logo
Wrong email address or username
Wrong email address or username
Incorrect verification code
back to top
Search tags: czytnik-książek
Load new posts () and activity
Like Reblog Comment
text 2016-03-05 11:11
Jaki wybrać czytnik e-booków?

Najnowszy numer magazynu "Press" publikuje zestawienie czytników książek elektronicznych, polecanych przez osoby zawodowo i amatorsko związane z tematyką e-booków. Na temat najlepszych urządzeń wypowiedzieli się: 

- Robert Drózd, założyciel serwisu swiatczytnikow.pl;

- Łukasz Sporyszkiewicz, bloger bezdruku.pl;

- Radosław Uliszak, bloger cyfranek.booklikes.com (to o mnie);

- Beata Gutowska, dyr. zarządzająca publio.pl;

- Michał Dzierża, filmowiec i dokumentalista.

O czytnikach opisanych przez ww. ekspertów napiszę więcej, gdy tylko trafi do mnie autorski egzemplarz publikacji.

 

Robi się światowo...

"Publikacja ma już pierwsze komentarze zagranicznych mediów" - chciałoby się powiedzieć. Tym bardziej, gdy zostałem przez autora wpisu na ebookexpert.cz nazwany "znanym blogerem"... :)

 

Fragment wpisu pt. "Jakou e-book čtečku? Poláci radí" (źródło: ebookexpert.cz)

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2015-05-27 10:47
Czytnik pełen bajerów - recenzja czytnika książek elektronicznych PocketBook Ultra - część III

 

Recenzja czytnika PocketBook 650 ma trzy części. W pierwszej opisałem konstrukcję czytnika i nową wersję menu urządzeń. W części drugiej przedstawiłem wrażenia z korzystania czytnika w dość typowych zastosowaniach. Natomiast część trzecia to funkcje wyróżniające PB Ultra spośród innych czytników obecnych na rynku oraz podsumowanie testu.

 

"Nowa" edycja "Sezamu" Stanisława Lema w sześćdziesiąt lat po wydaniu oryginalnym w formie pliku PDF (złożonego w PB 650 z fotografii wykonanych tymże czytnikiem)

 

 

Rozpoznawanie tekstu (OCR) i „skanowanie” do PDF

Aparat fotograficzny to jedna z szeregu innowacji w czytniku PocketBook Ultra. W PB 650 może on zapisywać zdjęcia w pamięci urządzenia lub karcie microSD w maksymalnej rozdzielczości 2592x1944 pikseli.

Wyposażenie czytnika książek w aparat fotograficzny i funkcję rozpoznawania tekstu jest odważnym i nowatorskim posunięciem. Można sobie wyobrazić sytuację, gdy potrzebujemy coś szybko skopiować (np. w czytelni) i przetworzyć na czytelną formę. Taki dodatek do czytnika jest też niestety ryzykowny. Wiele osób, posiadając w miarę nowy smartfon, może mieć do dyspozycji i lepszy aparat i ekran lepiej nadający się do oglądania (czytania) fotografii i odpowiednie oprogramowanie zamieniające obraz na tekst (OCR - ang. Optical Character Recognition). Bardzo pobieżne testy przeprowadzone z PB 650 na targach IFA w Berlinie i Targach Książki w Krakowie wskazywały, że czytnik nie radzi sobie dobrze z rozpoznawaniem tekstu.

Jednak niezrażony wcześniejszymi doświadczeniami, postanowiłem przetworzyć na e-booka fragment papierowej książki. Wybór padł na, wydany w 1954 roku, egzemplarz „Sezamu” Stanisława Lema. Piszę o tym dlatego, aby zaznaczyć, że warunki eksperymentu nie były komfortowe, choćby dlatego, że papier odczuł już upływ czasu.

 

Oryginalne zdjęcie testowej strony wykonane aparatem wbudowanym w PocketBook Ultra

 

Fotografia jest automagicznie przetwarzana w czytniku przed wbudowaniem w plik PDF

 

 

Przygotowanie nowego dokumentu można rozpocząć z głównego ekranu czytnika, wybierając ikonę „skaner”. Włączony zostaje w ten sposób aparat fotograficzny wraz z doświetlającą stale obraz diodą ze światłem o barwie białej (można ją wyłączyć wskazując ikonę latarki w prawym dolnym rogu aplikacji). Wykonanie dobrego zdjęcia nie jest łatwe. Ekran E-Ink reaguje na ruchy aparatu ze sporym opóźnieniem, a na ekranie czytnika pokazywany jest obraz w tonacji czarno-białej (bez odcieni szarości). W górnej części ekranu aplikacji można się przełączać między tworzeniem dokumentu, skanowaniem numerów ISBN, a zwykłym fotografowaniem (z doświetleniem diodą lub bez). Przed pracą z aparatem warto zadbać o naładowanie akumulatora czytnika. Każde wykonane zdjęcie poszczególnych stron książki zmniejszało poziom naładowania baterii o około 1%. Wygląda na to, że w pełni naładowany akumulator pozwala na wykonanie maksymalnie kilkudziesięciu zdjęć.

 

Zdjęcia można edytować w czytniku, ale brakuje najważniejszego - przycinania

 

Fotografie wykonywane z myślą o tworzeniu dokumentu są zapisywane w czytniku do katalogu „Documents” (można to zmienić, wybierając zapis na kartę pamięci). Zdjęcia wykonywane w czasie jednej sesji tworzą domyślnie jeden dokument. Pliki graficzne można usuwać z czytnika bądź edytować, regulując jasność i kontrast. Nie ma jednak bardzo ważnej funkcji, czyli ich kadrowania. Umieszczona w prawym górnym rogu opcja „Eksport” uruchamia tworzenie dokumentu „do czytania”. Możliwości są dwie - plik PDF (sklejone w jeden dokument fotografie) lub TXT (tekst rozpoznany na podstawie zdjęć). W pierwszym przypadku (tworzenie PDFa) udało mi się uzyskać całkiem czytelny dokument, choć tylko w przypadku stron fotografowanych w dobrym świetle dziennym. Dalsze fragmenty tekstu, którym robiłem zdjęcia w pomieszczeniu przy użyciu światła sztucznego (w dzień) z doświetleniem diodą lub bez - słabo nadawały się do czytania. Czytnik może szybko przekształcić kilka stron sfotografowanego tekstu w czytelny plik PDF złożony z kolejno posklejanych zdjęć.

Znacznie gorzej ma się sprawa z tworzeniem pliku tekstowego. O ile w czytniku prezentowanym na Targach Książki w Krakowie uzyskałem choć szczątkowe efekty, o tyle mój egzemplarz z najnowszym oprogramowaniem, zupełnie zawiódł. Operacja przetwarzania tekstu skończyła się na ekranie z okienkiem „Wybierz język” i brakiem możliwości dalszego wybrania czegokolwiek poza „iksem” zamykającym całą procedurę. Przeprowadziłem resetowanie do ustawień fabrycznych i mogłem przeprowadzić całość procedury rozpoznawania tekstu, która doprowadziła mnie do stworzenia dokumentu tekstowego, w którym dominował chyba język arabski.

