logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Biuro-Literackie
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-06-13 21:17
Tablet taty

 

Darek Foks

Biuro Literackie, 2015

 

Zanim przejdę do recenzji czas na wspomnienia. Czas akcji: czerwiec 2013 r. Miejsce: Starbucks w jednej z warszawskich „galerii” handlowych. W głównych rolach ja, średnie cappuccino i „Kebab meister” Darka Foksa. Cappuccino na stoliku, szybki łyk, otwieram książkę i pogrążam się w lekturze. Trzy łyki później lektura skończona a na mojej twarzy mina wyrażająca połączenie „to już, tak szybko?” oraz „co to właściwie było?”.

 

Czas akcji: 10 czerwca 2015 r. Miejsce: własna kanapa, Łódź. W głównych rolach ja, „Pas d’action” z „Jeziora łabędziego” oraz „Tablet taty” Darka Foksa. Orkiestra zaczyna grać, ja zaczynam czytać. Utwór (ok. 8 min) nie zdążył wybrzmieć, ja docieram do spisu treści. Tym razem jestem zadowolona, choć gdzieś z tyłu głowy snuje się myśl „mogłoby być tego więcej”.

 

Tytułowy tata z nowego zbioru wierszy Darka Foksa ma tablet, a na tym tablecie trzydzieści siedem folderów. W każdym folderze ulokował inną kobietę, którą miał okazję poznać (w jakim stopniu, tego możemy się chyba domyślić). Opis każdej zamyka w 4 wersach wiersza, każdej kobiecie przypisuje odpowiednie wspomnienie, jakieś skojarzenie. Z Antoniną fantazjował na temat nieistniejących książek, Natalia czytała gazetę oparta o zlewozmywak, a Zuzanna chichotała patrząc, jak on próbuje ułożyć się na materacu. Wspomnienia na pozór nieistotne, ale jednak zostały skatalogowane i zachowane na dysku. Ku pamięci.

 

Foks dobrze czuje się w minimalizmie i trzeba przyznać, że jest mu w nim do twarzy, zwłaszcza, jeśli chodzi o poezję. W przypadku prozy i pamiętnej powieści „Kebab meister” ta zdawkowość i przewaga białej kartki nad czarną czcionką trochę mnie uwierała, może nie tyle ze względu na sam pomysł, ale na nastawienie, z jakim podeszłam do lektury. Blurb zapowiadał interesującą narrację osadzoną w realiach II Wojny Światowej, podczas gdy we wnętrzu narracji praktycznie nie było.

 

W przypadku poezji jest jednak inaczej. Wiersz nie musi ciągnąć się przez kilka stron, by z powodzeniem przekazać całą treść. Takie były modne w romantyzmie, gdy wieszczowie potrzebowali wielu strof, w których zmieścić mogliby wszystkie epitety, metafory, porównania itp., każdą końcówkę wykańczając eleganckim rymem. Dziś nikomu już się w to kraszenie nie chce bawić, dzisiaj liczy się zwięzłość przekazu: ma być krótko i merytorycznie. I tak właśnie jest u Foksa, który w swoim najnowszym tomiku zamieścił wiersze które owszem, są krótkie, ale którym nie można zarzucić braku walorów poetyckich, czy powierzchowności.

 

Z tych cztero-wersowców wyglądają nie tylko kobiety, ale i dość ciekawe obrazy, z których wiele zakotwiczonych jest w krajobrazie miejskim. Katarzyna obserwuje małe budynki, na miejscu których lada moment stanąć ma inny, większy (centrum handlowe? hotel? zakład produkcyjny?), Monika pojawia się w oparach smogu, a Ewa popadła w konsternację zauważając, że fasada jej domu została nagle przemalowana na pomarańczowo. Same bohaterki wierszy również nie są jednakowe, są bardziej i mniej odważne, czasami można odnieść wrażenie, że niektóre są zagubione, natomiast inne idą przez świat z podniesioną głową, nie bojąc się nawet zmierzyć swojego męża lodowatym spojrzeniem. I chociaż okładka książki sugeruje, że wnętrza folderów mogą skrywać pikantne smaczki, to jednak erotyzm, choć jest w wierszach Foksa obecny, zostaje tutaj zgrabnie ukryty. Tak na wszelki wypadek, gdyby pociecha taty dorwała się do jego ulubionej zabawki.

