logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Karakter
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2016-04-01 05:06
Premiery i zapowiedzi - kwiecień 2016

 

 

Zapraszam do subiektywnego wyboru nowości kwietnia.

 

Read more
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-06-01 11:59
Subiektywny alfabet współczesności

"B jak Bauhaus" Deyan Sudjic

 

zdjęcie-15

 

Jak czytamy w podziękowaniach autora, ta książka miała być początkowo „konwencjonalnym słownikiem”. Na całe szczęście Internet zabił ten pomysł, a wydawca podpowiedział Sudjicowi napisanie książki bardziej subiektywnej oraz osobistej. Właśnie dzięki temu tak dobrze się ją czyta.

 

„B jak Bauhaus”, mimo swojej formy, nie jest ani słownikiem, ani alfabetem. Jest raczej podróżą sentymentalną autora po świecie designu, architektury i mediów. Znajdziemy tu po trochu wszystkiego – i przybliżenie sylwetek znaczących postaci (Rozdziały o Utzonie, Sottsassie), i analizę zjawisk oraz idei (zbieractwo, forma kontra funkcja, znaczenie i oddziaływanie przedmiotów codziennego użytku), i przedstawienie współczesnych technologii i ich znaczenia dla świata (klawiatura QWERTY, YouTube, gry komputerowe).

 

Nie są to jednak suche biogramy i definicje. Jeśli Sudjic pisze o slumsach, to robi to z perspektywy własnej podróży do Indii. Jeśli pisze o tożsamości narodowej, odwołuje się do historii swojej rodziny i poplątanych losów Bałkanów. Jeśli pisze o modzie, wspomina czasy młodości i pierwszy sztruksowy krawat w turecki wzór. Sudjic pisze więc nie z perspektywy znawcy czy obserwatora (choć oczywiście mu tych funkcji nie odmawiam), a uczestnika wydarzeń. Z czytelnikiem dzieli się nie tyle faktami, co własnymi odczuciami i przemyśleniami.

 

Dla mnie osobiście najciekawsze okazały się te rozdziały, w których Sudjic opowiada o młodości w Wielkiej Brytanii. Trochę wynika to z mojego uwielbienia dla „Velvet Goldmine”, trochę z liźnięcia obrazu UK po wojnie przy okazji biografii Bowiego czy Beatlesów. Coś mnie w kolejnych dziesięcioleciach historii Wielkiej Brytanii pociąga, może muzyka, może moda, może świadomość, że nie jedna Polska musiała się podnieść po wojnie. A w sumie niewiele na ten temat czytałam, więc z radością przywitałam te fragmenty „B jak Bauhaus”.

 

Lektura była też okazją do zapoznania się z bliżej mi nieznanymi ludźmi. Ileż w końcu można słuchać o Le Corbusierze czy Gropiusie ;) Szczególnie zainteresował mnie rozdział „m jak muzeum” i sylwetka wcześniej zupełnie mi nieznanej Hilli Rebay – może kobiety niespecjalnie dla świata sztuki zasłużonej, ale intrygującej. Niezależnie jednak od tematu, Sudjic pisze wyjątkowo lekko, a konstrukcja książki sprawia, że można czytać ją nie tylko od deski do deski, ale też wybiórczo, skacząc po interesujących nas zagadnieniach.

 

Gruba i w twardej oprawie, książka może sprawiać wrażenie ciężkiej, ale w rzeczywistości jest – podobnie jak styl, którym ją napisano – lekka i piękna. Papier jest przyjemnie miękki, a pierwsze strony kolejnych rozdziałów – błękitne. I tylko zdjęć mi chwilami brakowało, bo chciałam wiedzieć, jak właściwie wygląda omawiane krzesło lub inny przedmiot, kultowe przecież. A nawet tysiąc słów nie da tego efektu, co zobaczenie designu. Zdaję sobie jednak sprawę, że wtedy książka musiałaby mieć trochę inną formułę. Z radością dostawię ją do kolekcji tytułów od Karakteru, mojego ulubionego wydawnictwa, które nigdy nie zawodzi mnie ani treścią, ani formą. Choć jedna zaskakująca rzecz zdarzyła się w tym wydaniu – w trzech ostatnich rozdziałach niebieskie strony są przesunięte i nie pokrywają się z początkami kolejnych haseł. Pozostaje mi się pocieszać, że może ten błąd dotyczy niewielkiej liczby egzemplarzy, mam więc coś rzadkiego ;)

 

„B jak Bauhaus” wydaje mi się znacznie lepszy od innej znanej mi książki Sudjica, „Języka znaków”, którą uważałam za zbyt chaotyczną. Mimo różnorodności omawianych zjawisk, postaci i przedmiotów „B” pozostaje uporządkowana i pobudzająca w podróży przez epoki i tematy. Napisana jest lekko i z pasją, osobiście i ciekawie.

