logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: TrekStor-Pyrus
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2014-03-19 13:49
Aktualizacja firmware czytnika e-booków Trekstor Pyrus Mini

Ukazała się aktualizacja oprogramowania wewnętrznego (firmware) dla czytnika książek Trektor Pyrus Mini. Jeżeli oprogramowanie w nowej wersji naprawia to, co obiecuje firma, warto się najnowszą wersją zainteresować.

 

Nigdy nie mów nigdy

Nie chwaliłem zbytnio firmy TrekStor do tej pory za kontakty z klientami (czyli ze mną konkretnie, w liczbie pojedynczej, ale takie uogólnienia ładniej wyglądają więc pozostanę przy liczbie mnogiej). Z jednej strony nie odpowiedzieli na żaden list, z drugiej strony rozmowy z przedstawicielką firmy na targach IFA 2013 (relacja tutaj) również nie należały do owocnych. Koniec końców używam jednak ich najmniejszego czytnika, czyli Pyrusa Mini. I pomimo mankamentów, które opisywałem w recenzji (recenzja tutaj), bardzo go lubię i przyzwyczaiłem się do jego ułomności. Być może jest to objawem mojej naiwności, albo wręcz głupoty, no bo dlaczego używać takie urządzenie, skoro na półce leży niezawodny Kindle 3 Keyboard? Nie dość tego! Raz po raz zaglądam na stronę TrekStora licząc na usprawnienie Pyrusa... To już trudno zaklasyfikować. Ale jednak! Kiedy po raz tysiącpięćsetstodzięwięćsetny (może trochę pomyliłem się w rachubach, ale sprawdzałem przynajmniej raz na miesiąc) otwarłem stronę trekstor.de i przeszedłem do zakładki „Service & Support” moim oczom ukazała się upragniona informacja. Jest nowy firmware! Oprogramowanie oznaczone jest jako EBRPYMI-TS-1.1.0-20140224, czyli nosi datę z 24 lutego 2014r. Poprzednia wersja miała numer 1.0.6. Co ciekawe, TrekStor na swoim profilu facebookowym chwali się, że ma 10 tys. „lajków” ale o nowym oprogramowaniu to już nie wspomnieli. A poza Pyrusem Mini, w tym samym czasie aktualizację otrzymał również model z oświetleniem, czyli Pyrus 2 LED. Co tu dużo gadać, pobrałem i przetestowałem.

 

Wgrywanie oprogramowania

Do aktualizacji firmware'u służy program o bezpretensjonalnej nazwie update.exe. To ten sam plik, którzy obsługiwał również poprzednią aktualizację (z kwietnia 2013). Tak więc aktualizacja nie uruchomi się w Windows 8.

 

Aktualizacja firmware pod Windows 8 nie zadziała

 

Za to na komputerze z Windows XP powinna działać bez zarzutu. Uaktualnienie należy uruchamiać na komputerze podłączonym do internetu, ponieważ właściwy plik i program wgrywający firmware jest pobierany z serwera producenta w trakcie instalacji. W moim przypadku cały proces przebiegł bezboleśnie, podobnie jak przy ostatniej aktualizacji. Zapewne w moim komputerze były już odpowiednie sterowniki więc wszystko poszło nawet szybciej niż poprzednio. I podobnie jak przy poprzedniej aktualizacji, nie polecam dokonywania tego procesu przez osoby o słabych nerwach lub niewielkim obyciu z komputerami i czytnikami. Aktualizacja firmware'u odbywa się na odpowiedzialność użytkownika. Jeżeli coś pójdzie nie tak, jest prawdopodobne, że możemy pozostać z bezużytecznym czytnikiem.

 

Cały proces składa się z kilku etapów:

- podłączenie czytnika do komputera (najlepiej notebooka z naładowaną baterią) kablem USB;

- pobranie ze strony TrekStora (http://www.trekstor.de/product-support/product/ebook-reader-pyrus-mini.html#Downloads) a następnie uruchomienie pliku update.exe (Firmware Updater 2.0.3.0);

- wybranie przycisku „Aktualizuj oprogramowanie wbudowane” kiedy czytnik zostanie wykryty przez program aktualizujący;

 

Aktualizuj firmware

 

- pobieranie potrzebnych plików z serwera TrekStora;

 

Trwa pobieranie oprogramowania...

 

- potwierdzenie aktualizacji („Dalej”);

 

Dalszy etap po pobraniu potrzebnych plików z serwera TrekStora

 

- wskazanie katalogu, do którego zostanie wykonana kopia zawartości czytnika (książki znajdą się w katalogu „Device backup”);

 

Warto zrobić kopię książek wgranych do czytnika

 

- potwierdzenie aktualizacji po wykonaniu kopii zapasowej;

 

Backup ukończony

 

- rozpoczyna się proces aktualizacji, podczas którego musimy się zgodzić na wykonanie instalacji sterownika, która nie jest autoryzowana przez Microsoft („Kontynuuj mimo to”);

 

Właściwe aktualizowanie oprogramowania czytnika, nie przeszkadzać!

 

- czekamy aż wszystko się zakończy pomyślnie i przywrócone zostaną e-booki;

 

Książki wracają do urządzenia

 

- bezpiecznie wysuwamy czytnik z komputera;

 

Potwierdzenie zakończenia aktualizacji

 

- cieszymy się odświeżonym czytnikiem :)

 

 eReader Suite, czyli program TrekStora do zarządzania e-bookami

 

Co nowego?

W opisie zmian wprowadzonych w nowej wersji oprogramowania wewnętrznego, TrekStor wspomina głównie o poprawkach.

 

Wersja firmware'u wyświetlana w ustawieniach czytnika

 

Najważniejszą korzyścią z zastosowania nowego firmware'u powinna być poprawiona stabilność pracy czytnika, bez spontanicznych restartów. Ta obietnica wydaje się być spełniona, ale za krótko testowałem, żeby w pełni to potwierdzić. Kolejnymi usprawnieniami ma być lepsze odczytywanie plików, akceptowanie osadzonych czcionek oraz nowa wersja programu do zarządzania e-bookami. Zmienił się też trochę wygląd menu. Oprogramowanie Pyrusa Mini upodobniło się do nowszego wyglądu, znanego z Purusa 2 LED.

 

Zmieniony wygląd biblioteki w Pyrusie Mini

 

O ile informacja o stabilnej pracy czytnika to niewątpliwie pozytywna obietnica o tyle obsługa osadzonych czcionek może się podobać lub nie. Z jednej strony e-book będzie na Pyrusie bardziej przypominał to, co sobie zaplanował wydawca. Z drugiej strony zniknęła opcja zmiany w książce czcionki na czcionkę szeryfową lub bezszeryfową. Można regulować tylko wielkość liter, a kroju już nie, ponieważ z menu usunięta została pozycja „Czcionka”. Osoby lubiące czytać e-booki wyświetlane określonym rodzajem czcionki mogą być zawiedzione. Coś za coś.

 

Formatowanie według wydawcy w minibooku Gazety Wyborczej

 

W minibooku Gazety Wyborczej, który właśnie czytam, to się nawet sprawdza. Formatowanie jest ładne – nagłówki bezszeryfowe, reszta szeryfowa. Ale czy to krok w dobrą stronę? Ocenić jednoznacznie nie potrafię. Ale aktualizacji nie żałuję :)

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-11 17:40
TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część III i ostatnia

Zapraszam do lektury trzeciej części recenzji czytnika ebooków TrekStor Pyrus Mini. Pierwszą część opublikowałem prawie tydzień temu, a drugą kilka dni temu.

 

 

 

Nie siadajcie na TrekStorze w domu

 

Czytanie - ogólne odczucia

 

TrekStor Pyrus Mini nie nadaje się do żadnych zaawansowanych działań z e-bookami. To prosty czytnik, w którym brak jest zaawansowanych funkcji. Jest za to wszystko, co możemy nazwać podstawową funkcjonalnością. Strony zmienia się bardzo wygodnie przy pomocy bocznych przycisków lub przycisku pod ekranem. Przełączanie jest dość sprawne i nie denerwuje nadmiernym migotaniem. Częstotliwość czyszczenia ekranu z „duchów” można zmieniać. W menu „Tryb odświeżania” znajdują się opcje:

- Po każdej stronie;

- Po 3 stronach;

- Po 5 stronach.

Wybranie drugiej pozycji zmniejsza częstotliwość migotania całego ekranu a nie pogarsza jakoś istotnie kontrastu i jakości czcionek. Da się jednak zauważyć słabszy kontrast. Gorzej jest przy opcji trzeciej, tu ekran przed piątą stroną traci kontrast i pojawiają się widoczne „duchy”. W odróżnieniu jednak od Trekstora Pyrusa tych opcji po prostu można używać.