 

Oprogramowanie w wersji 5.5 nie zapewnia sukcesu w rozpoznawaniu tekstu (na zdjęciu przetworzony fragment przepisu z polskiej książki kucharskiej)

 

Moje doświadczenia ze skanerami stacjonarnymi i programami komputerowymi rozpoznającymi tekst, nie napawają mnie specjalnym entuzjazmem co do samodzielnego przetwarzana słowa drukowanego na wersję elektroniczną. Każdemu, kto chce samodzielnie przerobić książkę papierową na format czytnikowy (EPUB, MOBI) mogę obiecać, cytując słowa znanego polityka, „tylko krew, trud, łzy i pot”. Przetworzenie zdjęć na poprawnie rozpoznany tekst nie jest niewykonalne, ale możliwe choć czasochłonne. W Ultrze nie udało się tego zadania rozwiązać poprawnie.

 

Przetwarzanie zdjęć na plik PDF działa sprawnie (pierwsza opcja)

 

 

Problem, z tworzeniem dokumentów tekstowych na podstawie zdjęć, zgłosiłem do wsparcia technicznego firmy. Poproszono mnie o wysłanie czytnika do serwisu we Wrocławiu. Po ponad dwóch tygodniach Ultra wróciła do mnie ze zmienionym oprogramowaniem wewnętrznymi (starszym niż to, które miałem zainstalowane) oraz uwagą, że „podczas pobytu urządzenia w Autoryzowanym Centrum Serwisowym zgłaszana usterka nie wystąpiła”. To ciekawe, bo jak tylko czytnik rozpoczął pobyt u mnie w domu - OCR nie zadziałał... Jednak, skoro serwisanci stwierdzili na podsumowanie protokołu, że „urządzenie jest sprawne”, i tak poczułem ulgę! Choć z rozpoznawania tekstu korzystać się w tym momencie nie da, mam przynajmniej oficjalne potwierdzenie, że czytnik nie jest zepsuty. Wysyłka do serwisu na nic się nie zdała, okazała się stratą czasu. Ale doceniam starania firmy i chęć sprawdzenia, czy mój PocketBook nie jest aby wadliwy.

 

W aktualnym oprogramowaniu nie ma możliwości wybrania języka do przetwarzania zdjęć na tekst

 

Opisywane przeze mnie doświadczenia dotyczą firmware'u w wersji 5.5. Według informacji uzyskanej od przedstawiciela PocketBooka, aktualizacji oprogramowania, która powinna poprawić rozpoznawanie tekstu, należy spodziewać się pod koniec lata. A na razie można korzystać z tworzenia „fotograficznych” PDFów, ta funkcja daje zadowalające rezultaty. Kto chce, może sprawdzić przygotowany przeze mnie na potrzeby testu plik PDF (do pobrania tutaj).

 

Rozpoznawanie kodów ISBN

Kolejna nowatorska funkcja związana z zamontowanym w czytniku aparatem fotograficznym to rozpoznawanie kodów ISBN. Funkcja działa szybko i sprawnie. Włączenie z menu startowego aplikacji „Skaner” i wybranie ikony „Skaner numerów ISBN” przełącza aparat fotograficzny w tryb rozpoznawania kodu kreskowego. Po rozpoznaniu kodu, można przejść dalej, czyli do wyszukiwania książki przy pomocy przeglądarki internetowej. Wyniki wyszukiwania najczęściej prowadzą do książki papierowej... i tu nasuwa się pytanie o sens takiej funkcji w czytniku e-booków.

Moim zdaniem pomysł jest niezły, ale wyszukiwanie powinno prowadzić bezpośrednio do księgarni e-booków, najlepiej skojarzonej z czytnikiem. Cała zabawa miałaby sens, gdyby klient mający w ręku książkę papierową mógł szybko dokonać zakupu e-booka i cieszyć się lekturą na czytniku, a nie znajdować informacje o książce papierowej w wyszukiwarce Google'a.

Kolejnym ciekawym zastosowaniem tej (lub podobnej) aplikacji może być odczytywanie kodów QR (np. z reklam księgarni zamieszczanych na plakatach lub w prasie) i umożliwienie szybkiego zakupu książki elektronicznej z poziomu czytnika. Bez wklepywania adresu, bez przeszukiwania zasobów księgarni, bez przebijania się przez reklamy... Tak działa na przykład niemiecka aplikacja Mein Buchkauf: skanujemy kod QR, wybieramy swoją księgarnię i kupujemy książkę. Ale to by wymagało ścisłej integracji czytnika z przynajmniej jednym polskim sklepem o odpowiednio szerokiej ofercie i mobilną wersją strony WWW. Skoro PocketBook jest poważnym graczem w walce o polskiego czytelnika, to może warto taki pomysł rozważyć?

 

Podsumowanie

Ilość funkcji oraz autorskich rozwiązań, w jakie wyposażono Ultrę potwierdza, że firma PocketBook jest poważnym graczem na rynku czytników. Ten czytnik nie spadł po prostu z linii produkcyjnej jednej z fabryk Foxconnu jako kolejny klon zrobiony dla jeszcze jednej europejskiej marki. Niestety, jak to u pionierów bywa, nowe funkcje nie są do końca dopracowane i nie zawsze ich działanie daje spodziewane efekty. Nie jestem też przekonany, czy czytniki książek potrzebują wszystkiego tego, w co wyposażono Ultrę (rozpoznawanie kodów ISBN).

Firma ma jeszcze sporo do poprawienia w zakresie czasu startu czytników. Zarówno w PB 624 jak i w Ultrze denerwował mnie długi start. O ile w najtańszych modelach można to sobie jakoś wytłumaczyć, o tyle w czytniku „ultra” start nie powinien się wlec przez długie 20 sekund.

 

Moja propozycja, zamiast funkcji rozpoznawania kodów ISBN - możliwość powiększania ilustracji w książkach

 

 

Choć od premiery minęło już kilka miesięcy, to oprogramowanie czytnika wciąż wymaga poprawek. Nie powinno to mieć miejsca w jednym z najdroższych czytników firmy. Do usprawnień wymagających pilnego wdrożenia należy, moim zdaniem, przyspieszenie startu urządzenia i skrócenie czasu otwierania książek. W dalszym etapie chyba trzeba pomyśleć nad gruntownym usprawnieniem funkcji rozpoznawania tekstu. Nie bez znaczenia mogłaby być również integracja czytnika z księgarnią zawierającą obszerną ofertę w języku polskim. Może któraś z polskich księgarń mogłaby zastąpić, mniej niż skromną, ofertę BookLandu?

