logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: IFA-2013
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-05 13:13
TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część I

Przyszła kolej na recenzję trzeciego czytnika książek elektronicznych pretendującego do miana najmniejszego z najmniejszych. Trekstor Pyrus Mini – czytnik z ekranem 4,3 cala. Postaram się więc przy tej okazji porównać Trekstora Mini z Kobo Mini oraz Larkiem 4.3.

 

TrekStor Pyrus Mini – ekscytujące urządzenie?

 

Trudno jest recenzować czytnik, który wzbudza emocje. Z drugiej strony, jak tego nie zrobić? Współczesny świat pełen jest nudnych rzeczy takich jak na przykład gotowe dania, plastikowe zabawki pochodzące z plastikowego zagłębia gdzieś w Chinach, programy rozrywkowe polskich stacji telewizyjnych czy w końcu czytniki książek, które nigdy się nie psują a nawet jak na nich usiądziemy to i tak przyślą nam ze Stanów nowy. Jak żyć w takim nudnym świecie? Potrzebna jest jakaś niepewność, jakaś rysa w szarobetonowej rzeczywistości, jakieś wyzwanie – na przykład czytnik widmo! Właśnie takiego enigmatycznego urządzenia dotyczy ten test.

 

TrekStor Pyrus Mini

 

 

Moje pierwsze spotkanie z TrekStorem Pyrusem Mini miało miejsce na targach IFA 2012 w Berlinie. Odwiedziłem wtedy stoisko niemieckiego „producenta”. TrekStor Mni pojawił się nagle znikąd w rękach przedstawiciela firmy, zupełnie jak na pokazie dobrego prestidigitatora. Czytnik od razu zdobył serca towarzyszących mi osób płci pięknej, a poniekąd również i moje. A efektem tego zauroczenia był zakup... Kobo Mini. Bywa i tak.

 

Jednak myśl o malutkim, niedrogim, prostym czytniku wciąż kwitła w mojej głowie. I oto rok później znowu byłem w Berlinie, znowu przy okazji tagów IFA 2013, znowu odwiedziłem stoisko TrekStora. Jakże inne to było spotkanie, a jednak jakże ekscytujące! Tym razem Pyrus Mini prezentowany był zupełnie oficjalnie. Wyglądał tak jakoś przyćmiony (nomen omen) blaskiem premierowego Pyrusa 2 LED. Już myślałem, że nic ekscytującego mnie tym razem nie spotka, ale przedstawicielka firmy postarała się, aby mój pobyt w Belinie nie był nudny. Zmotywowany znacznymi obniżkami cen Pyrusa Mini w Niemczech, spytałem ją „gdzie mogę kupić Mini w Berlinie”. Nie wywlekałem wcale na światło dzienne takich faktów jak:

- jesteście niemiecką firmą;

- jesteśmy w stolicy Niemiec;

- jesteśmy na targach, gdzie pokazujecie czytniki;

- chcę kupić niemiecki czytnik w Niemczech przy okazji niemieckich targów.

Ale takie argumenty kołatały się tylko w mojej głowie, lecz albo grzeczność albo ograniczona znajomość języka niemieckiego nie pozwoliła mi ich użyć w dyskusji. W wyniku rozwlekłych dywagacji po angielsku i trwającego mniej więcej tyle co ostatnia epoka lodowcowa pobytu przedstawicielki firmy na zapleczu stoiska, otrzymałem wskazówkę na temat możliwości kupna Pyrusa Mini w stołecznym mieście w samym środku Europy (znaczy w Berlinie, a nie w Warszawie czy Krakowie). Oczywiście nie była to zwykła odpowiedź typu „na Friedrichstrasse 55 w cenie X euro”, ale tajemnicza (czysta) serwetka z odręcznie nagryzmoloną informacją w stylu „gdzie ukryto skarb piratów”.

 

Mapa piratów otrzymana od przedstawicielki TrekStora w Berlinie

 

Do poszukiwań zabrałem się dość standardowo, czyli sprawdziłem adresy, nazwy, linie metra. Ale rzeczywistość miała mnie jeszcze zaskoczyć. We wskazanych miejscach nie dość, że nie było czytnika, to jeszcze nie było tych miejsc. Zupełnie jakby coś stało się z tym miastem, czego pani z TrekStora nie zauważyła. Nie wiem czego... upadku Muru Berlińskiego, wkroczenia czterech pancernych i psa, a może likwidacji wskazanej sieci księgarskiej? Dość powiedzieć, że z Berlina wróciłem bez czytnika. Ale to tylko wzmogło moją chęć zdobycia zakazanego dobra. Oczywiście zakup w firmowym sklepie za firmową cenę (plus firmowe koszty przesyłki do Polski) uznałem za zbyt nudne. Ostatni akt zakupowej epopei rozegrał się więc na niemieckiej wersji serwisu „aukcyjnego” w postaci kilku przegranych i jednej wygranej aukcji. Tak, nie mylicie się! Napisałem o aukcjach, w których licytowałem Trekstora. To prawda, że w niektórych krajach na serwisach aukcyjnych wciąż niektóre dobra sprzedawane są w drodze aukcji! Wiem, że trudno w to uwierzyć bazując na polskich doświadczeniach, ale możecie mi wierzyć na słowo. I w końcu jako posiadacz dobra niemal spod lady (IFA 2012), po wielu wysiłkach przypominających lata komunistycznej gospodarki niedoboru (IFA 2013) stałem się posiadaczem unikalnego (jak dla mnie) egzemplarza TrekStora Pyrusa Mini. Czyż nie jest to ekscytujące urządzenie?