 

Należy jednak zauważyć, że komfort zmiany stron jest raczej na poziomie starszych generacji czytników a nie na miarę najnowszych modeli obecnych na rynku. Tu nie ma czego porównywać. „Przewracanie kartek” trwa w Pyrusie Mini dłużej i efekt odświeżania ekranu jest zauważalny choć nie denerwujący. Na forum eksiazki.org jeden z użytkowników zgłaszał też problem związany ze zmianą stron. I mogę go potwierdzić. Czytnik posiada denerwującą cechę polegającą na „zacięciu się” co kilkanaście, może kilkadziesiąt stron. Naciśnięcie przycisku zmiany strony nie wywołuje wtedy żadnej reakcji. Można odnieść wrażenie, że czytnik nie zareagował na zbyt słaby nacisk. Niestety, po następnym wybraniu przycisku tekst przeskakuje od razu o dwie strony i trzeba o jedną stronę wrócić.

 

Menu opcji w książce w Pyrusie Mini

 

Czytnik posiada jednak sporo opcji, których niekoniecznie można się spodziewać w najtańszym urządzeniu. Ma wiele ustawień modyfikujących sposoby wyświetlania tekstu. Po otwarciu książki otrzymujemy dostęp do następujących opcji menu:

- Dodaj zakładkę (dodanie zakładki na bieżącej stronie);

- Zakładki (wyświetlanie zakładek dodanych w otwartej książce);

- Spis treści (przejście do spisu treści otwartej książki);

- Przejdź do strony (przejście do określonego numeru strony);

- Wyszukaj (wyszukiwanie ciągu znaków w tekście);

- Rozmiar czcionki (mała, średnia, duża, XL, XXL, XXXL);

- Czcionka (szeryfowa, bezszeryfowa);

- Margines (mały, średni, duży);

- Obróć ekran (o 90 stopni w prawo lub lewo);

- Auto przewracanie (automatyczna zmiana stron bez ingerencji czytelnika regulowane od 1 do 5 minut);

- Tryb odświeżania (po każdej stronie, po 3 lub 5 stronach);

- Dodaj do ulubionych (przypisanie książki do kategorii „ulubione”, którą można osobno wyświetlać w biblioteczce);

- O książce (informacje o autorze, tytule, wydawcy, formacie, liczbie stron, ew. okresie autoryzacji DRM);

- Ustawienia kodowania (w tym. m.in. Baltic and Polish ISO885913, Unicode UTF8, Central European Windows 1250);

- Odstępy między wierszami (małe, średnie, duże);

- Wyjdź.

 

Menu zmiany wielkości czcionki w Pyrusie Mini

 

Trochę inaczej wygląda sytuacja w przypadku pliku PDF. W menu pojawia się opcja „Tylko tekst” (zamiast „Czcionka”). Można wtedy wyświetlać pliki w tzw. trybie „reflow”, co znacznie ułatwia czytanie tego typu dokumentów. Po zastosowaniu tej opcji tekst z pliku PDF wyświetlany jest prawie jak zwykły EPUB. Można też po prostu powiększyć stronę z pliku PDF wybierając większy rozmiar czcionki.

 

Tryb reflow w Pyrusie Mini

 

Czego więc brak? Po pierwsze zaznaczania fragmentów tekstu. Mnie zazwyczaj ta opcja jest przydatna do zaznaczania błędów składu i formatowania plików udostępnianych w polskich księgarniach. Niestety zbyt często ta opcja czytnikowego oprogramowania bywa przydatna przy czytaniu zakupionych u nas plików i w TrekStorze właśnie jej brakuje mi najbardziej. W urządzeniu brak jest jakiegokolwiek słownika, nie ma też możliwości jego dodania. Oprogramowanie czytnika tego nie przewiduje.

 

 

W sumie więc Pyrus Mini posiada całkiem rozległe możliwości dostosowania wyświetlanego tekstu do indywidualnych preferencji. Ale tak naprawdę to zapewne będzie wszystkim chodziło o upchnięcie maksymalnej ilości tekstu na niewielkiej powierzchni ekranu. Tu TrekStor spisuje się na przykład lepiej od Kobo Mini, ponieważ można bardzo ograniczyć marginesy bez specjalnych dodatków (hacków).

 

Niestety gorzej wypada jakość wyświetlanej czcionki. W Kobo Mini można wgrać własną czcionkę, ale i obecne w czytniku są całkowicie do zaakceptowania. Czcionki Kobo cechują się dobrym wypełnieniem i jednolitą barwą na całej powierzchni liter. W przypadku TrekStora wygląda to gorzej. Owszem, jest do dyspozycji czcionka szeryfowa i bezszeryfowa, ale albo czegoś w nich brakuje. Trudno jednak określić, czy ich słabsze wypełnienie wynika z zastosowanego pliku czcionki, czy ekran nie jest w stanie ich precyzyjnie wypełnić (zaczernić) atramentem. Być może jedno i drugie.

 

Czcionka szeryfowa w Pyrusie Mini

 

Czcionka szeryfowa w Kobo Mini

 

Czcionka szeryfowa w Kindle Paperwhite

 

 

No i jeszcze jedna rzecz, która jest a jakby jej nie było. Trudno mi więc zdecydować, czy Pyrus Mini jest wyposażony w korzystanie z przypisów w e-bookach, czy też nie. Prawdopodobnie odpowiedź zależy od tego czy się jest nietoperzem, czy człowiekiem. Ja, co pewnie zdziwi inżynierów pracujących dla TrekStora, jestem istotą ludzką i zwyczajnie nie widzę kiedy mogę przejść do przypisu lub wrócić do wcześniej czytanego tekstu. Dla pozostałych, którzy nie są nietoperzami, opiszę pokrótce do czego udało mi się dojść przez te kilka miesięcy. Otóż z początku myślałem, że przypisy zwyczajnie nie działają. Po pewnym czasie zauważyłem, że jednak mogę się mylić. Może pierwsze porażki wynikały z faktu, że chciałem po prostu czytać książkę i pięć minut ślęczenia nad jedną stroną wydawało mi się zwyczajnie bez sensu? Ale stopniowo powinność recenzenta wzięła górę i rozgryzłem zagadkę, którą postawili przede mną twórcy TrekStora. Nie było letko, oj nie. Chyba nawet z tej okazji zajrzałem do instrukcji obsługi. Przyznaję się do tego bez bicia. Instrukcja nie pomogła, ale oto wyniki mojego postępowania. Na stronie z przypisem pojawia się oczywiście sam przypis a w prawym górnym rogu ekranu dodatkowo symbol strzałki. W takim przypadku zmienia się funkcjonalność czterokierunkowego przycisku pod ekranem (nie można w tym momencie przy jego pomocy zmienić strony na następną). Należy nacisnąć ten przycisk w dół. Nie widać tego zapewne ale zostaje wtedy podświetlony pierwszy przypis. W razie większej ilości przypisów należy odpowiednią ilość razy nacisnąć czterokierunkowy przycisk w dół. Po podświetleniu (na wyczucie) odpowiedniego przypisu można przejść do wyjaśnień w tekście poprzez naciśnięcie wnętrza czterokierunkowego przycisku. Przy kilku przypisach i chwili zastanowienia, można się domyślić, który przypis jest w danym momencie podświetlony (wybrany). Przy jednym żadnego podświetlenia nie widać.

 

Obsługa przypisów w tekście w Pyrusie Mini jest prosta jak budowa cepa, ale nie dla mnie

 

 

Podobnie następuje powrót ze strony z przypisami. Niestety, w jednej z ostatnio czytanych książek powrót do czytanego tekstu na przykład następował pięć stron przed przypisem! W innej z kolei wszystko działało bez problemu. Może to wina formatowania pliku EPUB. Zupełna porażka w tym względzie niestety. Jak się już na to wpadnie, to proste, prawda? No niestety nie.

 

Okładka? Zrób to sam!

 

Wiele osób uważa okładkę lub futerał na czytnik za jego integralną część. I nie ma się czemu dziwić skoro mowa o urządzeniu użytkowanym i przenoszonym w bardzo różnych warunkach. Popularne czytniki posiadają całą gamę okładek posiadających nawet dodatkowe funkcje jak oświetlenie, uchwyt ułatwiający trzymanie w jednej ręce czy podpórkę aby się dało ustawić czytnik na stole. Niestety, tego wszystkiego nie znajdziemy w przypadku Pyrusa Mini. W sumie ten akurat czytnik można zmieścić w niespecjalnie rozciągniętej skarpecie, ale nie będzie to być może zbyt estetyczne rozwiązanie. TrekStor oferuje w swoim sklepie neoprenowe etui za niemal 10 EUR i to w zasadzie wszystko co jest dostępne na rynku.

 

TrekStor Pyrus Mini w futerale Golla Ocean mieści się "na styk"

 

 

Użytkownikowi pozostaje więc poszukiwanie czegoś na własną rękę. Mnie nie udało się znaleźć tradycyjnej okładki dla czytników w rozmiarze Pyrusa Mini. Postanowiłem więc mój czytnik zabezpieczyć uniwersalnym etui wyprodukowanym z myślą o smartfonie. Dość dobrze sprawdza mi się etui Golla Ocean G1283, choć do prawdziwej, czytnikowej okładki mu daleko. A mianowicie nie spełnia jednej bardzo dla mnie ważnej funkcji – możliwości postawienia czytnika na stole.

