logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: Penryn-
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2020-05-13 22:11
Angelfall Book Review
Angelfall (Penryn and the End of Days, #1) - Susan Ee

“I never thought about it before, but I'm proud to be human. We're ever so flawed. We're frail, confused, violent, and we struggle with so many issues. But all in all, I'm proud to be a Daughter of Man.”

 

This book has been sat on my self for about 8yrs give or take, so the only hope or expectation is that I would still enjoy like I would have in my early 20s. This book came out back when vampires and werewolves were at their peak but for some reason, out of the supernatural squad angels didn't quite make it up there.

 

So the plot, this book starts six weeks after the Angels came to earth and unleashed the apocalypse, nobody knows why. All they do know is that life is now about survival, surviving the street gangs during the day and the Angels at night. The story picks up with Penryn, her mum and her sister attempting to flee from their home, but are interrupted by a bunch of brawling Angels. Penryn makes a split second decision, she causes a distraction to give her mum time to run with her sister. When the feathers settle her wheelchair bound sister is snatched up.

 

Penryn has little options, she chooses to help the injured Angel Raffe and make a bargain with him in the hopes of rescuing her sister. Penryn is a likeable character, you won't find her wallowing in self pity or crying every minute. She's had a lot on her shoulders from a young age, her sister had the accident which lead to her being in the wheelchair, her dad is gone and her mum has series mental health issues. The kind that result in bodies. Penryn has one goal, not the fate of the mankind, but keep her family together and keep her mum safe.

 

This is a solid read and I really enjoyed it, things took a much darker turn towards the end and I found myself physically cringing away at times. It did feel a bit like a lot of information suddenly got thrown my way, but there was no way we could have come across it until we got to Angels nest. Going forward it will be interesting to see what's really going on with the Angels, there are clearly bad guys lurking and it's more than just the apocalypse.

 

Something darker is coming, and it's leaving half eaten bodies in its wake.

 

Hey!! Thanks so much for watching and I hope you enjoyed, if you could take the time to like this video on YouTube I would be forever grateful. Like Instagram YouTube has it's share of problems, and hitting that like button would be an amazing help. So thank you for showing your support.

 

Don't forget you can follow & subscribe.
Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2017-03-02 16:32
Angelfall (Penryn and the End of Days, #1) - Susan Ee

Angels as the messengers from god and as awe-ful and awful as they are in accounts, and they're not fluffy but killers who are in a war they're not explaining with people who are caught in the crossfire, regarding normal humans as monkeys.  Before this Penryn had problems, a disabled sister and a mother with serious mental health issues are not to be sneezed at. When her wheelchair bound sister is stolen by an angel she goes on the hunt and when she comes across an angel bleeding from having his wings cut off she forces him to help her, he's intrigued, particularly when his swords doesn't reject her.

Interesting read, I'm curious where this is going to go.

Like Reblog
show activity (+)
review 2015-09-07 20:54
Angelfall. Penryn i kres dni - Susan Ee,Jacek Konieczny

Należę do tych, co to nieprzesądni. Czarne koty z uporem maniaka czochram, nad rozsypaną solą nie płaczę (chyba że mi akurat wpadnie do oka), a i pod drabiną zdarzy mi się przejść. W pecha nie wierzę, nieszczęściu mówię: „Ić se”, wszelkie złowróżbne znaki ignoruję. I zaczynam mieć wrażenie, że to ostatnie jest ogromnym błędem.

 

Mogłam przewidzieć nadchodzące nieszczęście. Mogłam. Bo kiedy otwiera się książkę i na dzień dobry widzi się cytat: „Doprawdy epicki finał zajefajnej trylogii” (źródło: Books a Blog), to nic dobrego to nie wróży, szczególnie dla dorosłego odbiorcy. A już na pewno nic „epickiego” i „zajefajnego”. Zignorowałam? No pewnieeee, nie byłabym sobą, gdybym nie parła dalej. A co dalej? Dedykacja!

 

„Zadedykowane czytelnikom, którzy, jak Penryn, nie mają łatwej sytuacji w domu, którzy musieli dorosnąć szybciej z powodu okoliczności życiowych i którzy nie mają pojęcia, jaki potencjał w nich tak naprawdę drzemie. Zostaliście ciężko doświadczeni przez los, musicie stawiać czoła niezwykle trudnym wyzwaniom, ale podobnie jak Penryn możecie z tego wyjść wzmocnieni.” Rozumiem, że to książka dla nastolatków, rozumiem, że być może ten wstęp dał komuś kopa, ale na litość wszystkich bogów Olimpu… Nie dość, że banał, to jeszcze kłamstwo. Penryn w „Kresie dni” to nie postać, którą się podziwia.