 

Integracja z Dropboksem i wysyłka książek dzięki prostocie Send-to-PocketBook to duże atuty PocketBooków

 

 

Na koniec warto jeszcze podkreślić atuty czytnika. Na pewno jest nim polska wersja oprogramowania: polskie menu, polska klawiatura umożliwiająca wyszukiwanie w tekście lub w internecie słów z polskimi znakami. Ekran wykonany w technologii Carta miga znacznie mniej, w porównaniu z wcześniej stosowanymi wyświetlaczami, co pozytywnie wpływa na komfort czytania. Czytnik da się wykorzystać do stworzenia „na szybko” czytelnego pliku PDF ze zdjęć wykonanych wbudowanym aparatem. Odtwarzacz audio oraz mechaniczne czytanie tekstu na głos (TTS) jest przydatnym, a dla niektórych ważnym, uzupełnieniem podstawowych funkcji czytnika.

PocketBook 650 jest ładnym, lekkim, solidnie wykonanym urządzeniem, dającym sporo radości z użytkowania. Wymaga jednak dopracowania, aby cieszyć się w pełni wszystkimi jego funkcjami.

 

Plusy

- menu i instrukcja obsługi po polsku;

- możliwość wyszukiwania w tekście i wpisywania w przeglądarce WWW słów z polskimi znakami;

- możliwość przesyłania dokumentów do czytnika przy użyciu unikalnego adresu poczty elektronicznej (usługa Send-to-PocketBook);

- fizyczne przyciski zmiany stron;

- częste aktualizacje oprogramowania (firmware);

- możliwość przełączania się („multitasking”) między kilkoma otwartymi tekstami, słownikiem czy odtwarzaczem audio dzięki „menedżerowi zadań”:

- łatwość uzupełnienia o dodatkowe funkcje bez konieczności ingerowania w system czytnika (np. dodanie reguł dzielenia wyrazów);

- możliwość łatwego dogrania własnej czcionki i duży zakres płynnej regulacji wielkości wyświetlanego na ekranie tekstu;

- możliwość korzystania z czytnika podczas ładowania baterii;

- dobra prędkość działania (za wyjątkiem plików PDF ze zdjęciami).

 

We wbudowanym aparacie fotograficznym jest potencjał, ale na razie nie jest wykorzystany

 

Minusy

- ekran o dobrym ale nie bardzo dobrym kontraście (jak za taką cenę);

- brak zainstalowanych polskich reguł dzielenia wyrazów (podobnie jak w innych czytnikach obecnych na rynku, ale w PB 650 można je przynajmniej łatwo dodać samodzielnie);

- brak możliwości powiększenia ilustracji zawartych w tekście;

- zbyt długi start przy uruchomieniu po wyłączeniu (z uśpienia wybudza się szybko);

- niedziałająca funkcja tworzenia dokumentów tekstowych z wykonanych czytnikiem zdjęć (OCR).

 

 

Dane techniczne według producenta:

Wymiary 162,7х106,7х7,9 mm

Ekran 6'', E Ink® Carta 1024 x 758 pxl, 212 dpi, przednie oświetlenie

Odcienie szarości 16

Kolor: biały, szmaragdowy, ciemnobrązowy

Akumulator litowo-jonowy, 1500 mAh, 3,7 V, do jednego miesiąca użytkowania bez konieczności ładowania (czas pracy baterii i parametry podane powyżej mogą różnić się w zależności od sposobu użytkowania, ustawień oraz aktywności połączenia bezprzewodowego)

Procesor 1 GHz

Pamięć operacyjna 512 МB

Pamięć Flash 4 GB (pojemność może różnić się w zależności od konfiguracji oprogramowania)

Złącze USB Micro USB

Slot microSD do 32 GB

Wyjście audio mini jack 3,5 mm

Formaty książek elektronicznych EPUB DRM, EPUB, PDF DRM, PDF, FB2, FB2.ZIP, TXT, DJVU, HTML, DOC, DOCX, RTF, CHM, TCR, PRC (MOBI)

Formaty obrazów JPEG, BMP, PNG, TIFF

Formaty dźwięku MP3

Waga 175 g

Ekran dotykowy Pojemnościowy wielodotykowy

Aparat 5 MP + autofokus i lampa błyskowa

Łączność bezprzewodowa Wi-Fi (802.11 b/g/n)

Funkcje dodatkowe Rozpoznawanie tekstu, ReadRate, DropBox, Send-to-PocketBook, BookStore, PocketBook Sync, przeglądarka Internetu, odtwarzacz audio, czytnik kanałów RSS, kalkulator, zegar, kalendarz, słowniki, gry: szachy, pasjans, Sudoku, przeglądarka zdjęć

Słowniki ABBYY Lingvo®: Universal (En-Ru), Universal (Ru-En), Universal (Uk-Ru), Universal (Ru-Uk), Universal (Uk-En), Universal (En-Uk); (jest też m.in. angielsko-polski)

 

Oficjalna strona WWW: http://www.pocketbook-int.com/pl/products/pocketbook-ultra

Paczka dwudziestu pięciu bezpłatnych e-booków w języku polskim, przygotowana przez producenta czytnika: http://download.pocketbook-int.com/Book_collection/E_Ink/Polish.zip

 

Like Reblog Comment
show activity (+)
text 2014-03-19 13:49
Aktualizacja firmware czytnika e-booków Trekstor Pyrus Mini

Ukazała się aktualizacja oprogramowania wewnętrznego (firmware) dla czytnika książek Trektor Pyrus Mini. Jeżeli oprogramowanie w nowej wersji naprawia to, co obiecuje firma, warto się najnowszą wersją zainteresować.

 

Nigdy nie mów nigdy

Nie chwaliłem zbytnio firmy TrekStor do tej pory za kontakty z klientami (czyli ze mną konkretnie, w liczbie pojedynczej, ale takie uogólnienia ładniej wyglądają więc pozostanę przy liczbie mnogiej). Z jednej strony nie odpowiedzieli na żaden list, z drugiej strony rozmowy z przedstawicielką firmy na targach IFA 2013 (relacja tutaj) również nie należały do owocnych. Koniec końców używam jednak ich najmniejszego czytnika, czyli Pyrusa Mini. I pomimo mankamentów, które opisywałem w recenzji (recenzja tutaj), bardzo go lubię i przyzwyczaiłem się do jego ułomności. Być może jest to objawem mojej naiwności, albo wręcz głupoty, no bo dlaczego używać takie urządzenie, skoro na półce leży niezawodny Kindle 3 Keyboard? Nie dość tego! Raz po raz zaglądam na stronę TrekStora licząc na usprawnienie Pyrusa... To już trudno zaklasyfikować. Ale jednak! Kiedy po raz tysiącpięćsetstodzięwięćsetny (może trochę pomyliłem się w rachubach, ale sprawdzałem przynajmniej raz na miesiąc) otwarłem stronę trekstor.de i przeszedłem do zakładki „Service & Support” moim oczom ukazała się upragniona informacja. Jest nowy firmware! Oprogramowanie oznaczone jest jako EBRPYMI-TS-1.1.0-20140224, czyli nosi datę z 24 lutego 2014r. Poprzednia wersja miała numer 1.0.6. Co ciekawe, TrekStor na swoim profilu facebookowym chwali się, że ma 10 tys. „lajków” ale o nowym oprogramowaniu to już nie wspomnieli. A poza Pyrusem Mini, w tym samym czasie aktualizację otrzymał również model z oświetleniem, czyli Pyrus 2 LED. Co tu dużo gadać, pobrałem i przetestowałem.