 

Podsumowanie – e-book najlepszym przyjacielem człowieka!

 

Trekstor Pyrus Mini jest prostym czytnikiem książek elektronicznych. Nie należy po nim spodziewać się niczego więcej ponad podstawową funkcjonalnością. Czytanie na nim jest przyjemne, a oferowane w cenie poniżej 200 złotych jakość należy uznać za przynajmniej dobrą. Kupując go, należy mieć na uwadze nie tylko zalety niewielkiego, poręcznego urządzenia, ale i kompromisy wynikające z bardzo niskiej ceny i małego ekranu. Należy jednak pamiętać, że jest to urządzenie przyzwoitej jakości choć nie wolne od opisanych przeze mnie wad.

 

 

Mój egzemplarz potrafił jednak sprawiać przykre niespodzianki. O ile jego większy brat – Trekstor Pyrus sprawował się jak białoruski ciągnik, który odpala przy +30ºC jak i przy -30ºC i jest gotowy do niespiesznej orki czy innej harówki, o tyle wersja Mini nie może być uznana za tak solidną. Mały czytnik jest szybszy, bardziej zgrabny, jednak zdarzają mu się spontaniczne restarty (np. po wgraniu pliku PDF z biletem PKP czy po obróceniu tekstu), co nie może wywoływać spontanicznej radości u użytkownika.

 

Pyrus Mini nie dorównuje funkcjonalnością Kobo Mini ani PosketBookowi Mini, ale jest lepszy od czytnika Lark Freebook 4.3. Jeśli więc ktoś chciałby mieć czytnik o ekranie mniejszym niż 6 cali, a na przykład nie stać go na Kobo Mini – mogę mu zasugerować rozglądanie się za TrekStorem Pyrusem Mini. Jeśli ktoś, zamiast ekscytującego urządzenia, chce mieć mniej lub bardziej nudziarski, działający przewidywalnie eczytnik, niech sobie kupi wspomnianego wcześniej Kobo lub PocketBooka.

 

Ja małego TrekStora i tak po prostu lubię, mam go zawsze przy sobie i dzięki niemu z większym zaangażowaniem realizuję hasło „e-book najlepszym przyjacielem człowieka!”.

 

P.S.

Większość opisywanych w recenzji kłopotów z czytnikiem została usunięta w nowszej wersji oprogramowania (firmware). Więcej na temat aktualizacji TrekStora Mini można przeczytać tutaj.

 

Plusy:

- niewielka cena (w niemieckich sklepach, po obniżce);

- bardzo poręczny;

- dobrze wykonany;

- bardzo lekki;

- regulacja kroju (szeryfowa i bezszeryfowa) i wielkości czcionki;

- regulacja odstępów między liniami;

- regulacja marginesów;

- poprawne wyświetlanie plików PDF w trybie tekstowym (tzw. reflow);

- odczyt plików MOBI (czytnik oficjalnie nie wspiera książek w tym formacie);

- możliwość zmiany kodowania znaków bezpośrednio w urządzeniu;

- zegarek wyświetlany w górnej części ekranu podczas czytania.

 

Minusy:

- co kilkanaście stron brak reakcji na naciśnięcie klawisza zmiany strony, kolejne naciśnięcie przycisku przerzuca o dwie strony – trzeba jedną wrócić;

- niestabilne oprogramowanie przy wyświetlaniu obróconego tekstu lub wgraniu egzotycznego pliku (np. plik o bardzo długiej nazwie lub PDF z biletem PKP);

- ekran przeciętnej jakości;

- bateria działająca wyraźnie krócej w porównaniu z dużymi czytnikami;

- pozostają dobrze widoczne ślady palców na ramce wokół ekranu;

 

Podobne czytniki obecne na rynku:

- Kobo Mini (recenzja tutaj);

- Lark Freebook 4.3 (test sklepowy tutaj);

- Pocketbook 515 Mini (recenzja na blogu swiatczytnikow);

- Ritmix RBK-200;

- teXet TB-446.

 

Dane techniczne wg producenta:

Pamięć wewnętrzna: 2 GB

Ekran: wyświetlacz Digital Ink® (papier elektroniczny)

Przekątna ekranu: 10,9 cm (4,3")

Rozmiar ekranu: 66 mm x 88 mm

Rozdzielczość ekranu: 600 x 800 pikseli

Rozszerzenie pamięci: gniazdo karty microSD lub microSDHC (FAT32)

Łączność: USB 2.0 (Micro-USB)

Kolor: czarny, czerwony, niebieski

Rozmiary czytnika: 85 mm x 128 mm x 9 mm

Waga ok.: 111 g (z baterią)

Obudowa: plastikowa (gumowana)

Ilość przycisków: 10

 

Formaty plików tekstowych: EPUB (wsparcie Adobe DRM), FB2, HTML, PDB, PDF (wsparcie dla Adobe DRM, tryb reflow), RTF, TXT, nieoficjalnie acz poprawnie również MOBI;

Formaty plików graficznych: BMP, GIF (do 2.5 MP bez animacji), JPEG, PNG (do 2.5 MP);

informacja o pliku: nazwa pliku, tytuł, autor

Zarządzanie plikami: nawigacja w katalogach (kasowanie plików z poziomu urządzenia), kopiowanie z komputera PC w trybie dysku USB lub z poziomu programu TrekStor Ebook Suite

Wersje językowe: angielska, francuska, holenderska, hiszpańska, niemiecka, polska, portugalska, szwedzka, ukraińska, włoska

Wspierane systemy operacyjne: Microsoft Windows Vista, Microsoft Windows 7, Microsoft Windows 8, Microsoft Windows XP (SP2), Linux od jądra 2.6.x, Mac OS X od wersji10.6.x

 

Zasilanie: bateria Lithium-polymer, port USB

Ładowanie: port USB, ładowarka USB

Czas ładowania ok. 3 godz.

 

Zawartość opakowania: czytnik eBook Reader Pyrus Mini, kabel USB 2.0 (Micro-USB (męski) / USB-A (męski), instrukcja obsługi

 

Oficjalna strona WWW: http://www.trekstor.de/detail-ebook-reader-en/product/ebook-reader-pyrus-mini.html 

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-08 20:39
TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część II

Zapraszam do lektury drugiej części recenzji czytnika eobooków TrekStor Pyrus Mini. Pierwszą część opublikowałem kilka dni temu.

 

Konstrukcja eCzytnika

 

 

 

Czytnik sprzedawany jest w pancernym pudełku z przezroczystego, twardego plastiku. W środku znajduje się samo urządzenie, kabel USB oraz papierowa instrukcja obsługi dorównująca objętością i wagą samemu czytnikowi.

 

TrekStor Pyrus Mini - ekran główny

 

 

Pyrus Mini posiada kilka wersji kolorystycznych: czarną, niebieską, czerwoną (różową). Kolorowe wersje wyglądają bardzo ładnie, ale trudno mi powiedzieć, czy bym się na przykład przyzwyczaił do różowej ramki wokół tekstu. Niniejsza recenzja dotyczy więc wersji z czarną obudową. Jest ona wykonana z gumowanego plastiku, który w połączeniu z ośmioma czarnymi, twardszymi klawiszami funkcyjnymi sprawia dobre wrażenie. Materiał jest bardzo podobny do tego, który został użyty w Trekstorze Pyrusie. Jednak w Mini sprawia to znacznie lepsze wrażenie. Trzymając w ręku sześciocalowego Pyrusa ma się wrażenie toporności - z Pyrusem Mini nie odnoszę takiego wrażenia. Jest za to inny feler - tworzywo bardzo łatwo wychwytuje odciski palców. Nawet jeśli przed chwilą wypaliliśmy z rąk każdy gram tłuszczu przy użyciu najnowszych żeli do czyszczenia kuchni - i tak na czytniku zostaną ślady. Nawet jeśli chwilę przed czytaniem nie rozdzieraliśmy palcami połcia słoniny na dokarmianie sikorek - i tak na czytniku zostaną ślady. Całe szczęście, że przyciski zmiany stron znajdują się po bokach obudowy i są z twardszego plastiku, więc spora szansa, że z każdą przeczytaną stroną nie będziemy myśleli o poszukiwaniu ściereczki z mikrofibry. Uwaga dla osób lubiących zapach książek. Czytnik nie wydziela zapachu farby drukarskiej ani nawet drażniącej woni taniego plastiku czy gumy. Jest taki dość bezzapachowy... Choć dla mnie to raczej zaleta niż wada, na wszelki wypadek ostrzegam.