Source: agnieszkazak.com/2015/05/29/subiektywny-alfabet-wspolczesnosci
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-05-06 09:39
Nowości - maj 2015

 

 

Zapraszam do subiektywnego przeglądu nowości majowych.

 

 

Read more
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-04-09 21:58
Nowości - kwiecień 2015

 

Wiosna! Po zeszłotygodniowym ataku zimy przez szczelną warstwę chmur przebiło się słońce, a temperatura stała się wreszcie znośna. Pora rozruszać kości i wybrać się na wiosenny spacer. Gdzie? Oczywiście do księgarni!

Zapraszam do przeglądu kwietniowych nowości. Wybór jest jak najbardziej subiektywny, więc jeśli pominęłam w nim jakąś, waszym zdaniem, godną uwagi książkę, dajcie mi o tym znać.

 

 

Read more
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-04-08 22:26
Ukryty modernizm. Warszawa według Christiana Kereza

 

Jan Strumiłło

Nicolas Grospierre (zdjęcia)

Karakter, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

 

Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
To kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha

 

Wyobraźmy sobie, że mamy polecić obcokrajowcowi polskie miasto z piękną architekturą. Bez dwóch zdań nasz wybór padnie na Kraków lub Wrocław, w sezonie letnim być może również wspomnimy o Gdańsku. Ów osobnik może być nieco zdezorientowany, przecież w większości państw najbardziej reprezentacyjnym miastem jest stolica. W tym momencie możemy zacząć opowieść o tym, jak to źli Niemcy latem 1944 r. zrównali z ziemią zabytkowe centrum Warszawy i jak to po 1945 r. źli Rosjanie zabrali się za jej radosne odbudowywanie na swoją własną, socmodernistyczną modłę. Gotyckich katedr nie ma, zamek podrabiany – lepiej pojechać do Krakowa.

 

Inna opcja: przyznajemy mu rację i polecamy Zamek Królewski ze startym rynkiem (falsyfikaty, ale może się nie pozna), Wilanów i Łazienki z Chopinem. A ten wysoki budynek z pocztówek to symbol minionego ustroju, niechciany „dar”, nie warto do niego zaglądać.

 

Możemy też wręczyć mu książkę „Ukryty modernizm. Warszawa według Christiana Kereza” i życzyć udanej wycieczki po stolicy nieco niestandardowym szlakiem architektury powojennej.

 

Zaraz, zaraz… Ale czym jest „Ukryty modernizm” i kim jest ów osobnik, który będzie nas po niej oprowadzać?

 

Chrisitan Kerez to szwajcarski architekt i wykładowca, który wsławił się w architektonicznej historii Warszawy jako autor budynku, który nigdy nie powstał. Historii tragicznej, bo w jej wyniku ucierpiał nie tylko główny zainteresowany, ale również warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które od lat bezowocnie szuka swojego lokum oraz Plac Defilad, z którym po zmianie ustroju nikt nie wie, co zrobić. Był pomysł, żeby na tej pustej działce w centrum miasta wznieść muzeum, ogłoszono nawet konkurs, który w 2007 roku wygrał Szwajcar. Jego pomysł okazał się być jednak zbyt kontrowersyjny i pięć lat później media podały, że przedsięwzięcie nie dojdzie do skutku. Umowa została zerwana, niesmak pozostał.

 

Głównym „mankamentem” projektu była jego skromna, jednorodna bryła, która w zamyśle autora miała stanowić tło dla otaczających ją modernistycznych budynków z Pałacem na czele. Tak się bowiem złożyło, że architekt zamiast sugerowania wyburzenia „daru Stalina”, pokochał powojenną architekturę stolicy. W 2008 roku zdecydował się nawet zabrać swoich studentów na krótką wyprawę do Warszawy śladami tego stylu. Ze względu na ograniczony czas wybrano zaledwie kilka budowli. Efektem tej wyprawy był skrypt, który następnie przerodził się w wydany w tym roku nakładem wydawnictwa Karakter przy wsparciu (o ironio!) Muzeum Sztuki Nowoczesnej książko-album.