 

Wgrywanie oprogramowania

Do aktualizacji firmware'u służy program o bezpretensjonalnej nazwie update.exe. To ten sam plik, którzy obsługiwał również poprzednią aktualizację (z kwietnia 2013). Tak więc aktualizacja nie uruchomi się w Windows 8.

 

Aktualizacja firmware pod Windows 8 nie zadziała

 

Za to na komputerze z Windows XP powinna działać bez zarzutu. Uaktualnienie należy uruchamiać na komputerze podłączonym do internetu, ponieważ właściwy plik i program wgrywający firmware jest pobierany z serwera producenta w trakcie instalacji. W moim przypadku cały proces przebiegł bezboleśnie, podobnie jak przy ostatniej aktualizacji. Zapewne w moim komputerze były już odpowiednie sterowniki więc wszystko poszło nawet szybciej niż poprzednio. I podobnie jak przy poprzedniej aktualizacji, nie polecam dokonywania tego procesu przez osoby o słabych nerwach lub niewielkim obyciu z komputerami i czytnikami. Aktualizacja firmware'u odbywa się na odpowiedzialność użytkownika. Jeżeli coś pójdzie nie tak, jest prawdopodobne, że możemy pozostać z bezużytecznym czytnikiem.

 

Cały proces składa się z kilku etapów:

- podłączenie czytnika do komputera (najlepiej notebooka z naładowaną baterią) kablem USB;

- pobranie ze strony TrekStora (http://www.trekstor.de/product-support/product/ebook-reader-pyrus-mini.html#Downloads) a następnie uruchomienie pliku update.exe (Firmware Updater 2.0.3.0);

- wybranie przycisku „Aktualizuj oprogramowanie wbudowane” kiedy czytnik zostanie wykryty przez program aktualizujący;

 

Aktualizuj firmware

 

- pobieranie potrzebnych plików z serwera TrekStora;

 

Trwa pobieranie oprogramowania...

 

- potwierdzenie aktualizacji („Dalej”);

 

Dalszy etap po pobraniu potrzebnych plików z serwera TrekStora

 

- wskazanie katalogu, do którego zostanie wykonana kopia zawartości czytnika (książki znajdą się w katalogu „Device backup”);

 

Warto zrobić kopię książek wgranych do czytnika

 

- potwierdzenie aktualizacji po wykonaniu kopii zapasowej;

 

Backup ukończony

 

- rozpoczyna się proces aktualizacji, podczas którego musimy się zgodzić na wykonanie instalacji sterownika, która nie jest autoryzowana przez Microsoft („Kontynuuj mimo to”);

 

Właściwe aktualizowanie oprogramowania czytnika, nie przeszkadzać!

 

- czekamy aż wszystko się zakończy pomyślnie i przywrócone zostaną e-booki;

 

Książki wracają do urządzenia

 

- bezpiecznie wysuwamy czytnik z komputera;

 

Potwierdzenie zakończenia aktualizacji

 

- cieszymy się odświeżonym czytnikiem :)

 

 eReader Suite, czyli program TrekStora do zarządzania e-bookami

 

Co nowego?

W opisie zmian wprowadzonych w nowej wersji oprogramowania wewnętrznego, TrekStor wspomina głównie o poprawkach.

 

Wersja firmware'u wyświetlana w ustawieniach czytnika

 

Najważniejszą korzyścią z zastosowania nowego firmware'u powinna być poprawiona stabilność pracy czytnika, bez spontanicznych restartów. Ta obietnica wydaje się być spełniona, ale za krótko testowałem, żeby w pełni to potwierdzić. Kolejnymi usprawnieniami ma być lepsze odczytywanie plików, akceptowanie osadzonych czcionek oraz nowa wersja programu do zarządzania e-bookami. Zmienił się też trochę wygląd menu. Oprogramowanie Pyrusa Mini upodobniło się do nowszego wyglądu, znanego z Purusa 2 LED.

 

Zmieniony wygląd biblioteki w Pyrusie Mini

 

O ile informacja o stabilnej pracy czytnika to niewątpliwie pozytywna obietnica o tyle obsługa osadzonych czcionek może się podobać lub nie. Z jednej strony e-book będzie na Pyrusie bardziej przypominał to, co sobie zaplanował wydawca. Z drugiej strony zniknęła opcja zmiany w książce czcionki na czcionkę szeryfową lub bezszeryfową. Można regulować tylko wielkość liter, a kroju już nie, ponieważ z menu usunięta została pozycja „Czcionka”. Osoby lubiące czytać e-booki wyświetlane określonym rodzajem czcionki mogą być zawiedzione. Coś za coś.

 

Formatowanie według wydawcy w minibooku Gazety Wyborczej

 

W minibooku Gazety Wyborczej, który właśnie czytam, to się nawet sprawdza. Formatowanie jest ładne – nagłówki bezszeryfowe, reszta szeryfowa. Ale czy to krok w dobrą stronę? Ocenić jednoznacznie nie potrafię. Ale aktualizacji nie żałuję :)

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-08 20:39
TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część II

Zapraszam do lektury drugiej części recenzji czytnika eobooków TrekStor Pyrus Mini. Pierwszą część opublikowałem kilka dni temu.

 

Konstrukcja eCzytnika

 

 

 

Czytnik sprzedawany jest w pancernym pudełku z przezroczystego, twardego plastiku. W środku znajduje się samo urządzenie, kabel USB oraz papierowa instrukcja obsługi dorównująca objętością i wagą samemu czytnikowi.

