzenia o swoim życiu, ona za każdym razem odmawia, twierdząc, że jej życie jest nudne, że nie chce rozmawiać o własnym smutku. Krall ujawnia też niezwykłą pewność siebie, brak skrępowania do wyrażenia własnego zdania. Mimo koleżeńskiego stosunku, który łączył ją z Kieślowskim, otwarcie krytykuje jego późniejsze, mniej „reporterskie” filmy. W innym miejscu przyznaje, że książki nie są dla niej specjalnie ważne i że niczego się z nich nie nauczyła, co, patrząc na zawód, który wykonuje, jest stwierdzeniem dość zaskakującym. Możemy również przeczytać, jak Krall niezadowolona z zadanego jej pytania upomina dziennikarkę. Ta bezpośredniość może razić, ale wygląda na to, że to właśnie dzięki tej cesze Krall udało się tak wiele osiągnąć.

 

W „Reporterce” od samego początku uwierała mnie trochę konstrukcja tekstu. Technika kopiuj-wklej nie do końca przypadła mi do gustu, zwłaszcza, że mam w nawyku czytać wszystkie przypisy, a te pojawiały się tutaj praktycznie po każdym zadanym pytaniu, wskazując źródło, z którego pochodzi dana kwestia. Z czasem doszłam do wniosku, że nie mam innego wyjścia, jak tylko przestać czytać adnotacje i potraktować ten kolaż jako jeden, spójny tekst. Dopiero wówczas mogłam w pełni skupić się na rozmowie i docenić głębię książki. Paradoksalnie większe moje zainteresowanie wzbudziły ciekawe dywagacje na temat pracy reportera oraz roli, jaką spełnia reportaż we współczesnym świecie , niż postać samej Hanny Krall. Zresztą jej prywatnej jest tu niewiele, nie ma miejsca na opisywanie skandali, czy dzielenie się ploteczkami. Ta książka jest trochę jak reportaż, tu liczą się fakty.

 

Warto jeszcze dodać, że na końcu książki znajduje się rozdział, w którym autor przytacza wypowiedzi na temat Hanny Krall m.in. Ryszarda Kapuścińskiego, Małgorzaty Szejnert, księdza Adama Bonieckiego, Tadeusza Sobolewskiego, Krystyny Jandy, Agaty Tuszyńskiej, Daniela Passenta, czy Krzysztofa Warlikowskiego. Całość uzupełniona została fotografiami bohaterki.

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-05-06 09:39
Nowości - maj 2015

 

 

Zapraszam do subiektywnego przeglądu nowości majowych.

 

 

Read more
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-03 15:44
Dziewczyna z Kamienia

 

Izabella Cywińska

Agora, 2015

 

Nigdy nie przypuszczałam, że biografia nieznanej mi osoby będzie w stanie mnie tak zainteresować i sprawić, że zżyję się z jej bohaterem. Izabeli Cywińskiej i jej „Dziewczynie z Kamienia” się to udało.

 

Na początku muszę się trochę wytłumaczyć z mojej ignorancji. Jak to możliwe, że nigdy nie słyszałam o tak wybitnej reżyser? No cóż, lata największej aktywności teatralnej Cywińskiej przypadały na drugą połowę PRL, czas gdy jeszcze nie było mnie na świecie. Gdy obejmowała stanowisko Ministra Kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego dopiero raczkowałam, a by oglądać odważne sceny w „Bożej Podszewce” byłam stanowczo za młoda. Mimo to zdecydowałam się sięgnąć po jej biografię. Zachęciły mnie opinie, że losy autorki splatają się z historią współczesną Polski, począwszy od międzywojennej idylli, aż po czasy obecne, że jest zawarta historia współczesnego teatru i polityki.

 

„Dziewczyna z Kamienia” to opowieść o tym, jak przedziwne sploty losu potrafią skutecznie utrudniać nasze życie i jak sobie z tymi przeciwnościami skutecznie radzić. Życie Cywińskiej mogło wyglądać niczym prawdziwa bajka. Przyszła reżyser przyszła na świat w dość zamożnej ziemiańskiej rodzinie z wieloletnimi tradycjami, w niewielkim majątku Kamień w dzisiejszym powiecie Opolskim. W domu, który na poły był dworkiem i pałacykiem, otoczone służbą i kochającą rodziną panienki Cywińskie mogły czuć się jak w puchu, komfortowo i bezpiecznie. Los jednak bez przerwy rzucał Izie kłody pod nogi. Dość szybko straciła ojca, który dokonał żywota w pożarze wznieconym przez nieopaczne zaśnięcie z tlącym się papierosem w ustach. Kilka lat później nadeszła z kolei wojna, która położyła kres polskiej tradycji ziemiańskiej. Mała Iza bezpowrotnie utraciła swój piękny dom i wraz z mamą, stryjkiem i siostrą rozpoczęła tułaczkę po całej Polsce, szukając tego odpowiedniego miejsca do ponownego osiedlenia się.