 

Dostęp do Pyrusa Mini nie jest łatwy

 

 

Czytnik – garść faktów

 

Trekstor Pyrus Mini to czytnik książek elektronicznych z ekranem wykonanym w technologii papieru elektronicznego o przekątnej 10,9 cm (4,3"). Dostarczany jest do Europy przez niemiecką firmę TrekStor, specjalizującą się w peryferiach komputerowych, tabletach jak i czytnikach e-booków właśnie. Jego większy odpowiednik – Trekstor Pyrus – był obecny na rynku polskim w roku 2012 w sieci sklepów Empik. W innych sklepach w Polsce jak i za granicą jest on zresztą sprzedawany do dziś. Być może Empik wycofał Pyrusa z oferty, ponieważ przestraszył się pozwu, jaki został złożony przeciw TrekStorowi przez dominującą na rynku papieru elektronicznego amerykańską firmę E Ink. Ona to dostarcza wyświetlacze m.in. do czytników Amazona czy Kobo a do urządzeń TrekStora zaś robiła to Guangzhou OED Technologies. I właśnie ta ostatnia posądzana jest o skopiowanie chronionej patentami technologii E Ink. Wciąż trwa batalia sądowa w Niemczech a pierwszych rozstrzygnięć strony spodziewają się podobno najwcześniej za kilkanaście miesięcy. Póki co czytniki TrekStora z ekranami z Chin będą więc dostępne na rynku europejskim. Ale TrekStor również zabezpiecza się, wprowadzając właśnie na rynek czytnik z ekranem E Ink Pearl i oświetleniem (Pyrus 2 LED).

 

Kobo Mini i TrekStor Pyrus Mini

Kobo Mini (po lewej) i TrekStor Pyrus Mini (po prawej)

 

Pyrus Mini jednak, jak na razie, oficjalnie do Polski nie trafił. A szkoda, bo jest to urządzenie warte uwagi i mogące sprawić wiele radości (a nawet może być ekscytujące; ale nie wiem, czy Wam życzę takich ekscytacji jakie mnie spotkały w Berlinie). Wydaje się być szczególnie przydatnym dla tych czytelników, którzy dużo czasu spędzają w komunikacji miejskiej. No i nie chcą wydać na czytnik zbyt dużo a mieć urządzenie przyzwoitej jakości. Gdybym był sprzedawcą w polskim serwisie „aukcyjnym” i sprzedawał na przykład żel do ciała przydatny w solarium, w tym miejscu bym napisał „to super gadżet za małe pieniążki”. Ale nie zrobię tego, ponieważ z miejsca sam bym znienawidził jak i Wam zohydził coś, co z takim trudem zdobyłem. Z tym żelem to trochę przesadziłem, bo jakiż to gadżet, ale taka oferta sprzedaży pojawiła się jako jedna z pierwszych gdy wpisałem w wyszukiwarkę frazę z owymi „małymi pieniążkami”.

 

Chowając Pyrusa Mini do kieszeni trzeba pamiętać, do której, żeby uniknąć przygód p. Hilarego

 

Pyrus Mini jest urządzeniem bardzo poręcznym. Waży zaledwie 111 g przy rozmiarach 85 mm x 128 mm x 9 mm. Ekran wykonany w technologii cyfrowego atramentu ma przekątną 10,9 cm (4,3 cala). Czyni go to z wielu względów czytnikiem naj... Jest to obecnie najmniejsze, niemal najlżejsze i co ważne - najtańsze urządzenie do czytania e-booków dostępne na rynku. Napisałem powyżej „niemal najlżejsze”, ponieważ Wexler One jest o 1g lżejszy (przy większym ekranie).

 

Na taki czytnik należy moim zdaniem zwrócić uwagę. Wspomniałem już, że mnie spodobał się od pierwszego wejrzenia przy okazji odwiedzin na stoisku TrekStora w czasie berlińskich targów IFA 2012. Już wtedy trudno go było nazwać najbardziej innowacyjnym lub zaawansowanym technologicznie, zapewne nie to było priorytetem przy jego projektowaniu. Pomimo prostoty jednak coś w sobie ma. Być może moja opinia wynika z faktu, że wiele książek przeczytałem na trochę mniejszym i też niezwykle poręcznym urządzeniu – palmtopie Palm Tungsten|C.

 

 

TrekStor Pyrus Mini nie jest pierwszym ani jedynym małym czytnikiem e-booków. Przy okazji recenzji Kobo Mini wspominałem między innymi o porównywalnych poprzednikach. Były to: Sony PRS-350, Bookeen Cybook Opus, PocketBook 360. Najpoważniejszym konkurentem Pyrusa Mini, obok Kobo Mini, jest obecnie Pocketbook 515 Mini, który miał premierę na targach IFA 2013. Jest on dostępny w Polsce przez oficjalnego dystrybutora. Ponadto na rynku rosyjskim jak i na targach IFA 2013 pojawiły się też klony pochodzące zapewne z tej samej taśmy produkcyjnej, co Pyrus Mini. W Berlinie podobne urządzenie prezentowali Hiszpanie (nie widać go na ich stornie WWW), a w sieci można obecnie znaleźć kilka zbliżonych możliwościami urządzeń dostępnych w Rosji. Jest to m.in. Ritmix RBK-200 oraz teXet TB-446.

 

Czy to najtańszy czytnik również dla nas?

 

Czytnik nie jest oficjalnie sprzedawany w Polsce. Na stronie producenta oferowany jest obecnie (wraz z etui) za 44 EUR, ale trzeba jeszcze doliczyć koszty przesyłki do Polski. Jednak zarówno w sieciach sklepów stacjonarnych z elektroniką jak i w jednym ze sklepów internetowych był wcześniej w RFN oferowany za 29 EUR. O ile w sklepach stacjonarnych wyprzedał się błyskawicznie, o tyle w redcoon.de raz po raz jeszcze się w takiej cenie pojawiał wielokrotnie. I równie szybko znikał. Pozostaje mieć nadzieję, że więcej przecenionych urządzeń trafi jeszcze na rynek.