 

TrekStor Pyrus Mini - ekran główny

 

 

Pyrus Mini posiada kilka wersji kolorystycznych: czarną, niebieską, czerwoną (różową). Kolorowe wersje wyglądają bardzo ładnie, ale trudno mi powiedzieć, czy bym się na przykład przyzwyczaił do różowej ramki wokół tekstu. Niniejsza recenzja dotyczy więc wersji z czarną obudową. Jest ona wykonana z gumowanego plastiku, który w połączeniu z ośmioma czarnymi, twardszymi klawiszami funkcyjnymi sprawia dobre wrażenie. Materiał jest bardzo podobny do tego, który został użyty w Trekstorze Pyrusie. Jednak w Mini sprawia to znacznie lepsze wrażenie. Trzymając w ręku sześciocalowego Pyrusa ma się wrażenie toporności - z Pyrusem Mini nie odnoszę takiego wrażenia. Jest za to inny feler - tworzywo bardzo łatwo wychwytuje odciski palców. Nawet jeśli przed chwilą wypaliliśmy z rąk każdy gram tłuszczu przy użyciu najnowszych żeli do czyszczenia kuchni - i tak na czytniku zostaną ślady. Nawet jeśli chwilę przed czytaniem nie rozdzieraliśmy palcami połcia słoniny na dokarmianie sikorek - i tak na czytniku zostaną ślady. Całe szczęście, że przyciski zmiany stron znajdują się po bokach obudowy i są z twardszego plastiku, więc spora szansa, że z każdą przeczytaną stroną nie będziemy myśleli o poszukiwaniu ściereczki z mikrofibry. Uwaga dla osób lubiących zapach książek. Czytnik nie wydziela zapachu farby drukarskiej ani nawet drażniącej woni taniego plastiku czy gumy. Jest taki dość bezzapachowy... Choć dla mnie to raczej zaleta niż wada, na wszelki wypadek ostrzegam.

 

 

Nie tylko dlatego ważne są dwa przyciski umieszczone na prawej krawędzi obudowy. Dzięki nim można wygodnie zmieniać strony trzymając czytnik jedną ręką. Funkcję zmiany stron posiada również czterokierunkowy przycisk umieszczony centralnie pod ekranem. Wyjątkiem są strony z przypisami umieszczonymi w tekście. Wtedy przyciskiem tym wybierać można kolejne przypisy.

 

W dolnej części obudowy znajduje się wyłącznik, gniazdo microUSB służące do ładowania akumulatora i transferu plików oraz gniazdo kart microSD. Książki można więc załadować do Pyrusa Mini zarówno przez kabel podłączony do komputera jak i z karty microSD.

 

Dolna część Pyrusa Mini

 

 

Całość sprawia wrażenie zgrabnej, dość solidnej, dobrze spasowanej konstrukcji. Nic nie trzeszczy, nie trzeba niczego naciskać na siłę a w razie poważniejszych kłopotów z oprogramowaniem z tyłu obudowy jest również ukryty w niewielkiej szczelince przycisk resetu.

 

 

 

Parametry

 

 

 

Urządzenie wyposażone jest w 2GB pamięci wewnętrznej, z których niecałe 1,6GB dostępne jest dla plików użytkownika. Moim zdaniem to wystarczająco dużo jeśli wziąć pod uwagę korzystanie z plików EPUB. Przy większej ilości książek w formacie PDF, może się okazać konieczne skorzystanie z rozszerzenia zasobów w postaci karty pamięci. Nie udało mi się znaleźć informacji o częstotliwości taktowania procesora i jakoś nie miałem dość motywacji, żeby rozebrać czytnik lub włamywać się do systemu, więc na ten temat nic specjalnego nie napiszę. Prędkość pracy jest moim zdaniem zadowalająca. Rzadko zdarzało mi się pomylić wybór opcji w menu z powodu „bezwładności” w reakcji oprogramowania czy ekranu.

 

Pyrus Mini schowany w paszporcie

 

 

 

Wśród parametrów najważniejsze w tym czytniku e-booków są wymiary. Na końcu testu znajdują się odpowiednie liczby dotyczące wysokości czy szerokości. Warto jednak zwrócić uwagę, że czytnik ma mniej więcej wymiary paszportu. Można więc TekStora mieć ze sobą w kieszeni kurtki, marynarki, nawet małej damskiej torebce. To miłe, że nie trzeba nosić plecaka, by mieć książki ze sobą!

 

 

TrekStor Pyrus Mini (po lewej) i Amazon Kindle 4 (po prawej)

 

 

Ekran

 

 

 

Ekran jest najważniejszą częścią każdego czytnika. W Pyrusie Mini jest to szarawy wyświetlacz Digital Ink pochodzący ze wspomnianej już firmy Guangzhou OED Technologies. Jest to szarość wpadająca w odcień żółtawy, co szczególnie widać przy bezpośrednim porównaniu z ekranem Kindle 3 Keyboard. Odnoszę wrażenie, że również jest on od ekranu Kindle'a ciemniejszy. Bliżej mu do Vizplexa z Kobo Mini niż do Pearla z Kindle'a. Czytelność jednak pozostaje na dobrym poziomie.

 

 

 Zbliżenie ekranu z czcionką bezszeryfową Kindle 4 (po lewej) i Pyrusa Mini (po prawej)

 

 

Oprogramowanie

 

 

 

Wyłączony całkowicie czytnik startuje w około 17 sekund (testowane z zegarkiem, ale bez karty pamięci). To długo! W świecie współczesnych czytników oznacza to mniej więcej czas przenoszący nas np. gdzieś w erę Windows Millenium albo co gorsza - Windows Vista w świecie pecetów. W świecie ludzi to gdzieś między wynalezieniem radła i sochy (osoby nie widzące różnicy między nimi nie mają się czym przejmować, chodzi o odległe wieki, a czas startu czytnika jest po prostu za długi). Można wyłączyć całkowite wygaszanie czytnika, ale lepiej tę opcję jednak pozostawić. Szczególnie jeśli przewidujemy dłuższe przerwy w czytaniu.

 

Ekran z ustawieniami m.in. zasilania W Pyrusie Mini

 

 

 

Nieużywane urządzenie najpierw przechodzi w „tryb czuwania” (i wyczerpuje wtedy baterię z bliżej nieznanych przyczyn). Każdy „normalny” czytnik, kiedy przechodzi w stan uśpienia i włącza „wygaszacz ekranu” nie zżera baterii jak Smok Wawelski. Jako wygaszacz mogą służyć okładki czytanych książek (Kobo Mini), albo urocze bohomazy (Kindle Paperwhite, Kindle Classic) czy nawet portrety znanych (no, mnie akurat nieznanych) amerykańskich pisarzy (Kindle 3 Keyboard). Ale tak czy inaczej nie ubywa wtedy energii w tempie nawet szybszym niż zwykły zanikać lodowce w Alpach! W Trekstorze Mini jest jednak inaczej. Być może aktywuje się wtedy tajny moduł satelitarny, który przesyła statystyki czytelnika do tajnego ośrodka TrekStora ukrytego w podziemiach Bundestagu, ale może jest też jakaś prawdziwa przyczyna. Dopiero po jakimś czasie czytnik wyłącza się całkowicie dla oszczędzania baterii. Moment automatycznego przejścia w „tryb czuwania” można ustawić w zakresie od 5 minut do 1 godziny (można też je całkiem dezaktywować), natomiast całkowite wyłączanie następuje po godzinie do 4 godzin (tez można to całkiem wyłączyć). Uśpiony czytnik budzi się całkiem szybko (jak na przykład mój wiekowy Kindle 3 Keyboard) i od razu można kontynuować czytanie w miejscu, gdzie się skończyło (podobnie jak we wspomnianym Kindelku). Jednak już wyłączenie urządzenia (co musi następować jeśli nie chcemy błyskawicznego wyczerpania baterii) powoduje opuszczenie bieżącej lektury i po ponownym włączeniu czytnik startuje wyświetlając ekran startowy. Na szczęście ponowne uruchomienie czytnika (wspomnianych długich 17 sekund) i otwarcie książki (tu ilość sekund zależy od zdolności manualnych czytającego i objętości książki) pozwala czytać w miejscu ostatnio otwartej strony. Tego Pyrus Mini nie zapomina. Nie bez znaczenia jest obecność karty pamięci. Jeśli znajduje się ona w gnieździe, start urządzenia jest wydłużony o trwające około pięć eonów wyświetlanie ikonki karty microSD i napis „Ładowanie” (testowane na karcie Sandisk 2 GB, ale bez zegarka). Co bardziej krewcy lub niecierpliwi czytelnicy powinni więc sobie odpuścić używanie karty pamięci.