 

 

Nie tylko dlatego ważne są dwa przyciski umieszczone na prawej krawędzi obudowy. Dzięki nim można wygodnie zmieniać strony trzymając czytnik jedną ręką. Funkcję zmiany stron posiada również czterokierunkowy przycisk umieszczony centralnie pod ekranem. Wyjątkiem są strony z przypisami umieszczonymi w tekście. Wtedy przyciskiem tym wybierać można kolejne przypisy.

 

W dolnej części obudowy znajduje się wyłącznik, gniazdo microUSB służące do ładowania akumulatora i transferu plików oraz gniazdo kart microSD. Książki można więc załadować do Pyrusa Mini zarówno przez kabel podłączony do komputera jak i z karty microSD.

 

Dolna część Pyrusa Mini

 

 

Całość sprawia wrażenie zgrabnej, dość solidnej, dobrze spasowanej konstrukcji. Nic nie trzeszczy, nie trzeba niczego naciskać na siłę a w razie poważniejszych kłopotów z oprogramowaniem z tyłu obudowy jest również ukryty w niewielkiej szczelince przycisk resetu.

 

 

 

Parametry

 

 

 

Urządzenie wyposażone jest w 2GB pamięci wewnętrznej, z których niecałe 1,6GB dostępne jest dla plików użytkownika. Moim zdaniem to wystarczająco dużo jeśli wziąć pod uwagę korzystanie z plików EPUB. Przy większej ilości książek w formacie PDF, może się okazać konieczne skorzystanie z rozszerzenia zasobów w postaci karty pamięci. Nie udało mi się znaleźć informacji o częstotliwości taktowania procesora i jakoś nie miałem dość motywacji, żeby rozebrać czytnik lub włamywać się do systemu, więc na ten temat nic specjalnego nie napiszę. Prędkość pracy jest moim zdaniem zadowalająca. Rzadko zdarzało mi się pomylić wybór opcji w menu z powodu „bezwładności” w reakcji oprogramowania czy ekranu.

 

Pyrus Mini schowany w paszporcie

 

 

 

Wśród parametrów najważniejsze w tym czytniku e-booków są wymiary. Na końcu testu znajdują się odpowiednie liczby dotyczące wysokości czy szerokości. Warto jednak zwrócić uwagę, że czytnik ma mniej więcej wymiary paszportu. Można więc TekStora mieć ze sobą w kieszeni kurtki, marynarki, nawet małej damskiej torebce. To miłe, że nie trzeba nosić plecaka, by mieć książki ze sobą!

 

 

TrekStor Pyrus Mini (po lewej) i Amazon Kindle 4 (po prawej)

 

 

Ekran

 

 

 

Ekran jest najważniejszą częścią każdego czytnika. W Pyrusie Mini jest to szarawy wyświetlacz Digital Ink pochodzący ze wspomnianej już firmy Guangzhou OED Technologies. Jest to szarość wpadająca w odcień żółtawy, co szczególnie widać przy bezpośrednim porównaniu z ekranem Kindle 3 Keyboard. Odnoszę wrażenie, że również jest on od ekranu Kindle'a ciemniejszy. Bliżej mu do Vizplexa z Kobo Mini niż do Pearla z Kindle'a. Czytelność jednak pozostaje na dobrym poziomie.

 

 

 Zbliżenie ekranu z czcionką bezszeryfową Kindle 4 (po lewej) i Pyrusa Mini (po prawej)

 

 

Oprogramowanie

 

 

 

Wyłączony całkowicie czytnik startuje w około 17 sekund (testowane z zegarkiem, ale bez karty pamięci). To długo! W świecie współczesnych czytników oznacza to mniej więcej czas przenoszący nas np. gdzieś w erę Windows Millenium albo co gorsza - Windows Vista w świecie pecetów. W świecie ludzi to gdzieś między wynalezieniem radła i sochy (osoby nie widzące różnicy między nimi nie mają się czym przejmować, chodzi o odległe wieki, a czas startu czytnika jest po prostu za długi). Można wyłączyć całkowite wygaszanie czytnika, ale lepiej tę opcję jednak pozostawić. Szczególnie jeśli przewidujemy dłuższe przerwy w czytaniu.

 

Ekran z ustawieniami m.in. zasilania W Pyrusie Mini

 

 

 

Nieużywane urządzenie najpierw przechodzi w „tryb czuwania” (i wyczerpuje wtedy baterię z bliżej nieznanych przyczyn). Każdy „normalny” czytnik, kiedy przechodzi w stan uśpienia i włącza „wygaszacz ekranu” nie zżera baterii jak Smok Wawelski. Jako wygaszacz mogą służyć okładki czytanych książek (Kobo Mini), albo urocze bohomazy (Kindle Paperwhite, Kindle Classic) czy nawet portrety znanych (no, mnie akurat nieznanych) amerykańskich pisarzy (Kindle 3 Keyboard). Ale tak czy inaczej nie ubywa wtedy energii w tempie nawet szybszym niż zwykły zanikać lodowce w Alpach! W Trekstorze Mini jest jednak inaczej. Być może aktywuje się wtedy tajny moduł satelitarny, który przesyła statystyki czytelnika do tajnego ośrodka TrekStora ukrytego w podziemiach Bundestagu, ale może jest też jakaś prawdziwa przyczyna. Dopiero po jakimś czasie czytnik wyłącza się całkowicie dla oszczędzania baterii. Moment automatycznego przejścia w „tryb czuwania” można ustawić w zakresie od 5 minut do 1 godziny (można też je całkiem dezaktywować), natomiast całkowite wyłączanie następuje po godzinie do 4 godzin (tez można to całkiem wyłączyć). Uśpiony czytnik budzi się całkiem szybko (jak na przykład mój wiekowy Kindle 3 Keyboard) i od razu można kontynuować czytanie w miejscu, gdzie się skończyło (podobnie jak we wspomnianym Kindelku). Jednak już wyłączenie urządzenia (co musi następować jeśli nie chcemy błyskawicznego wyczerpania baterii) powoduje opuszczenie bieżącej lektury i po ponownym włączeniu czytnik startuje wyświetlając ekran startowy. Na szczęście ponowne uruchomienie czytnika (wspomnianych długich 17 sekund) i otwarcie książki (tu ilość sekund zależy od zdolności manualnych czytającego i objętości książki) pozwala czytać w miejscu ostatnio otwartej strony. Tego Pyrus Mini nie zapomina. Nie bez znaczenia jest obecność karty pamięci. Jeśli znajduje się ona w gnieździe, start urządzenia jest wydłużony o trwające około pięć eonów wyświetlanie ikonki karty microSD i napis „Ładowanie” (testowane na karcie Sandisk 2 GB, ale bez zegarka). Co bardziej krewcy lub niecierpliwi czytelnicy powinni więc sobie odpuścić używanie karty pamięci.

 

 

Najnowsze oprogramowanie TrekStora Mini w wersji 1.0.6 pochodzi z końca kwietnia 2013 roku. Moje urządzenie z początku miało starszą wersję firmware, więc natychmiast dokonałem aktualizacji. Ku mojemu zdziwieniu wszystko przebiegło sprawnie i bezproblemowo. Dużo miałem z tym kłopotów w przypadku sześciocalowego Trekstora Pyrusa, więc byłem nastawiony pesymistycznie. Jednak w Mini wszystko odbyło się bez nerwowych resetów.

 

Aktualizacja firmware w Windows 8 raczej się nie powiedzie

 

 

 

Układ menu i funkcje Pyrusa Mini są bardzo zbliżone do tego, co oferuje sześciocalowy Pyrus. Strona startowa składa się z listy ostatnio czytanych lub wgranych książek. W dolnej części znajduje się odsyłacz „Biblioteka” do listy wszystkich książek w urządzeniu zarówno na karcie jak i w pamięci wewnętrznej. Zasoby książek mogą być tam wyświetlane zarówno w postaci listy tytułów lub widoku okładek. Mogą też być sortowane według autora, tytułu, czasu przeczytania lub wgrania do czytnika.

 

Ekran głównego menu Pyrusa Mini

 

 

W menu głównych ustawień czytnika prezentowanych jest dziewięć opcji:

 

- Zakładki (według książek, w których się znajdują);

 

- Biblioteka (książki zarówno w urządzeniu jak i na karcie pamięci);

 

- Więcej e-booków (informacja o księgarni TrekStora);

 

- Wyszukaj e-booki (w urządzeniu);

 

- Menadżer plików (umożliwiający np. kasowanie plików);

 

- Obrazy (przeglądarka plików graficznych);

 

- Ustawienia (np. zmiana języka menu, informacja o użyciu pamięci, autoryzacja Adobe DRM);

 

- Instrukcja (również po polsku);

 

- Wyjdź (z tego menu).