 

Jak wspomniałem wcześniej, klony małego TrekStora oferowane są też przez sklepy rosyjskie, białoruskie i ukraińskie. Za Bugiem jest to wersja m.in. z dwukrotnie większą pamięcią, obsługą mp3 i dodaną ładowarką. Komplet do nabycia za równowartość około 200 PLN.

 

TrekStor Pyrus Mini zdobyty i zrecenzowany

 

Pomimo, że nie udało mi się kupić Pyrusa Mini podczas pobytu w Berlinie. Pomimo, że profesjonalizm obsługi stoiska TrekStora na targach IFA 2013 raczej osłabił niż zachęcił mnie do kontaktów z produktami przez nich sygnowanymi, jednak w końcu uznałem, że 29 EUR jest ceną obok której nie można przejść obojętnie. I oto po wygranej licytacji na niemieckiej wersji serwisu aukcyjnego oraz kilku miesiącach użytkowania czytnika mogę zaprezentować jego recenzję.

 

P.S. Już teraz zapraszam na drugą część recenzji czytnika TrekStor Pyrus Mini. Już wkrótce na Booklikes...

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-09-16 08:03
Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2013 w Berlinie - część II

Zapraszam na drugą części relacji, która będzie poświęcona najciekawszym (moim zdaniem) eCzytnikom pokazanym na IFA 2013. W pierwszej części (dostępnej tutaj) przedstawiłem ogólne wrażenia ze wszystkich odwiedzonych stoisk. W związku z kilkoma nowościami, jak Kobo Aura, PocketBook Mini czy PocketBook Cover Reader pojawiło się trochę wątpliwości wyrażanych na forum eksiazki.org jak i na portalu swiatczytnikow.pl. Postaram się niektóre z nich również wyjaśnić w oparciu o „badania terenowe”. Wszystkie moje obserwacje oparte są o kilkunastominutowe testy urządzeń w czasie targów i rozmowy z przedstawicielami wystawiających się firm. To zbyt mało, by porządnie zrecenzować przedstawiane urządzenia, ale chyba wystarczająco by mieć ogólny pogląd na co aktualnie zwrócić uwagę.

 

PocketBook Mini

Sam czytnik wygląda bardzo zgrabnie i jest zaskakująco lekki. Przy okazji recenzji Kobo Mini  oraz sprzedawanego w Polsce czytnika Lark Freebok 4.3 pisałem, że prędkość pracy obydwu czytników mogłaby być większa. Szczególnie Lark odstaje pod tym względem od konkurentów. Natomiast PocketBook Mini przy zmianie stron spisuje się bardzo dobrze, chyba najlepiej z czterech porównywanych przeze mnie czytników o ekranie mniejszym niż 6 cali. Mam nadzieję, że tak samo spisuje się z większymi plikami EPUB. Egzemplarz prezentowany na targach miał wgrane tylko kilka tekstów, które wyglądały na fragmenty książek, stąd moje zastrzeżenie. Jedyną mniej pozytywną uwagę, jaką można mieć na pierwszy rzut oka, to brak bocznych fizycznych klawiszy do zmiany stron. Jednak przy tak małym i lekkim urządzeniu prawdopodobnie przyciski ukryte po bokach pod ekranem pozwolą na sprawne posługiwanie się czytnikiem jedną ręką i wygodną zmianę stron kciukiem. Problemem jeszcze może być rodzaj plastiku użytego do wykonania obudowy. Sprawia wrażenie bardzo dobrej jakości jednak jest dość śliski. Ja bym wolał coś bardziej chropowatego, nawet kosztem „łapania” śladów palców. Zapewne wielu z nas używa czytników w etui, więc i ten problem można zniwelować.

 

Oprogramowanie urządzenia jest podobne do innych czytników PocketBooka. Nieodmiennie robi na mnie wrażenie ilość języków, w jakich może być wyświetlane menu. Jest wśród nich oczywiście i język polski. Dobre wrażenie robi też wybór czcionek i opcje formatowania książki.

 

W związku z różnymi opisami i specyfikacją techniczną podawaną przez sprzedawców PocketBooka Mini, na forum eksiazki.org pojawiły się spekulacje czy ma on wi-fi czy też nie. Napisałem w tej sprawie do firmy i z błyskawicznie przekazanych mi wyjaśnień wynika, że w Polsce będzie sprzedawana zarówno wersja z łącznością bezprzewodową jak i bez. Przy zakupach trzeba więc uważnie czytać opisy w sklepach i zwracać uwagę na cenę urządzeń.

 

Czytnik jest już dostępny w Polsce. Cena wersji bez wi-fi zaczyna się od 269 PLN. Na niemieckim rynku wyceniony na 60 EUR PocketBook będzie miał dość ciężko, zważywszy choćby obecną cenę Kobo Mini (39 EUR) czy Kindle Classic (49 EUR). Na szczęście dla PocketBooka Mini, u nas nie ma takiej konkurencji.

 

PocketBook Mini (Berlin, 2013 r.) 

 

Część możliwych do ustawienia wersji językowych menu w PocketBook Mini

 

Informacja o pamięci dostępnej dla użytkownika w PocketBook Mini

 

Fragment ekranu głównego w PocketBook Mini z książkami i menu w dolnej części

 

Menu dostępne w otwartej książce w PocketBook Mini

 

Opcje formatowania tekstu w PocketBook Mini

 