 

„Tablet taty” to tomik przyjemny i choć zamieszczone w nim wiersze są dość krótkie, to pamiętajmy, że po zakończonej lekturze możemy zabawić się w odkrywcę i poszukać w historiach tych znajomości drugiego dna. I tak jak w przypadku niedawno opisywanych przeze mnie „Powązek” odradzałam czytanie tomiku w centrach handlowych i środkach komunikacji miejskiej, tak „Tablet taty” można zabrać ze sobą wszędzie, do tramwaju, na plażę, na nudne zajęcia. Tak jak na prawdziwy tablet przystało, idealnie sprawdzi się w każdych warunkach. I czas na łyżkę dziegciu w beczce miodu: wątpię, czy wiersze te zostaną z czytelnikiem na dłużej, obawiam się wylecą z pamięci czytelnika, jak się tam dostały. Choć mogę się mylić, w końcu wpisy zamieszczane na Twitterze są wyjątkowo krótkie, a jednak mogą rozpętać prawdziwą burzę. Może z wierszami Foksa też tak będzie?

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-06-03 07:37
Nowości - czerwiec 2015

 

Po majowym wysypie nowości nadchodzi czerwiec z początkiem sezonu ogórkowego. Ciekawych premier jakby mniej, ale i tak można znaleźć kilka intrygujących pozycji, w sam raz na pierwsze wakacyjno-urlopowe wyprawy. W tym zacnym gronie m.in. nowy Pilch oraz György Spiró, jak również pikantne ciekawostki dawnego Hollywood oraz Cesaria Evora i jej niesamowite życie.

Read more
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-28 22:40
Powązki

 

Tadeusz Pióro

Biuro Literackie, 2015

 

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam najnowszy tomik Pióry w mojej głowie pojawiła się jedna prosta myśl:

 

O co w tym wszystkim chodzi?

 

Przeczytałam i nie wiem, co przeczytałam. Zaczęłam szukać usprawiedliwienia, może nie powinnam byłam czytać „Powązek” w niedzielne przedpołudnie, po wieczorze spędzonym w operze w miłym towarzystwie Czajkowskiego i uroczych tancerzy z Monte Carlo (dałam się skusić tej parze tancerzy na okładce). Może to zaspanie i opary kwitnącego bzu sprawiły, że czytając kolejne wersy dostałam zadyszki? Może Pióro wymaga tego szczególnego rodzaju skupienia, który pomaga odnaleźć sens w nawet największej plątaninie myśli i skojarzeń wiedzionej kluczem, którego znaleźć, pomimo wszelkich wysiłków, nie można? Bo przecież powrót po 4 latach poetyckich wakacji jednego z ważniejszych poetów współczesnych nie może być bezładem. Po prostu ktoś taki nie mógłby sobie na to pozwolić.

 

Jakiś czas temu pisałam o „Klangorze”, w którym Urszula Kozioł wyrażała silne emocje za pomocą strof wzniesionych ze spiżu, pięknych i kształtnych. Pióro swoją poezję ulokował na zupełnie przeciwnym biegunie poetyckiej stylistyki. Jego wiersze są bełkotliwe, na pierwszy rzut oka bliżej im do wyciągu ze strumienia świadomości, w którym jedna myśl przechodzi płynnie w drugą, nie zawsze się przy tym kierując logiką, a częściej polegając na bodźcach, niż do misternie rozplanowanego dzieła poetyckiego. Czy to znaczy, że Kozioł tworząc swój tomik włożyła w niego więcej wysiłku, niż jej bałaganiarski młodszy kolega?

 

By znaleźć odpowiedź na to pytanie wystarczy zwizualizować sobie następującą sytuację: pedant wchodzi do pokoju bałaganiarza i zaczyna wielkie porządki: książki układa alfabetycznie, ubrania kolorami, wszystkie przedmioty zalegające na biurku starannie segreguje i lokuje w szafkach i szufladach. W zdecydowanej większości przypadków tak uszczęśliwiona osoba nie będzie w stanie odnaleźć się w tej nowej, logicznie urządzonej rzeczywistości, natomiast w nieporządku funkcjonowała świetnie. Okazuje się bowiem, że nawet w największym chaosie kryje się odrobina porządku i organizacji. W najnowszych wierszach Pióry również.

 

Pióro jest obserwatorem, rejestruje otaczającą go rzeczywistość i utrwala za pomocą poezji. Jego obserwacje, jak już wspomniałam, są poszatkowane, wiedzione skojarzeniami i, co jest niezwykle ważne, a o czym jeszcze nie wspomniałam, okraszone dużą dawką ironii i dystansu, które w przeciwieństwie do pięknych wierszy poetów starej szkoły, zakorzenione są w czasach współczesnych. Zamiast przytaczania mitologicznych herosów mamy referencje do „Czterech pancernych”, a piękne frazy zastąpione zostają frajerami.