 

W życiu dorosłym nie było lepiej, tułaczka trwała. Cywińska nie od razu dostała się do szkoły teatralnej, kolejne obejmowane przez nią teatry (Kalisz, Poznań, warszawskie Ateneum) po początkowej fazie sukcesów przynosiły więcej problemów, niż korzyści. Działalność polityczna, którą przypłaciła internowaniem w 1981 r., również okazała się być rozczarowaniem. Nie inaczej było w życiu uczuciowym. Mimo tych niepowodzeń autorka nie traciła hartu ducha, nie poddawała się i uparcie dążyła po swoje. Sama o sobie mówi „niepoprawna optymistka” i chyba dzięki temu udało się jej zajść do tego miejsca, w którym się teraz znajduje.

 

Tym, co mnie szczególnie ujęło w tej autobiografii, jest właśnie szczerość autorki. Nie kreuje się na bohaterkę czasów współczesnych, nie udaje, że jest wybitną panią reżyser, nie twierdzi, że była bojowniczką o wolność Polski, tudzież panią minister, która przebojem wkroczyła do nowego rządu i z miejsca rozpoczęła gruntowne reformy. Chciała tworzyć ambitny teatr, chciała wyprowadzić kraj ze stagnacji, jednak okazało się być to trudniejsze, niż przypuszczała. Nie koniecznie dlatego, że sama nie potrafiła podołać zadaniu, ale dlatego, że jej wizja nie zawsze była zbieżna z wizją innych osób. Cywińska podkreśla to, co jej się w życiu udało, ale jednocześnie nie waha się na kartach swojej własnej książki przyznać do błędów, jak i wyrazić rozczarowanie, zarówno zaistniałymi sytuacjami, jak i konkretnymi postaciami.

 

Warto bowiem zaznaczyć, że w tej dość opasłej autobiografii Cywińska nie występuje sama, często pojawiają się tam inne osoby, z którymi jako reżyser i dyrektor teatrów miała okazję współpracować. Jest opis znajomości ze Zbyszkiem Cybulskim (który nota bene odegrał w jej życiu dość istotną rolę), Tadeuszem Łomnickim, Andrzejem Wajdą, czy wreszcie Adamem Hanuszkiewiczem, u boku którego, jeszcze jako studentka, stawiała swoje pierwsze kroki w świecie teatru – a to tylko niewielki wycinek z całego katalogu nazwisk, które pojawiają się w „Dziewczynie z Kamienia”. Autorka skutecznie „detronizuje” te postaci, z pozycji gwiazdy sprowadza je do poziomu współpracownika, pokazując je z nieco innej, zdecydowanie bardziej przyziemnej perspektywy.

 

Oprócz postaci znanych ze sceny dramatycznej z biegiem czasu zaczynają Cywińską otaczać bohaterowie sceny politycznej z głównymi motorami „karnawału solidarności” na czele (zwłaszcza „dżinsowym” Jackiem Kuroniem”, z którym autorkę łączyła szczególna zażyłość). Wątek polityczny snuje się zresztą przez całą książkę, autorka już od lat młodzieńczych wdawała się w polityczne dysputy w domu i w szkole, przez co nie raz wpadała w tarapaty. W swoich wspomnieniach skrupulatnie odnotowuje wszystkie pamiętne czerwce, marce, sierpnie i grudnie, co tylko podkreśla głębokie osadzenie losów Cywińskiej w kontekście historyczno-politycznym.

 

Czytając teatralno-polityczno-osobiste wspomnienia Cywińskiej można odnieść wrażenie, że ich adresatem nie jest tylko czytelnik, ale również (a może i przede wszystkim) sama autorka. To nie jest po prostu jej bieg życia, historia opowiedziana by zostawić po sobie książkę, pełno tutaj analiz i wniosków, zupełnie tak, jakby autorka starała się odkryć, co w danej sytuacji poszło dobrze, a co źle i dlaczego, co sprawiło, że postąpiła tak a nie inaczej. To też próba podsumowania minionych okresów w historii Polski, zapisanie obrazów które żyją jedynie w pamięci autorki. Razem z Kamieniem w gruzach legło polskie ziemiaństwo, a wraz z nim pewne ideały, określony światopogląd i styl bycia. W ciągu tych 80 lat życia autorki świat w którym była zmienił się nie do poznania, dlatego też uznała a słuszne odnotować to, co było. Dla innych i dla samej siebie.

 

„Dziewczyna z Kamienia” ma jeszcze jeden niepodważalny atut: Cywińska pisać potrafi i czyta się ją wyjątkowo dobrze, zupełnie tak, jakby słuchało się opowieści snutej przez starszego członka rodziny. Nie obce są jej co prawda dygresje i chronologia opowieści często ulega zaburzeniu, jednak jest to tak umiejętne poprowadzone, że wszystko stanowi jedną, przemyślaną całość. Warto dodać że tekstowi towarzyszy wiele fotografii, co oczywiście urozmaica lekturę i pomaga nam jeszcze lepiej poznać autorkę. I tak jak zasiadając do lektury miałam jedynie mgliste pojęcie o Izabelli Cywińskiej, tak teraz czuję, jakbym znała ją od lat.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?