PocketBook Cover Reader

Trudno dziś określić przydatność i przyszłość zaprezentowanej na targach okładki na smartfona wykonanej w technologii papieru elektronicznego. Sądzę, że może się ona spodobać tym, którzy nie chcą mieć dwóch urządzeń do czytania a jednocześnie dbać o swój wzrok i baterię telefonu. Jest jednak druga grupa ludzi, która potencjalnie może być bardziej obiecującym rynkiem. W relacji na temat rynku eCzytników w Japonii, wspominałem, że według moich obserwacji Japończycy nie używają czytników w transporcie publicznym. Masowo jednak korzystają z dość tradycyjnych telefonów komórkowych, sporo też jest w użyciu smartfonów. Proporcje te jednak się zmieniają. Pewnego dnia siedziałem godzinę w dzielnicy Harajuku przed sklepem z telefonami komórkowymi. Zwyczajnie czekałem na moje towarzyszki podróży, aż wynurzą się z oceanu sklepów z ciuchami, z których ta dzielnica słynie. I wiecie co? Nauczyłem się kilku japońskich zwrotów, najczęściej powtarzanych przez dwójkę niezmordowanych sprzedawców stojących przed sklepem. Przez wspomnianą godzinę wydzierali się bez chwili przerwy a ich głos wzmacniany był przez dwa, stojące na chodniku, głośniki. Pierwszy ze zwrotów brzmiał „ajfon fajf” a drugi „galaxy es for”. Dodając dwa do dwóch, można się spodziewać, że taki rynek jak japoński powinien być dla PocketBooka obszarem szczególnego zainteresowania.

 

PocketBook Cover Reader jest okładką na Galaxy S4. Większą i mniej nas interesującą część stanowi fragment stanowiący tył obudowy. Na zdjęciach można zauważyć, że smartfon jest lekko wydłużony i w dolnej części pod ekranem znajduje się logo PocketBooka. To miejsce podłączenia okładki i telefonu. Dzięki temu klapka zakrywająca wyświetlacz Samsunga i zawierająca ekran z papieru elektronicznego może być bardzo cienka. Rozmiary samego ekranu PocketBooka to 146 x 69 mm. Ma przekątną 4,3 cala przy rozdzielczości 480*800 pikseli i gęstości 217 ppi.

 

Wyświetlanie tekstu na ekranie okładki obsługuje wyłącznie działająca w telefonie aplikacja PocketBook Reader. Ważną funkcją jest wyłączanie wyświetlacza telefonu, gdy klapkę odchylimy do tyłu. W sumie więc komfort użytkowania jest taki sam jak przy używaniu telefonu, ale czytamy na ekranie z papieru elektronicznego. W przedstawianym na targach prototypie prędkość zmiany stron była dość umiarkowana. W telefonie nie było niestety żadnej książki po polsku, tylko po niemiecku i angielsku, więc trudno powiedzieć jak Cover Reader sprawdza się z polskimi znakami. Można się jednak spodziewać, że bazująca na Androidzie aplikacja nie powinna mieć z tym żadnych kłopotów. Produkt jeszcze w listopadzie tego roku ma być dostępny, przynajmniej na rynku niemieckim. Zapytany przeze mnie przedstawiciel PocketBooka bardzo ostrożnie wypowiadał się o wersji dla iPhone, natomiast wskazał marki HTC, Sony i Samsung jako kolejne, których najnowsze modele będą współpracować z PocketBook Cover Reader. Jakie to będą konkretnie modele, na razie nie wiadomo.

 

Największym konkurentem na niemieckim rynku będzie zapewne rosyjski Yotaphone, którego premiera za Odrą spodziewana jest także w końcu tego roku. Choć trudno sobie wyobrazić kogoś, kto kupi Samsunga po to, aby móc czytać na Cover Readerze, to jeśli już ktoś Galaxy S4 posiada...

 

 PocketBook Cover Reader i Samsung Galaxy S4 (Berlin, 2013 r.)

 

Kluczowa opcja dla  PocketBook Cover Reader, czyli wyświetlanie na okładce (Read on the Cover)

 

Opcje wyświetlania tekstu w androidowej aplikacji PocketBook Reader

 

Na wyświetlenie tekstu w PocketBook Cover Reader czasem trzeba zaczekać 

 

Współpraca PocketBook Cover Reader i Galaxy S4

 

PocketBook Cover Reader na górze, a ekran Galaxy od spodu

 

TrekStor Pyrus 2 LED

Postanowiłem napisać też kilka słów o czytniku TrekStora z oświetleniem, pomimo, że nie będzie on zapewne dostępny bezpośrednio na naszym rynku. Jednak popularność wpisu o przecenie Kindle Classic w RFN zamieszczonego na blogu swiatczytnikow.pl utwierdziła mnie w przekonaniu, że coraz więcej osób może sobie poradzić z zamówieniem czegoś z zagranicy lub po prostu mieszka blisko sklepów lub paczkomatów zlokalizowanych za Odrą. A wspominam o nim, ponieważ będzie to w najbliższym czasie zapewne jeden z najtańszych eCzytników z oświetleniem. Spodziewana cena na rynku niemieckim to 80 EUR. To niewiele mniej, ale jednak taniej od Tolino Shine (99 EUR) czy dostępnego w sklepach fizycznych „starego” modelu Kindle Paperwhite wi-fi za 119 EUR.

 

"Napromocyjna" cena Kindle Paperwhite w sklepie sieci Saturn (Berlin, 2013 r.)

 

Trekstor Pyrus 2 LED ma kilka mocnych jak i słabych punktów. Po pierwsze cena. Po drugie oświetlenie – jest całkiem przyjemne, równomierne i można go całkowicie wyłączyć. Po trzecie ma menu w języku polskim. Po czwarte dość sprawna obsługa karty pamięci. Działa też ogólnie sprawniej od znanego z naszego rynku Trekstora Pyrusa. Jednak za niższą ceną kryją się też kompromisy. O ile ekran jest znacznie lepszy niż w poprzednich TrekStorach (teraz jest to Pearl), o tyle rozdzielczość jest słabsza niż u bezpośrednich konkurentów. W TrekStorze jest to 800 x 600 pikseli (niedotykowy) podczas gdy wspomniane Tolino ma 1024 x 758 a Kindle 1024 x 768 pikseli. TrekStor jest nieznacznie lżejszy od Kindle Paperwhite (213 g) ważąc 205 g, natomiast cięższy od Tolino Shine (183 g).