 

 

Najnowsze oprogramowanie TrekStora Mini w wersji 1.0.6 pochodzi z końca kwietnia 2013 roku. Moje urządzenie z początku miało starszą wersję firmware, więc natychmiast dokonałem aktualizacji. Ku mojemu zdziwieniu wszystko przebiegło sprawnie i bezproblemowo. Dużo miałem z tym kłopotów w przypadku sześciocalowego Trekstora Pyrusa, więc byłem nastawiony pesymistycznie. Jednak w Mini wszystko odbyło się bez nerwowych resetów.

 

Aktualizacja firmware w Windows 8 raczej się nie powiedzie

 

 

 

Układ menu i funkcje Pyrusa Mini są bardzo zbliżone do tego, co oferuje sześciocalowy Pyrus. Strona startowa składa się z listy ostatnio czytanych lub wgranych książek. W dolnej części znajduje się odsyłacz „Biblioteka” do listy wszystkich książek w urządzeniu zarówno na karcie jak i w pamięci wewnętrznej. Zasoby książek mogą być tam wyświetlane zarówno w postaci listy tytułów lub widoku okładek. Mogą też być sortowane według autora, tytułu, czasu przeczytania lub wgrania do czytnika.

 

Ekran głównego menu Pyrusa Mini

 

 

W menu głównych ustawień czytnika prezentowanych jest dziewięć opcji:

 

- Zakładki (według książek, w których się znajdują);

 

- Biblioteka (książki zarówno w urządzeniu jak i na karcie pamięci);

 

- Więcej e-booków (informacja o księgarni TrekStora);

 

- Wyszukaj e-booki (w urządzeniu);

 

- Menadżer plików (umożliwiający np. kasowanie plików);

 

- Obrazy (przeglądarka plików graficznych);

 

- Ustawienia (np. zmiana języka menu, informacja o użyciu pamięci, autoryzacja Adobe DRM);

 

- Instrukcja (również po polsku);

 

- Wyjdź (z tego menu).

 

 

Generalnie omawiany czytnik e-booków działa sprawnie. Oprogramowanie jednak nie jest wolne od wad. Podstawowa polega na niestabilnym działaniu, gdy tekst książki jest obrócony o 90º (w prawo lub w lewo). W kilku plikach udawało mi się w ten sposób przeczytać kilka, czasami kilkanaście stron. W końcu jednak Pyrus się restartował zapominając o miejscu, gdzie przerwałem (a w zasadzie on mi przerywał) czytanie. Nie wystąpiło to we wszystkich testowanych przeze mnie książkach a prawidłowości występowania kłopotów nie wykryłem. Może z niektórymi plikami oprogramowanie sobie radzi a z innymi nie. Zawsze jednak przy zamknięciu książki i ponownym jej otwarciu obrót ekranu trzeba włączać na nowo. Dość szybko przestałem tej funkcji używać i trudno mi o niej więcej coś dodać, jak to, że można o niej spokojnie zapomnieć.

 

 

Do czytnika (podobnie jak do dużego Pyrusa), dołączone jest również oprogramowanie eReaderSuite ułatwiające zarządzanie książkami (na komputerze PC lub Mac). To kolejne miłe zaskoczenie świadczące o tym, że jednak ludzie piszący oprogramowanie dla TrekStora nie biorą pieniędzy na darmo. Wersji dołączonej do sześciocalowego Pyrusa nie byłem w stanie zainstalować, ale eReaderSuite w wersji 1.1.67.6 dołączony do Pyrusa Mini zainstalował się i uruchomił bez żadnych kłopotów (Windows XP). Prawidłowo rozpoznał katalog utworzony przez Adobe Digital Editions i znajdujące się tam e-booki. Na co dzień oprogramowanie to ułatwia synchronizację książek między komputerem a czytnikiem. Może też łączyć się z księgarnią internetową prowadzoną przez TrekStora. Niestety są tam tylko pozycje niemieckojęzyczne i nie przetestowałem tej funkcjonalności. Ogólnie eReaderSuite jest bardzo prosty, działa poprawnie i szybko. Gdybym nie używał Calibre'a, zapewne mógłbym go wykorzystywać do zarządzania biblioteką w TrekStorze. Co ciekawe, pod wskazaną w pliku pomocy stroną http://www.trekstor.de/ereadersuite nie ma już możliwości pobrania tego programu. Można go więc zainstalować tylko z pamięci samego czytnika.

 

 

 

Czytanie - wgrywanie e-booków

 

 

 

Wgrywanie książek do czytnika może się odbywać na dwa sposoby. Albo przy pomocy kabla, lub poprzez włożenie karty pamięci. O tym drugim sposobie proponuję zapomnieć, bo jest to zbyt denerwujące, no chyba, że ktoś lubi gapić się na ikonkę karty microSD zamiast czytać książki. Aby wgrać książkę do czytnika w pierwszy podany sposób, trzeba użyć kabla USB (micro-USB) podłączonego do komputera. Czytnik widziany jest wtedy jako dysk zewnętrzny a na ekranie urządzenia pojawia się ikona USB. Mamy więc do wyboru wgrywanie książek na wiele sposobów: przy pomocy programu calibre, dołączonego do czytnika eReaderSuite lub po prostu skopiowanie pliku (np. EPUB) pobranego z księgarni prosto do katalogu Ebooks w pamięci czytnika. Po odłączeniu czytnika od komputera następuje aktualizacja biblioteki i książki są gotowe do czytania.