 

Publikacja ta składa się z czterech części. Całość otwiera esej poświęcony Kerezowi autorstwa Jana Strumiłło, architekta, który pomagał Szwajcarowi w organizacji warszawskiej wycieczki, pełniąc jednocześnie rolę jego przewodnika po polskiej stolicy. Strumiłło pojawia się również w drugiej części, czyli w wywiadzie przeprowadzonym z pomysłodawcą publikacji, w którym panowie rozmawiają o modernistycznych warszawskich obiektach oraz ich współczesnych losach. To teksty skupiające się na postaci Kereza, jego twórczości i epizodzie warszawskim,

 

Po tym wprowadzeniu możemy wreszcie przejść do sedna, czyli do budynków. Trzeba przyznać, że wybory Kereza nie są oczywiste i czasami zaskakują. Mamy tutaj cały wachlarz głównie powojennych konstrukcji (z kilkoma przedwojennymi wyjątkami), począwszy od Pałacu Kultury, Sejmu i Dworca Centralnego, przez „kultowy” Smyk, Supersam i Pawilon Chemii, aż po drobne przystanki PKS, czy zajezdnię. Architekt zwrócił również uwagę na osiedla mieszkaniowe (m.in. MDM, Sady Żoliborskie) oraz na trasę WZ. Pojawia się nawet jeden kościół, co biorąc pod uwagę ówczesne nastroje społeczne, jest wyborem zdecydowanie niestandardowym.

 

Każda prezentacja budynków (łącznie jest ich 30) została opatrzona niezbędnymi informacjami, takimi jak data powstania (nierzadko również data wyburzenia), nazwiska projektantów oraz adres pod którym się znajduje. Resztę wypełniają fotografie budynku, zarówno te współczesne autorstwa Nicolasa Grospierre, jak i te pochodzące ze źródeł archiwalnych. Dodatkowo Strumiłło wykonał plany omawianych brył, co bez dwóch zdań dodaje atrakcyjności zebranemu w tej publikacji materiałowi. Całość uzupełniają dodane na końcu krótkie noty biograficzne architektów oraz mapa, dzięki której możemy brać książkę w rękę i wyruszać na podbój Warszawy.

 

Po pierwszym przekartkowaniu „Ukrytego modernizmu” stwierdziłam, że same fotografie mogą nie wystarczyć i że przydałoby się napisać kilka zdań o każdym z prezentowanych budynków. Po lekturze całości zrozumiałam jednak, że takie uzupełnienie mijało by się z celem. Warto przypomnieć sobie, że Kerez nie jest Polakiem, tylko Szwajcarem i patrząc na ulice Warszawy nie widzi w jej zabudowaniach kontekstu historycznego, tylko same formy. Mówiąc dosadniej: nie obchodzi go kontekst historyczno-polityczny, tylko „tu i teraz”. Patrząc na PKiN widzi on ciekawą konstrukcję, a nie nacechowany negatywnymi emocjami pomnik ubiegłej dekady. Tak też powinniśmy podejść do tego albumu, oglądać budynki skupiając się na podkreślanych na zdjęciach detalach, zapominając na chwilę o wszelkich skojarzeniach i uprzedzeniach. A jeśli komuś naprawdę zależy na poznaniu historii budynków, to odsyłam do „Źle urodzonych” Filipa Springera.

 

„Ukryty modernizm” to kolejna publikacja, która próbuje oswoić nas z architekturą powojennego modernizm (dokładniej socmodernizmu), pokazując nam, że potężne, betonowe konstrukcje z lat ’50 wcale nie są brzydkie, ani monotonne. To trochę paradoksalne, że wycieczka, która powstała z myślą o szwajcarskich studentach, ma teraz edukować nas, Polaków. Może wreszcie nauczymy się spoglądać na te budynki, jak na przykłady ciekawej architektury i dostrzeżemy w nich coś więcej, niż upiornego ducha PRL-u?

 

Szkoda tylko, że w przeciwieństwie do publikacji poświęconej domostwu Hansenów, ta książka nie powstała w wersji dwujęzycznej. Równoległy tekst angielski mógłby okazać się przydatny dla obcokrajowców, którzy chcieliby poznać modernistyczne oblicze Warszawy. Choć z drugiej strony zdjęcia, które w końcu stanowią jej główny element, nie potrzebują tłumacza. Całą resztę wyjaśnić może nam internet.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?