 

 

Generalnie omawiany czytnik e-booków działa sprawnie. Oprogramowanie jednak nie jest wolne od wad. Podstawowa polega na niestabilnym działaniu, gdy tekst książki jest obrócony o 90º (w prawo lub w lewo). W kilku plikach udawało mi się w ten sposób przeczytać kilka, czasami kilkanaście stron. W końcu jednak Pyrus się restartował zapominając o miejscu, gdzie przerwałem (a w zasadzie on mi przerywał) czytanie. Nie wystąpiło to we wszystkich testowanych przeze mnie książkach a prawidłowości występowania kłopotów nie wykryłem. Może z niektórymi plikami oprogramowanie sobie radzi a z innymi nie. Zawsze jednak przy zamknięciu książki i ponownym jej otwarciu obrót ekranu trzeba włączać na nowo. Dość szybko przestałem tej funkcji używać i trudno mi o niej więcej coś dodać, jak to, że można o niej spokojnie zapomnieć.

 

 

Do czytnika (podobnie jak do dużego Pyrusa), dołączone jest również oprogramowanie eReaderSuite ułatwiające zarządzanie książkami (na komputerze PC lub Mac). To kolejne miłe zaskoczenie świadczące o tym, że jednak ludzie piszący oprogramowanie dla TrekStora nie biorą pieniędzy na darmo. Wersji dołączonej do sześciocalowego Pyrusa nie byłem w stanie zainstalować, ale eReaderSuite w wersji 1.1.67.6 dołączony do Pyrusa Mini zainstalował się i uruchomił bez żadnych kłopotów (Windows XP). Prawidłowo rozpoznał katalog utworzony przez Adobe Digital Editions i znajdujące się tam e-booki. Na co dzień oprogramowanie to ułatwia synchronizację książek między komputerem a czytnikiem. Może też łączyć się z księgarnią internetową prowadzoną przez TrekStora. Niestety są tam tylko pozycje niemieckojęzyczne i nie przetestowałem tej funkcjonalności. Ogólnie eReaderSuite jest bardzo prosty, działa poprawnie i szybko. Gdybym nie używał Calibre'a, zapewne mógłbym go wykorzystywać do zarządzania biblioteką w TrekStorze. Co ciekawe, pod wskazaną w pliku pomocy stroną http://www.trekstor.de/ereadersuite nie ma już możliwości pobrania tego programu. Można go więc zainstalować tylko z pamięci samego czytnika.

 

 

 

Czytanie - wgrywanie e-booków

 

 

 

Wgrywanie książek do czytnika może się odbywać na dwa sposoby. Albo przy pomocy kabla, lub poprzez włożenie karty pamięci. O tym drugim sposobie proponuję zapomnieć, bo jest to zbyt denerwujące, no chyba, że ktoś lubi gapić się na ikonkę karty microSD zamiast czytać książki. Aby wgrać książkę do czytnika w pierwszy podany sposób, trzeba użyć kabla USB (micro-USB) podłączonego do komputera. Czytnik widziany jest wtedy jako dysk zewnętrzny a na ekranie urządzenia pojawia się ikona USB. Mamy więc do wyboru wgrywanie książek na wiele sposobów: przy pomocy programu calibre, dołączonego do czytnika eReaderSuite lub po prostu skopiowanie pliku (np. EPUB) pobranego z księgarni prosto do katalogu Ebooks w pamięci czytnika. Po odłączeniu czytnika od komputera następuje aktualizacja biblioteki i książki są gotowe do czytania.

 

Bzdety wyświetlane na głównym ekranie Pyrusa Mini po wgraniu do pamięci biletu PKP w pliku PDF

 

 

Czytnik, którego używałem, miał problemy ze stabilnością po wgraniu niektórych książek (poprzez skopiowanie pliku do pamięci). Długo nie mogłem ocenić, czym to jest spowodowane. Było tak aż do momentu, gdy wgrałem świeżo pobrany z księgarni nowy plik. Po umieszczeniu go w katalogu głównym urządzenia i odłączeniu od komputera, czytnik wpadł w pętlę restartów. Plik nie miał polskich znaków, ale najwyraźniej długość nazwy nie była odpowiednia. A może kłopotem była kropka w nazwie? Po pobraniu plik miał nazwę: „jednym-kliknieciem-historia-jeffa-bezosa-i-rosnacej-potegi-amazon-com-richard-l-brandt-Ebookpoint.pl.epub” więc uznałem, że jego długość i dwie kropki w nazwie może być przyczyną kłopotów. Po podłączeniu TrekStora do komputera i zmianie nazwy na „jednym-kliknieciem.epub” czytnik zaczął zachowywać się normalnie. Nie była to więc chyba reakcja alergiczna na opisy sukcesów konkurencji w osobie szefa Amazona a coś bardziej prozaicznego jak nazwa pliku licząca ponad 100 znaków.

 

 

Pyrus Mini górą a paszport dołem

 

Zapraszam na trzecią i ostatnią część recenzji, w której przedstawię więcej wrażeń z korzystania z czytnika.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-05 13:13
TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część I

Przyszła kolej na recenzję trzeciego czytnika książek elektronicznych pretendującego do miana najmniejszego z najmniejszych. Trekstor Pyrus Mini – czytnik z ekranem 4,3 cala. Postaram się więc przy tej okazji porównać Trekstora Mini z Kobo Mini oraz Larkiem 4.3.

 

TrekStor Pyrus Mini – ekscytujące urządzenie?

 

Trudno jest recenzować czytnik, który wzbudza emocje. Z drugiej strony, jak tego nie zrobić? Współczesny świat pełen jest nudnych rzeczy takich jak na przykład gotowe dania, plastikowe zabawki pochodzące z plastikowego zagłębia gdzieś w Chinach, programy rozrywkowe polskich stacji telewizyjnych czy w końcu czytniki książek, które nigdy się nie psują a nawet jak na nich usiądziemy to i tak przyślą nam ze Stanów nowy. Jak żyć w takim nudnym świecie? Potrzebna jest jakaś niepewność, jakaś rysa w szarobetonowej rzeczywistości, jakieś wyzwanie – na przykład czytnik widmo! Właśnie takiego enigmatycznego urządzenia dotyczy ten test.

 

TrekStor Pyrus Mini

 

 

Moje pierwsze spotkanie z TrekStorem Pyrusem Mini miało miejsce na targach IFA 2012 w Berlinie. Odwiedziłem wtedy stoisko niemieckiego „producenta”. TrekStor Mni pojawił się nagle znikąd w rękach przedstawiciela firmy, zupełnie jak na pokazie dobrego prestidigitatora. Czytnik od razu zdobył serca towarzyszących mi osób płci pięknej, a poniekąd również i moje. A efektem tego zauroczenia był zakup... Kobo Mini. Bywa i tak.

 

Jednak myśl o malutkim, niedrogim, prostym czytniku wciąż kwitła w mojej głowie. I oto rok później znowu byłem w Berlinie, znowu przy okazji tagów IFA 2013, znowu odwiedziłem stoisko TrekStora. Jakże inne to było spotkanie, a jednak jakże ekscytujące! Tym razem Pyrus Mini prezentowany był zupełnie oficjalnie. Wyglądał tak jakoś przyćmiony (nomen omen) blaskiem premierowego Pyrusa 2 LED. Już myślałem, że nic ekscytującego mnie tym razem nie spotka, ale przedstawicielka firmy postarała się, aby mój pobyt w Belinie nie był nudny. Zmotywowany znacznymi obniżkami cen Pyrusa Mini w Niemczech, spytałem ją „gdzie mogę kupić Mini w Berlinie”. Nie wywlekałem wcale na światło dzienne takich faktów jak:

- jesteście niemiecką firmą;

- jesteśmy w stolicy Niemiec;

- jesteśmy na targach, gdzie pokazujecie czytniki;

- chcę kupić niemiecki czytnik w Niemczech przy okazji niemieckich targów.

Ale takie argumenty kołatały się tylko w mojej głowie, lecz albo grzeczność albo ograniczona znajomość języka niemieckiego nie pozwoliła mi ich użyć w dyskusji. W wyniku rozwlekłych dywagacji po angielsku i trwającego mniej więcej tyle co ostatnia epoka lodowcowa pobytu przedstawicielki firmy na zapleczu stoiska, otrzymałem wskazówkę na temat możliwości kupna Pyrusa Mini w stołecznym mieście w samym środku Europy (znaczy w Berlinie, a nie w Warszawie czy Krakowie). Oczywiście nie była to zwykła odpowiedź typu „na Friedrichstrasse 55 w cenie X euro”, ale tajemnicza (czysta) serwetka z odręcznie nagryzmoloną informacją w stylu „gdzie ukryto skarb piratów”.