 

Kogo Pióro pochował na „Powązkach”? Na pewno nie będzie to Aleja Zasłużonych, choć korowód wybitnych przedstawicieli kultury i sztuki rusz pojawia się w wierszach. Ktoś czyta Trylogię, jest Rilke, Kant, Hegel, Mann, a nawet Miłosz, ich rola ogranicza się jednak jedynie do wtrętu, brakującego elementu w układance. Groby które tutaj znajdziemy wypełnione są wspomnieniami autora, począwszy od pierwszej randki, przez enigmatyczną postać wuja, debiut, wizyty w klubach, czy podróże komunikacją miejską. Jest trochę PRL-u, trochę współczesności. Bywa zadziornie, jest też refleksyjnie. I tak przedzieramy się tak przez te wszystkie reminiscencje i kalambury, aż ostatecznie lądujemy na dwóch cmentarzach: zarezerwowanych dla wielkich Powązkach i bliższej przeciętnemu obywatelowi Wólce. Jeśli jednak czytelnikowi wydaje się, że będąc u celu podróży znajdzie rozwiązanie, coś w rodzaju klucza, to niestety się rozczaruje. Koniec jest gwałtowny, minimalistyczny i jeszcze bardziej niejasny.

 

Jak już wspomniałam, między wierszami możemy odszukać wiele aluzji, jednak jednym z najczęściej powracających tematów (oprócz miłości) jest sam utwór poetycki, którego autor pozwala sobie porównać do „samogwałtu” i poświęcić takiemu zestawieniu cały wiersz. Innym razem, w „Debiuciku” autor zasypuje czytelnika listą prostych rymów, które z pewnością nie są obce żadnemu poecie, który stawia pierwsze kroki w świecie literackim. Jest też „Hazard” poświęcony krytyce i ciąganiu artystów po sądach. Właściwie można zastanowić się, czy przypadkiem adresatem części jego wierszy nie jest kobieta, ale poezja właśnie (patrz „Dlaczego jestem frajerem”).

 

Tak, to nie są wiersze, które można czytać po ciężkim dniu, czy przy kawie w centrum handlowym, w przerwie pomiędzy zakupami. Poezja Pióry wymaga tego szczególnego skupienia i zaangażowania czytelnika. Autor zaprasza nas do zabawy, droczy się z nami i wodzi za nos. Ich lektura nie jest łatwa, ale odkrywanie wszystkich (pop)kulturowych nawiązań sprawia, że obcowanie z tym skromnym, 40-stronicowym tomikiem, przyniesie nam wiele satysfakcji.

 

A dla tych, który utknęli w gęstwinie myśli autora, Pióro przewidział motto:

 

 

Tylko w przypadku Pióry jest warto go zrozumieć. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-20 06:54
Komiks wierszem po ukraińsku

 

Biuro Literackie, 2015

 

Komiks jest dziedziną sztuki, z którą większość czytelników ma dość duży problem. Pamiętam, jak kiedyś w jednej z grup wzajemnej adoracji czytelniczej na Facebooku wybuchła żywa dyskusja, czy komiks, który jakby nie było składa się w większości z obrazków, można w ogóle uznać za literaturę. Ku mojemu zdziwieniu, zwolenników opcji dyskryminującej komiks było wielu, jednak ich argumenty ograniczały się do wniosków wysnutych z przykładu Marvela. A przecież komiks to nie tylko superbohaterowie, którzy chcą chronić świat, to również całe spektrum innych technik i tematów, czasem nie mniej poważnych, niż te, które stanowią podstawę literatury z górnej półki.

 

Wrocławskiej Biuro Literackie wpadło na dość nietypowy pomysł, by połączyć ze sobą dwie skrajne formy literackie, popowy komiks i wyrafinowaną poezję. Od 3 lat organizuje konkurs dla rysowników, którzy chcą się stawić czoła zadaniu ubrania wiersza w rysunkową formę. W tym roku uczestnicy musieli zmierzyć się z twórczością artystów ukraińskich, których wiersze obecne są w ofercie wydawnictwa już od lat. Najlepsze z nadesłanych prac zostały wydane w formie unikalnego albumu, w którym poezja łączy się z ilustracją, tworząc zupełnie nowe dzieło.