 

Sądzę, że ewentualnym problemem może być jednak wygoda korzystania z TrekStora. O ile gumowana obudowa raczej wzbudza zaufanie (podobnie jak w Pyrusie), o tyle gumowe klawisze umieszczone pod ekranem sprawiają wrażenie, jakby się miały rozlecieć po paru książkach. Zaskakuje też brak fizycznych przycisków zmiany stron po bokach obudowy. Obym się mylił, ale aby się o tym przekonać lepiej, trzeba dłuższych testów.

 

Metryczka Trekstor Pyrus 2 LED

 

Klawisze Trekstora Pyrusa 2 LED

 

Regulacja oświetlenia Trekstora Pyrusa 2 LED 

 

Ekran główny w Trekstor Pyrus 2 LED

 

Informacja o Trekstor Pyrus 2 LED na targach IFA 2013

 

Kobo Aura

Nowy czytnik z Kobo był najbardziej przeze mnie wyczekiwanym urządzeniem, które chciałem zobaczyć w Berlinie. No i udało się. Kanadyjczycy pokazali czytnik Kobo Aura. Już na pierwszy rzut oka widać, że tutaj nowość nie polega tylko na nadaniu staremu urządzeniu nowej nazwy czy dodaniu na końcu nazwy jednej literki. Innowacja polega na upodobnieniu czytnika do tabletów czy droższych smartfonów poprzez nadanie mu jednolitej powierzchni na froncie. Ekran z papieru elektronicznego w Kobo Aura nie jest zagłębiony w otaczającej go ramce, jak to miało miejsce dotychczas w eCzytnikach. Całość pokryta jest szkłem na całym froncie, dzięki czemu jest na przykład mniejsza szansa, że coś nam wpadnie między obudowę a ekran. Nie wiem jak Wy, ale ja czasem muszę wydłubywać zza ramki jakieś paproszki. Znika też zarzut kierowany do firmy przez użytkowników Kobo Mini, na temat korzystania z klawiatury ekranowej. Osoby z grubszymi palcami mają na nim kłopoty, aby trafić w litery wyświetlane tuż przy obudowie. Przeszkadza w tym właśnie zagłębienie ekranu. No ale najważniejsze jest to, że udało się przy tym uniknąć efektu lustra, obecnego w znakomitej większości ekranów LED komputerów i urządzeń przenośnych. Znakomicie odbijają one światło otoczenia i nawet przy silnym podświetleniu często trudno na nich pracować. W Aurze udało się tego uniknąć i połączyć oświetlenie ekranu z papieru elektronicznego z jednolitą szklaną powierzchnią nie dającą odblasków.

 

Kobo Aura (Berlin, 2013 r.)

 

Spodziewam się, że Kobo Aura będzie następcą Kobo Glo. Między innymi dlatego, że oświetlenie ekranu jest na nowym czytniku znacznie bardziej przyjemne, równomierne i przy tym łatwe do regulacji. Kolejną innowacyjną opcją jest właśnie regulacja natężenia światła gestem, poprzez przesuwanie dwoma palcami pośrodku ekranu w górę i w dół bez wchodzenia do menu. Ciekawe także, choć obecne już wcześniej w czytnikach Kobo, jest też sterowanie nasyceniem tekstu.

 

Zmiana nasycenia i kontrastu tekstu w Kobo Aura

 

Kobo Aura jest zaskakująco lekki. Według producenta, przy rozmiarach 150 x 114 x 8,1 mm waży tylko 174 g. To zauważalnie mniej niż u królującego do tej pory na rynku Paperwhite'a (213 g). Nowy Amazon Kindle Paperwhite też będzie cięższy, ma ważyć 206 g przy wymiarach 169 mm x 117 mm x 9,1 mm. Kobo Aura jest więc zauważalnie bardziej zwarty i lżejszy. To obecnie chyba najlżejszy czytnik z oświetleniem. Posiada też sporą pamięć (4 GB) wewnętrzną jak i gniazdo karty pamięci microSD. Zaskakująca jest rozdzielczość ekranu. W Kobo Glo jest to 1024 x 768 a w Aurze „tylko” 1014 x 758. Pozostaje mieć nadzieję, że nowa technologia zmiany stron (bez charakterystycznego dla ekranów eInk przykrego efektu migotania) pozwoli uzyskać i tak lepszy niż w Glo komfort czytania. Tego jednak w krótkim testowaniu czytnika na targach nie byłem w stanie uczciwie sprawdzić.

 

Płaski front Kobo Aura

 

Na tym kończą się nowości. Podobnie jak w Kobo Aura HD utrzymano przyciski do wyłączania czytnika oraz oświetlenia. Obydwa znajdują się na górnej krawędzi obudowy. Pomimo wprowadzania swoich czytników na kolejne rynki, Kobo niestety wciąż nie pomyślało o polskim menu. Nową funkcją jest tłumaczenie słów wprowadzanych przez użytkownika, ale jak się łatwo domyślić, brak jest słownika uwzględniającego język polski. Brak jest też fizycznych przycisków do zmiany stron. Mam nadzieję, że dotyk będzie działał lepiej niż w Kobo Mini i użytkownikom nie będzie tych przycisków brakować.

 

Ekran główny menu Kobo Aura

 

Ze wspomnianym wyżej gniazdem kart pamięci wiąże się moje niepowodzenie w testowaniu polskich książek w najnowszym Kobo. Jeden z czytników wystawionych na targach nie rozpoznał mojej karty, na której miałem testowe książki. Trudno mi znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało. Inne czytniki (Sony, TrekStor) rozpoznawały kartę bez problemu. Z drugiej strony przy 4 GB pamięci wewnętrznej (ponad 3,2 GB dostępne dla użytkownika) i braku obsługi plików audio nie bardzo widzę sens posiadania karty pamięci w czytniku. Chyba, że obsługa plików PDF w Kobo Aura pozwala na ich komfortowe używanie. Posiadanie takich plików na karcie może być celowe ze względu na ich (zazwyczaj) duże rozmiary. Ale do PDFów to zapewne bym wybrał Kobo Aura HD z trochę większym ekranem.