 

Mapa piratów otrzymana od przedstawicielki TrekStora w Berlinie

 

Do poszukiwań zabrałem się dość standardowo, czyli sprawdziłem adresy, nazwy, linie metra. Ale rzeczywistość miała mnie jeszcze zaskoczyć. We wskazanych miejscach nie dość, że nie było czytnika, to jeszcze nie było tych miejsc. Zupełnie jakby coś stało się z tym miastem, czego pani z TrekStora nie zauważyła. Nie wiem czego... upadku Muru Berlińskiego, wkroczenia czterech pancernych i psa, a może likwidacji wskazanej sieci księgarskiej? Dość powiedzieć, że z Berlina wróciłem bez czytnika. Ale to tylko wzmogło moją chęć zdobycia zakazanego dobra. Oczywiście zakup w firmowym sklepie za firmową cenę (plus firmowe koszty przesyłki do Polski) uznałem za zbyt nudne. Ostatni akt zakupowej epopei rozegrał się więc na niemieckiej wersji serwisu „aukcyjnego” w postaci kilku przegranych i jednej wygranej aukcji. Tak, nie mylicie się! Napisałem o aukcjach, w których licytowałem Trekstora. To prawda, że w niektórych krajach na serwisach aukcyjnych wciąż niektóre dobra sprzedawane są w drodze aukcji! Wiem, że trudno w to uwierzyć bazując na polskich doświadczeniach, ale możecie mi wierzyć na słowo. I w końcu jako posiadacz dobra niemal spod lady (IFA 2012), po wielu wysiłkach przypominających lata komunistycznej gospodarki niedoboru (IFA 2013) stałem się posiadaczem unikalnego (jak dla mnie) egzemplarza TrekStora Pyrusa Mini. Czyż nie jest to ekscytujące urządzenie?

 

Dostęp do Pyrusa Mini nie jest łatwy

 

 

Czytnik – garść faktów

 

Trekstor Pyrus Mini to czytnik książek elektronicznych z ekranem wykonanym w technologii papieru elektronicznego o przekątnej 10,9 cm (4,3"). Dostarczany jest do Europy przez niemiecką firmę TrekStor, specjalizującą się w peryferiach komputerowych, tabletach jak i czytnikach e-booków właśnie. Jego większy odpowiednik – Trekstor Pyrus – był obecny na rynku polskim w roku 2012 w sieci sklepów Empik. W innych sklepach w Polsce jak i za granicą jest on zresztą sprzedawany do dziś. Być może Empik wycofał Pyrusa z oferty, ponieważ przestraszył się pozwu, jaki został złożony przeciw TrekStorowi przez dominującą na rynku papieru elektronicznego amerykańską firmę E Ink. Ona to dostarcza wyświetlacze m.in. do czytników Amazona czy Kobo a do urządzeń TrekStora zaś robiła to Guangzhou OED Technologies. I właśnie ta ostatnia posądzana jest o skopiowanie chronionej patentami technologii E Ink. Wciąż trwa batalia sądowa w Niemczech a pierwszych rozstrzygnięć strony spodziewają się podobno najwcześniej za kilkanaście miesięcy. Póki co czytniki TrekStora z ekranami z Chin będą więc dostępne na rynku europejskim. Ale TrekStor również zabezpiecza się, wprowadzając właśnie na rynek czytnik z ekranem E Ink Pearl i oświetleniem (Pyrus 2 LED).

 

Kobo Mini i TrekStor Pyrus Mini

Kobo Mini (po lewej) i TrekStor Pyrus Mini (po prawej)

 

Pyrus Mini jednak, jak na razie, oficjalnie do Polski nie trafił. A szkoda, bo jest to urządzenie warte uwagi i mogące sprawić wiele radości (a nawet może być ekscytujące; ale nie wiem, czy Wam życzę takich ekscytacji jakie mnie spotkały w Berlinie). Wydaje się być szczególnie przydatnym dla tych czytelników, którzy dużo czasu spędzają w komunikacji miejskiej. No i nie chcą wydać na czytnik zbyt dużo a mieć urządzenie przyzwoitej jakości. Gdybym był sprzedawcą w polskim serwisie „aukcyjnym” i sprzedawał na przykład żel do ciała przydatny w solarium, w tym miejscu bym napisał „to super gadżet za małe pieniążki”. Ale nie zrobię tego, ponieważ z miejsca sam bym znienawidził jak i Wam zohydził coś, co z takim trudem zdobyłem. Z tym żelem to trochę przesadziłem, bo jakiż to gadżet, ale taka oferta sprzedaży pojawiła się jako jedna z pierwszych gdy wpisałem w wyszukiwarkę frazę z owymi „małymi pieniążkami”.

 

Chowając Pyrusa Mini do kieszeni trzeba pamiętać, do której, żeby uniknąć przygód p. Hilarego

 

Pyrus Mini jest urządzeniem bardzo poręcznym. Waży zaledwie 111 g przy rozmiarach 85 mm x 128 mm x 9 mm. Ekran wykonany w technologii cyfrowego atramentu ma przekątną 10,9 cm (4,3 cala). Czyni go to z wielu względów czytnikiem naj... Jest to obecnie najmniejsze, niemal najlżejsze i co ważne - najtańsze urządzenie do czytania e-booków dostępne na rynku. Napisałem powyżej „niemal najlżejsze”, ponieważ Wexler One jest o 1g lżejszy (przy większym ekranie).

 

Na taki czytnik należy moim zdaniem zwrócić uwagę. Wspomniałem już, że mnie spodobał się od pierwszego wejrzenia przy okazji odwiedzin na stoisku TrekStora w czasie berlińskich targów IFA 2012. Już wtedy trudno go było nazwać najbardziej innowacyjnym lub zaawansowanym technologicznie, zapewne nie to było priorytetem przy jego projektowaniu. Pomimo prostoty jednak coś w sobie ma. Być może moja opinia wynika z faktu, że wiele książek przeczytałem na trochę mniejszym i też niezwykle poręcznym urządzeniu – palmtopie Palm Tungsten|C.

 

 

TrekStor Pyrus Mini nie jest pierwszym ani jedynym małym czytnikiem e-booków. Przy okazji recenzji Kobo Mini wspominałem między innymi o porównywalnych poprzednikach. Były to: Sony PRS-350, Bookeen Cybook Opus, PocketBook 360. Najpoważniejszym konkurentem Pyrusa Mini, obok Kobo Mini, jest obecnie Pocketbook 515 Mini, który miał premierę na targach IFA 2013. Jest on dostępny w Polsce przez oficjalnego dystrybutora. Ponadto na rynku rosyjskim jak i na targach IFA 2013 pojawiły się też klony pochodzące zapewne z tej samej taśmy produkcyjnej, co Pyrus Mini. W Berlinie podobne urządzenie prezentowali Hiszpanie (nie widać go na ich stornie WWW), a w sieci można obecnie znaleźć kilka zbliżonych możliwościami urządzeń dostępnych w Rosji. Jest to m.in. Ritmix RBK-200 oraz teXet TB-446.

 

Czy to najtańszy czytnik również dla nas?

 

Czytnik nie jest oficjalnie sprzedawany w Polsce. Na stronie producenta oferowany jest obecnie (wraz z etui) za 44 EUR, ale trzeba jeszcze doliczyć koszty przesyłki do Polski. Jednak zarówno w sieciach sklepów stacjonarnych z elektroniką jak i w jednym ze sklepów internetowych był wcześniej w RFN oferowany za 29 EUR. O ile w sklepach stacjonarnych wyprzedał się błyskawicznie, o tyle w redcoon.de raz po raz jeszcze się w takiej cenie pojawiał wielokrotnie. I równie szybko znikał. Pozostaje mieć nadzieję, że więcej przecenionych urządzeń trafi jeszcze na rynek.

 

Jak wspomniałem wcześniej, klony małego TrekStora oferowane są też przez sklepy rosyjskie, białoruskie i ukraińskie. Za Bugiem jest to wersja m.in. z dwukrotnie większą pamięcią, obsługą mp3 i dodaną ładowarką. Komplet do nabycia za równowartość około 200 PLN.

 

TrekStor Pyrus Mini zdobyty i zrecenzowany

 

Pomimo, że nie udało mi się kupić Pyrusa Mini podczas pobytu w Berlinie. Pomimo, że profesjonalizm obsługi stoiska TrekStora na targach IFA 2013 raczej osłabił niż zachęcił mnie do kontaktów z produktami przez nich sygnowanymi, jednak w końcu uznałem, że 29 EUR jest ceną obok której nie można przejść obojętnie. I oto po wygranej licytacji na niemieckiej wersji serwisu aukcyjnego oraz kilku miesiącach użytkowania czytnika mogę zaprezentować jego recenzję.

 

P.S. Już teraz zapraszam na drugą część recenzji czytnika TrekStor Pyrus Mini. Już wkrótce na Booklikes...