 

Główna bohaterka od pierwszej części wyraźnie cofnęła się w rozwoju i pogubiła w biegu punkty IQ. Hormony szaleją, krew buzuje, mózg się wyłącza. Włącza się za to pierdołowatość i nadmierny sentymentalizm. Widzieliście kiedyś bohaterkę stojącą na czele oddziału, która nagle stwierdza, że „planowanie nigdy nie było jej mocną stroną”? Nie? To zapraszam do lektury. Nie rozumiem, jakim cudem Penryn wygrywa starcia z istotami przerastającymi ją wzrostem, siłą, a niekiedy i inteligencją, a daje się porwać innym ludziom, którzy najwyraźniej mają nieźle poprzesuwane pod kopułką. Wprawdzie są kierowani żądzą przetrwania i religijnym fanatyzmem, ale – hello! – mówimy o końcu świata! Z większości istot wypływają pierwotne instynkty. Penryn raz zachowuje się jak pięciolatka, innym znów razem – jak napakowany barbarzyńca. Wiem, że duże znaczenie ma to, czy dzierży akurat miecz, czy nie… Wiem też jednak, że dałoby się stworzyć spójną postać głównej bohaterki, bo taka właśnie była w poprzednich dwóch częściach!

 

Relacja na linii Penryn – Raffe w tej części „Angelfall” to kostki cukru zmieszane z nutellą i zalane colą. Tak słodko, że aż zęby bolą. Wprawdzie jest to miłość ciężka, nieakceptowana przez otoczenie, zmagająca się z przeciwnościami losu (Już macie dość? Ja mam…), a i nasycona erotyzmem (Tak, teraz się obudziliście, co?), ale mimo wszystko naiwna. Że Penryn jest nastolatką? Wiem, ale wcześniej jej powiązania z Raffem były jakieś… zdrowsze? Dojrzalsze?

 

„Angelfall. Penryn i kres dni” to marne romansidło, które – na szczęście – wciąż bazuje na ciekawej historii dziejącej się w tle. Szkoda tylko, że w tej pozycji autorka zabiła wszystko to, co „Angelfall” wyróżniało spośród innych powieści dla nastoletnich odbiorców. Mimo wszystko czytało mi się szybko. Z przyjemnością witałam bohaterów znanych z poprzednich części. „Kres dni” to według mnie takie 3/10, ale że okładka – choć najsłabsza ze wszystkich okładek trylogii – robi wrażenie, to ocena skacze do całych czterech oczek na 10. Trochę przykro, ale to nie pierwszy raz, kiedy zakończenie jakiegoś cyklu całkiem odbiega poziomem od poprzednich części.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-08-08 23:27
End of Days - Susan Ee

Well that wasn't exactly a disappointment, but I'm not jumping for joy either. I get so excited for these final books to come out and when they actually do I can't bring myself to read them for fear of disappointment. Then I finally hype myself up enough to do it and hello unhappiness. It's a vicious cycle.

 

So, thoughts on the ending.

 

"Yay Raffe has grown and changed after thousands of years and realized the error in the thoughts of Daughters of Man so he and Penryn can actually be together so take my wings and we'll build a farm! Woo. What about every single other storyline in the series, all of the unanswered questions, Paige, the locusts, the whys as to exactly why Uriel decided to start the apocalypse? What, you still care about all of that even with Raffe and Penryn? Really? Are you sure, because it's Raffe and Penryn together. Their relationship was surely the only reason you were reading, yes? No? Oh, well..look it's Raffe and Penryn together, kissing, giving up his wings, his Watchers finding freedom to find new Daughters of Men and living happily ever after. Aww, how sweet..."

 

=X

Like Reblog Comment
review 2015-07-24 09:57
Was für ein Finale!
End Of Days - Susan Ee

Die Entscheidung, die Trilogie Penryn & the End of Days erst weiterzulesen, wenn auch das Finale veröffentlicht ist, war weise. Ich bin richtig stolz auf mich, dass ich so geduldig war, denn das hat sich wirklich ausgezahlt. So konnte ich direkt nach „World After“ herausfinden, wie Penryns und Raffes Geschichte endet. Ich will mir gar nicht vorstellen, wie schlimm es gewesen wäre, nach diesem Cliffhanger warten zu müssen.

 

Nachdem Raffe und Penryn Raffes Flügel retten konnten, ist er die letzte Hoffnung, die die Menschheit noch hat. Die beiden müssen einen Arzt finden, der Raffe hilft, wieder er selbst zu werden und vielleicht auch Paiges einzige Chance auf ein normales Leben ist. Nur dann kann er zu den Engeln zurückkehren, um Uriel daran hindern, sich zum Boten Gottes wählen zu lassen und die Apokalypse auszurufen. Während sich Menschen und Engel für die letzte alles entscheidende Schlacht um alles Irdische rüsten, haben Raffe und Penryn keine andere Wahl, als einen Ausflug in Gefilde zu unternehmen, die kein Mensch je betreten sollte – und somit auch in Raffes Vergangenheit. Sie hoffen, hier eine Möglichkeit zu finden, Penryns Welt zu retten. Doch werden sie auch einander retten können?