Pozostałe cechy Kobo Aura są podobne jak obecnych do tej pory czytników z Kobo. Duże nadzieje wzbudza zapowiedziana integracja urządzeń Kobo z serwisem getpocket.com (dawniej Read it Later), o czym dowiedziałem się od jednego z czytelników mojego bloga. Dzięki temu będzie można uzyskać funkcjonalność, której użytkownicy Kobo zazdrościli konkurencji z Amazona, czyli przesyłania na czytnik a następnie czytania stron WWW bez połączenia z siecią. Na dostępnym mi Kobo Mini brak jest na razie odpowiedniej aktualizacji oprogramowania, więc nie mogę tego przetestować.

 

Mimo wszystkich wątpliwości, to właśnie premierę Kobo Aura uważam za najważniejsze wydarzenie eCzytnikowego fragmentu targów IFA 2013 w Berlinie.

 

Podsumowanie

Trudno nie zauważyć, że dzięki szeregom premier w tym roku, znacznie rozszerzyła się gama czytników. Tylko częściowo dotyczy to polskiego rynku. Warto podkreślić decyzję Amazona, o dostępności nowego Kindle Paperwhite (po raz pierwszy!) również od razu i dla nas. Z podejściem innych producentów bywa różnie. Pozostaje mieć nadzieję, że ułatwi to dostęp do urządzeń ale przede wszystkim (przecież o to tu chodzi) samych książek.

 

P.S.

Zapraszam na relację z obecności czytników na targach IFA 2014. Pierwsza część jest tutaj: "Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2014 w Berlinie".

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-09-12 18:51
Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2013 w Berlinie - część I

Zapraszam na relację z targów IFA 2013. Jak już pisałem w zeszłym roku, berlińskie targi są dobrym miejscem do sprawdzenia „co w eCzytnikach piszczy”. Postanowiłem to sprawdzić i w tym roku.

 

IFA 2013

 

IFA 2013

Berlińskie targi i w tym roku przyciągnęły wystawców związanych z czytnikami książek elektronicznych. Ponownie wydzielono salę eLibrary, ale mam wrażenie, że w tym roku sala w mniejszym stopniu zajęta była przez firmy specjalizujące się w czytnikach. Może wynika to choćby z faktu, że jedna z firm – TrekStor przeniósł się w inne miejsce. Usytuowała swoje stanowisko bliżej Logitecha i Creative'a zamiast w sąsiedztwie Kobo i PocketBooka. Z powodu mniej niż umiarkowanej znajomości języka niemieckiego nie zajmowałem się bliżej ofertą wydawnictw elektronicznych. W tym roku udało mi się zobaczyć ofertę podobną jak poprzednio. Swoje czytniki prezentowały: Kobo, PocketBook, TrekStor, Sony oraz Wexler. Dość dużą powierzchnię wynajęto również dla amazon.de, ale nie miałem do niej dostępu, ponieważ nie reprezentowałem „poważnych” mediów ani partnerów biznesowych Amazona. Prezentacje nowego „all-new” Kindle Paperwhite oglądałem zapewne tak samo jak Wy, a więc na engadget.com. Ale byłem blisko, bo zapewne od samego czytnika dzieliła mnie cienka ścianka odgradzająca stoisko amazon.de od tłumów odwiedzających targi. Poza kindelkiem pokazano jednak w Berlinie i inne nowości. Do najważniejszych należy zaliczyć Kobo Aura, PocketBook Mini i TrekStor 2 LED. Niejako „poza konkursem” na stoisku PocketBooka pokazywano też (na wyraźne żądanie) okładkę do smartfona ze zintegrowanym ekranem eInk.

 

Stoisko Kobo

 

Kobo

Od zeszłego roku wiele się zmieniło na stoisku Kobo. Zdecydowanie rozszerzyła się oferta czytników i tabletów. Poza tabletami zwiedzający mogli zapoznać się z Kobo Mini, Kobo Glo, Kobo Aura HD i najnowszym czytnikiem – Kobo Aura. Ten ostatni wzbudzał największe zainteresowanie, ponieważ nie ma go jeszcze w niemieckich sklepach z elektroniką. Wyróżnia się też bardzo pozytywnie wzornictwem spośród innych prezentowanych czytników. Ma mianowicie całkiem gładki, jednolity front, zupełnie jak w droższych smartfonach czy tabletach. W odróżnieniu jednak od tych ostatnich - nie widać na nim efektu lustra, czyli zachowuje się jak inne matowe ekrany z elektronicznego papieru. I jeszcze jedno - w odróżnieniu od „starego” Kindle Paperwhite nie udało mi się w Kobo dostrzec nierówności oświetlenia. Kanadyjczycy podkreślali też kolejną innowację w Kobo Aura polegającą na regulacji oświetlenia ekranu przy pomocy dotyku, bez wchodzenia do opcji menu. Przesuwanie palcem w górę ekranu zwiększa jasność a ruch w dół – zmniejsza. Zarówno z Kobo Aura jak i Kobo Aura HD spotkało mnie jednak także niepowodzenie – nie udało mi się odczytać w tych czytnikach książek zapisanych na mojej karcie microSD. Nie miałem z tym problemu w innych urządzeniach prezentowanych na targach. Co prawda obsługa stoiska twierdziła, że prezentowane czytniki Kobo Aura są wersjami przedprodukcyjnymi, stąd możliwe niedociągnięcia, ale chyba Kobo Aura HD jest już od dawna na rynku. Pytano mnie także, gdzie formatowałem moją kartę, nie sądziłem jednak żeby to miało jakieś istotne znaczenie. Nie udało mi się sprawdzić jak wyglądają polskie EPUBy czy MOBI. Z szybkiego przeglądu forum mobileread.com można jednak wyciągnąć wniosek, że kartę używaną w Kobo (w razie kłopotów z odczytem) należy sformatować narzędziem SD Formatter z oficjalnej strony SD Association (https://www.sdcard.org/downloads/formatter_4/).