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2013-09-16 08:03
Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2013 w Berlinie - część II

Zapraszam na drugą części relacji, która będzie poświęcona najciekawszym (moim zdaniem) eCzytnikom pokazanym na IFA 2013. W pierwszej części (dostępnej tutaj) przedstawiłem ogólne wrażenia ze wszystkich odwiedzonych stoisk. W związku z kilkoma nowościami, jak Kobo Aura, PocketBook Mini czy PocketBook Cover Reader pojawiło się trochę wątpliwości wyrażanych na forum eksiazki.org jak i na portalu swiatczytnikow.pl. Postaram się niektóre z nich również wyjaśnić w oparciu o „badania terenowe”. Wszystkie moje obserwacje oparte są o kilkunastominutowe testy urządzeń w czasie targów i rozmowy z przedstawicielami wystawiających się firm. To zbyt mało, by porządnie zrecenzować przedstawiane urządzenia, ale chyba wystarczająco by mieć ogólny pogląd na co aktualnie zwrócić uwagę.

 

PocketBook Mini

Sam czytnik wygląda bardzo zgrabnie i jest zaskakująco lekki. Przy okazji recenzji Kobo Mini  oraz sprzedawanego w Polsce czytnika Lark Freebok 4.3 pisałem, że prędkość pracy obydwu czytników mogłaby być większa. Szczególnie Lark odstaje pod tym względem od konkurentów. Natomiast PocketBook Mini przy zmianie stron spisuje się bardzo dobrze, chyba najlepiej z czterech porównywanych przeze mnie czytników o ekranie mniejszym niż 6 cali. Mam nadzieję, że tak samo spisuje się z większymi plikami EPUB. Egzemplarz prezentowany na targach miał wgrane tylko kilka tekstów, które wyglądały na fragmenty książek, stąd moje zastrzeżenie. Jedyną mniej pozytywną uwagę, jaką można mieć na pierwszy rzut oka, to brak bocznych fizycznych klawiszy do zmiany stron. Jednak przy tak małym i lekkim urządzeniu prawdopodobnie przyciski ukryte po bokach pod ekranem pozwolą na sprawne posługiwanie się czytnikiem jedną ręką i wygodną zmianę stron kciukiem. Problemem jeszcze może być rodzaj plastiku użytego do wykonania obudowy. Sprawia wrażenie bardzo dobrej jakości jednak jest dość śliski. Ja bym wolał coś bardziej chropowatego, nawet kosztem „łapania” śladów palców. Zapewne wielu z nas używa czytników w etui, więc i ten problem można zniwelować.

 

Oprogramowanie urządzenia jest podobne do innych czytników PocketBooka. Nieodmiennie robi na mnie wrażenie ilość języków, w jakich może być wyświetlane menu. Jest wśród nich oczywiście i język polski. Dobre wrażenie robi też wybór czcionek i opcje formatowania książki.

 

W związku z różnymi opisami i specyfikacją techniczną podawaną przez sprzedawców PocketBooka Mini, na forum eksiazki.org pojawiły się spekulacje czy ma on wi-fi czy też nie. Napisałem w tej sprawie do firmy i z błyskawicznie przekazanych mi wyjaśnień wynika, że w Polsce będzie sprzedawana zarówno wersja z łącznością bezprzewodową jak i bez. Przy zakupach trzeba więc uważnie czytać opisy w sklepach i zwracać uwagę na cenę urządzeń.

 

Czytnik jest już dostępny w Polsce. Cena wersji bez wi-fi zaczyna się od 269 PLN. Na niemieckim rynku wyceniony na 60 EUR PocketBook będzie miał dość ciężko, zważywszy choćby obecną cenę Kobo Mini (39 EUR) czy Kindle Classic (49 EUR). Na szczęście dla PocketBooka Mini, u nas nie ma takiej konkurencji.

 

PocketBook Mini (Berlin, 2013 r.) 

 

Część możliwych do ustawienia wersji językowych menu w PocketBook Mini

 

Informacja o pamięci dostępnej dla użytkownika w PocketBook Mini

 

Fragment ekranu głównego w PocketBook Mini z książkami i menu w dolnej części

 

Menu dostępne w otwartej książce w PocketBook Mini

 

Opcje formatowania tekstu w PocketBook Mini

 

PocketBook Cover Reader

Trudno dziś określić przydatność i przyszłość zaprezentowanej na targach okładki na smartfona wykonanej w technologii papieru elektronicznego. Sądzę, że może się ona spodobać tym, którzy nie chcą mieć dwóch urządzeń do czytania a jednocześnie dbać o swój wzrok i baterię telefonu. Jest jednak druga grupa ludzi, która potencjalnie może być bardziej obiecującym rynkiem. W relacji na temat rynku eCzytników w Japonii, wspominałem, że według moich obserwacji Japończycy nie używają czytników w transporcie publicznym. Masowo jednak korzystają z dość tradycyjnych telefonów komórkowych, sporo też jest w użyciu smartfonów. Proporcje te jednak się zmieniają. Pewnego dnia siedziałem godzinę w dzielnicy Harajuku przed sklepem z telefonami komórkowymi. Zwyczajnie czekałem na moje towarzyszki podróży, aż wynurzą się z oceanu sklepów z ciuchami, z których ta dzielnica słynie. I wiecie co? Nauczyłem się kilku japońskich zwrotów, najczęściej powtarzanych przez dwójkę niezmordowanych sprzedawców stojących przed sklepem. Przez wspomnianą godzinę wydzierali się bez chwili przerwy a ich głos wzmacniany był przez dwa, stojące na chodniku, głośniki. Pierwszy ze zwrotów brzmiał „ajfon fajf” a drugi „galaxy es for”. Dodając dwa do dwóch, można się spodziewać, że taki rynek jak japoński powinien być dla PocketBooka obszarem szczególnego zainteresowania.

 

PocketBook Cover Reader jest okładką na Galaxy S4. Większą i mniej nas interesującą część stanowi fragment stanowiący tył obudowy. Na zdjęciach można zauważyć, że smartfon jest lekko wydłużony i w dolnej części pod ekranem znajduje się logo PocketBooka. To miejsce podłączenia okładki i telefonu. Dzięki temu klapka zakrywająca wyświetlacz Samsunga i zawierająca ekran z papieru elektronicznego może być bardzo cienka. Rozmiary samego ekranu PocketBooka to 146 x 69 mm. Ma przekątną 4,3 cala przy rozdzielczości 480*800 pikseli i gęstości 217 ppi.

 

Wyświetlanie tekstu na ekranie okładki obsługuje wyłącznie działająca w telefonie aplikacja PocketBook Reader. Ważną funkcją jest wyłączanie wyświetlacza telefonu, gdy klapkę odchylimy do tyłu. W sumie więc komfort użytkowania jest taki sam jak przy używaniu telefonu, ale czytamy na ekranie z papieru elektronicznego. W przedstawianym na targach prototypie prędkość zmiany stron była dość umiarkowana. W telefonie nie było niestety żadnej książki po polsku, tylko po niemiecku i angielsku, więc trudno powiedzieć jak Cover Reader sprawdza się z polskimi znakami. Można się jednak spodziewać, że bazująca na Androidzie aplikacja nie powinna mieć z tym żadnych kłopotów. Produkt jeszcze w listopadzie tego roku ma być dostępny, przynajmniej na rynku niemieckim. Zapytany przeze mnie przedstawiciel PocketBooka bardzo ostrożnie wypowiadał się o wersji dla iPhone, natomiast wskazał marki HTC, Sony i Samsung jako kolejne, których najnowsze modele będą współpracować z PocketBook Cover Reader. Jakie to będą konkretnie modele, na razie nie wiadomo.

 

Największym konkurentem na niemieckim rynku będzie zapewne rosyjski Yotaphone, którego premiera za Odrą spodziewana jest także w końcu tego roku. Choć trudno sobie wyobrazić kogoś, kto kupi Samsunga po to, aby móc czytać na Cover Readerze, to jeśli już ktoś Galaxy S4 posiada...

 

 PocketBook Cover Reader i Samsung Galaxy S4 (Berlin, 2013 r.)

 

Kluczowa opcja dla  PocketBook Cover Reader, czyli wyświetlanie na okładce (Read on the Cover)

 

Opcje wyświetlania tekstu w androidowej aplikacji PocketBook Reader

 

Na wyświetlenie tekstu w PocketBook Cover Reader czasem trzeba zaczekać 

 

Współpraca PocketBook Cover Reader i Galaxy S4

 

PocketBook Cover Reader na górze, a ekran Galaxy od spodu

 

TrekStor Pyrus 2 LED

Postanowiłem napisać też kilka słów o czytniku TrekStora z oświetleniem, pomimo, że nie będzie on zapewne dostępny bezpośrednio na naszym rynku. Jednak popularność wpisu o przecenie Kindle Classic w RFN zamieszczonego na blogu swiatczytnikow.pl utwierdziła mnie w przekonaniu, że coraz więcej osób może sobie poradzić z zamówieniem czegoś z zagranicy lub po prostu mieszka blisko sklepów lub paczkomatów zlokalizowanych za Odrą. A wspominam o nim, ponieważ będzie to w najbliższym czasie zapewne jeden z najtańszych eCzytników z oświetleniem. Spodziewana cena na rynku niemieckim to 80 EUR. To niewiele mniej, ale jednak taniej od Tolino Shine (99 EUR) czy dostępnego w sklepach fizycznych „starego” modelu Kindle Paperwhite wi-fi za 119 EUR.