 

Wollt ihr wissen, wie gut „End of Days“ ist? Es ist so gut, dass ich meine Haustür nicht aufschließen wollte. Ich stand davor und hatte den Schlüssel in der Hand, aber zum Aufschließen musste ich meine Augen vom Buch losreißen. Das hat mir sowas von nicht gepasst, dass ich den Bruchteil einer Sekunde darüber nachgedacht habe, einfach draußen stehen zu bleiben. Wenn mir schon so kleine Tätigkeiten zu viel sind, weil ich nicht aufhören möchte zu lesen, sollte euch das eine Menge darüber verraten, wie großartig ich „End of Days“ fand. ;) Nach der Lektüre von „Angelfall“ und „World After“ hatte ich fast schon unverschämt hohe Erwartungen, doch Susan Ee erfüllte sie spielend. Bisher fügte sie ihrer fantasievollen Dystopie in jedem Band eine weitere Ebene hinzu und auch in „End of Days“ erhält das Auftauchen der Engel eine weitere Facette. Sie arbeitet die Apokalypse in einen größeren Kontext ein und lässt ihre LeserInnen erahnen, was aus unserer Welt werden könnte, wenn die Engel nicht verschwinden. Durch Penryns Augen durfte ich sehen, welches Schicksal der Erde bevorstünde. Mutig bringt die Autorin damit eine philosophisch-religiöse Streitfrage zum Höhepunkt, die die ganze Geschichte über bereits anklang: könnten Engel eher Zerstörer denn Bewahrer sein? Penryn erlebt hautnah, dass die Engel alles zu Grunde richten, was sie berühren und zu unfassbarer Grausamkeit fähig sind, nicht nur den Menschen gegenüber, sondern auch ihrer eigenen Art gegenüber. Diese eiskalte Härte machte Raffe zu einem Einzelgänger und zerfraß Beliels Seele, dessen Geschichte in „End of Days“ endlich offenbart wird. Ich habe nicht damit gerechnet, doch ich habe tatsächlich Mitgefühl mit ihm. Ich verstehe jetzt, warum er alles dafür tat, wieder zu den Engeln zurückkehren zu können. Wieso er nicht einmal davor zurückschreckte, Raffe seiner Flügel zu berauben. Er erhält von Susan Ee keine Absolution, aber sie erklärt seine Motivation eingängig und nachvollziehbar, sodass ich mich davor nicht verschließen konnte. Ich empfinde Beliel gegenüber nun definitiv anders. Weicher. Sanfter. Sein Schicksal ist eng mit Raffes Vergangenheit verknüpft, die ich einfach nur als tragisch bezeichnen kann. Kein Wunder, dass er solche Probleme hat, Penryn an sich heran zu lassen. Das ändert jedoch nichts daran, dass er ein gütiges, gerechtes Herz hat. Ich denke, ich habe in den Rezensionen zu den letzten beiden Bänden nicht deutlich genug beschrieben, wie sehr ich Raffe mag. Ich wäre mit ihm genauso gern befreundet wie mit Penryn, denn er hat so viele gute Eigenschaften, auch wenn er sie meist hinter einer Maske aus Distanz und Abwehr versteckt. Er trägt Umengen uralten Ballasts mit sich herum, weswegen er viel Wert darauf legt, stets kontrolliert und stark zu erscheinen. Penryn und er ergänzen sich gegenseitig fabelhaft, weil sie miteinander loslassen können. Entgegen aller Wahrscheinlichkeit haben sich zwei Seelen gefunden, die einfach zusammen gehören. Gemeinsam sind sie die personifizierte Hoffnung.

 

„End of Days“ ist der stimmige, würdige Abschluss einer hervorragenden Trilogie. In diesem Buch entlud sich explosionsartig all die Spannung, die sich über die vorangegangenen Bände in mir aufgebaut hatte. Es war, als hätte ich nur auf ein Ventil gewartet – Susan Ee hat es mir auf dem Silbertablett präsentiert. Ich war überwältigt von all den Emotionen, die über mich einstürzten. Natürlich bin ich traurig, vor allem Penryn nun gehen lassen zu müssen, aber ich finde auch, die Autorin hat genau den richtigen Zeitpunkt gewählt. Penryn kommt zurecht, davon bin ich überzeugt. Ein Teil von mir hofft allerdings ein bisschen darauf, dass Susan Ee Penryn noch einmal einen Besuch abstattet. Vielleicht, wenn 20 Jahre vergangen sind. Ich würde unheimlich gern erleben, was für eine Frau aus ihr wird.
Penryn & the End of Days ist eine der besten YA-Dystopien, die ich je gelesen habe. Sie überzeugt mit starken, individuellen Charakteren, die alles andere als Stereotypen sind und zeichnet das Bild einer runden, spannenden und kreativen Apokalypse. Völlig egal, wie enttäuscht ihr bisher vielleicht von Young Adult-Literatur wart – ihr müsst Penryn einfach eine Chance geben, denn sie wird euch den Glauben an und die Begeisterung für das Genre zurückgeben.

Source: wortmagieblog.wordpress.com/2015/07/24/susan-ee-end-of-days
More posts
Your Dashboard view:
Need help?