 

Od lewej: Amazon Kindle Paperhite, Kobo Aura HD, Kobo Mini

 

Od lewej: Kobo Aura, Kobo Mini

 

PocketBook

Niewiele gorzej, choć na dwukrotnie mniejszej powierzchni, zaprezentował się PocketBook. Pokazano PocketBook Mini, PocketBook Touch Lux oraz PocketBook Color Lux. Nie zabrakło także prototypowego urządzenia Pocketbook Cover Reader w postaci przykrywki na ekran Samsunga Galaxy S4 wykonanej częściowo z ekranu eInk. Był to najczęściej filmowany i fotografowany sprzęt na stoisku Ukraińców. Przedstawiciel producenta stwierdził, że na razie można spodziewać się wersji dla Galaxy S4, a dopiero później ewentualnie na inne androidowe smartfony. Mnie bardzo podobał się również PocketBook Mini (przekątna ekranu 5 cali), który wygląda solidnie, działa bardzo sprawnie i jest poręcznym urządzeniem. Cenowo jak na razie nie jest konkurencyjny w stosunku do Kobo Mini. Obecnie w niemieckich sklepach Kobo można kupić za niecałe 39 EUR a PocketBook Mini za prawie 60 EUR (a u nas jeszcze drożej). Jednak obok wspomnianych wcześniej atutów, również małe rozmiary i waga na pewno przysporzą mu zwolenników. Dla odmiany kolory PocketBooka Color Lux nie zachwyciły mnie, ale też po wcześniejszych doniesieniach nie spodziewałem się niczego spektakularnego. Kolory są blade, takie półprzezroczyste i jakby lekko zmieszane z błotem. Daleko im do czegoś co można określić słowami „pełne” lub „nasycone”. Zapewne potrzebujemy kolorowych książek, które szczególnie by się przydały w przypadku podręczników szkolnych, ale to na razie jeszcze nie ten etap, kiedy należy chwytać za portfel.

 

Stoisko PocketBook

 

Nagrywanie relacji wideo dla jednego z rosyjskich portali (w ręku PocketBook Cover Reader połączony z Galaxy S4 Samsunga)

 

PocketBook Color Lux

 

Sony

Po raz kolejny czułem się zawiedziony na stanowisku Sony. W ostatnich miesiącach sporo było plotek na temat nowego PRS-T3. Spodziewałem się więc, że moje mieszane uczucia po kontaktach z PRS-T2 ulegną znacznemu ociepleniu. Tym razem Japończycy również zaprezentowali jeden model czytnika, czyli wspomniany T3. Nowy Reader jednak nie posiada tego, czego się wszyscy spodziewali, czyli oświetlenia. A dokładniej posiada, ale w postaci lampki zamontowanej w okładce urządzenia, jest też tańsza wersja bez lampki. Obudowa w dużej mierze pozostała ta sama, wciąż ma wygląd odpustowej zabawki, co pogłębia jeszcze fakt, że PRS-T3 jest bardzo lekki. W sumie wygląda całkiem jak atrapa, jakie się w Polsce wystawia na półki w sklepach sprzedających telefony komórkowe. Pierwsze wrażenia i wygląd nie oznaczają jednak, że jest to złe urządzenie. Przykładowo zintegrowanie czytnika z okładką (która jest też na plecach i skrywa gniazdo kart pamięci) wyszło mu na dobre. Urządzenie lepiej leży w ręku, od razu mamy zabezpieczenie ekranu i nie trzeba zaczynać przygody z czytnikiem od zakupu czegoś, co go będzie chronić. Czytnik sprawia dobre wrażenie, pracuje bardzo sprawnie. Ale tu niestety pojawił się niemiły zgrzyt w postaci braku odczytu jednej z przygotowanych przeze mnie do testów książek. O ile Sony odczytało z mojej karty pamięci e-booka „W czym problem? Świat według Clarksona 4” Jeremy'ego Clarksona, o tyle w przypadku pliku z „Bezsennością w Tokio” Marcina Bruczkowskiego nie udało się. Testowałem na jednym czytniku i trudno mi określić przyczynę kłopotów. Obydwa pliki EPUB były w tym samym katalogu na karcie, nazwy nie zawierały polskich znaków czy spacji, w tytułach obydwu książek było „ś”. Z powodu braku łączności z internetem nie mogłem przetestować najciekawszej dodatkowej funkcjonalności czytników Sony, czyli integracji z Evernote.

 

Część hali Sony z czytnikami

 

 Sony PRS-T3 (wersja z obudową wyposażoną w lampkę)

 

Wexler

Całkiem spore stoisko po raz kolejny zajmował rosyjski Wexler. Tym razem nie podchodzę już do prezentowanych czytników tak optymistycznie jak poprzednio. Po prostu nie można ich kupić. Podobnie jak w zeszłym roku, teraz też słyszałem zapewnienia o ich dostępności na polskim rynku. Poza czytnikiem Wexler Flex One firma zaprezentowała również działający całkiem sprawnie pod Androidem 2.3.1 Wexler Book E6007. Przedstawiciel firmy zapewniał mnie o możliwości instalowania dowolnych programów przeznaczonych dla tego systemu i mających sens w działaniu z ekranem eInk. Pozostaje tylko kwestia ceny i dostępności na rynku. Może znowu za rok?