 

Bzdety wyświetlane na głównym ekranie Pyrusa Mini po wgraniu do pamięci biletu PKP w pliku PDF

 

 

Czytnik, którego używałem, miał problemy ze stabilnością po wgraniu niektórych książek (poprzez skopiowanie pliku do pamięci). Długo nie mogłem ocenić, czym to jest spowodowane. Było tak aż do momentu, gdy wgrałem świeżo pobrany z księgarni nowy plik. Po umieszczeniu go w katalogu głównym urządzenia i odłączeniu od komputera, czytnik wpadł w pętlę restartów. Plik nie miał polskich znaków, ale najwyraźniej długość nazwy nie była odpowiednia. A może kłopotem była kropka w nazwie? Po pobraniu plik miał nazwę: „jednym-kliknieciem-historia-jeffa-bezosa-i-rosnacej-potegi-amazon-com-richard-l-brandt-Ebookpoint.pl.epub” więc uznałem, że jego długość i dwie kropki w nazwie może być przyczyną kłopotów. Po podłączeniu TrekStora do komputera i zmianie nazwy na „jednym-kliknieciem.epub” czytnik zaczął zachowywać się normalnie. Nie była to więc chyba reakcja alergiczna na opisy sukcesów konkurencji w osobie szefa Amazona a coś bardziej prozaicznego jak nazwa pliku licząca ponad 100 znaków.

 

 

Pyrus Mini górą a paszport dołem

 

Zapraszam na trzecią i ostatnią część recenzji, w której przedstawię więcej wrażeń z korzystania z czytnika.

Like Reblog Comment
show activity (+)
review 2014-01-05 13:13
TrekStor Pyrus Mini – recenzja czytnika książek elektronicznych z ekranem 4,3” - część I

Przyszła kolej na recenzję trzeciego czytnika książek elektronicznych pretendującego do miana najmniejszego z najmniejszych. Trekstor Pyrus Mini – czytnik z ekranem 4,3 cala. Postaram się więc przy tej okazji porównać Trekstora Mini z Kobo Mini oraz Larkiem 4.3.

 

TrekStor Pyrus Mini – ekscytujące urządzenie?

 

Trudno jest recenzować czytnik, który wzbudza emocje. Z drugiej strony, jak tego nie zrobić? Współczesny świat pełen jest nudnych rzeczy takich jak na przykład gotowe dania, plastikowe zabawki pochodzące z plastikowego zagłębia gdzieś w Chinach, programy rozrywkowe polskich stacji telewizyjnych czy w końcu czytniki książek, które nigdy się nie psują a nawet jak na nich usiądziemy to i tak przyślą nam ze Stanów nowy. Jak żyć w takim nudnym świecie? Potrzebna jest jakaś niepewność, jakaś rysa w szarobetonowej rzeczywistości, jakieś wyzwanie – na przykład czytnik widmo! Właśnie takiego enigmatycznego urządzenia dotyczy ten test.

 

TrekStor Pyrus Mini

 

 

Moje pierwsze spotkanie z TrekStorem Pyrusem Mini miało miejsce na targach IFA 2012 w Berlinie. Odwiedziłem wtedy stoisko niemieckiego „producenta”. TrekStor Mni pojawił się nagle znikąd w rękach przedstawiciela firmy, zupełnie jak na pokazie dobrego prestidigitatora. Czytnik od razu zdobył serca towarzyszących mi osób płci pięknej, a poniekąd również i moje. A efektem tego zauroczenia był zakup... Kobo Mini. Bywa i tak.

 

Jednak myśl o malutkim, niedrogim, prostym czytniku wciąż kwitła w mojej głowie. I oto rok później znowu byłem w Berlinie, znowu przy okazji tagów IFA 2013, znowu odwiedziłem stoisko TrekStora. Jakże inne to było spotkanie, a jednak jakże ekscytujące! Tym razem Pyrus Mini prezentowany był zupełnie oficjalnie. Wyglądał tak jakoś przyćmiony (nomen omen) blaskiem premierowego Pyrusa 2 LED. Już myślałem, że nic ekscytującego mnie tym razem nie spotka, ale przedstawicielka firmy postarała się, aby mój pobyt w Belinie nie był nudny. Zmotywowany znacznymi obniżkami cen Pyrusa Mini w Niemczech, spytałem ją „gdzie mogę kupić Mini w Berlinie”. Nie wywlekałem wcale na światło dzienne takich faktów jak:

- jesteście niemiecką firmą;

- jesteśmy w stolicy Niemiec;

- jesteśmy na targach, gdzie pokazujecie czytniki;

- chcę kupić niemiecki czytnik w Niemczech przy okazji niemieckich targów.

Ale takie argumenty kołatały się tylko w mojej głowie, lecz albo grzeczność albo ograniczona znajomość języka niemieckiego nie pozwoliła mi ich użyć w dyskusji. W wyniku rozwlekłych dywagacji po angielsku i trwającego mniej więcej tyle co ostatnia epoka lodowcowa pobytu przedstawicielki firmy na zapleczu stoiska, otrzymałem wskazówkę na temat możliwości kupna Pyrusa Mini w stołecznym mieście w samym środku Europy (znaczy w Berlinie, a nie w Warszawie czy Krakowie). Oczywiście nie była to zwykła odpowiedź typu „na Friedrichstrasse 55 w cenie X euro”, ale tajemnicza (czysta) serwetka z odręcznie nagryzmoloną informacją w stylu „gdzie ukryto skarb piratów”.

 

Mapa piratów otrzymana od przedstawicielki TrekStora w Berlinie

 

Do poszukiwań zabrałem się dość standardowo, czyli sprawdziłem adresy, nazwy, linie metra. Ale rzeczywistość miała mnie jeszcze zaskoczyć. We wskazanych miejscach nie dość, że nie było czytnika, to jeszcze nie było tych miejsc. Zupełnie jakby coś stało się z tym miastem, czego pani z TrekStora nie zauważyła. Nie wiem czego... upadku Muru Berlińskiego, wkroczenia czterech pancernych i psa, a może likwidacji wskazanej sieci księgarskiej? Dość powiedzieć, że z Berlina wróciłem bez czytnika. Ale to tylko wzmogło moją chęć zdobycia zakazanego dobra. Oczywiście zakup w firmowym sklepie za firmową cenę (plus firmowe koszty przesyłki do Polski) uznałem za zbyt nudne. Ostatni akt zakupowej epopei rozegrał się więc na niemieckiej wersji serwisu „aukcyjnego” w postaci kilku przegranych i jednej wygranej aukcji. Tak, nie mylicie się! Napisałem o aukcjach, w których licytowałem Trekstora. To prawda, że w niektórych krajach na serwisach aukcyjnych wciąż niektóre dobra sprzedawane są w drodze aukcji! Wiem, że trudno w to uwierzyć bazując na polskich doświadczeniach, ale możecie mi wierzyć na słowo. I w końcu jako posiadacz dobra niemal spod lady (IFA 2012), po wielu wysiłkach przypominających lata komunistycznej gospodarki niedoboru (IFA 2013) stałem się posiadaczem unikalnego (jak dla mnie) egzemplarza TrekStora Pyrusa Mini. Czyż nie jest to ekscytujące urządzenie?