 

Przed uczestnikami postawiono więc niełatwe zadanie. Poezja brzmi pięknie, jednak nie zawsze można z powodzeniem ją zwizualizować. Prawdziwy problem powstaje, gdy poeta zamiast snuć w miarę uporządkowaną opowieść, daje się ponieść emocjom, tworząc tekst o dość enigmatycznej wymowie. Na tym jednak nie koniec trudności. Jak już wspomniałam, w tym roku bank wierszy wypełniała poezja ukraińska, która chyba dla większości polskich czytelników jest produktem egzotycznym, wciąż czekającym na oswojenie. Trzeba uważać na wszelkie smaczki kulturowe i społeczne ukryte w wierszach, nawiązania i komentarze.

 

Pokonkursowy almanach to zbiór 16 prac interpretujących wiersze 11 poetów. Każda z nich wykonana została odmienną techniką, każdy artysta miał swój własny pomysł na rysunek. Począwszy od ścisłego trzymania się tekstu i dosłownego przetłumaczenia słów poetów na język obrazu, aż po autorską interpretację utworów. Od kolażu, przez wymyślne grafiki, aż po niesforne, jakby odręczne kreślenie kresek. Prace prezentują się świetnie, rozmaitość potwierdza tylko wielotorowość współczesnej szkoły komiksu.

Na tle wszystkich prac zdecydowanie wyróżnia się komiks Edyty Bystroń oparty na wierszu „Bożonarodzeniowe naśladowanie Żadana” Jurija Izdryka, jedna z trzech laureatek pierwszej nagrody. Sukces zapewnił jej przede wszystkim wybór wyjątkowo plastycznego wiersza traktującego o hollywoodzkich wampirach i nieco przewrotne zinterpretowanie jego treści. Całość zamknęła w tradycyjnej, „dymkowej” formie komiksu z ilustracjami, które choć mogą wydawać się nieco zbyt proste, wręcz niedbałe, to jednak idealnie współgrają z wierszem Izdryka. To, przynajmniej w moim odczuciu, jedyna praca która jest komiksem, takim z krwi i kości, a nie zaledwie ilustracją do wiersza.

 

Bo z resztą bywa już różnie. „Szyjąca kobieta” Hałyny Kruk została zilustrowana przez Agnieszkę Świętek niezwykle starannie, ściśle nawiązując do myśli przewodniej wiersza. I tak mamy tutaj słowa wyszywane na różne sposoby, wklejki materiałów i projektów, naparstki, centymetry, igły itp. Efekt świetny, ale to wciąż tylko ilustracja. Nie inaczej jest w przypadku zinterpretowanego przez Radka Jakubiaka wiersza Nazara Honczara „[czy mnie bawisz czy nudzisz]”, gdzie całość została sprowadzona do trzech planszy z tekstem utworu i pomysłowymi ilustracjami. Czy jednak taka „plakatowa” forma może zostać nazwana komiksem?

 

Zbiór „Komiks wierszem po ukraińsku” prezentuje się świetnie, jednak w trakcie czytania kolejnych wierszo-komiksów napotkałam na pewien nieoczekiwany problem. Otóż czasami otoczka przeszkadzała mi skupić się na treści wierszy, zwłaszcza, jeśli dany utwór był nieco bardziej abstrakcyjny, a jego interpretacja odbiegała od jego treści. Po pierwszym zapoznaniu się z albumem bez problemu mogłam przypomnieć sobie wszystkie komiksy, jednak gdyby ktoś spytałby mnie, czego konkretnie te wiersze dotyczyły, z doprecyzowaniem treści niektórych prac miałabym już problem. Natomiast w przypadku wyróżnionego komiksu „Kijów w maju” Uadzimira Pazniaka duże, czarno-białe plansze działały tak na mój wzrok, że nie byłam w ogóle w stanie odczytać maleńkiego tekstu skrytego wśród czarno-białej szachownicy rysunku. Całe szczęście na końcu almanachu zostały zamieszczone wiersze w wersji saute, co, jeśli weźmiemy pod uwagę również komiksy z odręcznie pisanym (lub tak stylizowanym) tekstem, jest świetnym rozwiązaniem.

 

Komiks i wiersz mogą istnieć wspólnie i stanowią idealne rozwiązanie dla tych, którzy na dźwięk słowa „poezja” dostają gęsiej skórki. Jest to rozwiązanie typowo popowe i w żaden sposób natłok wzorów i kolorów nie może zastąpić czarnego tekstu zapisanego na białej kartce. Może za to stanowić zaczyn do stworzenia zupełnie nowego, odrębnego dzieła. Wystarczy dobry pomysł i, nie ma co się łudzić, plastyczny tekst.

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2015-05-06 09:39
Nowości - maj 2015

 

 

Zapraszam do subiektywnego przeglądu nowości majowych.

 

 

Read more
More posts
Your Dashboard view:
Need help?