 

Na stoisku Wexlera, od lewej Wexler Flex One, Wexler Book E6007 

 

TrekStor

Aby znaleźć stanowisko TrekStora musiałem przejść wiele hal targowych aż do części związanej z peryferiami komputerowymi. Firma zaprezentowała głównie tablety, zewnętrzne baterie i odtwarzacze mp3, ale znalazło się też miejsce dla trzech czytników z papierem elektronicznym. Były to: TrekStor Mini, TrekStor Pyrus 2 LED oraz TrekStor Pyrus Maxi. O pierwszym z nich pisałem już w zeszłym roku, uznając go za jeden z najciekawszych czytników pokazywanych (nieoficjalnie) w Berlinie w 2012 roku. W tym roku zdecydowany byłem kupić go na miejscu. Plan zakończył się jednak spektakularną klapą. Po obniżce cen tego urządzania do niecałych 29 EUR, zostało ono całkowicie wykupione w niemieckich sklepach z elektroniką. Postanowiłem więc w sprawie dostępności zasięgnąć języka u źródła, czyli na stanowisku TrekStora. No bo któż inny, jak pracownik firmy na targach może lepiej o tym wiedzieć, gdzie kupić ich sprzęt? Pierwsze co usłyszałem podniosło mi nieco ciśnienie, bo zostałem odesłany do popularnych niemieckich sieci handlujących elektroniką użytkową. Tak się złożyło, że dzień wcześniej odwiedziłem kilka sklepów obu tych sieci i w żadnym z nich Trekstora Mini od dawna nie było. Poinformowałem o tym przedstawicielkę TrekStora, co trochę zbiło ją z tropu. Aby pomóc jej wybrnąć z niezręcznej sytuacji poprosiłem o dokładne wskazanie gdzie w Berlinie mogę w ten dzień lub następny kupić ich czytnik. Po długich minutach oczekiwania otrzymałem napisane na serwetce nazwy dwóch księgarń wraz z przybliżoną lokalizacją i zapewnieniem, że tam na 100% znajdę to, czego szukam. Poza pierwszą wpadką i odesłaniem mnie do popularnych sieci handlowych nie miałem powodów, żeby przedstawicielce firmy nie wierzyć. Może na początku opowiadała banialuki, ale w końcu się (nomen omen) spisała. Następnego dnia udałem się więc na poszukiwanie wymienionych księgarń. Okazało się, że prawdziwa przygoda w poszukiwanie Pyrusa Mini miała się dopiero rozpocząć! Otóż nie znalazłem wskazanej księgarni, ale nie dlatego, że adres znaleziony przeze mnie w internecie był zły, nie dlatego, że nie potrafiłem się znaleźć w metropolii, nie dlatego, że czytniki wyprzedano. Przyczyna była dość prozaiczna – od kilku lat ta księgarnia pod wskazanym adresem po prostu nie istnieje... Znalazłem inną wskazaną z nazwy księgarnię, ale jak się już zapewne domyślacie tam o TrekStorze raczej nie słyszeli (choć na półce było pięć modeli czytników innych firm). Księgarze nie mogli mi więc pomóc. Nie potrafiła mi też pomóc przedstawicielka TrekStora zagadnięta następnego dnia na okoliczność fałszywych informacji, którymi mnie uraczyła. Ale pani tylko przeprosiła z rozbrajającym uśmiechem i odesłała do ich sklepu internetowego (przesyłka do PL to jedyne 14,99 EUR). Wiem, że może setki tysięcy konsumentów odwiedzających targi nie są dla TrekStora najważniejszymi partnerami do rozmów, ale na to co mnie spotkało po prostu brak mi słów.

 

Stoisko TrekStora

 

Najnowsze produkty TrekStora prezentują się trochę lepiej od znanego i z naszego rynku budżetowego Pyrusa. Oświetlenie, będące najważniejszą innowacją w Pyrusie 2 LED jest całkiem równomierne i ma całkiem przyjemny kolor. Dość tandetnie za to prezentują się jego klawisze i obudowa. Całość jednak sprawia niezłe wrażenie i jeśli relacja ceny w porównaniu do innych czytników będzie podobna jak w przypadku Pyrusa, to można liczyć na popularność tego czytnika. Natomiast ośmiocalowy Pyrus Maxi sprawia wrażenie powiększonego Pyrusa. Wygląda może nawet bardziej poręcznie niż jego poprzednik pomimo znacznie większego ekranu. Jeśli ktoś potrzebuje czegoś większego do czytania, to może warto się przyglądnąć Pyrusowi Maxi. Tym bardziej, że w nowszych czytnikach TrekStora znacznie poprawiono prędkość obsługi kart pamięci.

 

Serwetka z "informacją handlową" od przedstawicielki TrekStora

 

Od lewej: Trekstor Pyrus 2 LED, Trekstor Pyrus Mini

 

Od lewej: Trekstor Pyrus Maxi, Trekstor Pyrus 2 LED

 

Podsumowanie

Podobnie jak w roku 2012, nie udało mi się dotrzeć we wszystkie miejsc, które chciałem odwiedzić. A podobno byli też na przykład OEMowi dostarczyciele czytników. Dwa dni to po prostu za mało! Może za rok :)

 

Plakat reklamujący IFA 2013 (Berlin 2013 r.)

 

Cieszy znaczny wzrost różnorodności oferty trzech firm obecnych na targach. Zarówno Kobo jak i PocketBook czy TrekStor pokazały nowe urządzenia zwiększające możliwości czytania e-booków. Gdybym miał wskazać najciekawsze moim zdaniem urządzenia, na które warto zwrócić uwagę to zapewne na pierwszym miejscu byłby to czytnik Kobo Aura wytyczający być może nowy sposób projektowania czytników. Na drugim bym umieścił Pocketbook Cover Reader, który wydaje się być dobrym pomysłem na dotarcie do osób, które nie chcą osobnego urządzenia do czytania, a zależy im na oszczędzaniu baterii smartfona oraz swoich oczu. Na trzecim miejscu, z pewnym wahaniem ze względu na cenę, lokuję PocketBooka Mini.

 

IFA 2013 wejście do sali 14.1 eLibrary

 

Już teraz zapraszam na drugą część relacji, w której bliżej przyglądnę się najważniejszym cechom wybranych czytników. Relacja dostępna tutaj.

More posts
Your Dashboard view:
Need help?