 

Dostęp do Pyrusa Mini nie jest łatwy

 

 

Czytnik – garść faktów

 

Trekstor Pyrus Mini to czytnik książek elektronicznych z ekranem wykonanym w technologii papieru elektronicznego o przekątnej 10,9 cm (4,3"). Dostarczany jest do Europy przez niemiecką firmę TrekStor, specjalizującą się w peryferiach komputerowych, tabletach jak i czytnikach e-booków właśnie. Jego większy odpowiednik – Trekstor Pyrus – był obecny na rynku polskim w roku 2012 w sieci sklepów Empik. W innych sklepach w Polsce jak i za granicą jest on zresztą sprzedawany do dziś. Być może Empik wycofał Pyrusa z oferty, ponieważ przestraszył się pozwu, jaki został złożony przeciw TrekStorowi przez dominującą na rynku papieru elektronicznego amerykańską firmę E Ink. Ona to dostarcza wyświetlacze m.in. do czytników Amazona czy Kobo a do urządzeń TrekStora zaś robiła to Guangzhou OED Technologies. I właśnie ta ostatnia posądzana jest o skopiowanie chronionej patentami technologii E Ink. Wciąż trwa batalia sądowa w Niemczech a pierwszych rozstrzygnięć strony spodziewają się podobno najwcześniej za kilkanaście miesięcy. Póki co czytniki TrekStora z ekranami z Chin będą więc dostępne na rynku europejskim. Ale TrekStor również zabezpiecza się, wprowadzając właśnie na rynek czytnik z ekranem E Ink Pearl i oświetleniem (Pyrus 2 LED).

 

Kobo Mini i TrekStor Pyrus Mini

Kobo Mini (po lewej) i TrekStor Pyrus Mini (po prawej)

 

Pyrus Mini jednak, jak na razie, oficjalnie do Polski nie trafił. A szkoda, bo jest to urządzenie warte uwagi i mogące sprawić wiele radości (a nawet może być ekscytujące; ale nie wiem, czy Wam życzę takich ekscytacji jakie mnie spotkały w Berlinie). Wydaje się być szczególnie przydatnym dla tych czytelników, którzy dużo czasu spędzają w komunikacji miejskiej. No i nie chcą wydać na czytnik zbyt dużo a mieć urządzenie przyzwoitej jakości. Gdybym był sprzedawcą w polskim serwisie „aukcyjnym” i sprzedawał na przykład żel do ciała przydatny w solarium, w tym miejscu bym napisał „to super gadżet za małe pieniążki”. Ale nie zrobię tego, ponieważ z miejsca sam bym znienawidził jak i Wam zohydził coś, co z takim trudem zdobyłem. Z tym żelem to trochę przesadziłem, bo jakiż to gadżet, ale taka oferta sprzedaży pojawiła się jako jedna z pierwszych gdy wpisałem w wyszukiwarkę frazę z owymi „małymi pieniążkami”.

 

Chowając Pyrusa Mini do kieszeni trzeba pamiętać, do której, żeby uniknąć przygód p. Hilarego

 

Pyrus Mini jest urządzeniem bardzo poręcznym. Waży zaledwie 111 g przy rozmiarach 85 mm x 128 mm x 9 mm. Ekran wykonany w technologii cyfrowego atramentu ma przekątną 10,9 cm (4,3 cala). Czyni go to z wielu względów czytnikiem naj... Jest to obecnie najmniejsze, niemal najlżejsze i co ważne - najtańsze urządzenie do czytania e-booków dostępne na rynku. Napisałem powyżej „niemal najlżejsze”, ponieważ Wexler One jest o 1g lżejszy (przy większym ekranie).

 

Na taki czytnik należy moim zdaniem zwrócić uwagę. Wspomniałem już, że mnie spodobał się od pierwszego wejrzenia przy okazji odwiedzin na stoisku TrekStora w czasie berlińskich targów IFA 2012. Już wtedy trudno go było nazwać najbardziej innowacyjnym lub zaawansowanym technologicznie, zapewne nie to było priorytetem przy jego projektowaniu. Pomimo prostoty jednak coś w sobie ma. Być może moja opinia wynika z faktu, że wiele książek przeczytałem na trochę mniejszym i też niezwykle poręcznym urządzeniu – palmtopie Palm Tungsten|C.

 

 

TrekStor Pyrus Mini nie jest pierwszym ani jedynym małym czytnikiem e-booków. Przy okazji recenzji Kobo Mini wspominałem między innymi o porównywalnych poprzednikach. Były to: Sony PRS-350, Bookeen Cybook Opus, PocketBook 360. Najpoważniejszym konkurentem Pyrusa Mini, obok Kobo Mini, jest obecnie Pocketbook 515 Mini, który miał premierę na targach IFA 2013. Jest on dostępny w Polsce przez oficjalnego dystrybutora. Ponadto na rynku rosyjskim jak i na targach IFA 2013 pojawiły się też klony pochodzące zapewne z tej samej taśmy produkcyjnej, co Pyrus Mini. W Berlinie podobne urządzenie prezentowali Hiszpanie (nie widać go na ich stornie WWW), a w sieci można obecnie znaleźć kilka zbliżonych możliwościami urządzeń dostępnych w Rosji. Jest to m.in. Ritmix RBK-200 oraz teXet TB-446.

 

Czy to najtańszy czytnik również dla nas?

 

Czytnik nie jest oficjalnie sprzedawany w Polsce. Na stronie producenta oferowany jest obecnie (wraz z etui) za 44 EUR, ale trzeba jeszcze doliczyć koszty przesyłki do Polski. Jednak zarówno w sieciach sklepów stacjonarnych z elektroniką jak i w jednym ze sklepów internetowych był wcześniej w RFN oferowany za 29 EUR. O ile w sklepach stacjonarnych wyprzedał się błyskawicznie, o tyle w redcoon.de raz po raz jeszcze się w takiej cenie pojawiał wielokrotnie. I równie szybko znikał. Pozostaje mieć nadzieję, że więcej przecenionych urządzeń trafi jeszcze na rynek.

 

Jak wspomniałem wcześniej, klony małego TrekStora oferowane są też przez sklepy rosyjskie, białoruskie i ukraińskie. Za Bugiem jest to wersja m.in. z dwukrotnie większą pamięcią, obsługą mp3 i dodaną ładowarką. Komplet do nabycia za równowartość około 200 PLN.

 

TrekStor Pyrus Mini zdobyty i zrecenzowany

 

Pomimo, że nie udało mi się kupić Pyrusa Mini podczas pobytu w Berlinie. Pomimo, że profesjonalizm obsługi stoiska TrekStora na targach IFA 2013 raczej osłabił niż zachęcił mnie do kontaktów z produktami przez nich sygnowanymi, jednak w końcu uznałem, że 29 EUR jest ceną obok której nie można przejść obojętnie. I oto po wygranej licytacji na niemieckiej wersji serwisu aukcyjnego oraz kilku miesiącach użytkowania czytnika mogę zaprezentować jego recenzję.

 

P.S. Już teraz zapraszam na drugą część recenzji czytnika TrekStor Pyrus Mini. Już wkrótce na Booklikes...

More posts
Your Dashboard view:
Need help?