 

"Napromocyjna" cena Kindle Paperwhite w sklepie sieci Saturn (Berlin, 2013 r.)

 

Trekstor Pyrus 2 LED ma kilka mocnych jak i słabych punktów. Po pierwsze cena. Po drugie oświetlenie – jest całkiem przyjemne, równomierne i można go całkowicie wyłączyć. Po trzecie ma menu w języku polskim. Po czwarte dość sprawna obsługa karty pamięci. Działa też ogólnie sprawniej od znanego z naszego rynku Trekstora Pyrusa. Jednak za niższą ceną kryją się też kompromisy. O ile ekran jest znacznie lepszy niż w poprzednich TrekStorach (teraz jest to Pearl), o tyle rozdzielczość jest słabsza niż u bezpośrednich konkurentów. W TrekStorze jest to 800 x 600 pikseli (niedotykowy) podczas gdy wspomniane Tolino ma 1024 x 758 a Kindle 1024 x 768 pikseli. TrekStor jest nieznacznie lżejszy od Kindle Paperwhite (213 g) ważąc 205 g, natomiast cięższy od Tolino Shine (183 g).

 

Sądzę, że ewentualnym problemem może być jednak wygoda korzystania z TrekStora. O ile gumowana obudowa raczej wzbudza zaufanie (podobnie jak w Pyrusie), o tyle gumowe klawisze umieszczone pod ekranem sprawiają wrażenie, jakby się miały rozlecieć po paru książkach. Zaskakuje też brak fizycznych przycisków zmiany stron po bokach obudowy. Obym się mylił, ale aby się o tym przekonać lepiej, trzeba dłuższych testów.

 

Metryczka Trekstor Pyrus 2 LED

 

Klawisze Trekstora Pyrusa 2 LED

 

Regulacja oświetlenia Trekstora Pyrusa 2 LED 

 

Ekran główny w Trekstor Pyrus 2 LED

 

Informacja o Trekstor Pyrus 2 LED na targach IFA 2013

 

Kobo Aura

Nowy czytnik z Kobo był najbardziej przeze mnie wyczekiwanym urządzeniem, które chciałem zobaczyć w Berlinie. No i udało się. Kanadyjczycy pokazali czytnik Kobo Aura. Już na pierwszy rzut oka widać, że tutaj nowość nie polega tylko na nadaniu staremu urządzeniu nowej nazwy czy dodaniu na końcu nazwy jednej literki. Innowacja polega na upodobnieniu czytnika do tabletów czy droższych smartfonów poprzez nadanie mu jednolitej powierzchni na froncie. Ekran z papieru elektronicznego w Kobo Aura nie jest zagłębiony w otaczającej go ramce, jak to miało miejsce dotychczas w eCzytnikach. Całość pokryta jest szkłem na całym froncie, dzięki czemu jest na przykład mniejsza szansa, że coś nam wpadnie między obudowę a ekran. Nie wiem jak Wy, ale ja czasem muszę wydłubywać zza ramki jakieś paproszki. Znika też zarzut kierowany do firmy przez użytkowników Kobo Mini, na temat korzystania z klawiatury ekranowej. Osoby z grubszymi palcami mają na nim kłopoty, aby trafić w litery wyświetlane tuż przy obudowie. Przeszkadza w tym właśnie zagłębienie ekranu. No ale najważniejsze jest to, że udało się przy tym uniknąć efektu lustra, obecnego w znakomitej większości ekranów LED komputerów i urządzeń przenośnych. Znakomicie odbijają one światło otoczenia i nawet przy silnym podświetleniu często trudno na nich pracować. W Aurze udało się tego uniknąć i połączyć oświetlenie ekranu z papieru elektronicznego z jednolitą szklaną powierzchnią nie dającą odblasków.

 

Kobo Aura (Berlin, 2013 r.)

 

Spodziewam się, że Kobo Aura będzie następcą Kobo Glo. Między innymi dlatego, że oświetlenie ekranu jest na nowym czytniku znacznie bardziej przyjemne, równomierne i przy tym łatwe do regulacji. Kolejną innowacyjną opcją jest właśnie regulacja natężenia światła gestem, poprzez przesuwanie dwoma palcami pośrodku ekranu w górę i w dół bez wchodzenia do menu. Ciekawe także, choć obecne już wcześniej w czytnikach Kobo, jest też sterowanie nasyceniem tekstu.

 

Zmiana nasycenia i kontrastu tekstu w Kobo Aura

 

Kobo Aura jest zaskakująco lekki. Według producenta, przy rozmiarach 150 x 114 x 8,1 mm waży tylko 174 g. To zauważalnie mniej niż u królującego do tej pory na rynku Paperwhite'a (213 g). Nowy Amazon Kindle Paperwhite też będzie cięższy, ma ważyć 206 g przy wymiarach 169 mm x 117 mm x 9,1 mm. Kobo Aura jest więc zauważalnie bardziej zwarty i lżejszy. To obecnie chyba najlżejszy czytnik z oświetleniem. Posiada też sporą pamięć (4 GB) wewnętrzną jak i gniazdo karty pamięci microSD. Zaskakująca jest rozdzielczość ekranu. W Kobo Glo jest to 1024 x 768 a w Aurze „tylko” 1014 x 758. Pozostaje mieć nadzieję, że nowa technologia zmiany stron (bez charakterystycznego dla ekranów eInk przykrego efektu migotania) pozwoli uzyskać i tak lepszy niż w Glo komfort czytania. Tego jednak w krótkim testowaniu czytnika na targach nie byłem w stanie uczciwie sprawdzić.

 

Płaski front Kobo Aura

 

Na tym kończą się nowości. Podobnie jak w Kobo Aura HD utrzymano przyciski do wyłączania czytnika oraz oświetlenia. Obydwa znajdują się na górnej krawędzi obudowy. Pomimo wprowadzania swoich czytników na kolejne rynki, Kobo niestety wciąż nie pomyślało o polskim menu. Nową funkcją jest tłumaczenie słów wprowadzanych przez użytkownika, ale jak się łatwo domyślić, brak jest słownika uwzględniającego język polski. Brak jest też fizycznych przycisków do zmiany stron. Mam nadzieję, że dotyk będzie działał lepiej niż w Kobo Mini i użytkownikom nie będzie tych przycisków brakować.

 

Ekran główny menu Kobo Aura

 

Ze wspomnianym wyżej gniazdem kart pamięci wiąże się moje niepowodzenie w testowaniu polskich książek w najnowszym Kobo. Jeden z czytników wystawionych na targach nie rozpoznał mojej karty, na której miałem testowe książki. Trudno mi znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało. Inne czytniki (Sony, TrekStor) rozpoznawały kartę bez problemu. Z drugiej strony przy 4 GB pamięci wewnętrznej (ponad 3,2 GB dostępne dla użytkownika) i braku obsługi plików audio nie bardzo widzę sens posiadania karty pamięci w czytniku. Chyba, że obsługa plików PDF w Kobo Aura pozwala na ich komfortowe używanie. Posiadanie takich plików na karcie może być celowe ze względu na ich (zazwyczaj) duże rozmiary. Ale do PDFów to zapewne bym wybrał Kobo Aura HD z trochę większym ekranem.

Pozostałe cechy Kobo Aura są podobne jak obecnych do tej pory czytników z Kobo. Duże nadzieje wzbudza zapowiedziana integracja urządzeń Kobo z serwisem getpocket.com (dawniej Read it Later), o czym dowiedziałem się od jednego z czytelników mojego bloga. Dzięki temu będzie można uzyskać funkcjonalność, której użytkownicy Kobo zazdrościli konkurencji z Amazona, czyli przesyłania na czytnik a następnie czytania stron WWW bez połączenia z siecią. Na dostępnym mi Kobo Mini brak jest na razie odpowiedniej aktualizacji oprogramowania, więc nie mogę tego przetestować.

 

Mimo wszystkich wątpliwości, to właśnie premierę Kobo Aura uważam za najważniejsze wydarzenie eCzytnikowego fragmentu targów IFA 2013 w Berlinie.

 

Podsumowanie

Trudno nie zauważyć, że dzięki szeregom premier w tym roku, znacznie rozszerzyła się gama czytników. Tylko częściowo dotyczy to polskiego rynku. Warto podkreślić decyzję Amazona, o dostępności nowego Kindle Paperwhite (po raz pierwszy!) również od razu i dla nas. Z podejściem innych producentów bywa różnie. Pozostaje mieć nadzieję, że ułatwi to dostęp do urządzeń ale przede wszystkim (przecież o to tu chodzi) samych książek.

 

P.S.

Zapraszam na relację z obecności czytników na targach IFA 2014. Pierwsza część jest tutaj: "Czytniki książek elektronicznych na targach IFA 2014 w Berlinie".

More posts
Your Dashboard view:
Need help?